Rosja porwała ponad 35 tys. ukraińskich dzieci. Wprowadziła uproszczenie procedur adopcyjnych
W Ukrainie rośnie pokolenie, które nie zna rzeczywistości innej niż wojenna – ostrzegła w trakcie Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Thordis Gylfadottir, była szefowa MSZ Islandii, a obecnie specjalna wysłanniczka Rady Europy ds. ukraińskich dzieci.
Zdecydowana większość z niemal 2 tys. dzieci, które wróciły na Ukrainę, została odzyskana dzięki działaniom organizacji pozarządowych
.Thordis Gylfadottir podkreśliła, że odbudowa Ukrainy, o której tak dużo zaczyna się dziś mówić, musi obejmować także wsparcie psychologiczne dla dzieci, rodzin i weteranów.
Szacunki dotyczące ukraińskich dzieci porwanych przez Rosjan różnią się. I tak zgodnie z danymi ukraińskimi chodzi o 19,5 tys. dzieci, zaś Humanitarian Research Lab przy Uniwersytecie Yale mówi o ponad 35 tys. dzieci, które porwano do 216 lokalizacji na terenie Rosji.
Thordis Gylfadottir ostrzega, że w Rosji doszło do uproszczenie procedur adopcyjnych. – Dzieciom zmienia się nazwiska. Podejmowane są działania zmierzające do wymazania ich tożsamości i historii. Dzieje się to zasadniczo od 2014 roku, a od 2022 roku na szerszą skalę – informuje Thordis Gylfadottir.
Na Ukrainę udało się sprowadzić na powrót dotąd ledwie 2 tys. porwanych przez Rosjan dzieci. Skutecznością na tym polu wykazał się mediujący Katar. Dzięki wysiłkom władz tego państwa doprowadzono do domu nieco poniżej setki dzieci. – Zarazem zdecydowana większość z niemal 2 tys. dzieci, które wróciły na Ukrainę, została odzyskana dzięki działaniom organizacji pozarządowych działających na Ukrainie. Dlatego chcę wykorzystać okazję, by nagłośnić ich pracę. Wspomnę tu o organizacjach Save Ukraine oraz Bring Kids Back – powiedziała Thordis Gylfadottir.
– Bardzo ważne jest również uwzględnienie faktu, że na terytoriach czasowo okupowanych przebywa nawet 1,6 mln dzieci i nie mamy jasnego obrazu ich sytuacji – przyznaje Thordis Gylfadottir. Nie jest jasne, ile z nich jest poddawane indoktrynacji, gdzie dokładnie się znajdują, jak zostały zabrane i przez kogo. – Wiemy jednak, że działania te odbywają się na szeroką skalę, są systematyczne. Realizowane przez Federację Rosyjską od najwyższych szczebli władzy po struktury niższego poziomu – mówi Thordis Gylfadottir.
„Nie da się odbudować państwa bez wsparcia dla jego obywateli, a zwłaszcza dzieci, które będą musiały na nowo nauczyć się ufać”
.Thordis Gylfadottir tłumaczy, że „najlepszym sposobem na uwolnienie dzieci byłoby wyzwolenie ziemi, na której żyją”. – Gdy czasem mówi się o ustępstwach ze strony Ukrainy w kontekście negocjacji pokojowych brzmi to tak, jakby chodziło wyłącznie o terytorium. A przecież na tych terytoriach żyją ludzie – zauważa. W przypadku dzieci na terytoriach nieokupowanych Ukrainy Thordis Gylfadottir za największe wyzwanie uznaje traumę związaną z wojną. – Dla nas, dorosłych, czas płynie inaczej. Przeżywamy kolejne dni, ważne momenty, jedziemy na konferencję, kończymy projekt. Ale cztery lata w życiu dziecka to jak całe życie. Na Ukrainie rośnie całe pokolenie, które nie zna innej rzeczywistości niż wojenna – ostrzega była szefowa MSZ Islandii.
– Dlatego gdy rozmawiamy o odbudowie Ukrainy, to nie może ona dotyczyć wyłącznie infrastruktury energetycznej, mostów i dróg. Nie da się odbudować państwa bez wsparcia dla jego obywateli, a zwłaszcza dzieci, które będą musiały na nowo nauczyć się ufać. Stąd wsparcie psychologiczne i pomoc w leczeniu traumy są kluczowe. Dla dzieci, ale także dla rodzin i weteranów – wyjaśnia. Dodaje przy tym: – Ukraińcy muszą widzieć, nie tylko w słowach, lecz także w czynach, że jesteśmy z nimi, że robimy wszystko, co w naszej mocy, by ich wspierać.
Thordis Kolbrun Reykfjord Gylfadottir była w latach 2021-2023 oraz ponownie w 2024 roku szefową MSZ Islandii. Od lutego 2025 roku pełni funkcję Specjalnego Wysłannika Sekretarza Generalnego Rady Europy ds. sytuacji dzieci Ukrainy. W Monachium wzięła m.in. udział w zamkniętej kolacji wysokich rangą polityków europejskich i amerykańskich, z udziałem szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego, prezydenta Czech Petra Pavla oraz premier Danii Mette Frederiksen.
Ukraino, obeszliśmy się z Tobą haniebnie
.Obiecaliśmy wspierać Cię tak długo, jak będzie potrzeba, lecz najpierw ugięliśmy się przed Putinem, a potem… nam się znudziło – pisze Edward LUCAS
Drodzy Ukraińcy, bardzo nam przykro. Wielka Brytania i kraje Europy Zachodniej wciąż powtarzają, że „stoją po stronie Ukrainy”, co mogliśmy usłyszeć niedawno choćby z ust Friedricha Merza, Emmanuela Macrona i Keira Starmera. Ale zupełnie inna prawda wychodzi na jaw w świetle najświeższych żądań administracji Donalda Trumpa, która domaga się, by Kijów w ciągu najbliższych kilku dni zgodził się oddać swe terytoria najeźdźcy. W rzeczy samej, najpierw się przestraszyliśmy, a potem… znudziliśmy. Wasza walka w obronie wolności, demokracji, praworządności, suwerenności i godności, które traktowaliśmy jak coś danego nam raz na zawsze, była dla nas niezwykle inspirująca. Zachęcaliśmy Was, byście się nie poddawali. A potem zostawiliśmy Was na lodzie.
Naszym pierwszym karygodnym błędem było dobrowolne zamknięcie się w mentalnym więzieniu strzeżonym przez szantaż atomowy. We wrześniu 2022 r. administracja Joe Bidena stwierdziła, że Rosja z dużym prawdopodobieństwem odpowie na nadchodzącą klęskę na polu bitwy taktycznym atakiem nuklearnym. Zamiast jednak zmierzyć się z tą skandaliczną groźbą, daliśmy się zastraszyć. Nie wysłaliśmy Wam obiecanej broni, która pozwoliłaby Wam na skuteczną kontrofensywę.
Sojusznicy ze wschodniej części Europy, o zmysłach wyostrzonych przez liczne historyczne doświadczenia, ostrzegali, że jedynym sposobem na wypędzenie demona rosyjskiego imperializmu jest wygranie wojny i doprowadzenie do zmian politycznych w Rosji. Ukraińcy byli tego samego zdania. Zdawali sobie sprawę, że taki scenariusz wiązał się z ryzykiem. Ale porażka oznaczałaby katastrofę. Jednak z punktu widzenia Europy Zachodniej było to zbyt ryzykowne. Obawiano się, że pokonanie Rosji wywoła chaos, być może nawet wojnę domową, ataki nuklearne i terrorystyczne oraz wstrząs gospodarczy. Z kolei stabilny reżim postputinowski mógłby obrócić się przeciw nam. Więc się wycofaliśmy.
Głoszona przez nas jedność okazała się fikcją. Część państw, w tym kraje bałtyckie, nadwyrężyły wszystkie siły, by wesprzeć Was, jak tylko się dało, jednocześnie zwiększając własne środki obronne. Ale pozostali nie zdołali zrealizować nawet najprostszych zadań, jak powstrzymanie floty cieni transportującej rosyjską ropę czy przechwycenie zamrożonych rosyjskich rezerw i innych aktywów o wartości co najmniej 200 miliardów euro, które mogłyby wesprzeć Wasze finanse. Wasz obecnie potężny przemysł zbrojeniowy, dysponujący niezwykle innowacyjnymi dronami, pociskami i inną bronią, działa na pół gwizdka z powodu braku funduszy.
Obiecywaliśmy, że będziemy wspierać Ukrainę tak długo, jak będzie trzeba, ale nikt nie określił konkretnie, co to znaczy. Owszem, udzieliliśmy Wam pomocy, ale niezbyt wielkiej, a potem przyglądaliśmy się, jak walczycie do ostatniego żołnierza. Latem 2023 r. skłoniliśmy Was do podjęcia kosztownej ofensywy, mimo że nie byliście do niej wystarczająco przygotowani i brakowało Wam wyposażenia – własnym siłom zbrojnym nigdy nie kazalibyśmy walczyć w takich warunkach. W efekcie setki tysięcy Waszych najlepszych żołnierzy straciło życie, sprawność fizyczną i zdrowie psychiczne. Miliony ludzi straciło bliskich. Nigdy nie będziemy w stanie Wam tego wynagrodzić, nawet gdybyśmy w końcu zrobili to, co do nas należy.
Im większą okazywaliśmy słabość, tym bardziej utwierdzaliśmy Putina w przekonaniu, że nie warto się poddawać. Owszem, straty poniesione przez rosyjską gospodarkę są olbrzymie, podobnie jak ogromna jest liczba rosyjskich ofiar. Ale Putin się nie zatrzyma, dopóki nie zostanie zatrzymany. A my tego nie zrobimy. Być może Wam się to jakoś uda. Bylibyśmy Wam bardzo wdzięczni, ponieważ nasza obronność i środki odstraszania jeszcze przez co najmniej dekadę nie osiągną poziomu pozwalającego na skuteczne przeciwstawienie się zagrożeniu.
Nie poprzestaliśmy na utrudnianiu Wam zwycięstwa. O nie. Przelewaliśmy też na Was nasze coraz bardziej defetystyczne przekonania. Na pewno rozumiecie, że sprawiedliwość – reparacje i procesy o zbrodnie wojenne – jest niemożliwa. Musicie pogodzić się z tym, że niektóre regiony (oraz zamieszkującą je ludność) należy pozostawić własnemu losowi. Członkostwo w NATO, pomimo wcześniejszych zapewnień o „otwartych drzwiach”, dziś już nie wchodzi w grę.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-ukraino-obeszlismy-sie-z-toba-haniebnie/
PAP/MB



