Wielkanoc na własnych zasadach. Jak zmienia się sposób świętowania

Wielkanoc coraz rzadziej bywa tylko zestawem powtarzalnych rytuałów. Dla wielu osób staje się raczej momentem zatrzymania niż obowiązkiem do odhaczenia. W świecie, który przyspiesza i rozprasza, te dwa dni nabierają szczególnego znaczenia nie tyle przez to, co „trzeba”, ale przez to, na co wreszcie można sobie pozwolić. A więc można powiedzieć, że Wielkanoc na własnych zasadach jest najlepsza.

Wielkanoc coraz rzadziej bywa tylko zestawem powtarzalnych rytuałów. Dla wielu osób staje się raczej momentem zatrzymania niż obowiązkiem do odhaczenia. W świecie, który przyspiesza i rozprasza, te dwa dni nabierają szczególnego znaczenia nie tyle przez to, co „trzeba”, ale przez to, na co wreszcie można sobie pozwolić. A więc można powiedzieć, że Wielkanoc na własnych zasadach jest najlepsza.

Wielkanoc na własnych zasadach

.Tradycja nadal odgrywa ważną rolę, choć jej forma się zmienia. Wspólne śniadanie, przygotowywane często przez kilka pokoleń, pozostaje jednym z niewielu momentów, gdy wszyscy siadają przy jednym stole bez pośpiechu. Nie chodzi już jednak wyłącznie o potrawy czy symbolikę, ale o samą obecność, rozmowę, której na co dzień brakuje, i ciszę, która nie jest niezręczna.

Coraz częściej Wielkanoc staje się też okazją do redefinicji odpoczynku. Dla jednych to czas wyjazdu krótkiego, bliskiego naturze, z dala od codziennych bodźców. Dla innych wręcz przeciwnie, to świadome pozostanie w domu, ale bez presji produktywności. Czytanie zaległych książek, spacery bez wyznaczonego celu, nadrabianie relacji to formy spędzania czasu, które nie wymagają planu, a jednak przynoszą poczucie równowagi.

Nie bez znaczenia jest także zmiana podejścia do świątecznych przygotowań. Coraz więcej osób rezygnuje z nadmiaru zarówno w kuchni, jak i w dekoracjach. Zamiast wielogodzinnych przygotowań pojawia się selekcja: mniej potraw, mniej obowiązków, więcej czasu dla siebie i bliskich. To przesunięcie akcentów z „muszę” na „chcę” dobrze oddaje szerszą zmianę społeczną.

Wielkanoc bywa też momentem refleksji, choć nie zawsze w wymiarze religijnym. Dla wielu to czas porządkowania spraw nie tylko tych materialnych, ale i emocjonalnych. Wiosna, która w naturalny sposób wpisuje się w kalendarz świąt, sprzyja myśleniu o zmianie, o nowym początku, o tym, co warto zostawić za sobą.

Ostatecznie sposób spędzania Wielkanocy coraz rzadziej podlega jednemu wzorcowi. To święta, które choć zakorzenione w tradycji coraz bardziej dopasowują się do indywidualnych potrzeb. I być może właśnie w tym tkwi ich współczesna wartość: w możliwości wyboru, jak ten czas przeżyć naprawdę uważnie.

Wielki Post AD 2026

.Wielki Post opierał się od zawsze na trzech filarach: postnych praktykach, modlitwie i jałmużnie. Jak powiedział papież Leon XIV, Wielki Post to czas, w którym Kościół zaprasza nas do ponownego umieszczenia w centrum naszego życia misterium Boga, a jednocześnie do słuchania słowa Bożego i postu, który stanowi konkretną praktykę przygotowującą do przyjęcia słowa Bożego – pisze prof. Piotr CZAUDERNA.

Nadszedł ponownie czas Wielkiego Postu, czas, który dobrze jest mądrze wykorzystać. Tyle tylko, że dzisiejszy świat zupełnie temu nie sprzyja. Czytanie z pierwszej niedzieli Wielkiego Postu pochodzące z ewangelii św. Mateusza opisuje kuszenie Chrystusa po jego 40-dniowym poście, w którym jedną z pokus jest władza nad wszystkimi królestwami tego świata w zamian za pokłon oddany szatanowi. To jedna z najczęstszych naszych pokus, kuszenie oddania się duchowi tego świata, duchowi władzy i mamony w zamian za doczesne powodzenie, a czasem za zwykły „święty spokój”. Nasz pokłon to często nic wielkiego, jedynie drobna zgoda na kłamstwo, albo prosta rezygnacja z mozolnego odkrywania prawdy i trwania przy niej.

Wielokrotnie w przeszłości pisałem na łamach „Wszystko co Najważniejsze” [LINK] o kategorii prawdy i jej centralnym znaczeniu dla współczesności. Bycie w prawdzie pozwala oprzeć się pokusie włączenia się za wszelką cenę do, tzw. głównego nurtu, czyli jak to dziś modnie się określa „mainstreamu” nowoczesności czy też może lepiej ponowoczesności. Prawda nie zależy przecież od tego, ile osób ją wyznaje. Nie polega na plebiscycie czy głosowaniu. Nadal nieustannie zdumiewa mnie tolerowanie, a wręcz jawne przyzwolenie, na obecność w życiu publicznym i to na bardzo eksponowanych stanowiskach, polityków, którzy regularnie kłamią i dla których bezczelne, jawne kłamstwo stało się wręcz drugą naturą i sposobem na skuteczne uprawianie polityki. Bezrefleksyjnie oddajemy na nich swoje głosy i popieramy ich, mimo że wielokrotnie zostaliśmy przez nich oszukani. 

Co o tym decyduje? Czy emocje? Czy zainwestowane wcześniej poparcie dla określonej strony sceny politycznej, które po pewnym czasie trudno jest wycofać, bo wymaga to rewizji własnych map? Często zadaję sobie pytanie jak to możliwe, że tak łatwo przychodzi nam akceptacja kłamstwa w polityce? Przecież najpewniej w życiu prywatnym nie chcielibyśmy z osobami, które notorycznie nas okłamują i oszukują, mieć cokolwiek do czynienia. Jak to powiedział Albert Einstein: „Kto w drobnych sprawach nie dba o prawdę, temu nie może ufać w ważnych sprawach”. 

Profesor Ryszard Legutko powiedział ostatnio w wywiadzie, że od czasu „komuny” nie spotkał się chyba z człowiekiem, który tak strasznie kłamie, jak obecny premier: „on kłamie tak, jak oddycha. [Ktoś, kto] wpuścił największą ilość toksyn w polskie umysły, w polską przestrzeń publiczną, bez zmrużenia oka mówi o miłości i wspólnocie […] Proszę zwrócić uwagę, skąd się bierze ta nienawiść i te obelgi”? Zdaniem profesora wynikają one z dewastacji duszy. Być może pan profesor ma rację w swojej intuicji, że dusza przynajmniej niektórych polskich polityków jest w pewien sposób „zdewastowana”. 

Ale taki sposób uprawiania polityki ma jeszcze i inny potężny skutek – dewastuje nasze wspólnotowe życie i uniemożliwia racjonalną dyskusję w sferze publicznej. Jak niedawno zwrócił uwagę w swoim tekście „Triumf infantylizmu. Jak zepsuliśmy debatę publiczną” opublikowanym w portalu „Wszystko co Najważniejsze” [LINK] polski polityk, Łukasz Schreiber: „Taki charakter przybrała dzisiejsza debata polityczna w swoim najgorszym wydaniu: banalna, powierzchowna, podsycająca emocje, oparta na tanich trikach socjotechnicznych. Jest przy tym jednocześnie dziecinna i brutalna”. I żeby było jasne – dotyczy to moim zdaniem wszystkich stron konfliktu politycznego w Polsce.

Ale zapomnijmy o bieżącej polskiej polityce i wróćmy do tego, co naprawdę w życiu kluczowe i ważne, do tego, co pozwala nabrać dystansu i utrzymać właściwe proporcje. Wróćmy zatem do kończącego się już Wielkiego Postu. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że w dawnym Kościele dni postnych było o wiele więcej niż obecnie: nie tylko sam Wielki Post, który był zresztą niegdyś dłuższy o dwa tygodnie niż dziś, i wszystkie piątki, ale i był jeszcze post adwentowy. W Wielką Sobotę także poszczono i podobno pito jedynie wodę święconą. Poszczono także w każdy piątek i sobotę oraz w wigilie ważniejszych świąt, jak również w tzw. Suche Dni, które przypadały w środę, piątek i sobotę cztery razy do roku: po trzeciej niedzieli Adwentu, po trzeciej niedzieli wstępnej postu, po Świątkach i po Podwyższeniu Krzyża Świętego.

Czytaj więcej: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-czauderna-wielki-post-anno-domini-2026/

Laura Wieczorek

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 marca 2026