Europa powinna konsekwentnie realizować postanowienia NATO [Radosław SIKORSKI]

Europa powinna była szybciej budować własne zdolności obronne, wzmacniać spójność i konsekwentnie realizować zobowiązania NATO – powiedział wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. – Zyskuje to szacunek Waszyngtonu, a jednocześnie odstrasza Władimira Putina – dodał.
Mieszko CZARNECKI: Początek 2026 roku dla relacji transatlantyckich wygląda na moment redefinicji relacji między Europą a USA. Czy jesteśmy dziś na etapie budowy, odbudowy czy przebudowy osi Waszyngton–Europa?
Radosław SIKORSKI: Wiele krajów, w tym Polska, rozumie, że zwiększenie budżetów obronnych krajów europejskich, do czego wzywał prezydent Donald Trump jeszcze podczas swojej pierwszej kadencji, leży w naszym własnym interesie. I robimy to konsekwentnie. Z nawiązką realizujemy decyzje kolejnych szczytów NATO. Zyskuje to szacunek w Waszyngtonie, a jednocześnie odstrasza Władimira Putina. W tym sensie jest to podejście słuszne i zbawienne.
A co ze wzajemnym zaufaniem między europejskimi sojusznikami NATO a USA?
Radosław SIKORSKI: Rzeczywiście. Jeśli chodzi o relacje między Europą a Stanami Zjednoczonymi, to badania opinii publicznej wskazują, że Polacy nabrali co do nich pewnych wątpliwości. Odbieram to jako kolejny argument za wzmacnianiem europejskiej obronności.
Czy jednak rosnące w tym zakresie zaangażowanie Unii Europejskiej nie będzie dublowaniem funkcji NATO?
Radosław SIKORSKI: Przypominam, że Unia Zachodnioeuropejska istniała przez dekady równolegle do NATO i nikomu to nie przeszkadzało. Jeszcze w latach 90., po tragicznych wojnach w byłej Jugosławii, sama Unia Europejska zobowiązała się do stworzenia własnych sił reagowania. Mieliśmy również prowadzone w ramach Unii operacje wojskowe, choćby w zwalczaniu piractwa u wybrzeży Afryki czy nadzorowaniu procesów wyborczych w krajach afrykańskich. To jednak wciąż nie jest skala odpowiadająca naszym ambicjom.
Ale czy Unia Europejska dysponuje realnymi w tym zakresie zdolnościami?
Radosław SIKORSKI: Jeszcze jako europoseł zdarłem sobie gardło, apelując o stworzenie europejskich zdolności na miarę naszych ambicji i potrzeb. Członkowie Unii zdecydowali się wreszcie ustanowić stanowisko komisarza do spraw obronności, w istocie przemysłu obronnego. Unia ma własne centrum kryzysowe, mamy unijne centrum satelitarne. To, czego nam brakuje, to faktyczne zdolności obronne. O ich budowę zabiegam od wielu lat i mam nadzieję, że wreszcie stanie to na europejskiej agendzie na poważnie. Temu ma służyć powołana jeszcze w Traktacie Lizbońskim inicjatywa PESCO, stałej współpracy strukturalnej. Weszła w życie w 2017 roku, ale została uruchomiona w formule mało ambitnej. Wyobrażałem ją sobie jako inicjatywę awangardową – dla krajów, które na serio chcą budować europejskie zdolności wojskowe. Ostatecznie brygada, którą umownie nazywam „Legionem Europejskim”, ma osiągnąć zdolność operacyjną w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.
Do czego takie unijne siły miałyby być wykorzystywane?
Radosław SIKORSKI: Odstraszanie Putina to jest zadanie dla NATO. Pamiętajmy jednak o innych zagrożeniach: samozwańczych watażkach na Bałkanach czy poważnych terrorystach w Afryce Północnej. Odstraszanie zorganizowanych grup przestępczych, igrających życiem przemycanych z północnej Afryki do Europy ludzi, nie powinno być ponad nasze możliwości. Amerykanie nie proszą nas o pomoc w patrolowaniu ich południowej granicy.
A oprócz „Legionu Europejskiego” i walki z przemycającymi ludzi do Europy gangami?
Radosław SIKORSKI: Blisko jedna trzecia środków z wartej 150 mld euro unijnej inicjatywy SAFE trafi do Polski. Pomogą one m.in. rozwinąć nasze zdolności dronowe i antydronowe. Za pośrednictwem państw członkowskich Unia inwestuje w infrastrukturę, która poprawia mobilność naszych sił zbrojnych. Brygada czołgów w jednej części Europy nie ma realnej wartości, jeśli nie może być szybko przerzucona tam, gdzie jest potrzebna. Dodatkowo brakuje np. odpowiednich rurociągów, które zaopatrywałyby ją w paliwo na wschodzie Unii. To zadania, które UE może wziąć na siebie.
Generał Ben Hodges, były dowódca Sił Zbrojnych USA w Europie, zwrócił uwagę, że Traktat Waszyngtoński to nie tylko artykuł 5, ustanawiający zasadę bezpieczeństwa zbiorowego, ale również artykuł 3, który zobowiązuje każdego z członków do podnoszenia swoich zdolności obronnych.
Radosław SIKORSKI: Ten sam traktat mówi w artykule 2 o współpracy gospodarczej wśród sojuszników, a nie o narzucaniu na nich jednostronnych ceł przez jednego z nich.
Norwegia, Szwecja, Finlandia i Dania odrzuciły propozycję Donalda Trumpa powołania nowego ciała równoległego do ONZ. Czy takie inicjatywy, jak Rada Pokoju są sprzeczne z porządkiem międzynarodowym opartym na Karcie ONZ?
Radosław SIKORSKI: Każdemu, kto chce mieć zdanie na temat tzw. Rady Pokoju, radziłbym najpierw przeczytać jej nietypowy statut. Waszyngton nie jest zobowiązany do jego ratyfikacji, ale wiele krajów, które przyjmą zaproszenie amerykańskiego prezydenta, ma taki obowiązek. Donald Trump jest w nim określony jako jednoosobowy i dożywotni szef Rady Pokoju z prawem mianowania następcy. Nie znam odpowiedzi na pytanie o status tej organizacji po zakończeniu przez niego kadencji ani o los pieniędzy, które miałyby zostać do niej wpłacone przez kraje, które przyjmą zaproszenie.
Ale w Polsce wokół tej inicjatywy trwa spór polityczny.
Radosław SIKORSKI: Obóz prezydencki oraz Prawo i Sprawiedliwość wzywają rząd do znalezienia miliarda dolarów i wyrażenia zgody na wstąpienie Polski do wymyślonej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju. Tymczasem zaproszenie zostało skierowane imiennie do prezydenta, a nie do Rzeczypospolitej Polskiej. W myśl polskiej konstytucji, na straży której stoi Prezydent, to Rada Ministrów realizuje politykę zagraniczną. Rząd nie przyjął uchwały, która mocowałaby prezydenta do przyjęcia zaproszenia prezydenta Trumpa, bo prezydent Nawrocki nie złożył takiego formalnego wniosku z odpowiednim uzasadnieniem i wskazaniem źródeł finansowania wynikających z zobowiązania do zasiadania w Radzie Pokoju.
Polska coraz wyraźniej patrzy na północ. Jaka jest dziś nasza rola w tej „nowej północy”?
Radosław SIKORSKI: Wymiar północny niewątpliwie rośnie na znaczeniu także w samej Polsce. Po wejściu Szwecji i Finlandii do NATO Bałtyk stał się w istocie wewnętrznym akwenem Sojuszu. Ale mamy też flotę cieni, choć ja ją nazywam flotą złomu, bo to lepiej oddaje jej stan faktyczny – te rozpadające się tankowce to wielkie zagrożenie również ekologiczne. Są też naruszenia infrastruktury krytycznej, zakłócanie sygnałów GPS, naruszenia granic morskich i powietrznych oraz mapowanie podwodnej infrastruktury krytycznej przez rosyjskie okręty. Musimy ściśle współdziałać, aby tym zagrożeniom stawić czoła.
A nowe wyzwania?
Radosław SIKORSKI: Nie tylko Rosja chciałaby rozbić europejską spójność i współpracę, ale to Rosjanie są najbardziej agresywni. Niestety, ich agentura ulokowana tu, w Europie, podsyca antyeuropejskie nastroje i wszelkie radykalizmy. Nie możemy się poddać tej „kognitywnej agresji” kraju, który źle życzy nam wszystkim – Europie.
Rozmawiał: Mieszko Czarnecki/PAP
Radosław SIKORSKI: Skuteczna polityka zagraniczna wymaga spojrzenia ponad podziałami
Współczesne wyzwania – od zagrożeń bezpieczeństwa po niestabilność gospodarczą – nie znają barw partyjnych. Skuteczna polityka zagraniczna wymaga spojrzenia ponad podziałami i myślenia w kategoriach racji stanu, a nie doraźnych interesików politycznych – twierdzi Radosław SIKORSKI
Cele polskiej polityki zagranicznej
Wojna w Ukrainie jest przyczyną pogłębiania się niepewności, ale i skutkiem zmian zachodzących od dłuższego czasu. W europejskiej debacie o polityce zagranicznej regularnie pada diagnoza końca „pokojowej dywidendy”, z której – z pożytkiem dla Polski – korzystaliśmy przez ostatnie dekady. Nowy rewizjonizm i stary appeasement prowadzą do podważenia porządku międzynarodowego opartego na prawie, stanowiącego dla Polski podstawę rozwoju. Rodzą się pytania o trwałość fundamentów naszego bezpieczeństwa, czyli wspólnoty europejskiej oraz współpracy transatlantyckiej.
Dla Polski największym zagrożeniem byłby rozpad wspólnoty Zachodu. Dlatego nie stać nas na złudzenia, ani bezczynność. Nie stać nas na osamotnienie. Zabiegamy o wiarygodność sojuszy, chcemy i potrafimy być ich architektami.
Dla naszej Ojczyzny – kraju o wielkiej historii, wielkiej kulturze, ale i trudnej geografii – cztery trendy są w najwyższym stopniu niepożądane:
- Podział świata na strefy wpływów zamiast na strefy sojuszy;
- Odejście od niedoskonałych, ale ważnych, globalnych norm – przede wszystkim poszanowania suwerenności – na rzecz powrotu do prawa silniejszego;
- Osłabienie organizacji międzynarodowych na rzecz relacji dwustronnych opartych na myśleniu transakcyjnym;
- Dezinformacja zrównująca w debacie publicznej prawdę i fałsz.
Nie bez powodu tak otwarcie omówiłem wyzwania dla bezpieczeństwa europejskiego oraz stabilności środowiska międzynarodowego. Z nich wynikają najważniejsze cele, jakie Polska realizuje w polityce zagranicznej:
Po pierwsze, wzmocnienie zdolności obronnych przede wszystkim państw europejskich, ale także Unii Europejskiej i przejęcie przez Europę większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo jej najbliższego otoczenia. Przy czym na nasze bezpieczeństwo patrzymy wielopłaszczyznowo: od wojskowego, przez energetyczne, żywnościowe, bezpieczeństwo dostaw dla przemysłu, po bezpieczeństwo cyfrowe.
Po drugie, utrzymanie jedności i współpracy transatlantyckiej, w tym oczywiście bliskiej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. W naszych kontaktach z administracją amerykańską konsekwentnie przedstawiamy argumenty wskazujące na korzyści płynące dla Waszyngtonu z utrzymania silnej obecności w Europie, w szczególności w Polsce.
Po trzecie, obrona porządku globalnego opartego na poszanowaniu Karty Narodów Zjednoczonych.
Po czwarte, konstruktywne zaangażowanie Polski w dialog z państwami tzw. Globalnego Południa, uwzględniający ich podmiotowość i zróżnicowane interesy.
Obronność europejska
Wydając prawie 5 procent PKB na zbrojenia jesteśmy pod tym względem liderem wśród członków NATO. Nasz budżet obronny sięga dziś niemal 50 miliardów dolarów i jest wyższy od budżetu wojskowego: Hiszpanii, Kanady i Turcji.
Dodatkowe miliardy euro otrzymamy z tzw. SAFE (Security Action for Europe), czyli unijnego Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy. To środki, które będą dostępne w ramach puli 150 miliardów euro niskooprocentowanych unijnych pożyczek. W pierwszym roku obowiązywania programu, na nasz wniosek, o wsparcie będą się mogły ubiegać pojedyncze państwa członkowskie, a nie tylko grupy państw. To korzystne z punktu widzenia polskich potrzeb wojskowych i rozwoju polskiego przemysłu zbrojeniowego.
W ubiegłorocznym exposé zapowiadałem, że wzmocnimy nasz potencjał obronny i będziemy działać na rzecz wzmocnienia Europy. Spełniamy tę obietnicę. Nieprzypadkowo hasło przewodnie naszej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej brzmi: „Bezpieczeństwo, Europo!”
W kwestii unijnych możliwości finansowania zakupów uzbrojenia jest jeszcze jedna sprawa, która wymaga wyjaśnienia. Politycy opozycji wprowadzają opinię publiczną w błąd tłumacząc, dlaczego w Parlamencie Europejskim głosowali przeciw Rezolucji, przecież niewiążącej, w sprawie europejskiej obrony.
Jarosław Kaczyński znowu nieobecny, twierdzi, że „to oddanie do Brukseli i Berlina polskich pieniędzy na zbrojenia i kontroli nad polską armią”. Mateusz Morawiecki mówi, że nie pozwoli „na majstrowanie przy naszych relacjach z NATO”. A inni straszą, że nowe regulacje mogą „zlikwidować, jeżeli chodzi o obronność, zasadę jednomyślności”.
Po co straszycie Naród?
Po pierwsze, w rezolucji nie ma mowy o przekazaniu dowództwa nad polską armią lub budżetem obronnym. Nie ma mowy.
Po drugie, jej zapisy mają na celu usprawnienie i podniesienie opłacalności zamówień sprzętu wojskowego na potrzeby armii państw członkowskich. Chodzi o efekt skali – kupując wspólnie, możemy kupować więcej I taniej.
Po trzecie, zasada jednomyślności, w której nacjonaliści są tak zakochani, powoduje na przykład, że nasz Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych nie otrzymuje 450 milionów euro z tytułu rekompensaty za dostawy, jakie wysłaliśmy Ukrainie. Za waszego rządu. Decyzję blokują węgierscy przyjaciele dzisiejszej opozycji. Zadowoleni?
Wiele naszych inicjatyw – w różnych dziedzinach – udaje się, ponieważ potrafimy do swoich pomysłów przekonywać innych unijnych graczy. A jednocześnie mamy potencjał tworzenia mniejszości blokującej dla pomysłów, które uważamy za niedobre.
System podejmowania decyzji w Unii powinien być sprawny i sprawiedliwy.
Po czwarte, podnoszenie zdolności obronnych Unii Europejskiej nie osłabia, lecz wzmacnia Sojusz Północnoatlantycki. Przecież z 27 państw członkowskich Unii aż 23 należy również do NATO! Silniejsza Europa to bardziej wiarygodny sojusznik Stanów Zjednoczonych.
W kwestii obrony Polski i Europy każdą próbę dezinformacji należy bezwzględnie zwalczać. Ale każdy dobry pomysł zasługuje na uwagę – niezależnie od barw politycznych jego autora. Interesujące były sugestie pana posła Michała Dworczyka dotyczące uproszczenia przepisów w zakresie pozyskiwania amunicji, obniżenia kosztów energii dla zakładów produkujących środki bojowe, a być może nawet łatwiejszego przyznawania koncesji na tego rodzaju produkcję mniejszym firmom prywatnym.
Takie lekcje płyną z Ukrainy. Nie tylko zresztą w kontekście produkcji amunicji, ale także oczywiście dronów, które stały się kluczowym elementem pola walki. Tu zdolności Kijowa są imponujące – Ukraińcy mają potencjał, by produkować ich nawet 5 milionów rocznie, więcej niż cała reszta Europy razem wzięta.
Jako zjednoczona Europa i Sojusz Północnoatlantycki musimy wyciągnąć wnioski z obecnej wojny – w polityce zakupowej, doktrynie obrony i szkoleniach.
PAP/AJ





