Negocjacje w sprawie Cieśniny Ormuz. Chiny chcą otrzymać gwarancje

Chiny prowadzą z Iranem negocjacje w sprawie Cieśniny Ormuz w sprawie umożliwienia przepływu statków z ropą naftową i skroplonym gazem ziemnym przez cieśninę Ormuz – powiadomiła agencja Reutera, powołując się na trzy źródła dyplomatyczne.

Ceny ropy naftowej wzrosły o ponad 15 proc. od początku konfliktu

.Chiny utrzymują przyjazne stosunki z Iranem i są w dużym stopniu uzależnione od dostaw z Bliskiego Wschodu, dlatego naciskają na Teheran, by zezwolił statkom na bezpieczny przepływ – zaznaczył Reuters. Agencja przypomniała, że ok. 45 proc. importu ropy do Chin przepływa przez cieśninę Ormuz.

Ceny ropy naftowej wzrosły o ponad 15 proc. od początku konfliktu w związku z przerwami w produkcji spowodowanymi atakami Iranu na obiekty energetyczne w Zatoce Perskiej oraz statki przepływające przez cieśninę.

Chiny nie mają wyboru. Negocjacje w sprawie Cieśniny Ormuz są koniecznością

.Liczba tankowców przepływających przez Ormuz spadła do czterech, dzień po wybuchu działań wojennych, w porównaniu ze średnią 24 dziennie od stycznia – wynika z danych firmy Vortexa monitorującej ruch morski.

Rząd Iranu oświadczył na początku tygodnia, że żadne statki należące do Stanów Zjednoczonych, Izraela, krajów europejskich ani ich sojuszników nie będą mogły przepływać przez cieśninę Ormuz. W oświadczeniu nie wspomniano o Chinach – napisał Reuters.

Minister energii USA Chris Wright zapowiedział, że amerykańska marynarka wojenna będzie eskortować tankowce przepływające przez cieśninę Ormuz „najwcześniej jak będzie to możliwe”.

Niebezpieczne flirty z Chinami

.Niemcy i Francuzi pielgrzymują do Chin. Czy chcą tylko zrobić na złość Ameryce i podbić stawkę, czy jest to poważna opcja? – pisze Jan ŚLIWA.

Europa się rozczarowała Ameryką. Dokładnie mówiąc – stare jądro Unii Europejskiej. Głęboką przyczyną jest stara trauma – Niemcy zostały przez Amerykę dwukrotnie pokonane, co pokrzyżowało ich globalne plany. Francja została przez Amerykę dwukrotnie obroniona/wyzwolona, co dla „grande nation” było poniżające. Oba kraje mają za sobą wielkie ambicje, przy czym Francja je zrealizowała w postaci światowego imperium, a Niemcom się to nigdy nie udało, chyba żeby poczytać za sukces zniszczenie sporej części Europy w zaledwie 6 lat.

Kraje te mają też problem z asertywną Ameryką, która zachowuje się jak kowboj. Tak było za rządów George’a W. Busha i interwencji w Iraku, gdy jądro Unii dumnie powiedziało „nie”. Tak jest o wiele mocniej za prezydentury Donalda Trumpa, za pierwszej, która miała minąć jak zły sen, a zwłaszcza za drugiej, gdy ten koszmar jednak nastąpił.

Faktem jest, że Donald Trump ma specyficzną osobowość i styl, który wielu zraża. Ale oczekiwanie, że do władzy nad światowym hegemonem dojdą ludzie łagodni i pokornego serca, jest iluzoryczne. Owszem, tak bywa: Unia Europejska ma wielki talent w wysuwaniu na czoło osób zupełnie bezbarwnych, którzy latami wygłaszają szumne deklaracje i nic nie robią. Jak w operze – śpiewają „Uciekajmy!” i przez kwadrans stoją w miejscu. Ale czy to dobrze? Jak przechodzą do czynu (Mercosur, SAFE), zachowują się jak stado słoni w składzie porcelany. Podobnie iluzoryczne jest oczekiwanie, że stworzymy armię, która nas obroni przed brutalnym wrogiem, ale walczyć będą osoby żołnierskie 56+ płci, poszukujące strefy komfortu i przesycone ojkofobią. Ameryka i jej konserwatywni sojusznicy są tego przeciwieństwem, mają prawdziwą armię. Nie daje to gwarancji, ale jest o czym rozmawiać.

Jest niemiecką tradycją szukanie partnerów na wschodzie. Dawało to niegdyś wzmocnienie siły w konkurencji z mocarstwami zachodnimi: Anglią, Francją, a teraz Ameryką. Tak długo, jak w Moskwie rządzi Putin, otwarta współpraca z Rosją nie wchodzi w grę. Otwarta nie, dyskretna jak najbardziej. Rośnie również zmęczenie wojną na Ukrainie. Wielu uważa Zełenskiego za przeszkodę w zawarciu pokoju, tak jak Polska w XIX wieku zakłócała pokój w Europie. Karta rosyjska jest w rezerwie, może wejść do gry.

Ale na pewno w grze są Chiny. Dotyczy to nie tylko Niemiec, ale też Francji i może innych krajów. Przy tym to, czy Niemcy i Francja grają w zespole, czy przeciw sobie, jest otwartą sprawą. I zawsze trzeba pamiętać, że nikt nie wie, kto w tych krajach będzie rządził za dwa lata. Tak więc wielu pielgrzymuje do Chin. Czy chcą tylko zrobić na złość Ameryce i podbić stawkę, czy jest to poważna opcja?

Czego oczekują te kraje? Nie sądzę, by były zainteresowane nawracaniem Chin na demokrację, a zwłaszcza LGBT. Niemiecki kanclerz Merz mówi o interesach narodowych i języku siły. Nawiasem mówiąc nikt tej nowej asertywności Niemiec nie zauważył, wszyscy są skupieni na Trumpie.

Z rzadka tylko, na przykład na portalach włoskich daje się słyszeć, że Niemcy z największą armią w Europie i może bronią atomową to nieciekawy pomysł. A już takie Niemcy pod rządami AfD to czerwony alarm. Tak więc celem nie jest Wandel durch Handel, zmiana poprzez handel, lecz biznes. Zachód oczekuje konkretnych zysków i w miarę cywilizowanych stosunków. Z tymi zyskami bywa różnie. Kontakty z chińskim przemysłem samochodowym kończą się tak, że z Chin przychodzą gotowe mercedesy z niemiecką nalepką, a volkswageny są wyposażane w chiński software, bo niemieckie firmy nie dają rady. 

Tu skoncentrujemy się na problemie, jakim graczem są Chiny i na ile cywilizowane są stosunki z nimi. Z góry zastrzegam, że wiem, że w Polsce jest wielu ekspertów od Chin i wielu przewyższa mnie doświadczeniem. Oparłem się na nowej światowej literaturze na ten temat i mam nadzieję, że wniesie to nowe elementy do tej dyskusji.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-niebezpieczne-flirty-z-chinami/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 marca 2026