Zohran Mamdani idzie po władzę otoczony przez kobiety

Nowo wybrany burmistrz Nowego Jorku, Zohran Mamdani, ogłosił powołanie zespołu ds. przejęcia władzy złożonego wyłącznie z kobiet. Swój urząd w największym mieście USA obejmie 1 stycznia 2026 roku.
Zohran Mamdani i jego plan na Nowy Jork
.Zohran Mamdani, określany jako demokratyczny socjalista, będzie pierwszym muzułmańskim burmistrzem Nowego Jorku, pierwszym z południowoazjatyckim pochodzeniem, pierwszym urodzonym w Afryce i najmłodszym od ponad wieku. Zapowiedział, że zespół pomoże mu w realizacji „najbardziej ambitnego programu politycznego od pokolenia”.
Zespół będzie działał pod kierownictwem Elany Leopold, dyrektor wykonawczej. Znana jest jako strateg polityczny i ma doświadczenie w pracy administracji miasta, kampaniach politycznych i organizacjach społecznych.
Współprzewodniczącymi zostaną: była przewodnicząca Federalnej Komisji Handlu Lina Khan, była pierwsza zastępczyni burmistrza Maria Torres-Springer, Grace Bonilla, szefowa United Way of New York City, oraz była zastępczyni burmistrza ds. zdrowia i usług społecznych Melanie Hartzog.
Khan, prominentna sojuszniczka senatora Berniego Sandersa i znana z agresywnego egzekwowania przepisów antymonopolowych w Federalnej Komisji Handlu (FTC) za czasów Joe Bidena, została opisana przez Mamdaniego jako sygnał jego zamiaru zakwestionowania tego, co nazywa „oligarchią” miasta.
– Zarzucimy szeroką sieć – powiedział Mamdani obiecując „włączenie organizatorów na pierwszej linii frontu, weteranów z udokumentowanymi osiągnięciami, ekspertów politycznych z całego świata i ludzi pracy, którzy wiedzą lepiej niż ktokolwiek inny, czego potrzebują ich dzielnice”.
Burmistrz-elekt podkreślił, że wysiłki na rzecz transformacji będą finansowane przez zwykłych nowojorczyków, a nie przez bogatych darczyńców.
– Kilka miesięcy temu powiedziałem moim zwolennikom, żeby przestali przekazywać darowizny, a dziś proszę ich, żeby zaczęli od nowa – cytuje Mamdaniego CNN. Jak dodał, proces ten będzie wymagał środków na personel, badania i infrastrukturę.
– Stworzymy administrację, która będzie w równym stopniu zdolna i współczująca, kierująca się uczciwością i gotowa do pracy równie ciężko, jak miliony nowojorczyków, którzy nazywają to miasto swoim domem – przyrzekał burmistrz-elekt.
Relacje z Donaldem Trumpem
.Media zwracają uwagę, że Mamdani stoi w obliczu potencjalnych spięć z prezydentem Donaldem Trumpem, który nazwał go „komunistą” i zagroził wstrzymaniem federalnych funduszy. Biały Dom nie skontaktował się z nim po ogłoszeniu rezultatu wyborów.
Burmistrz-elekt wyraził jednak otwartość na dialog, mówiąc, że jest „zainteresowany rozmową z prezydentem Trumpem na temat sposobów, w jakie możemy współpracować, aby służyć Nowojorczykom”. Wyjaśnił, że wciąż koncentruje się na rozwiązaniu kryzysu związanego z kosztami utrzymania w mieście i spełnieniu obietnic wyborczych.
Zandberg w Nowym Jorku
.Mamdani jest politycznym produktem rozczarowania kapitalizmem ze strony tych akurat ludzi, których jeszcze niedawno skłonni byliśmy uważać za jego podporę, w zgodzie zresztą z dawnymi przewidywaniami Adama Smitha: młodej klasy średniej – pisze Jan ROKITA.
Prawdę mówiąc, nie jest jeszcze pewne, czy jesienią 2025 roku Adrian Zandberg zostanie burmistrzem Nowego Jorku. Ale w każdym razie jest to więcej niż prawdopodobne, skoro nieoczekiwanie pokonał w prawyborach wszystkich konkurentów i tym samym zdobył nominację demokratów, wygrywających zwykle nowojorskie wybory.
To, co niezwykłe w tej historii, to fakt, iż zwycięskiego kandydata czynnie zwalczał stary establishment Partii Demokratycznej, z państwem Clintonami na czele. Oni forsowali swojego człowieka – 67-letniego partyjnego wygę, wieloletniego gubernatora, który z niejednego politycznego pieca chleb jadał, a na sumieniu ma i korupcję, i skandale seksualne, i fatalne zarządzanie podczas zarazy. Ale establishmentowy kandydat przegrał powszechne prawybory w liberalno-lewicowej Partii Demokratycznej. A wygrał je – należałoby chyba rzec – prawdziwy demokratyczny komunista, wywołując falę entuzjazmu w pokoleniu milenialsów, a zwłaszcza wśród tych, których jakieś pół wieku temu zwano „yuppies”, czyli młodymi wielkomiejskimi profesjonalistami z uniwersyteckimi dyplomami.
Tak, tak… to nie pomyłka. Nowojorskim zwycięzcą jest Adrian Zandberg, tyle że w swojej nieco zmodernizowanej i odmłodzonej amerykańskiej kopii.
Nazywa się Zohran Mamdani, urodzony jest nie w Danii, ale w Ugandzie, ma 34 lata, a nie 45 lat, no i ponoć wierzy w Allaha. A cała reszta już się w pełni zgadza. Nowojorskim milenialsom obiecał, że jeśli zostanie burmistrzem, to stać ich będzie nie tylko na jedzenie kupowane w dobrych sklepach i leczenie w prestiżowych lecznicach, ale także na nieosiągalne przy dzisiejszych cenach własne mieszkania w Nowym Jorku.
Innymi słowy – obiecał przywrócić nowojorską klasę średnią do stanu dawnej świetności z czasów Ronalda Reagana i kwitnącego wówczas liberalnego kapitalizmu. Z jedną tylko różnicą. Bo ile za Reagana, którego wielkomiejską bazę społeczną stanowili właśnie „yuppies”, zafascynowani nowymi możliwościami, jakie otwierały wtedy elitarne miejsca pracy w prywatnych finansach, edukacji czy firmach technologicznych, o tyle teraz ów nawrót złotego wieku dla profesjonalistów ma się dokonać dzięki państwu. Nowy Jork pod władzą Mamdaniego ma stać się bowiem antytrumpistowską republiką, w której zaprowadzony zostanie … (tu waham się z określeniem) radykalny socjalizm – albo mówiąc chyba bardziej precyzyjnie – demokratyczny komunizm.
Tak więc mieszkania, których ceny rosną od lat w Nowym Jorku siedmiokrotnie szybciej niźli płace, staną się znów osiągalne, bo władza obniży cenę kredytu. Żywność, której ceny wzrosły w Nowym Jorku o 60 proc. w ciągu dekady, potanieje, gdyż burmistrz stworzy sieć państwowych sklepów spożywczych, które nie będą spekulować cenami. Najlepsze lecznice i przychodnie staną się dostępne, gdyż ubezpieczenie Medicare będzie systemem powszechnym. Nowojorskie autobusy będą jeździć za darmo, a właściciele taksówek nie będą musieli spłacać swoich długów.
Wszystko to ma się dziać w ramach systemowego Powszechnego Zielonego Nowego Ładu, gdyż nowojorczycy zasługują na życie w czystym powietrzu, zdrowej zieleni i generalnie ekologicznych warunkach. No i na okrasę całego tego wielkiego projektu jest jeszcze ważny postulat podjęcia na nowo walki klas. A jej współczesnym przejawem ma być… (proszę mnie nie pytać dlaczego) powszechne prawo do zmiany płci, przede wszystkim dla dzieci. Entuzjastyczni zwolennicy Mamdaniego z DSA (czyli Demokratycznych Socjalistów Ameryki) ukuli tu nawet nadające się nieźle do skandowania hasło wyborcze: „TRANS RIGHTS = CLASS FIGHT”.
Widać jak na dłoni, że przemiany społeczne w Ameryce wyprzedzają to, co dzieje się w Polsce. W wyborach prezydenckich w Warszawie kandydat lewicowo-liberalnego establishmentu Rafał Trzaskowski zyskał 42 proc. głosów, zaś demokratyczny komunista Adrian Zandberg zaledwie 8,5 proc. Widać, że w Warszawie, inaczej niźli w Nowym Jorku, młodzi profesjonaliści z wyższym wykształceniem muszą jeszcze mieć poczucie, iż ciągle mają jakiś swój udział w dobrodziejstwach liberalnego kapitalizmu. Bo jak nie bez racji pisał swego czasu filozof, twórca PayPala i miliarder Peter Thiel (w liściku do Marka Zuckerberga): „Kto nie ma żadnego udziału w dobrodziejstwach kapitalizmu, obraca się nieuchronnie przeciw niemu”.
Mamdani jest politycznym produktem owego rozczarowania kapitalizmem ze strony tych akurat ludzi, których jeszcze niedawno skłonni byliśmy uważać za jego podporę, w zgodzie zresztą z dawnymi przewidywaniami Adama Smitha: młodej klasy średniej. Zandberg jest wytworem dokładnie tego samego rozczarowania, które jednak w kręgu polskich „yuppies” nie przybrało jeszcze ani tej skali, ani tego radykalizmu, co w Nowym Jorku. Ale nie należy mieć złudzeń: rzeczy w Polsce (to znaczy w tym przypadku w Warszawie i kilku innych metropoliach) podążają w tę samą stronę co w Nowym Jorku. Tyle że kilka kroków za Nowym Jorkiem.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-rokita-zandberg-w-nowym-jorku/
PAP/ Andrzej Dobrowolski/ LW






