Policja we Francji może liczyć na skrajną prawicę

Policja we Francji

Tysiące ludzi uczestniczyło w dniu 31 stycznia 2026 r. we Francji w demonstracjach poparcia dla policji, które odbyły się w około 20 miastach. Najliczniejszy wiec, w Paryżu, zebrał – według organizatorów – do 20 tys. osób. Na zgromadzenie przyszli politycy skrajnej prawicy.

Policja we Francji może liczyć na skrajną prawicę

.Do mobilizacji wezwał główny związek zawodowy policji francuskiej Alliance, by zaprotestować przeciwko niewystarczającym jego zdaniem zasobom, jakie mają do dyspozycji stróże prawa. Związkowcy skarżą się na zbyt małą liczbę personelu i braki w sprzęcie, podczas gdy muszą mierzyć się z rosnącą przestępczością.

W Paryżu demonstracja, która rozpoczęła się na Placu Bastylii, zgromadziła według organizatorów od 15 tys. do 20 tys. osób. Przyszło na nią wiele starszych osób. Uczestnicy protestu przynieśli plakaty, głoszące m.in.: „Bez policji panuje chaos”, „Bezkarność produkuje przestępców” i „Wszyscy gliniarze to bohaterowie”.

W tłumie rozdawano chorągiewki w barwach narodowych, śpiewano francuski hymn „Marsyliankę”.

W demonstracjach wzięło udział 45 tys. ludzi

.Obok zwykłych obywateli, przyszli na wiec politycy prawicy i skrajnej prawicy. Pojawili się: Sarah Knafo z partii Reconquete Erica Zemmoura (kandydatka na mera Paryża w zbliżających się wyborach samorządowych), Marion Marechal, oraz polityk partii Marine Le Pen Zjednoczenia Narodowego (RN) Thierry Mariani.

Szef MSW Laurent Nunez, który wcześniej był prefektem paryskiej policji, zapewnił o swoim poparciu dla żandarmów i policjantów. Minister podkreślił, że w budżecie na 2026 rok przewidziano dla jego resortu dodatkowe 100 mln euro.

Związki zawodowe podały, że w całym kraju uczestniczyło w zgromadzeniach 45 tys. ludzi. Władze nie podały własnych szacunków dla całego kraju. Według danych lokalnych prefektur policji w Tuluzie demonstrowało 1000 osób, 1500 – w Lyonie i po kilkaset w Lille i Marsylii.

Moje spotkania z Marine Le Pen

.”Marine Le Pen nie przeczytała w życiu ani jednej książki, nie pracowała, nic nie rozumiała z ekonomii, interesowały ją tylko jej koty i rośliny, była sklepikarką, która kierowała partią jak sklepem spożywczym. Dodatkowo była niezwykle nieufna” – pisze w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Moje spotkania z Marine Le Pen” Eric ZEMMOUR.

„Skontaktował się ze mną jeden ze współpracowników Marine Le Pen. Spotkałem się z nią w 7. dzielnicy Paryża w wytwornym mieszkaniu należącym do naszego wspólnego znajomego, który po przywitaniu się wyszedł, zostawiając nas samych. Marine Le Pen kulała. Nabawiła się kontuzji, pracując we własnym ogródku. Wyjęła duże i grube etui, do którego schowała nasze telefony. Śmiejąc się, wyznała: „Tak zrobił Bayrou, gdy rozmawialiśmy o ordynacji proporcjonalnej”. Wyciągnęła zesztywniałą nogę na kanapie, na której usiadła. Od razu przeszła do rzeczy: „Chcę, żebyś wiedział, że nigdy z tobą nie zagram poniżej pasa. To nie w moim stylu. Nigdy niczego nie powiem na temat ciebie i twojego życia prywatnego. Mimo wszystko należymy do tej samej rodziny politycznej”. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć na takie dictum. Czy był to przejaw szczerości, czy może jednak hipokryzji? Prawdomówności czy samooskarżenia?”.

„Wolałem wierzyć w jej dobre intencje. Od dawna kieruję się dewizą kardynała Retza: „Częściej dajemy się oszukać nieufnością niż zaufaniem”. Więc tym gorzej dla mnie, jeśli zgrzeszyłem naiwnością. Le Pen ciągnęła dalej: „Wiem, co chcesz zrobić. Wystartować w prawyborach Republikanów, aby zostać ich kandydatem. Ale oni ci nie pozwolą. Za dużo szmalu jest w grze”.

.”Uśmiechnąłem się. Odpowiedziałem, że nie mam takiego zamiaru, nawet jeśli paru znajomych radziło mi, żebym tak zrobił. Wyglądała na mocno zdziwioną, tak bardzo musiała bowiem ufać swoim informatorom. Kilka dni wcześniej dowiedziała się, że sondaże dają jej 48 proc. w drugiej turze z Emmanuelem Macronem. Świetny wynik, który dostarczył jej tyle radości, że wciąż można było wyczytać ją z jej twarzy mimo bólu przy każdym ruchu nogą. Podałem w wątpliwość wiarygodność sondaży, przypominając jej, że te publikowane na rok przed wyborami zawsze rozmijały się z rzeczywistym wynikiem. W 2016 roku na zwycięzcę typowany był Juppé, w 2011 Strauss-Kahn, w 2001 Jospin, w 1994 Balladur. I mógłbym tak cofnąć się aż do de Gaulle’a!” – pisze Eric ZEMMOUR.

PAP/Anna Wróbel/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 31 stycznia 2026