Pomoc w zestrzeliwaniu irańskich bezzałogowców w zamian za pokój na Ukrainie. Oferta Andrija SYBIHY

Ukraina może wysłać specjalistów ds. dronów na Bliski Wschód i podzielić się swoimi możliwościami i wiedzą specjalistyczną, aby pomóc w zestrzeliwaniu irańskich bezzałogowców, jeśli partnerzy Kijowa pomogą doprowadzić do zawieszenia broni w wojnie z Rosją – zaproponował szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha.
„Nie będziemy w stanie wysłać wszystkich naszych operatorów, ale z pewnością możemy wysłać niektórych z nich”
.Andrij Sybiha podkreślił, że skuteczność Ukrainy w neutralizowaniu irańskich dronów Shahed osiągnęła 90 proc., częściowo dzięki wykorzystaniu dronów przechwytujących produkcji krajowej.
„Nie będziemy w stanie wysłać wszystkich naszych operatorów, ale z pewnością możemy wysłać niektórych z nich, jeśli zostanie zagwarantowane, że Rosja nie będzie przeprowadzać ataków na nasz kraj” – przekazał Sybiha w rozmowie z Reutersem.
Andrij Sybiha podkreślił, że skuteczność Ukrainy w neutralizowaniu irańskich dronów Shahed osiągnęła 90 procent
.Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował w nocy z niedzieli na poniedziałek, że w państwach regionu Zatoki Perskiej, mimo liczniejszych i lepszych systemów obrony przeciwlotniczej, nie udaje się zestrzelić wszystkich rakiet i dronów. Według prezydenta ukraińskie doświadczenie w działaniach obronnych jest wyjątkowe i Kijów jest gotów dzielić się nim z krajami, które wspierały Ukrainę.
Wcześniej, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer powiedział, że zgodził się, na prośbę USA, aby brytyjskie bazy wojskowe były wykorzystywane do uderzeń obronnych w magazyny bądź wyrzutnie irańskich rakiet. Szef brytyjskiego rządu zadeklarował, że brytyjscy i ukraińscy eksperci pomogą sojusznikom z krajów regionu Zatoki Perskiej w zestrzeliwaniu irańskich dronów.
Izrael i USA rozpoczęły naloty na cele w Iranie. Teheran w odpowiedzi zaatakował amerykańskie bazy w kilku krajach regionu, a także Izrael. W nalotach zginął m.in. najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei oraz grupa czołowych postaci irańskiego reżimu.
Wojna na Ukrainie to ostatni akord agonii ZSRR
Moskwa była przekonana, że zbudowane przez te lata jedność językowa, kulturowa, cywilizacyjna stały się na tyle silne, że utrzymają się nawet wtedy, gdy nie będzie jednej konstrukcji państwowej. Dopiero po długim czasie Kreml dostrzegł, że to tak się nie sprawdza – i zaczął działać na rzecz odwrócenia tego stanu rzeczy – pisze prof. Andrij PORTNOW
„Wojna jest tylko kontynuacją polityki innymi środkami” – pisał Carl von Clausewitz w swojej książce O wojnie. Niemiecki strateg celnie wskazał, że polityka i wojna ściśle wiążą się ze sobą, a konflikt zbrojny często staje się konsekwencją ważnych procesów politycznych lub cywilizacyjnych. Przykładów na potwierdzenie tej tezy jest bez liku. Nie doszłoby do Wojny Trzydziestoletniej bez Reformacji. Napoleon nie rozpocząłby swojej kampanii, gdyby nie rewolucja francuska. Bez napięć politycznych w Europie na początku XX wieku nie byłoby I wojny światowej, a bez Wielkiego Kryzysu rozpoczętego w 1929 r. pewnie nie doszłoby do wybuchu II wojny.
Ale ostatnie ważne wydarzenie XX wieku przebiegło pokojowo. Chodzi o upadek komunizmu w Europie Środkowej i rozpad Związku Radzieckiego 26 grudnia 1991 r. Już wtedy wielu komentatorów przypuszczało, że nie uda się tego procesu przeprowadzić bezkonfliktowo – i było zdziwionych, że rozpad Związku Sowieckiego odbył się bezkrwawo. Poza niewielkimi, ograniczonymi zajściami (walki o wieżę telewizyjną w Wilnie, pucz Janajewa, wojna domowa w Gruzji) rozkład ZSRR przebiegał pokojowo, bez przemocy. Wtedy, w ostatniej dekadzie XX stulecia, wyglądało to jak naturalny proces. Dziś jednak widzimy, że to było tylko złudzenie. Konflikty po prostu odłożyły się w czasie.
Konsekwencją rozpadu Związku Radzieckiego były: wojna w Gruzji w 2008 r., kolejne zrywy ukraińskie (Pomarańczowa Rewolucja, Rewolucja Godności) czy dławienie zrywu Białorusinów protestujących przeciwko fałszerstwom wyborczym w 2020 r. Elementem tego procesu jest również agresja Rosji na Ukrainę. Kolejne potwierdzenie, że konsekwencją ważnych zdarzeń politycznych zwykle jest konflikt zbrojny.
Dlaczego do wojny na Ukrainie doszło dopiero teraz, 21 lat po rozpadzie ZSRR? Bo na Kremlu długo uważano, że Związek Radziecki – choć formalnie rozwiązany – cały czas istnieje. Przez lata obowiązywało przekonanie, że republiki tworzące w latach 1917–1991 ZSRR na tyle upodobniły się do siebie, że będą funkcjonować w jednym rytmie nawet wtedy, gdy nie będą ich łączyć wspólne granice. Moskwa była przekonana, że zbudowane przez te lata jedność językowa, kulturowa, cywilizacyjna stały się na tyle silne, że utrzymają się nawet wtedy, gdy nie będzie jednej konstrukcji państwowej. Dopiero po długim czasie Kreml dostrzegł, że to tak się nie sprawdza – i zaczął działać na rzecz odwrócenia tego stanu rzeczy. Stąd kolejne konflikty. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że obecna wojna na Ukrainie jest ostatnią; że to ostatni akord przedłużonej agonii ZSRR.
PAP/MB




