Skansen w Sierpcu o tym, jak obchodziliśmy Boże Narodzenie

O tym jak na przełomie XIX i XX wieku na mazowieckiej wsi przygotowywano się do świąt Bożego Narodzenia, jak strojono wnętrza chłopskich chałup i dworów ziemiańskich oraz jak wyglądała wigilijna wieczerza i jak potem kolędowano, opowie skansen w Sierpcu, otwarty od 5 grudnia.

Ekspozycja obejmuje dziesięć zagród chłopskich wsi rzędowej oraz dwa dwory ziemiańskie z przełomu XIX i XX wieku

.Ekspozycja „Boże Narodzenie na Mazowszu” w sierpeckim Muzeum Wsi Mazowieckiej będzie dostępna dla zwiedzających do końca lutego przyszłego roku. „Wystrój dawnych chałup wiejskich oraz dworów to prawdziwa podróż w czasie, która otoczona jest niesamowitą świąteczną aurą” – podkreśla placówka w anonsie wystawy, którą organizuje już po raz 34.

– Ekspozycja obejmuje dziesięć zagród chłopskich wsi rzędowej oraz dwa dwory ziemiańskie z przełomu XIX i XX wieku – powiedziała w Justyna Cieszyńska z Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Jak dodała, przygotowane tam aranżacje prezentują ówczesne tradycje i zwyczaje od Adwentu przez Wigilię i święta Bożego Narodzenie aż po święto Matki Boskiej Gromnicznej.

– Na wystawie zobaczyć będzie można zarówno zwykłe prace domowe, jak łuskanie fasoli czy darcie pierza, jak również przygotowanie dekoracji i świąteczny już wystrój wnętrz, a także potrawy wigilijne, w tym u mniej i bardziej zamożnych gospodarzy oraz we dworze. Będą też szopki betlejemskie, grupy kolędnicze i tradycyjne lanie świec gromniczych na kole – wyjaśniła Justyna Cieszyńska.

Jak zapowiedziała, ekspozycja „Boże Narodzenie na Mazowszu” zostanie otwarta w piątek i będzie można ją zwiedzić także w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, 26 grudnia. – Odwiedzając skansen warto zabrać latarki i poczekać do zachodu słońca, aby po zmroku poczuć świąteczną magię dawnych wiejskich zagród i dworów – podkreśliła.

Justyna Cieszyńska zaznaczyła jednocześnie, że już po inauguracji wystawy, sierpeckie Muzeum Wsi Mazowieckiej planuje w niedzielę, 7 grudnia, „Jarmark Bożonarodzeniowy w skansenie” z udziałem około 40 wystawców. – Będą tam rękodzieła, w tym świąteczne ozdoby i zabawki, a także pyszne kulinaria, według dawnych receptur i różnego rodzaju produkty regionalne, jak choćby miody czy oleje roślinne – dodała.

Skansen w Sierpcu był scenerią dla wielu filmów

.Jak anonsuje sierpeckie Muzeum Wsi Mazowieckiej, podczas bożonarodzeniowego jarmarku odbędą się koncerty ze świątecznym repertuarem: „Kolędowanie z Kapelą Niwińskich” i „Ludowe kolędowanie” w wykonaniu Dziecięco-Młodzieżowego Zespołu Ludowego „Koderki”, przy czym tego dnia skansen odwiedzi też Święty Mikołaj, zachęcając do rodzinnego spaceru „W poszukiwaniu świątecznych podarków”, ukrytych wśród wiejskich ścieżek, zagród i pól.

Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu niedaleko Płocka istnieje od lat 70. XX wieku. Tamtejszy skansen zajmuje około 60 ha. Znajduje się tam kilkanaście zabytkowych zagród, dwa dwory ziemiańskie, a także kuźnia, karczma i wiatrak. Jest także amfiteatr, budynek wystawienniczy oraz stajnia. Placówka organizuje cykliczne projekty edukacyjne i warsztaty ukazujące codzienne życie na wsi mazowieckiej w ciągu całego roku.

W plenerach i we wnętrzach wiejskich zagród sierpeckiego Muzeum Wsi Mazowieckiej powstawały takie znane filmy, jak np. „Ogniem i mieczem”, „Szwadron”, „Pan Tadeusz” oraz „Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać”.

O porozumienie ponad Świętami

.Słucham ostatnich wypowiedzi nowego arcybiskupa warszawskiego i jestem pełen nadziei. Rozumienie służby, dobra wspólnego i polityki abp. Adriana GALBASA SAC to coś, czego potrzeba nie tylko w Kościele. To myślenie warto przenieść dalej – pisze Michał KŁOSOWSKI.

Nie tylko w sensie geograficznym, społecznym czy gospodarczym, ale przede wszystkim w sensie politycznym Polska jest rzeczywiście trudnym krajem. Wiemy to nie od dzisiaj, nie tylko przez porównanie. Kraj, w którym polaryzacja społeczna i ideologiczna, a także głęboki podział polityczny stały się normą, a nie wyjątkiem, to chyba najprostszy opis współczesnej Polski. W kontekście Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to na całym świecie podkreślamy wartość pokoju, pojednania i miłości, warto więc sięgnąć po refleksję, która dziś wydaje się konieczna: jak w naszym, polskim świecie społeczno-politycznym znaleźć przestrzeń na porozumienie, które wykracza poza partyjne spory i personalne animozje? I to nie tylko przy wigilijnym stole, ale szerzej, w codzienności? I czy jest to w ogóle możliwe?

Aby odpowiedzieć na te kwestie, trzeba najpierw zadać sobie inne pytanie, które przed politykami w Sejmie postawił nowy metropolita warszawski abp Adrian Galbas SAC, a które wydaje się fundamentalne dla pomyślności Polski w 2025 roku: czym jest „dobro wspólne” i jak je zrozumieć, aby przezwyciężyć dzielące nas mury? Ta refleksja jest niezbędna, zwłaszcza w obliczu słów Jana Pawła II, który wskazywał na konieczność innego „rozumienia polityki”, w której centralnym punktem jest dobro człowieka – każdego człowieka, nie tylko tego, który znajduje się po jednej stronie politycznej barykady.

Jan Paweł II, nie tylko jako papież, ale także jako filozof, przez całe swoje życie podkreślał, że polityka to nie tylko techniczne zarządzanie państwem, ale przede wszystkim służba dobru wspólnemu. Mało jednak dzisiaj mówi się o tym pojęciu, nawet w kontekście rozgrywającej się już kampanii prezydenckiej. A w nauce społecznej Kościoła polityka nie jest celem samym w sobie, ale środkiem, który ma służyć realizacji dobra wspólnego. W tym sensie polityka staje się bardziej misją niż zawodem. To misja, która wymaga odpowiedzialności za innych – za swoich wyborców i za wszystkich obywateli. A to z kolei wymaga od polityków odwagi, by podejmować trudne decyzje, ale również zdolności do słuchania, szanowania drugiego człowieka, do wchodzenia w dialog ponad podziałami. W tym kontekście „dobro wspólne” może więc jawić się jako przestrzeń dla wszystkich, pozostawianie symbolicznego pustego talerza na stole, przy którym odbywa się debata publiczna.

Karol Wojtyła przypominał też o najważniejszym: że polityka powinna być narzędziem, które służy miłości – miłości do kraju, do obywateli, do człowieka. To personalizm w czystej postaci. Bo nawet jeśli ten drugi ma inne poglądy czy po prostu się myli, nie trzeba na niego patrzeć przez pryzmat rywalizacji, ale przez pryzmat wspólnoty, która ma w swoim centrum wspólne dobro i w ten sposób nabiera sensu.

Dobro wspólne w ujęciu katolickim to w końcu koncepcja, która wykracza poza indywidualne interesy i obejmuje całe społeczeństwo, jego rozwój moralny i duchowy. Benedykt XVI, szczególnie w encyklice Caritas in veritate, podkreślał, że dobro wspólne nie jest jedynie sumą interesów jednostek, lecz odnosi się do pełni dobra, które obejmuje również sfery duchowe i transcendentne. Dobro w polityce? Tak. W tym sensie bowiem dobro wspólne to troska o integrację wartości moralnych w życiu społecznym: sprawiedliwości, solidarności i szacunku dla godności ludzkiej.

Josemaría Escrivá, który na początku XX wieku zreformował rozumienie zaangażowania świeckich w Kościół i świat, uznawał, że dobro wspólne jest związane z uświęceniem pracy i codziennych działań. Escrivá przekonywał bowiem, że każdy człowiek, bez względu na swoją profesję, ma moralną odpowiedzialność za budowanie społeczeństwa opartego na wartościach chrześcijańskich. Jego nauka o „świętości codziennego życia” sugeruje, że dobro wspólne realizuje się w dążeniu do prawdziwej sprawiedliwości i miłości w każdym aspekcie życia; w rodzinie, pracy czy życiu publicznym.

Dobro wspólne to więc troska o integrację ludzi w jeden spójny organizm społeczny, w którym każda jednostka znajduje się w relacji z innymi, a więc wspólna odpowiedzialność za wszystkich, szczególnie tych najbardziej potrzebujących, staje się fundamentem prawdziwego dobra, a cnoty indywidualne, wplecione w społeczny łańcuch, nadają mu kształt i dają energię.

Polska zmaga się z kryzysem politycznym, który dotyczy dzielenia się władzą i przede wszystkim objawia się w żądzy władzy i braku wzajemnego szacunku i zrozumienia. Już nie tylko dla młodego pokolenia wygląda na to, że polityka, szczególnie w okresach wyborczych, stała się areną bezwzględnej walki o dominację ideologiczną, a nie szukaniem rozwiązań, które zaspokajają rzeczywiste potrzeby społeczne. Jeśli dodać do tego rozbuchany marketing, powstaje pytanie nie o to „jak”, ale „czy” możemy tak dalej funkcjonować. Jak długo jeszcze będziemy tkwić w podziałach, które zamiast zbliżać nas do siebie, pogłębiają tylko wzajemną nieufność i osłabiają solidarność? A to wszystko w tak niespokojnych czasach.

Tak zadane pytanie wymaga jednoznacznej odpowiedzi, bez której przyszłość naszej wspólnoty może okazać się niemożliwa. Ta odpowiedź zaś leży we wspólnej woli, by odbudować politykę jako przestrzeń służby dobru wspólnemu. Jeśli spojrzymy na najnowsze wydarzenia w Polsce, nie sposób nie zauważyć, jak głębokie są podziały. Dzielą nas nie tylko opinie polityczne, ale także poglądy na temat tego, czym jest nasza tożsamość narodowa, jak rozumieć naszą przeszłość i naszą przyszłość. W tym kontekście polityka, zdominowana przez jednostronne interesy i partykularne wizje, staje się niezdolna do przełamywania tych podziałów. I tu arcybiskup Adrian Galbas SAC mówi, że przede wszystkim nie jest politykiem, ale jednym z jego zadań jest przypominać o fundamentalnej zasadzie dobra wspólnego.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-klosowski-porozumienie-ponad-swietami/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 grudnia 2025