Pierwsze protesty na Kubie

Na Kubie antyrządowi demonstranci zaatakowali 15 marca 2026 r. biuro partii komunistycznej w mieście Moron – poinformowała agencja Reutera, podkreślając, że był to wybuch publicznego niezadowolenia wywołany przerwami w dostawie prądu, zaostrzony przez blokadę dostaw ropy naftowej przez USA.
Pierwsze protesty na Kubie
.Protest przeciwko przerwom w dostawie prądu i niedoborom żywności rozpoczął się pokojowo późnym wieczorem w dniu 13 marca 2026 r., lecz przerodził się w atak na siedzibę lokalnych władz partyjnych wczesnym rankiem 14 marca 2026 r., donosi gazeta „Invasor”.
Nagrania w serwisach społecznościowych wykonane w mieście Moron położonym na północnym wybrzeżu Kuby, około 400 km na wschód od stolicy Hawany, pokazują duży pożar i ludzi rzucających kamieniami w okna budynku, podczas gdy w tle słychać okrzyki „wolność”.
Protest wywołał reakcję prezydenta, Kuby Miguela Diaza-Canela, który później tego samego dnia w mediach społecznościowych stwierdził, że oburzenie z powodu przedłużających się przerw w dostawie prądu jest zrozumiałe, ale ostrzegł przed przemocą. „Wandalizm i przemoc nie będą bezkarne” – powiedział.
USA zaostrzają politykę wobec Kuby
.Stany Zjednoczone zaostrzyły politykę wobec Kuby od czasu schwytania w styczniu prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro – najważniejszego zagranicznego dobroczyńcy Kuby. Prezydent USA Donald Trump wstrzymał dostawy wenezuelskiej ropy naftowej na wyspę i zagroził nałożeniem ceł na każdy kraj sprzedający Kubie ropę. W ostatnich tygodniach Donald Trump wydał szereg oświadczeń, twierdząc, że Kuba jest na skraju upadku lub jest chętna do zawarcia porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi – przypomniała agencja.
Rząd Kuby poinformował 13 marca 2026 r., że rozpoczął rozmowy z Waszyngtonem w celu rozwiązania kryzysu. Publiczne protesty, zwłaszcza te gwałtowne, są na Kubie niezwykle rzadkie. „To, co początkowo zaczęło się pokojowo przerodziło się w akty wandalizmu wymierzone w siedzibę miejskiego komitetu partii” – przekazała gazeta „Invasor”. Wandale zaatakowali też kilka innych państwowych placówek w okolicy, w tym aptekę i targowisko – donosi raport.
Na jednym z nagrań w mediach społecznościowych słychać strzał, a kamera pokazuje leżącą na ziemi osobę. Państwowa agencja prasowa „Vanguardia de Cuba” zdementowała doniesienia internetowe, jakoby leżąca na ziemi osoba została postrzelona przez policję. „Opublikowane zdjęcie przedstawia scenę protestu, ale ważne jest, aby opinia publiczna znała prawdę: nikt nie został ranny w strzelaninie” – poinformował kubańska agencja w serwisie X.
Moron – ognisko antyreżimowych na Kubie
.Państwowe media powiadomiły, że policja zatrzymała pięć osób, a jeden pijany uczestnik protestu przewrócił się, doznając obrażeń. Jest leczony w szpitalu. W ciągu ostatniego tygodnia doszło do kilku niewielkich protestów w Hawanie, a studenci zorganizowali demonstrację, kiedy rząd zawiesił zajęcia stacjonarne, składając winę na blokadę dostaw ropy naftowej przez USA. Niedobory paliwa znacznie ograniczyły transport publiczny, uniemożliwiając nauczycielom i studentom spotykanie się na zajęciach.
Liczące ponad 65 tys. mieszkańców Moron było również miejscem znaczących protestów podczas antyrządowych zamieszek 11 lipca 2021 r., największych od czasu rewolucji Fidela Castro w 1959 r. – przypomniała agencja Reutera.
Stary dyktator zmarł dla mnie dawno temu
.”Gdy podano wreszcie ostateczną informację o tym, że zmarł Fidel Castro, poczułam bardziej ulgę niż żałobę. I mimo, że ludzie wiary powinni odczuwać żałobę, jednak nie towarzyszy mi ona w tej chwili. Jestem przekonana, że świat będzie bez niego po prostu lepszy” – pisze Miriam CELAYA pisarka i opozycjonistka mieszkająca na Kubie.
Dla mnie Fidel Castro umarł dawno temu, nie jestem w stanie dookreślić kiedy to się stało. Spoczął gdzieś w zakurzonej szkatułce mojej pamięci. A może umierał kilka razy? Na pewno nie reagowałam tak emocjonalnie, jak inni, do których co chwila, co parę tygodni, co parę dni dochodziły „absolutnie potwierdzone” informacje o jego śmierci.
Umarł dla mnie dawno temu, więc nie ekscytuję się dziś pytaniem jaka będzie Kuba bez niego. Większość Kubańczyków wybierze wygodne oczekiwanie na to, co nastąpi, nie zdecyduje się na ponoszenie ryzyka. Tak jak zrzucali swoje losy na decyzje satrapy podtrzymywanego przy życiu i konserwującego system. Nie, oni nie będą podejmować ryzyka.
W urywkach wspomnień — i nie ma w tym goryczy, urazy, ani wyrzutów sumienia — wśród milionów Kubańczyków pokładających wiarę w Fidela byłam i ja. Zastanawiam się dziś, jak mogłam być tak naiwna. Jak to się stało, że ja, moi rodzice, moi dziadkowie, byliśmy w tak haniebny sposób manipulowani? Dlaczego tak się baliśmy? Czego się baliśmy, tak naprawdę?
Prawdziwą siłą Fidela Castro było to, że prezentował się nam jako irracjonalny, zły, nieokiełznany przywódca, a my nie mieliśmy siły, by przeciwstawić się jego działaniom. Kubańczycy stali się konformistami, co pozwoliło im przetrwać. Przystosowali się do świata, w którym rządził Fidel. Zaaklimatyzowali się w świecie Fidela.
Spoglądając dziś z perspektywy czasu na pierwsze 20 lat mojego życia, pamiętam go jako rodzaj wszechogarniającej magmy, oblepiającej każdą dziedzinę życia tak publicznego, jak i prywatnego. Fidel Castro był wszędzie. Był wszechobecny. Na wszystko wpływał. Wszystko widział i wiedział. Nie sposób było bez niego żyć, przejść przez plac, pójść do sklepu, sięgnąć po gazetę.
Brodaty pan z mojego dzieciństwa nigdy się nie uśmiechnął, wciąż był w tym samym mundurze, na każdym portrecie, w każdym miejscu Kuby, na ścianie, na ogrodzeniu, w kioskach na okładkach czasopism, oprawiony w ramki na honorowym miejscu w domach Kubańczyków popierających rewolucję, których wówczas była większość.
Ten sam pan przychodził do naszego domu bardzo często. Moja babcia była przekonana, że mieszka w tym dużym urządzeniu w dużym pokoju. Z ekranu telewizora wygłaszał płomienne mowy, grzmiał, mówił o inwazji, groził i karcił. To były zawsze długie przemówienia, które dochodziły też zza ściany, wszyscy sąsiedzi słuchali i oglądali, taki był czas. Emocjonował ludzi — jego słowa miały moc, tembr i wielką siłę. To, że był fałszywym prorokiem dostrzegać zaczęliśmy dopiero później.
„Fidel” to było jedno z pierwszych słów, które wypowiedziałam, podobnie jak wiele innych dzieci na wyspie.
.Widziałam, jak wielka była zapiekłość wynikająca z oceny tych rządów. Zapiekłość, która jakże często trwała do końca życia. Niepogodzeni ze sobą członkowie rodzin nie rozmawiali ze sobą do ostatnich swoich dni. Umierali bez pojednania ze sobą. Czy teraz będzie możliwe pozbierać rozproszone kawałki rodów? Na nowo nawiązać relacje, normalnie rozmawiać po tylu latach sporów wokół jego osoby? Nie wiem.
PAP/MJ






