Szczyt NATO w Ankarze był sukcesem [Bartosz GRODECKI]

Po Ankarze upadły iluzje dotyczące możliwości funkcjonowania Sojuszu bez Amerykanów – podkreślił szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki. Ocenił również, że podczas szczytu NATO wybrzmiało, że Polska z konsumenta bezpieczeństwa stała się jego kreatorem.

Czy relacje polsko-ukraińskie zaczynają rzutować w jakiś sposób na pozycję Polski w NATO?

Bartosz Grodecki, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego: Tych porządków nie należy łączyć.

Dyskusję i eskalację w polsko-ukraińskich stosunkach sprowokowała decyzja prezydenta Ukrainy o nadaniu imienia „bohaterów UPA” jednej z ukraińskich jednostek – Centrum Operacji Specjalnych „Północ”, choć wiadomo było, jakie reakcje wywoła ona w Polsce. Ukraińcy doskonale wiedzą, że zbrodnia wołyńska to głęboka, niezabliźniona rana w naszych relacjach. Polskie stanowisko jest twarde i bezkompromisowe: nie akceptujemy ukraińskiej narracji i polityki historycznej kwestionującej liczbę zamordowanych Polaków, relatywizującej to morderstwo i gloryfikującej zbrodniarzy. Nie ma tu miejsca na negocjacje.

Dodam, że jeżeli rzeczywiście ma to być mit założycielski Ukrainy i oni poważnie myślą o wypełnianiu ukraińskiego panteonu narodowego postaciami związanymi z UPA, to oceniam to jako strategiczny błąd Ukraińców.

Druga sprawa to – prowadzona piąty rok – wojna Federacji Rosyjskiej z Ukrainą. Nie ma wątpliwości co do tego, kto jest agresorem, a kto został zaatakowany. Polska, jako jedno z pierwszych państw, zaczęła wspierać Ukrainę realnym sprzętem wojskowym i wsparcie to ma charakter ciągły. Kwestionowanie tego wsparcia nie leży w naszym interesie. Jesteśmy sąsiadami i mamy wspólnego przeciwnika – Rosję – to jest jasne. Innymi słowy, temat wojny i pomocy Ukrainie jest poza sporem, co odzwierciedla zresztą deklaracja końcowa ze szczytu NATO w Ankarze.

Obecnie stare problemy, czyli nierozliczone kwestie historyczne, wracają ze zdwojoną siłą, co wynika m.in. z faktu, że mamy zupełnie inny kontekst społeczny, niż na początku wojny.

Czy w trakcie rozmowy prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego w Ankarze poruszone zostały jakiekolwiek inne sprawy bieżące poza kwestiami historycznymi?

Bartosz Grodecki: Rozmowa dotyczyła głównie polityki historycznej. Prezydent Karol Nawrocki przypomniał, co oznacza UPA dla Polaków, jakie emocje się z tym wiążą oraz że to kroki podjęte przez prezydenta Zełenskiego spowodowały takie, a nie inne perturbacje w relacjach dwustronnych.

A co usłyszał prezydent Nawrocki od prezydenta Zełenskiego?

Bartosz Grodecki: Narrację defensywną, broniącą decyzji prezydenta Ukrainy. Mówił, że była to oddolna inicjatywa i wniosek żołnierzy, do której po prostu się przychylił. Jak wiemy, odbiór UPA na Ukrainie jest zgoła odmienny od naszego. Te same argumenty słyszałem już podczas mojej rozmowy z Kyryło Budanowem na początku lipca br.

Prezydent Ukrainy podjął również próbę relatywizowania czy szukania po stronie polskiej symetrii z tym, co wydarzyło się na Wołyniu w 1943 r. To przekaz sprzeczny z faktami i zupełnie nie do przyjęcia.

Nie pojawiły się żadne dalej idące deklaracje ze strony ukraińskiej?

Bartosz Grodecki: W Ankarze daleko idących deklaracji nie było, ale stanowisko prezydenta Nawrockiego było jasne i stanowcze, czego dowodem jest wczorajszy komunikat prezydenta Ukrainy.

Zmierzenie się z prawdą historyczną to jedyna droga do budowania dalszych relacji. Decyzja prezydenta Ukrainy o otwarciu całego archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy dotyczącego wydarzeń na Wołyniu oraz dodatkowe zezwolenia na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne to krok w tym kierunku.

Wspomniał pan o ustaleniach szczytu NATO dotyczących Ukrainy, natomiast czy z perspektywy prezydenta ten szczyt przyniósł pozytywne efekty dla Polski? Przed rozmowami w Ankarze były obawy, że Amerykanie zapowiedzą większe ograniczenie swojej obecności w Europie.

Bartosz Grodecki: Koncepcja NATO 3.0 zakłada, że Amerykanie wycofują część swoich zdolności wojskowych dedykowanych wsparciu Europy, a europejscy sojusznicy ponoszą większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo na kontynencie i wydają więcej na obronność. Zaznaczmy jednak, że rewizja obecności amerykańskiej, która może przełożyć się na redukcję sił, nie została jeszcze zakończona.

Oczekiwanie przez USA znaczniejszego wysiłku od partnerów jest zrozumiałe w obliczu danych, zgodnie z którymi dwie trzecie budżetu NATO to amerykańskie kontrybucje. Co więcej, Amerykanie dominują w NATO nie tylko finansowo, ale przede wszystkim pod względem zdolności wojskowych – osobowych czy sprzętowych, do prowadzenia działań zbrojnych.

Szczyt w Ankarze, z naszego punktu widzenia, był bardzo udany. Prezydent Karol Nawrocki, przewodniczący polskiej delegacji, zabrał głos jako jeden z pierwszych przywódców – przed Francją czy Wielką Brytanią, co pokazuje jaką rolę w Sojuszu pełni Polska. Z konsumenta bezpieczeństwa staliśmy się jego kreatorem i jednym z filarów flanki wschodniej. Usłyszeliśmy, nie pierwszy raz, że jesteśmy modelowym sojusznikiem, który ponosi ciężar finansowy i modernizacyjny, przekładający się na odporność polskiej armii. Bardzo ważne było potwierdzenie jedności NATO i niezachwianego zobowiązania do wspólnej obrony na mocy artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego. Co więcej, deklaracja po szczycie definiuje zagrożenie ze strony Rosji jako bezpośrednie i długoterminowe, o co zabiegaliśmy. Zapadła również decyzja o rozbudowie rurociągów paliwowych NATO na obszar Europy Środkowo-Wschodniej. Ma to fundamentalne znaczenie dla planowania, a także – w razie potrzeby – prowadzenia operacji obronnej Sojuszu na kontynencie.

Po Ankarze nie mamy także wątpliwości, kto przewodzi w NATO i jaka jest rola USA. Upadły iluzje dotyczące możliwości funkcjonowania Sojuszu bez Amerykanów.

Rosja próbuje wrócić do obecności na Zachodzie np. poprzez sport – coraz głośniej mówi się o udziale rosyjskich sportowców na najbliższych Igrzyskach Olimpijskich czy mistrzostwach świata w piłce nożnej. Czy w Ankarze pojawiły się koncepcje wznowienia dialogu z Rosją na szczeblu europejskim?

Bartosz Grodecki: Nic mi nie wiadomo, żeby takie koncepcje pojawiły się na szczycie NATO. Odczytuję takie sygnały ze świata sportu jako sondowanie przez Rosjan możliwości powrotu do różnych gremiów międzynarodowych.

Wracając do ustaleń szczytu w Ankarze – rozbudowa sieci rurociągów NATO-wskich wymieniana jest jako priorytet finansowy. Znane są już szczegóły, jak te inwestycje będą realizowane?

Bartosz Grodecki: Projekt zakłada rozbudowę sojuszniczej sieci CEPS – Central Europe Pipeline System, będącej częścią NPS, czyli NATO Pipeline System. Mówimy o inwestycji, która przełoży się na wzmocnienie bezpieczeństwa i odporności systemów logistycznych Polski i państw bałtyckich – zarówno w czasie pokoju, kryzysu, jak i wojny. Co ważne, CEPS to system podwójnego zastosowania, więc wykorzystywany jest również niemilitarnie, komercyjnie. Obecnie to ponad 5 tys. km rurociągów łączących składy, lotniska wojskowe i cywilne, rafinerie czy porty morskie. Mówimy więc o wzmacnianiu naszej odporności energetycznej. Szczegóły inwestycji zostaną dopracowane, a następnie zaakceptowane przez Radę Północnoatlantycką.

Projektowane koszty sięgają 27 miliardów euro, a finansowanie ma pochodzić w większości z budżetu wspólnego NATO, więc pojawiają się głosy – dochodzące z Zachodu – poddające w wątpliwość ten projekt. Oczywiście, jest on kosztowny, ale należy to traktować jako zobowiązanie wspólnoty do rozwoju, gdyż mowa nie tylko o budowie nowych rurociągów czy interkonektorów, ale również m.in. modernizacji istniejących magazynów i systemów dystrybucji.

Na gruncie krajowym czekają nas też inwestycje związane m.in. z obecnością wojsk amerykańskich w Polsce – kiedy możemy spodziewać się stałej bazy wojsk USA?

Bartosz Grodecki: Mamy deklarację Amerykanów, która otwiera możliwości negocjacyjne. Niezbędne jest efektywne działanie Ministerstwa Obrony Narodowej w ramach zapowiadanego zespołu negocjacyjnego, który usiądzie do prac planistycznych. Musimy m.in. zdecydować, gdzie baza powstanie, określić jakie siły ma pomieścić, zapewnić finansowanie i rozpisać harmonogram prac. Projekt wymaga również przygotowania specjalnej ustawy, umożliwiającej szybką realizację kolejnych kroków. Modyfikacje będzie trzeba wprowadzić w obowiązujących dokumentach, jak np. polsko-amerykańskiej umowie EDCA o wzmocnionej współpracy obronnej, która daje nam możliwości przyjmowania Amerykanów w systemie rotacyjnym.

Co ważne, Amerykanie są otwarci na rozmowę. Trzeba to wykorzystać i przełożyć na proaktywne działania, które zostaną sfinalizowane w możliwie najszybszym czasie. Dopiero po zakończeniu negocjacji będziemy mogli wskazywać konkretne terminy. Porozumienie będzie podstawą, fundamentem do realizacji tego dużego i kosztownego przedsięwzięcia.

Podkreślmy jednak, że posiadanie stałej bazy na terytorium Polski będzie elementem systemu odstraszania, bardzo mocnym sygnałem dla Rosji.

Kto będzie w zespole negocjacyjnym?

Bartosz Grodecki: Na pewno strona rządowa. Powinien się w nim również znaleźć przedstawiciel prezydenta Karola Nawrockiego. To Zwierzchnik Sił Zbrojnych przekuł zabiegi o zmianę formy stacjonowania Amerykanów w porozumienie na poziomie prezydenckim.

Niedawno prezydent USA Donald Trump zapowiedział wysłanie do Polski dodatkowych 5 tysięcy żołnierzy. Wcześniej wycofano rotację, która jednak – jak słyszymy – zostanie przywrócona. Jak rozumieć te liczby? Jak liczna mogłaby być stała obecność Amerykanów?

Bartosz Grodecki: Liczba amerykańskich żołnierzy przebywających na terytorium Polski nie jest stała. Oscyluje ona w okolicach 7 tys. Zapowiedź prezydenta Donalda Trumpa, dotycząca skierowania do Polski kolejnych 5 tys. wojskowych oznacza, że możemy mówić o ok. 12 tys. żołnierzy. Na ten moment nie znamy ostatecznych odpowiedzi w kwestii terminu przybycia czy tego, jakiego komponentu wojsk możemy się spodziewać. Wszystko jest obecnie w rękach planistów i decydentów. Sekretarz Wojny Pete Hegseth ma wkrótce podjąć decyzje dotyczące kształtu sił w Europie, m.in. w oparciu o rozwiązania, które zaproponował mu Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych NATO w Europie (SACEUR), czyli generał Alexus Grynkewich.

Czy są jakiekolwiek rozbieżności między prezydentem a obozem rządowym dotyczące stałej bazy amerykańskiej w Polsce? Jak wygląda obecnie współpraca prezydenta z rządem w obszarze bezpieczeństwa i obronności?

Bartosz Grodecki: Na dzisiaj nie widzę żadnych rozbieżności w kwestii fundamentalnej, dotyczącej budowy stałej bazy wojsk USA w Polsce. Projekt omawiany jest jednak na bardzo ogólnym poziomie, gdyż nadal czekamy na powołanie zespołu negocjacyjnego. Wówczas, po rozpoczęciu jego prac, będziemy mogli odnosić się szczegółowo do efektów negocjacji.

A na poziomie strukturalnym ta współpraca między MON a BBN układa się harmonijnie czy to raczej punktowe porozumienia jak w przypadku ostatnich nominacji generalskich?

Bartosz Grodecki: Z uwagi na zakres merytoryczny, którym się zajmujemy, siłą rzeczy jesteśmy w stałym kontakcie i wymieniamy się informacjami. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz możliwie regularnie spotyka się z prezydentem Karolem Nawrockim w Pałacu Prezydenckim.

Niedługo minie rok od zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na urząd Prezydenta RP. W tym czasie Zwierzchnik Sił Zbrojnych podpisał 31 nominacji generalskich w Wojsku Polskim, które wręczył w sierpniu i listopadzie ubiegłego roku oraz w maju tego roku, więc nie można tu mówić o jakimś jednorazowym „punktowym porozumieniu”. Współpracowaliśmy i współpracujemy, ponieważ tak jest skonstruowany nasz system.

Rozmawiali Mateusz Roszak, Agnieszka Ziemska.

PAP/NZ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 18 lipca 2026