Jan ROKITA: Kłamstwo katyńskie

Kłamstwo katyńskie

Photo of Jan ROKITA

Jan ROKITA

Filozof polityki. Absolwent prawa UJ. Działacz opozycji solidarnościowej, poseł na Sejm w latach 1989-2007, były przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Wykładowca akademicki. Autor felietonów "Luksus własnego zdania", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc.: Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Kłamstwo katyńskie było prakłamstwem, swego rodzaju matką wszystkich kłamstw, jakie Europa skłonna była przyjmować pod rosyjskim szantażem albo i nawet bez tego szantażu – pisze Jan ROKITA

.Jesienią 1992 roku mogło się zdawać, że w Rosji zdarzył się cud. Przez pół wieku Moskwa szantażowała wolny świat, czyniąc zeń uległego wspólnika w podtrzymywaniu kłamstwa katyńskiego, wedle którego to „prawdopodobnie” Niemcy, a nie Moskale wymordowali w czasie II wojny światowej 20 tysięcy polskich jeńców wojennych.

Sukces tamtego szantażu okazał się nadspodziewany i długotrwały. Ba… w Polsce czasem odnosiliśmy wrażenie, że europejscy przywódcy i intelektualiści traktują zakłamanie zbrodni katyńskiej i ochronienie jej rosyjskich sprawców jak coś w rodzaju swojej misji. Tu zresztą legła przyczyna niechęci i irytacji, jaką po wojnie budzili w Europie Polacy, samotnie i po donkiszotowsku walczący z tym historycznym negacjonizmem. Tylko Ameryka, gdzie Kongres w roku 1952 ustalił jednoznaczną prawdę o zbrodni katyńskiej, okazała się zdolna do szybkiego i stanowczego odrzucenia kłamstwa katyńskiego.

I oto nagle, w październiku 1992 roku, Borys Jelcyn z własnej woli przekazuje Lechowi Wałęsie teczkę dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej, a wśród nich kopię „rozkazu nr 13” z 15 marca 1940 roku, podpisanego przez Stalina i całe sowieckie kierownictwo państwa, w którym kawa na ławę, na piśmie, rozkazuje się NKWD wymordować polskich jeńców. Można by sądzić, że cała struktura, na której zasadzało się kłamstwo katyńskie, rozpadła się nagle w pył.

Nic jednak bardziej błędnego. Wyzwalanie się z kłamstwa katyńskiego było procesem najtrudniejszym i najbardziej przewlekłym w Wielkiej Brytanii. Dziś aż trudno uwierzyć, że trzeba było dopiero premiera Davida Camerona, aby rząd brytyjski w roku 2012, a więc dwadzieścia lat po Jelcynie, ujawnił ukrywane dokumenty, obnażające zmowę Churchilla i Roosevelta w sprawie kłamstwa katyńskiego.

Obaj przywódcy wymienili się w roku 1943 raportami o sowieckiej zbrodni, ustalając, że społeczeństwa zachodnie mają się o niej nigdy nie dowiedzieć. Jak głęboko kłamstwo katyńskie weszło w krew politykom brytyjskim, świadczy fakt, iż w 1976 roku, gdy na londyńskim cmentarzu udało się w końcu wznieść obelisk ku czci ofiar Katynia (poza cmentarzem było to w Anglii w ogóle niemożliwe), to rząd premiera Callaghana na różne sposoby próbował wymusić, aby na obelisku nie pojawiła się data zbrodni, rok 1940, wskazująca na zbrodniarzy z NKWD. Nie wiem, co może sądzić współczesny Anglik, dowiadując się, że demokratyczny rząd jego kraju zajmował się nie aż tak dawno fałszowaniem dat zgonów sojuszniczych żołnierzy na cmentarnym pomniku w Londynie. Brzmi to przecież jak absurd rodem z orwellowskiej dystopii.

.Pod pewnym względem jeszcze gorzej bywało we Francji. Tam bowiem przez długie lata brutalnie atakowano i dyskredytowano polskich świadków, takich jak wielki artysta Józef Czapski, który w imieniu państwa polskiego poszukiwał w „archipelagu GUŁag” zaginionych polskich oficerów i nigdy ich nie odnalazł.

To niebywały paradoks, że u końca wojny we Francji jedynym intelektualistą piszącym otwarcie o zbrodni NKWD był Robert Brasillach – faszysta, który wraz z grupą dziennikarzy był w 1943 roku w Katyniu i widział tam świeżo rozkopane masowe polskie groby. Walczący z kłamstwem katyńskim Brasillach został za kolaborację z Niemcami skazany na karę śmierci, a de Gaulle kazał go rozstrzelać. Miary przewrotności tej historii dopełnia fakt, iż jednym z zarzutów w procesie Brasillacha stała się… jego obecność w Katyniu i prawdziwe świadectwo, jakie dał o tej zbrodni na łamach faszystowskiej prasy. Sam de Gaulle w swoich liczących przeszło tysiąc stron pamiętnikach wojennych pilnował się, aby ani razu nie wspomnieć o zbrodni katyńskiej. Zainfekowany kłamstwem katyńskim nie odważył się wypowiedzieć prawdy nawet wtedy, gdy pisząc w latach 50. pamiętniki, był już starym człowiekiem i chwilowo nie miał wpływu na bieg polityki.

Pełna nadziei epoka Jelcyna trwała krótko, a pod nowym władcą Kremla kłamstwo katyńskie szybko wróciło do roli fundamentu doktryny państwowej Rosji. Przez jakiś czas trwało jeszcze śledztwo rosyjskiej prokuratury, nakazane przez Jelcyna, więc w Polsce rodziny pomordowanych z nadzieją czekały na jego wyniki. Ale Wladimir Putin rychło utajnił i ukrył dokumenty wytworzone w toku śledztwa, w tym przesłuchania żyjących jeszcze wtedy świadków i samych oprawców z NKWD. Tych, którzy w kwietniu 1940 roku, z wielkim mozołem i w ścisłej tajemnicy, noc po nocy, strzelali pojedynczo w tył głowy każdemu z tysięcy polskich oficerów, po dokładnym sprawdzeniu jego tożsamości.

I tu rozegrał się jeszcze jeden, późny i nieoczekiwany, akt dramatu kłamstwa katyńskiego. Rodziny pomordowanych zwróciły się bowiem o pomoc do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, ale ten odmówił im pomocy, posługując się ośmieszającym sąd wykrętem, że Moskwa dopiero w 1998 roku poddała się jurysdykcji Trybunału, więc to zbyt późno, by w 2013 oceniać rosyjski nawrót do kłamstwa katyńskiego. Ten cios ze Strasburga jest w Polsce pamiętany, zwłaszcza że w ochronę sprawców zbrodni zaangażował się sąd powołany dla obrony praw człowieka.

.Ale pamiętany też jest ówczesny głos odrębny sędziego Deana Spielmanna, wedle którego Trybunał „uchylił się od swojej roli strażnika praw człowieka w obliczu jednej z najstraszniejszych zbrodni XX wieku”. To wszystko działo się krótko przed wybuchem wojny na Ukrainie, a więc w czasie, gdy Europa, jakby ślepa i głucha na rzeczywistość, budowała swoją przyszłość na kolejnych kłamstwach o rzekomo partnerskim i opłacalnym sąsiedztwie z Moskwą pod rządami Putina.

Z dzisiejszej perspektywy widać jasno, że kłamstwo katyńskie było prakłamstwem, swego rodzaju matką wszystkich kłamstw, jakie Europa skłonna była przyjmować pod rosyjskim szantażem albo i nawet bez tego szantażu. Na sumieniu powojennej Europy kłamstwo katyńskie wyryło trwałą rysę, która tak łatwo się nie zabliźni. Ta rysa przypomina nieustannie o tym, z jak cyniczną łatwością europejska elita stała się wspólnikiem w fałszowaniu prawdy o zbrodniach dokonanych na Polakach. I jak to wspólnictwo przyniosło w końcu samej Europie tylko wstyd i upokorzenie zamiast wyczekiwanych wieczystych korzyści.

Jan Rokita

Tekst publikujemy równocześnie na łamach miesięcznika „Wszystko co Najważniejsze” [nr 75] oraz w mediach współpracujących w ramach projektu „Opowiadamy Polskę światu”.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 kwietnia 2026
Fot. Andrzej STAWIARSKI / Forum