Polska wciąż broni się przed przyjęciem euro

Przyjęcie euro przez Polskę, czyli odejście od polskiej złotówki, ratowałoby dziś finanse krajów strefy euro. Presja na przyjęcie przez Polskę euro wciąż się więc pojawia. Dziś jednak presję tę blokują zarówno prezes NBP Adam Glapiński oraz Prezydent RP Karol Nawrocki.
Przyjęcie euro przez Polskę – ten pociąg już odjechał
.Zwolennicy wprowadzenia euro przekonują, że ich zdaniem na przyjęcie euro Polska formalnie zgodziła się, przystępując w 2004 roku do Unii Europejskiej. Nie do końca jest to jednak prawdą. Polacy mówiąc „tak” dla UE w referendum akcesyjnym, które odbyło się 7–8 czerwca 2003 roku, nie mogli przyjąć wspólnej waluty, ponieważ Polska nie spełniała określonych w Traktacie z Maastricht tzw. kryteriów konwergencji. Obejmują one m.in. wymóg, aby poziom inflacji w roku poprzedzającym badanie nie przekraczał o więcej niż 1,5 pkt proc. inflacji trzech państw UE o najniższej inflacji, deficyt finansów publicznych nie był wyższy niż 3 proc. PKB, dług publiczny nie przekraczał 60 proc. PKB, a długoterminowa stopa procentowa nie była wyższa o więcej niż 2 pkt proc. od stóp procentowych w kilku państwach UE.
Dodatkowo, nawet w przypadku spełnienia tych kryteriów, Polska musiałaby przez co najmniej dwa lata przed przyjęciem euro uczestniczyć w tzw. mechanizmie ERM II. Jest to mechanizm kursowy, który sprawdza stabilność waluty krajowej wobec euro w dopuszczalnym paśmie wahań kursu, wynoszącym plus minus 15 procent.
Obecnie Polska nadal nie spełnia żadnego z warunków przyjęcia do strefy euro, choć zwolennicy presji na Polaków w tej sprawie zwracają uwagę, że w niektórych przypadkach Komisja Europejska może odstąpić od wymogu spełnienia wszystkich kryteriów. Podają przykład Chorwacji, która w momencie przystąpienia do strefy euro nie spełniała kryterium dotyczącego poziomu długu publicznego, jednak KE uznała, że ścieżka jego redukcji przyjęta przez rząd chorwacki doprowadzi do obniżenia długu publicznego poniżej 60 proc. PKB.
Prof. Adam Glapiński: bilans przyjęcia euro przez Polskę jest zdecydowanie negatywny
Od dawna przeciwnikiem szybkiego przystąpienia Polski do strefy euro jest prezes Narodowego Banku Polskiego prof. Adam Glapiński. W czerwcu 2025 r. przedstawił on swoje poglądy na ten temat w czasopiśmie naukowym „Bank i Kredyt”. „Analizując teoretyczną literaturę dotyczącą optymalnych obszarów walutowych, jak również dotychczasowe funkcjonowanie strefy euro, należy jednoznacznie stwierdzić, że przyjęcie euro przez Polskę stwarzałoby obecnie istotne ryzyka dla zachowania równowagi gospodarczej oraz dalszego procesu konwergencji polskiej gospodarki” – pisał prof. Adam Glapiński.
Ocenił, że ryzyka te miałyby dwa główne źródła. Pierwszym byłaby utrata możliwości dostosowywania stóp procentowych do potrzeb krajowej gospodarki po wejściu do strefy euro. Drugim źródłem ryzyka, wynikającym z przyjęcia wspólnej waluty, byłaby utrata korzyści płynących z płynnego kursu złotego. „W kolejnych dekadach, wraz ze wzrostem zamożności polskiej gospodarki i jej konwergencją w kierunku najzamożniejszych gospodarek Europy Zachodniej, ocena bilansu korzyści i kosztów ekonomicznych przyjęcia euro może się zmienić. Niemniej obecnie bilans ten jest zdecydowanie negatywny” – napisał prezes NBP.
Donald Tusk: przyjęcie euro przez Polskę? Nie ma takich planów
Premier Donald Tusk, jak i minister finansów Andrzej Domański w ostatnich miesiącach deklarowali, że nie ma planów przyjęcia euro przez Polskę. Wcześniej jednak poglądy polskiej klasy politycznej na wejście do strefy euro się zmieniały. Temat ten również mocno dzielił polityków i ekspertów niemal przez cały okres członkostwa Polski w Unii Europejskiej.
W pół roku po wejściu do UE, w listopadzie 2004 r., ówczesny minister finansów w rządzie Marka Belki Mirosław Gronicki podkreślał, że Polska nie będzie ogłaszać w oficjalny sposób planowanych terminów przejścia na euro. Podkreślił jednak, że przyjęcie euro leży w strategicznym interesie Polski i pozwoli na wywieranie większego wpływu na decyzje podejmowane w ramach UE. Rząd Marka Belki nie przyjął ścisłej daty, kiedy Polska miałaby zastąpić złotego przez euro, ale minister finansów mówił wcześniej, że mógłby być to 2009 rok.
Już w lutym 2005 r. Komisja Europejska uznała, że Polska do 2007 roku raczej nie spełni kryteriów UE, które umożliwiłyby jej wstąpienie w 2009 r. do strefy euro.
Prof. Lech Kaczyński: przyjęcie euro przez Polskę wyłącznie w trybie ogólnonarodowego referendum
W dniu zwycięstwa w wyborach prezydenckich w październiku 2005 r. prof. Lech Kaczyński zapowiedział możliwość przeprowadzenia w 2010 r. referendum w sprawie przystąpienia Polski do strefy euro.
W listopadzie 2005 r. nowy premier Kazimierz Marcinkiewicz, reprezentujący zwycięskie PiS, powiedział, że w najbliższej kadencji Sejmu nie ma potrzeby, aby Polska wchodziła do strefy euro.
Program konwergencji przygotowany przez rząd Marka Belki zakładał, że Polska spełni kryteria fiskalne w 2007 r. (m.in. deficyt budżetowy nie będzie wyższy niż 3 proc. PKB, dług publiczny nie większy niż 60 proc. PKB), a do strefy euro wejdzie w 2009 r. Na początku stycznia 2006 roku MF przygotowało nową wersję programu konwergencji, jednak nie przedstawiło w nim daty spełnienia kryteriów z Maastricht pozwalających na przystąpienie Polski do strefy euro.
Pod koniec stycznia 2006 r. nowa wicepremier i minister finansów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, prof. Zyta Gilowska, zapowiedziała, że Polska nie wstąpi w 2007 r. do mechanizmu ERM II oraz że bardzo wątpliwe jest, aby w 2009 r. spełniła wymagania konieczne do przystąpienia do strefy euro. „Bez strefy euro jesteśmy bezbronni wobec wahań kursów walutowych oraz intensywnych działań kapitału spekulacyjnego. Musimy zrobić wszystko, aby przygotować Polskę do przystąpienia do strefy euro. (…) Uważam, że mówienie o dacie przystąpienia jest zaklinaniem euro. Przypuszczenie jednak, że w 2009 r. będziemy gotowi, jest wątpliwe” – przyznała prof. Zyta Gilowska.
Leszek Balcerowicz: nie można rozstrzygać tego w referendum
Przeciwko referendum w sprawie euro wypowiadał się ówczesny prezes NBP Leszek Balcerowicz. „Obawiam się, że ogłoszenie referendum w kwestii, która już została rozstrzygnięta przez społeczeństwo w referendum, nie budzi zaufania. To jest niepotrzebne i budzi co najmniej zdziwienie naszych partnerów w UE” – mówił w grudniu 2006. Leszek Balcerowicz przekonywał także wtedy, że przyjęcie euro zwiększa wzrost gospodarczy o 0,2-0,4 proc.
Termin ewentualnego wejścia się wydłużał. W kwietniu 2007 r. Zyta Gilowska mówiła, że Polska będzie gotowa do wejścia do strefy euro w 2012 r. Datę 2012 r. jako najwcześniejszy termin wejścia do strefy euro podawał też w czerwcu 2007 r. ówczesny prezes NBP Sławomir Skrzypek.
We wrześniu 2007 r. podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy Zyta Gilowska zapowiadała, że Polska w 2009 r. ogłosi gotowość do wejścia do strefy euro, bo wtedy „spełnimy parametry konwergencji, łącznie z parametrem deficytu sektora finansów publicznych”. Dodała, że przystąpienie do euro jest „absolutnie konieczne”. W ramach trwającej wtedy kampanii temat ten rzadko się pojawiał. Lider PO Donald Tusk mówił, że Polska powinna przyjąć euro tak szybko, jak to możliwe. Wtedy uważał, że mogłoby to nastąpić w roku 2013.
Donald Tusk: Polska powinna przyjąć euro jak najszybciej
Po wygranych wyborach przez Platformę Obywatelską Donald Tusk jako nowy premier nieco zmodyfikował swoje stanowisko. Powiedział w expose, że w interesie Polski jest jak najszybsze przygotowanie się do wejścia do strefy euro. „Musimy odpowiednio przygotować się do tej zmiany, tak by proces przechodzenia na wspólna walutę był bezpieczny dla gospodarki i jak najbardziej korzystny dla zwykłych ludzi” – mówił Donald Tusk. Zaznaczył zarazem, że rząd nie będzie się w kwestii wprowadzenia euro trzymać żadnej doktryny.
Jednak we wrześniu 2008 r., podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy oświadczył, że rząd będzie dążył do wejścia Polski do strefy euro w 2011 r. „Chcę sformułować precyzyjnie jeden z głównych celów naszych działań, czyli wstąpienie Polski do strefy euro. Dzisiaj możemy odpowiedzialnie powiedzieć, że naszym celem jest rok 2011. Jest to zadanie trudne, ale oceniamy, że możliwe” – powiedział w głośnym wystąpieniu.
Ministerstwo Finansów twierdziło wówczas, że Polska spełnia już większość kryteriów koniecznych do przystąpienia do strefy euro.
Prof. Lech Kaczyński: wpierw referendum, później ewentualne zmiany w konstytucji
Sprawie wejścia do strefy euro poświęcone było specjalne posiedzenie Rady Gabinetowej w październiku 2008 r. Prezydent Lech Kaczyński mówił po nim, że wprowadzenie w Polsce euro powinno być „sprawą pewnej dyskusji”. Pod koniec października 2008 r. prezydent podtrzymał swoje wcześniejsze stanowisko, że najpierw powinno odbyć się referendum w sprawie terminu wprowadzenia w Polsce euro, dopiero potem powinny nastąpić ewentualne zmiany w konstytucji.
Premier Donald Tusk podkreślał na początku listopada 2008 r., że patrząc na przyszłość kraju, przyjęcie euro to „bezwzględnie polski interes”. „To nie jest łatwa rzecz, ja też jestem przywiązany do naszej narodowej waluty” – przyznał. Mówił również, że najambitniejszy plan rządu związany z przyjęciem euro zakłada, że na przełomie maja i czerwca 2009 r. Polska przystąpiłaby do mechanizmu stabilizacyjnego ERM2. Według tego wariantu do końca 2008 r. miałoby nastąpić porozumienie polityczne w sprawie zmiany konstytucji, a zimą trwałyby prace nad nowelizacją. W listopadzie 2008 r., po spotkaniu z Radą Polityki Pieniężnej Tusk przekonywał, że szanse na wejście do strefy euro w 2012 r. w 100-proc. realne.
Potem jednak rozprzestrzenił się kryzys gospodarczy, który dotknął również strefę euro. Kilkakrotnie groził nawet jej rozpad, w związku z problemami finansowymi Grecji. To zmieniło optykę także polskich polityków.
Bronisław Komorowski: wejście do euro w 2015 lub 2016 r.
Jarosław Kaczyński: dopiero, gdy polskie kieszenie będą zupełnie bezpieczna
W ramach kampanii prezydenckiej późniejszy prezydent Bronisław Komorowski mówił, że Polska powinna wejść do strefy euro w 2015 r. lub w 2016 r. Z kolei jego rywal Jarosław Kaczyński przekonywał, może to nastąpić dopiero wtedy, gdy „polskie kieszenie będą zupełnie bezpieczne”.
W grudniu 2010 r. Bronisław Komorowski jako prezydent przedstawiał w Sejmie własny projekt zmian w konstytucji, w którym znalazły się uregulowania, mające zacząć obowiązywać po wejściu Polski do strefy euro. Dotyczyły m.in. organizacji NBP, w tym likwidacji Rady Polityki Pieniężnej. „Polska powinna mieć paszport do jazdy w kierunku strefy euro, ale to nie oznacza, że trzeba już ruszać w drogę” – uzasadniał prezydent.
Choć w toku dalszych prac Komorowski wycofał się z części zapisów, i tak Sejm do końca VI kadencji, czyli do listopada 2011 r., nie przyjął zmian w ustawie zasadniczej, choć zamiarem prezydenta było uchwalenie ich przed albo podczas pierwszej polskiej prezydencji w UE, która miała miejsce w drugiej połowie 2011 r.
W styczniu 2014 r. Donald Tusk powiedział, że wejście Polski do strefy euro nie byłoby bezpieczne dla polskich obywateli. Przyznał, że jest rzecznikiem przystąpienia Polski do strefy euro, ale „na pewno nie w najbliższym czasie, ale w tej perspektywie, do której sięga wyobraźnią”.
Marek Belka: ryzyka związane z euro wydają się bardziej wyraźne, a korzyści mniej oczywiste
W marcu 2014 r. prezes NBP Marek Belka przekonywał, że w strefie euro łatwiej bronić swych interesów. Wskazał zarazem, że 10 lat wcześniej polscy ekonomiści wypowiadali się w większości entuzjastycznie na temat euro, ale to się zmieniło. „Ryzyka związane z euro wydają się bardziej wyraźne, a korzyści wydają się mniej oczywiste. A więc saldo korzyści i ryzyk zmieniło się” – mówił Belka.
4 czerwca 2014 r. prezydent Bronisław Komorowski mówił podczas wystąpienia przed Zgromadzeniem Narodowym, że Polska staje wobec konieczności opracowania nowej strategii integracji europejskiej. Jak wyjaśniał, chodzi m.in. o rozstrzygnięcie dylematu, czy faktycznie dążymy do przyjęcia wspólnej waluty euro. Prezydent podkreślił, że dyskusja o tym powinna się odbyć po planowanych na 2015 r. wyborach.
Po wyborach sytuacja się jednak zmieniła o tyle, że do władzy doszło PiS – ugrupowanie zdystansowane wobec perspektywy szybkiego przyjmowania euro. Jedną z pierwszych decyzji rządu Beaty Szydło, podjętą jeszcze w 2015 r., była likwidacja działającego w strukturze w resortu finansów pełnomocnika ds. integracji ze strefą euro.
Mateusz Morawiecki: przyjęcie euro przez Polskę nie leży w naszym interesie, nie chcemy tracić możliwości prowadzenia niezależnej polityki monetarne
W maju 2017 r. ówczesny wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki mówił, że „nie jest w tej chwili w interesie Polski być w strefie euro”, bo „nie chcemy tracić możliwości prowadzenia niezależnej polityki monetarnej”. Przekonywał, że „Polska i strefa euro to nie są dziś spójne względem siebie obszary walutowe”; Polska ma bowiem „inny przebieg cyklu koniunkturalnego”, „inną strukturę produkcji”, a także „innego rodzaju przewagi konkurencyjne”.
Z kolei prezydent Andrzej Duda dopuszczał, że pytanie o euro mogłoby być jednym z pytań referendum dotyczącego konstytucji, które planował zorganizować przy okazji 11 listopada 2018 r. Do tego referendum jednak nie doszło.
Jarosław Kaczyński: przyjmiemy euro, gdy będzie to w naszym interesie i osiągniemy poziom zbliżony do Niemiec
Temat wrócił w 2019 r., w kolejnym roku wyborczym. W kwietniu tego roku, podczas konwencji PiS w Lublinie w ramach kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił, że przyjmiemy euro, gdy będzie to w naszym interesie i osiągniemy poziom zbliżony do Niemiec. Podczas tej samej konwencji premier Mateusz Morawiecki argumentował, że Polska nie wpadła w głęboki kryzys w 2008 r., bo rząd PiS w 2007 r. obniżył podatki i została utrzymana polska złotówka.
W sierpniu 2022 r. prezes NBP prof. Adam Glapiński stwierdził, że jeśli ówczesna opozycja wygra wybory, Polska zostanie niejako zmuszona do przyjęcia euro. „Od jakiegoś roku mówi się, że zadanie wyznaczone przez Brukselę dla Tuska, to nie tylko obalenie przez niego istniejącego w Polsce rządu i wprowadzenie naszego kraju na kurs do strefy euro. Po zrealizowaniu tych zadań Tusk ma wrócić do Brukseli, zostać szefem Komisji Europejskiej i realizować przyspieszoną budowę państwa europejskiego. Rozważane są tylko kandydatury Tuska i Kristaliny Georgiewej, szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jako reprezentantów Europy Centralnej” – powiedział prof. Adam Glapiński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”.
W listopadzie 2022 r. do tematu ewentualnego przyjęcia przez Polskę euro wrócił w podczas spotkania z działaczami PiS w Kędzierzynie-Koźlu prezes Jarosław Kaczyński. Podkreślił, że przyjęcie euro „to jest taki zabieg, którego w tej chwili dokonać nie możemy” . Zaznaczył, że Polska w umowach z UE nie ma podanego żadnego terminu wejścia do strefy euro. „Więc możemy wejść za 50 lat” – oznajmił. „Nawet gdyby to rozważać w jakimś bliższym okresie, to tylko wtedy, jeżeli (…) polska gospodarka na tyle się umocni, że światowe rynki zaczną naszą walutę wyceniać wiele wyżej, bo siła waluty jest w jakiejś mierze efektem siły gospodarki” – tłumaczył.
W ocenie prezesa PiS „wtedy, gdyby Polska miałaby na głowę PKB w wysokości takiej, jak Niemcy (…) to wtedy ta wymiana na euro mogłaby być z punktu widzenia naszej gospodarki opłacalna”. „Po prostu euro to jest waluta dla bardzo silnej gospodarki. My takiej gospodarki w tej chwili nie mamy – chociaż szybko idziemy do przodu – i w związku z tym w żadnym wypadku nie możemy takiej decyzji podejmować, a powtarzam: Niemcy stawiają to, jako warunek sine qua non tego, by realizować ich plany, a to że Tusk i jego kamaryla jest do tego gotowa, co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości” – oznajmił.
Rafał Bochenek: przyjęcie euro przez Polskę to wprowadzenie eurodrożyzny
W styczniu 2023 r., po wejściu do strefy euro Chorwacji, PiS uczyniło tę kwestię elementem swojej kampanii politycznej. „Chaos inflacyjny, który daje się tak we znaki Chorwatom, którzy sygnalizują to na najróżniejsze sposoby, jest dla nas bardzo poważnym ostrzeżeniem” – mówił premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej. Rzecznik PiS Rafał Bochenek dodawał, że być może jest to „pomysł Niemców” na Donalda Tuska w Polsce, aby „w sposób płynny wprowadził nam tutaj eurodrożynę, bo do tego to się sprowadza”.
Wątek ten pojawił się też już po zmianie władzy, gdy w marcu 2024 r. grupa posłów koalicji rządowej złożyła wstępny wniosek o postawienie prezesa NBP prof. Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu, w związku z domniemanym naruszeniem konstytucji. „To jest spłata długu, jaki zaciągnął Donald Tusk w kampanii wyborczej od Niemców, dlatego, że strefa euro jest korzystna dla Niemiec; dla pozostałych państw jest bardzo niekorzystna. Chodzi o usunięcie – pewnie przez silnych ludzi, jak ma to w zwyczaju »koalicja 13 grudnia« prezesa NBP, żeby otworzyć drogę do wepchnięcia Polski do strefy euro” – komentował szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.
Krzysztof Bosak: nie jest w naszym interesie, żeby poddać się pod zewnętrzną władzę w sprawach polityki monetarnej i regulacji sektora finansowego
W czerwcu 2024 r., w ramach kampanii przed kolejnymi wyborami do PE, temat wejścia do strefy euro eksploatowała głównie Konfederacja. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak podkreślał, że Polska nie ma obowiązku wejścia do strefy euro, ponieważ zapis tej sprawie ma charakter bezterminowy. „Nasza propozycja to nigdy do niej nie wchodzić, bo nie jest to w naszym interesie, żeby poddać się pod zewnętrzną władzę w sprawach polityki monetarnej i regulacji sektora finansowego” – oświadczył.
W corocznym sejmowym wystąpieniu na temat celów polskiej polityki zagranicznej w kwietniu 2025 r. szef MSZ Radosław Sikorski nie wspomniał o perspektywach wejścia Polski do strefy euro. Temat ten nie pojawiał się też podczas trwającej w pierwszym półroczu 2025 r. polskiej prezydencji w UE.
Karol Nawrocki: „nie” walucie euro, „tak” polskiemu złotemu
Także w kampanii prezydenckiej w 2025 r. na temat przyjęcia w Polsce euro mówiono niewiele. Podczas zorganizowanej przez „Super Express” debaty wszystkich kandydatów 28 kwietnia 2025 r. Krzysztof Stanowski spytał marszałka Sejmu i kandydata Trzeciej Drogi Szymona Hołownię o ewolucję jego poglądów dotyczącą przyjęcia euro w Polsce. Według Stanowskiego, jeszcze niedawno Hołownia był za, a w trakcie kampanii wyborczej zmienił zdanie. Marszałek Sejmu zaznaczył, że przyjęcie euro nie jest dogmatem, tylko zobowiązaniem, którego się podjęliśmy wchodząc do UE. Podkreślił, że z przyjęciem tej waluty należy poczekać na właściwe warunki. Jak dodał, te warunki zmieniły się od jego wcześniejszych wypowiedzi. „Euro należy wstrzymać do momentu, kiedy nasza gospodarka i otoczenie konkurencyjne będzie pozwalało, żeby o tym myśleć. Teraz nie pozwala i koniec historii” – oświadczył Hołownia.
Prezydent Karol Nawrocki w orędziu wygłoszonym przed Zgromadzeniem Narodowym po swoim zaprzysiężeniu 6 sierpnia 2025 r. oświadczył, że jego program zakłada powiedzenie „nie” nielegalnej migracji i walucie euro oraz „tak” polskiemu złotemu.
Przyjęcie euro przez Polskę? Nie, chcemy zachować walutę narodową
Poparcie dla wprowadzenia euro w Polsce za kilka lat zmniejszyło się z 34,9 proc. w 2023 r. do 30,7 proc. obecnie – podano w najnowszej informacji opisującej badanie przeprowadzone na zlecenie Fundacji Wolności Gospodarczej. Poinformowano też, że wzrósł sprzeciw wobec euro – z 50,8 proc. do 56,5 proc. Respondenci odpowiadali na pytanie: „czy ogólnie rzecz biorąc jest pan/pani za czy przeciwko pomysłowi, aby za kilka lat wprowadzić euro w Polsce?”
Jak zauważyli autorzy badania, szczególnie silny spadek poparcia dla przyjęcia euro miał miejsce wśród kobiet. Obecnie wprowadzenie euro za kilka lat popiera 28,5 proc. kobiet (w 2023 r. było to 33,9 proc.) i 34,1 proc. mężczyzn (36 proc. w 2023 r.). Zaznaczono, że „kobiety krystalizują swoje poglądy na temat euro” – w porównaniu z 2023 rokiem znacząco zmniejszył się odsetek kobiet udzielających odpowiedzi „trudno powiedzieć”.
Ekonomista Adam Dąbrowski: przyjmując euro nie możemy mijać się z prawdą
Ekonomista Adam Dąbrowski przekonuje, że przyjmując Euro nie możemy mijać się z prawdą. W tekście publikowanym w „Gazecie na Niedzielę” [LINK] przekonywał, że jedynie rzetelne i merytoryczne argumenty powinny być podstawą debaty publicznej w tak ważnej kwestii jaką jest ewentualne przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty — Euro. Polacy, którzy być może w przyszłości staną przed pytaniem referendalnym, tak jak stanęli w przeszłości przed nim Szwedzi oraz Duńczycy, mają prawo do informacji na ten temat. Wiarygodna debata publiczna powinna być fundamentem – przekonuje ekonomista.
Warto zapoznać się z tekstem Adama Dąbrowskiego, szczególnie że przytaczane w mediach w ostatnim czasie argumenty natury gospodarczej, niestety często prezentowane są w sposób nierzetelny. Przykładem takiej publikacji jest artykuł, który znalazł się na pierwszej stronie dziennika Rzeczpospolita 2 stycznia 2023 r., autorstwa Piotra Skwirowskiego. Adam Dąbrowski przytacza i omawia tezy, które zostały tam zaprezentowane oraz wyjaśnia, dlaczego jest to publikacja niespełniająca kryteriów rzetelności.
Teza nr 1: „Ekonomiści są zgodni, że każdy rok bez Euro przynosi Polsce straty”
FAŁSZ. Nie istnieje konsensus wśród polskich ekonomistów, nauczycieli akademickich, analityków, dotyczący takiej tezy. Nie istnieje taki konsensus również wśród ekonomistów europejskich lub amerykańskich. Nie istnieje żadna publikacja wydana w ciągu ostatnich kilku lat, która prezentowałaby opinie powszechne dla całego środowiska ekonomicznego, potwierdzałaby powyższą tezę, wyliczałaby rzekome straty, a także pokazywałaby metodę wyliczeń, którą można by poddać krytyce.
Teza nr 2: „Korzyścią z Euro jest wzrost wiarygodności polityki gospodarczej”
FAŁSZ. Nie istnieje żadna wiarygodna publikacja; polska lub zagraniczna, która jednoznacznie wskazywałaby, że kraje będące w strefie euro, np. Portugalia, Włochy, Belgia, Hiszpania, Grecja, Francja cieszą się pośród, chociażby rynków finansowych, większą wiarygodnością polityki gospodarczej aniżeli Polska, Rumunia, Czechy, Szwecja lub Dania. Warto zauważyć, że od lat oprocentowanie obligacji wielu krajów strefy Euro zaniżane jest poprzez interwencje Europejskiego Banu Centralnego na rynku obligacji skarbowych krajów strefy Euro, które prowadzone są od 2014 r. Natomiast trudno uznać, że świadczy to o wiarygodności polityki gospodarczej krajów strefy Euro. Co więcej wydaje się, że można by to nawet uznać jako argument kwestionujący ich wiarygodność.
Teza nr 3: „Korzyścią z Euro jest eliminacja ryzyka walutowego”
PRAWDA. Po przyjęcie przez nasz kraj Euro, pomiędzy Polską a innymi krajami używającymi Euro zniknie ryzyko walutowe. Ułatwi to planowanie budżetowe oraz zminimalizuje koszty zarządzania ryzykiem walutowym.
Teza nr 4: „Korzyścią z Euro są niższe stopy procentowe”
FAŁSZ. Niskie stopy procentowej nie są celem polityki gospodarczej, więc ich wysokości nie można rozpatrywać w kategoriach korzyści. Celem polityki gospodarczej jest możliwie wysoki wzrost gospodarczy przy zachowaniu niskiego, akceptowanego poziomu inflacji oraz redystrybucja odpowiadająca na społeczne oczekiwania dotyczące podziału owoców pracy. Stopa procentowa to narzędzie, którego wysokość jest ustalana w drodze decyzji politycznej. Można ją porównać do młotka, który służy do wbicia gwoździa. Celem jest to, żeby gwóźdź znalazł się w desce. Można do tego użyć małego młotka lub dużego młota, a wymuszają to okoliczności w których znajduje się kraj w danym momencie. Natomiast użycie jak najmniejszego młotka, nie jest celem samym w sobie. Są okresy, w którym kraje podnoszą stopy procentowe oraz okresy, w których stopy są obniżane. Nominalna wysokość stopy procentowej nie jest wyznacznikiem dobrobytu społeczeństwa ani trendu zmiany dobrobytu.
Teza nr 5: „Korzyścią z Euro są tańsze kredyty”
FAŁSZ. Patrz wyżej. Rozpatrywanie ceny kredytu w kategoriach korzyści to nieporozumienie.
Teza nr 6: „Korzyściami z Euro są wzrost konsumpcji, inwestycji, obrotów handlu zagranicznego, inwestycji, konkurencji i efektywności”
FAŁSZ. Na gruncie empirycznym porównanie w okresie ostatnich 5 lub 8 lat grupy krajów postkomunistycznych której przyjęły Euro: Litwa, Łotwa, Estonia, Słowacja, Słowenia z krajami które Euro nie przyjęły: Polska, Czechy, Węgry, Rumunia, Bułgaria, nie potwierdza tej tezy.
Teza nr 7: „Na Słowacji przystąpienie do Euro przełożyło się na zwiększenia PKB o 7 proc.”
FAŁSZ. Teza ta jest powtórzona za raportem Droga do euro. Plan działań., którego autorem jest Fundacją Res Publica przy wsparciu Fundacji Wolności Gospodarczej. Lektura tego raportu w zakresie tej tezy odsyła do raportu Banku Pekao SA opublikowanego w sierpniu 2023 r. pod tytułem „Co zmienia euro w naszym regionie?” Raport nie jest dostępny online w wolnym dostępie. Natomiast poprzednie nierzetelne użycie jego fragmentów było już przedmiotem sprostowania ze strony pracowników Banku Pekao. Sprawa doczekała się wyjaśnienia na łamach gazety Bankier w sierpniu 2023. Poniższe cytaty pochodzą z artykułu opublikowanego na portalu Bankier 15.08.2023 pod tytułem: „Bank Pekao SA: Pozycja Polski w UE rośnie, podczas gdy Słowacji spada”.Autorem artykułu jest Łukasz Pawłowski.
„Tymczasem w raporcie Pekao wskazano, że po przyjęciu Euro przez Słowację przyspieszył tam wprawdzie wzrost gospodarczy, ale pozytywny efekt wygasał w czasie, co widać m.in. porównując PKB per capita według parytetu siły nabywczej jako procenta średniej unijnej.”
„Taki sam wniosek zaprezentowali analitycy Pekao. Zwrócili oni uwagę, powołując się właśnie na procent średniej unijnej PKB per capita według parytetu siły nabywczej, że o ile w 2009 roku na Słowacji parametr ten wynosił 72 proc. średniej unijnej, to w Polsce było to niecałe 60 proc. Do 2022 roku wskaźnik ten na Słowacji spadł poniżej 70 proc., a w Polsce cały czas rósł, zbliżając się w tym roku do 80 proc.”
Teza nr 8: „Stracone możliwości wzrostu dla Polski związane z brakiem Euro w Polsce wedle różnych wyliczeń wahają się od 2,5% do 7,5% PKB”
FAŁSZ. Teza ta ponownie zaczerpnięta została z powyżej wspomnianego raportu Droga do Euro. Plan działań. Dokładna lektura raportu wskazuje, że autorzy powołują się na dwa źródła: Bukowski, M., Dyrda, S., & Kowal, P. (2008). Assessing Effects of Joining Common Currency Area with Large- -Scale DSGE model: A Case of Poland oraz
Daras, T., & Hagemejer, J. (2009). The long run-effects of the Poland’s accession to the eurozone. National Bank of Poland Working Paper.
Jak sami komentują autorzy raportu dane to: Szacunki oparte na modelach sprzed ponad dekady. Niestety nie doczekaliśmy się ich aktualizacji. W rzeczywistości źródła zostały opublikowane w roku 2008 i 2009. Pierwszym, mniejszym problemem jest aktualność modeli, na których opierają się te analizy. W ciągu 15 lat te modele mogły się zdezaktualizować lub zostać zaktualizowane przez swoich twórców, czego nie wiemy. Drugim, bardzo dużym problemem jest fakt, że analizy, na które powołuje się autor artykułu i ich wnioski: zwiększenie PKB od 2,5% do 7,5%, przeprowadzone zostały na rok 2008. Oznacza to, że była to perspektywa wzrostu w oparciu od dane zebrane przed 2008 rokiem oraz prognozująca na okres od 2008 roku.
Prezentowanie tych danych w 2024 roku, jako naukowego argumentu za tym, że wejście do strefy Euro pozytywnie wpłynie na wzrost PKB jest zwykłą manipulacją, ale także dyskredytuje autora jako uczestnika debaty na temat przystąpienia do strefy Euro.
Pełna wersja tekstu: https://gnn.pl/przyjmujac-euro-nie-mozemy-mijac-sie-z-prawda
Wojna z NBP zepchnie Polskę na drogę ku Argentynie
Obecnie rządząca Polską koalicja przy okazji spektaklu z odwoływaniem Adama Glapińskiego ma szansę stworzyć mechanizm pozwalający każdemu rządowi w III RP zastraszyć każdego prezesa banku centralnego. A wówczas zepchnie to nas w stronę Argentyny – pisze Andrzej KRAJEWSKI we „Wszystko co Najważniejsze” [LINK].
„Jednym z fundamentów sukcesu gospodarczego III RP była niezależność od władzy wykonawczej i ustawodawczej banku centralnego, dzięki czemu polski złoty przetrwał wszelkie kryzysy lat 90. i na początku XXI w. jako stabilna i ciesząca się powszechnym zaufaniem waluta. Owszem, niezależności NBP nie można nazwać perfekcyjną.
Mikrofony zainstalowane w restauracji „Sowa i Przyjaciele” wychwyciły w 2014 r. rozmowę prezesa Marka Belki z ówczesnym ministrem spraw wewnętrznych Bartłomiejem Sienkiewiczem. Obaj negocjowali warunki sfinansowania przez NBP rządowego deficytu. Marek Belka w zamian za udzielenie pomocy ekipie Donalda Tuska żądał głowy wicepremiera Jacka Rostowskiego oraz zmiany ustawy o Narodowym Banku Polskim.
Z kolei kiedy prezesem NBP został Adam Glapiński, nie było żadną tajemnicą, że od czasów Porozumienia Centrum, czyli prawie trzydziestu lat, jest on jednym z najbardziej zaufanych ludzi Jarosława Kaczyńskiego, uchodząc za osobę wierną, oddaną i gotową prezesowi PiS-u nieba przychylić.
Jednakże demokracja rzadko bywa perfekcyjna. Jak bardzo za swymi kulisami nie bywa, ciekawie ujął w naukowym opracowaniu Estimating the Effects of Political Pressure on the Fed dr Thomas Drechsel z Uniwersytetu Maryland. Przebadał on kontakty i naciski wywierane na gubernatorów FED przez prezydentów USA od 1933 do 2016 r., a następnie skorelował je z wysokością inflacji w Stanach Zjednoczonych.
Według dr Drechsela im mocniej prezydenci naciskali na szefów FED, tym dolar miewał się gorzej, a inflacja okazywała się wyższa. Rekordy na tym polu bił prezydent Richard Nixon, który na gubernatora Arthura Burnsa podczas swej kadencji wywierał presję ponad 100 razy, a jedynie w 1971 r. spotkał się z nim w cztery oczy aż 34 razy. Niedługo potem inflacja w USA osiągnęła nienotowany od końca I wojny światowej poziom 16 proc. Z kolei prezydent Bill Clinton z gubernatorem FED prawie nie utrzymywał kontaktów, a inflacja oscylowała w Stanach Zjednoczonych na poziomie 2 proc. Oczywiście można zarzucić dr Drechselowi upraszczanie rzeczywistości albo złośliwie zauważyć, że od kiedy Adam Glapiński przestał mieć w rządzie swego prezesa, to inflacja w Polsce spadła do poziomu, jaki chcielibyśmy widzieć zawsze.
Badania dr Thomasa Drechsela pokazują, że nawet w państwie uchodzącym za wzorcowe robienie cichych interesów między bankiem centralnym a rządem nie jest czymś rzadkim. Jednak sednem sprawy jest to, że te nie zawsze korzystne dla obywateli zmowy na górze nie naruszają kluczowych „bezpieczników”. Są nimi gwarantowane konstytucyjnie: niezależność FED, jego Rady Gubernatorów oraz wskazywanego przez prezydenta na czteroletnią kadencję przewodniczącego rady, potocznie nazywanego gubernatorem Rezerwy Federalnej. Tych „bezpieczników” Argentyna pozbyła się osiemdziesiąt lat temu, po czym roztrwoniła swe bogactwo. Stany Zjednoczone, gdzie zamożność obywateli w 1929 r. była porównywalna z argentyńską, bogactwo zachowały i po wyjściu z Wielkiego Kryzysu dodatkowo je pomnożyły.
W przypadku Polski, jeśli procedura stawiania Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu oraz kolejne czynności zaowocują wymianą prezesa NBP przed upływem jego kadencji, zainicjowana zostanie likwidacja „bezpieczników”. Uda się bowiem wypracować sposób na pozbywanie się szefów banku centralnego. A skoro w III RP już będzie istniał, to ten rząd i następne, posiadające parlamentarną większość, otrzymają narzędzie do stawiania każdego prezesa NBP przed prostym wyborem: „Wykonujesz polecenia premiera albo wylatujesz i znajdziemy na twoje miejsce takiego, co wykona”.
Jak z upływem czasu działa zdegenerowanie instytucji, najlepiej widać dziś w Polsce na przykładzie Trybunału Konstytucyjnego. Jarosław Kaczyński znalazł wytrych na ułożenie sobie szybko jego składu, tak jak mu pasowało. Minęło osiem lat i trybunał może orzekać, co mu się żywnie podoba. Nawet czynić to dla rozrywki lub zabicia nudy, bo te orzeczenia nikogo nie obchodzą. Rząd je ignoruje, przytłaczająca większość wyborców ma je w nosie, a przyszłymi konsekwencjami dosłownie nikt się nie przejmuje. Przy czym o ile skutków demontażu Trybunału Konstytucyjnego łatwo przewidzieć się nie da, z racji ogólnego chaosu prawnego, jaki w III RP panuje, przewidzenie, co przyniesie demontaż niezależności NBP, jest banalne. Ująć to można jednym słowem – Argentyna.
Później trzeba będzie wnukom tłumaczyć, że Donald Tusk zrobił to, bo przecież ze stu obietnic na sto dni musiał choć dziesięć zrealizować. On sam zaś zawsze może rzec to, co tak lubił mówić Juan Perón do swej Evity: „Kochanie, robię to z miłości do naszej Argentyny”.
Całość tekstu: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/andrzej-krajewski-wojna-z-nbp-argentyna/
PAP/AJ






