Szef Pentagonu Pete Hegseth nie wyklucza użycia sił lądowych w Iranie

Szef Pentagonu Pete Hegseth

Prezydent USA Donald Trump i szef Pentagonu Pete Hegseth nie wykluczył w rozmowie z dziennikiem „New York Post” wysłania do Iranu amerykańskich sił lądowych, „jeśli będzie to konieczne”.

Donald Trump podjął ostateczną decyzję o zaatakowaniu Iranu po rozmowach amerykańsko-irańskich w Genewie

.Nie wzdrygam się, jeśli chodzi o wysłanie sił lądowych. Każdy prezydent mówi: „Żadnych żołnierzy na miejscu nie będzie”. Nie mówię tego – oznajmił przywódca USA. Dodał, że bierze pod uwagę wysłanie żołnierzy „jeśli będą niezbędni”.

Donald Trump powiedział też, że nie niepokoi go możliwość sięgnięcia przez Iran po terroryzm w odwecie na ataki. – Wyeliminujemy to. Nieważne. Tak jak jest ze wszystkim innym, wyeliminujemy to – zapewnił.

Przekazał, że podjął ostateczną decyzję o zaatakowaniu Iranu po rozmowach amerykańsko-irańskich w Genewie.

Czy jesteśmy gotowi na zdecydowane działania? Absolutnie tak [Szef Pentagonu Pete Hegseth]

.Donald Trump powiedział „New York Post”, że uważa, iż podjął dobrą decyzję, i że popiera go większość Amerykanów. – Pozwolenie na to, by „szaleni ludzie” zdobyli broń jądrową, byłoby gorsze nawet od regionalnego konfliktu – argumentował.

Wcześniej wysłania sił lądowych do Iranu nie wykluczył amerykański sekretarz obrony Pete Hegseth. – Nie jesteśmy w tej kwestii głupi. Nie trzeba tam wciągać 200 tys. ludzi i zostawać tam przez 20 lat. (…) Czy będziemy śmiali? Czy jesteśmy gotowi na zdecydowane działania? Absolutnie (tak) – zapowiedział szef Pentagonu.

Z badania Reuters/Ipsos wynika, że co czwarty Amerykanin popiera ataki na Iran, w których w sobotę zginął ajatollah Ali Chamenei. Około połowa uczestników sondażu, w tym jedna czwarta wyborców Republikanów, uważa, że prezydent USA Donald Trump zbyt chętnie wykorzystuje siłę militarną.

Persja – kraina z tysiąca i jednej nocy

.Jak mówi stare perskie przysłowie, „bywa tak, że jeden zbiera miód, a drugiego żądlą pszczoły”. Czas pokaże, kogo w rzeczywistości użądliły pszczoły, a kto zebrał miód, zwłaszcza że jak mawiają Irańczycy, czas jest ojcem cudów, a największym zyskiem może być mała strata – pisze prof. Piotr CZAUDERNA.

Dawna Persja, poprzedniczka dzisiejszego Iranu, była jednym z wielkich imperiów starożytności, znanym przede wszystkim ze swych długich wojen z Grekami, które opisał wielki historyk Herodot. Któż nie słyszał o wojnach perskich i o wielkich bitwach pod Maratonem, Termopilami czy Salaminą? Komu nieznani są królowie perscy Dariusz i Kserkses czy greccy wodzowie Temistokles albo Leonidas, bohaterski król Sparty? Dziś uwaga świata ponownie skupiła się na Iranie. Wojna z Izraelem spowodowała, że trafił on na czołówki gazet, telewizji i portali internetowych. Dlatego postanowiłem napisać o Iranie, zwłaszcza że miałem okazję tam być, i to dwukrotnie. Kraj ten zostawił w mojej pamięci niezatarte ślady, a przecież w Polsce jest stosunkowo mało znany – może częściowo dlatego, że po upadku szacha Mohammada Rezy Pahlaviego i powstaniu państwa ajatollahów niełatwo było tam pojechać.

Iran leży na Bliskim Wschodzie, a właściwie bardziej na środkowym. Z tego powodu w swej historii niejednokrotnie zmuszony był do konfrontacji z potęgami leżącymi na zachód od niego, takimi jak Babilon, Grecja, Rzym czy imperia seldżuckie, otomańskie albo brytyjskie. Od północy zagrożenie stanowiła Rosja, a potem Związek Sowiecki. Od wschodu z kolei zagrażały mu inwazje ludów koczowniczych, takich jak wojowniczy Mogołowie czy Timurydzi. W okresie swojej świetności, w czasach dynastii Achemenidów i Sasanidów, imperium perskie obejmowało nie tylko Mezopotamię, ale nawet Turcję i Egipt. 

Mimo że w większości kraj ten jest górzysty, a do tego częściowo pustynny i słabo zaludniony, to liczy obecnie ponad 90 milionów ludzi (z czego połowa ma niej niż 18 lat, a średni wiek populacji wynosi 32 lata). Ludność kraju wzrosła ponad czterokrotnie od końca lat 50.

Iran zawsze bardzo mocno podkreślał swoją historyczną odrębność od krajów arabskich położonych w jego pobliżu. Naturalnie sprzyjały temu odrębna, szyicka wersja islamu i krzywdy, jakich historycznie szyici doznali od sunnitów, łącznie ze śmiercią wszystkich swoich pierwotnych religijnych przewodników, zwanych Świętymi Imamami. Wywodzili się oni bezpośrednio od Mahometa, a konkretnie od jego córki Fatimy i jego zięcia Alego. Każdy Imam był synem poprzedniego Imama, z wyjątkiem Al-Husajna, który był bratem Al-Hasana. Wszyscy też, z wyjątkiem ostatniego, zostali zamordowani. Dwunastym i ostatnim Imamem był Muhammad al-Mahdi, co do którego wielu szyitów wierzy, iż nadal żyje on gdzieś w ukryciu i kiedyś powróci, by przynieść sprawiedliwość światu. Szyici wierzą też, że ucisk i cierpienie Imamów służyły wyższym celom, i dlatego Imamowie są źródłem boskiej łaski dla ich wyznawców.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-czauderna-persja-kraina-z-tysiaca-i-jednej-nocy/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 marca 2026