Prof. Guy MILLIÈRE: Donald Trump jest bardzo przewidywalny

Donald Trump jest bardzo przewidywalny

Photo of Prof. Guy MILLIÈRE

Prof. Guy MILLIÈRE

Wybitny neokonserwatywny eseista francuski. Profesor historii kultury i filozofii prawa na Uniwersytecie Paryż VIII. Ekonomista, geopolitolog, były prezes Institut Turgot w Paryżu. Jest jednym z liderów Alliance France-Israël. Autor kilkunastu książek o radykalnym islamie i geopolityce.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

W nr 61 „Wszystko co Najważniejsze” opublikowaliśmy teksty Anne APPLEBAUM „Trump porzuci NATO” oraz „Strach o demokrację narasta” Nicolasa BAVEREZ. Wybory w Stanach Zjednoczonych coraz bliżej, poważnych pytań – także o bezpieczeństwo Europy Centralnej – jest coraz więcej – twierdzi prof. Guy MILLIÈRE w rozmowie z Nathanielem GARSTECKA

Nathaniel GARSTECKA: Panie Profesorze, świat po raz kolejny przeżywa okres turbulencji, w którym mnożą się konflikty. Czy Stany Zjednoczone powinny odgrywać rolę w ich rozwiązywaniu, a jeśli tak, to jaką?

Guy MILLIÈRE: Jak powiedziała kiedyś Madeleine Albright, Stany Zjednoczone są „niezastąpionym mocarstwem”. Są nie tylko wiodącą potęgą na świecie, ale także wiodącą potęgą w tym, co przed zakończeniem zimnej wojny nazywano wolnym światem. W rezultacie Stany Zjednoczone są de facto gwarantem wolności na świecie. Bez gwarancji Stanów Zjednoczonych handel międzynarodowy zostałby poważnie zakłócony. Teraz zaczyna być zakłócany, ponieważ Stany Zjednoczone nie odgrywają już swojej roli. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się obecnie na Morzu Czerwonym, by to zrozumieć. Bez Stanów Zjednoczonych internet, który odgrywa obecnie niezwykle ważną rolę, który jest nawet narzędziem ekonomicznym i niezbędnym narzędziem komunikacyjnym dla funkcjonowania świata, nie istniałby już w swojej obecnej formie, ponieważ autorytarne i totalitarne mocarstwa robiłyby wszystko, co w ich mocy, aby go kontrolować w znacznie większym stopniu, niż ma to miejsce obecnie. Chiny instalują zapory „firewalls”, abyśmy nie mogli się z nimi swobodnie komunikować, a Chińczycy nie mogą swobodnie komunikować się z resztą świata. Ale gdyby Stany Zjednoczone utraciły swoje znaczenie, sytuacja byłaby poważniejsza.

Więc tak, Stany Zjednoczone muszą odegrać rolę w zachowaniu wolności w świecie, we wszystkich jej formach. Niekoniecznie muszą ingerować w wewnętrzne sprawy państw, ale muszą zapewnić, by autorytarne i totalitarne siły nie zakłócały wolności i bezpieczeństwa. Wszystkie te kwestie są ze sobą powiązane. Co więcej, gdy na przykład w jakimś kraju dochodzi do ludobójstwa, demokratyczne mocarstwa mają obowiązek interweniować. To forma etycznego obowiązku. Jednym z głównych zarzutów, jakie mam wobec geopolityki uprawianej dziś we Francji i w wielu europejskich kontekstach, jest to, że przedstawia się ona jako „realistyczna” i w rezultacie pozostawia etykę na boku. Kiedy słucha się przemówień wielu osób zajmujących się geopolityką we Francji, zauważa się, że mówią one w kategoriach opierania się na sile, ale słowa takie jak „wolność” i „opresja” zniknęły z ich rejestru, podobnie jak słowa „dyktatura” i „demokracja”. To niezwykle niepokojące.

To argument, który jest często podnoszony w Chinach, Rosji, Iranie… Stany Zjednoczone i Zachód ingerują w imię swoich koncepcji wolności i praw człowieka, więc dlaczego tamci nie mogą zrobić tego samego w imię innych ideałów, które są im bliższe?

Najwyraźniej ideały cywilizacji zachodniej wydają się nieskończenie cenniejsze. Zachodnia cywilizacja wynalazła wolność, prawa człowieka i demokrację. Jeśli uznamy, że inne cywilizacje mogą powstrzymać się od używania tych pojęć w imię faktu, że są innymi cywilizacjami, oznacza to, że możemy z łatwością zaakceptować fakt, że zbrodnie przeciwko ludzkości zdarzają się gdzieś na świecie i że obserwujemy to obojętnie. Dopóki jesteśmy ludźmi, nie możemy akceptować zbrodni przeciwko ludzkości.

Dlaczego Donald Trump Pana zdaniem wszedł do polityki?

Donald Trump wszedł do polityki, ponieważ zdał sobie sprawę, że Stany Zjednoczone są w wielkim niebezpieczeństwie i że w rezultacie świat, jaki znamy – świat demokracji, kapitalizmu oraz wolności gospodarczej i politycznej – sam jest w wielkim niebezpieczeństwie. Czuł, że może coś zrobić, aby zaradzić tym zagrożeniom, więc zdecydował się kandydować na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Donald Trump jest przede wszystkim amerykańskim patriotą, kimś, kto jest przywiązany do podstawowych wartości Stanów Zjednoczonych, i postrzegał prezydenturę Obamy jako bardzo destrukcyjną i niebezpieczną. We Francji i w Europie mamy na ogół złagodzony obraz prezydentury Baracka Obamy.

Co było kluczem do zwycięstwa Donalda Trumpa w 2016 roku? Powiedziano nam, że dla Hilary Clinton będzie to bułka z masłem.

Donald Trump wygrał, ponieważ mieszkańcy „głębokiej” Ameryki, Ameryki, którą wielu ludzi w Europie zwykle pogardza i lekceważy, dostrzegli, że Stany Zjednoczone są w wielkim niebezpieczeństwie i muszą zostać uratowane. Donald Trump był w stanie przemówić do tych Amerykanów, a oni zgodzili się z tym, co im powiedział. To, co im mówił, opierało się na ideach, które przedstawił przed nim Ronald Reagan, a główne hasła używane przez Donalda Trumpa to hasła pochodzące bezpośrednio od Ronalda Reagana. Jego kampania w 2015 i 2016 roku wykorzystywała slogan „Make America Great Again”. Donald Trump wykorzystał również definicję polityki zagranicznej Ronalda Reagana, czyli „Peace through strength”. De facto to, co Donald Trump zrobił podczas swojej prezydentury, odpowiadało tym dwóm punktom. Za jego prezydentury gospodarka Stanów Zjednoczonych bardzo mocno się rozwinęła, z repatriacją kapitałów i inwestycji, z niską inflacją, około 2 proc., a Stany Zjednoczone przywróciły swoją potęgę na świecie. Zwykle o tym zapominamy, ale pod rządami Donalda Trumpa Chiny nie zagroziły Tajwanowi, Rosja nie zagroziła Ukrainie, Korea Północna przestała grozić Japonii i Korei Południowej, a na Bliskim Wschodzie Donald Trump był inicjatorem porozumień Abrahama, które były największym krokiem w kierunku pokoju na Bliskim Wschodzie od siedmiu dekad. Dodajmy, że Donald Trump zniszczył również Państwo Islamskie, pod jego rządami nie było żadnych poważnych ataków terrorystycznych, które mnożyły się za prezydentury Baracka Obamy.

Brzmi to tak, jakby Donald Trump bardziej zasługiwał na Pokojową Nagrodę Nobla niż Barack Obama.

Bez wątpienia. Barack Obama nie zasłużył na Pokojową Nagrodę Nobla. Została mu ona przyznana ze ściśle lewicowych, ideologicznych powodów. Barack Obama spowodował zamęt na całym świecie. To pod jego rządami Stany Zjednoczone wycofały większość swoich wojsk z Iraku, co pozwoliło na powstanie Państwa Islamskiego i umożliwiło tej organizacji terrorystycznej przeprowadzanie ataków w Europie i Stanach Zjednoczonych. Gdy trwały rządy Baracka Obamy, Putin podjął działania na Ukrainie, Chiny zajęły Hongkong, a Korea Północna rozwinęła ogromny arsenał nuklearny. Iran stał się groźną potęgą na Bliskim Wschodzie przy wsparciu Stanów Zjednoczonych z trudnych do wyjaśnienia powodów.

Co więcej, za rządów Baracka Obamy mieliśmy do czynienia z czymś, co zupełnie niewłaściwie nazwano „arabską wiosną”. Ta „arabska wiosna” była próbą przejęcia władzy przez ruchy islamskie, głównie Bractwo Muzułmańskie, w kilku krajach świata arabskiego: Tunezji, Egipcie, Jemenie i Libii. Przedsięwzięcie to ostatecznie nie powiodło się w Syrii, ale zdestabilizowało cały region, a Barack Obama przewidywał, że Bractwo Muzułmańskie dojdzie do porozumienia z irańskim reżimem, w wyniku czego radykalny islam zdominuje cały świat muzułmański. Jeśli przeanalizujemy przemówienie Baracka Obamy w Kairze w czerwcu 2009 r., zauważymy, że otwiera ono drzwi do przejęcia władzy przez radykalny islam w całym świecie muzułmańskim. Barack Obama w znacznym stopniu przyczynił się do nieporządku i przemocy w praktycznie każdym zakątku świata.

Jego polityka wewnętrzna również odcisnęła swoje piętno – umieścił ludzi ze skrajnej lewicy amerykańskiego spektrum politycznego w każdej administracji, tworząc to, co Donald Trump nazwał „deep state”. Konsekwencje tego rozmieszczenia są widoczne do dziś. Na przykład w całym kraju są sędziowie, którzy są skrajnymi lewicowcami, którzy nie wymierzają już sprawiedliwości, którzy depczą konstytucję i depczą amerykańskie prawa.

Donald Trump jest oskarżany o prowadzenie „nieprzewidywalnej” polityki zagranicznej, co jest terminem, który pojawia się najczęściej. Mówi się o nim, że jest „zagrożeniem” dla stabilności i bezpieczeństwa na świecie. Oskarżenia te można znaleźć nawet w niektórych liberalnych i liberalno-konserwatywnych kręgach na Zachodzie, które powinny przecież go nieco bardziej wspierać. Jak można to wyjaśnić?

W Europie panuje głębokie niezrozumienie tego, czym jest polityka amerykańska, a to niezrozumienie ma bardzo poważne konsekwencje. Cała retoryka, którą słyszę na temat Donalda Trumpa i administracji Bidena, we Francji i w innych krajach europejskich jest błędna, nie opiera się na rzeczywistości. Ci, którzy wygłaszają te słowa, są inspirowani przez lewicowe amerykańskie media głównego nurtu. Media te wydają się ich jedynymi źródłami. Jest to ideologiczna stronniczość, która prowadzi do rażących stereotypów. Stereotypy te można znaleźć nawet w prestiżowych francuskich czasopismach geopolitycznych, nawet w pismach eseistów uważanych za liberałów.

Jeśli spojrzymy na prezydenturę Trumpa, zobaczymy, że pod jego rządami nie wybuchła żadna poważna wojna. Islamski terroryzm gwałtownie osłabł. Iran, główne zagrożenie na Bliskim Wschodzie, został zduszony. Antyzachodni przywódcy, tacy jak Putin, Xi Jinping i Kim Dzong Un, nie zrobili absolutnie nic. Uspokoili się, ponieważ Donald Trump prowadził bardzo przewidywalną politykę. A polityka ta opiera się, jak powiedziałem przed chwilą, na idei „Peace through strength”, czyli pokoju poprzez siłę. Dyktatorzy – Putin, Xi Jinping, Kim Dzong Un, Ali Chamenei – rozumieją tylko układy sił. Donald Trump ustanowił równowagę sił i wzbudził wśród dyktatorów na tyle duże obawy, że stali się ostrożni.

To, czego obecnie brakuje światu, to amerykańska prezydentura, która byłaby wystarczająco silna, by zmusić dyktatorów do ostrożności. Administracja Bidena jest niezwykle słaba. Jest to nawet administracja, która współpracuje z niektórymi dyktatorami. Nic więc dziwnego, że na świecie panuje chaos.

Możliwe, że tym, co zszokowało Europę, nie jest treść, ale raczej forma, styl Donalda Trumpa. Chantal Delsol pisze w Le crépuscule de l’universel (2020), że prawdopodobnie „inny kandydat, z tymi samymi ideami i tym samym programem, ale bardziej wypolerowany, nie wzbudziłby takiej niechęci”. Czy to, co Delsol nazywa „demokratyczną elegancją”, jest symptomem kryzysu demokracji, czy wręcz przeciwnie, jej dobrej kondycji po tragediach XX wieku?

Jest to forma europejskiego elitaryzmu intelektualnego. Europejczycy są przyzwyczajeni do przywódców politycznych, którzy używają stonowanego, wyciszonego języka, podczas gdy opinia publiczna może oczekiwać, że ich przywódcy będą nazywać rzeczy po imieniu, dyktatora dyktatorem, a przestępcę przestępcą. Tym, co sprawiło, że Donald Trump odniósł taki sukces wśród bardzo dużej części Amerykanów, jest to, że mówi jasnym, wyraźnym, precyzyjnym językiem – jeśli ma do czynienia z dyktatorem, nazywa go dyktatorem, jeśli mówi, że ustanawia układ sił, ustanawia układ sił.

Sposób, w jaki komentarze Donalda Trumpa są analizowane w Europie, bardzo często opiera się na głębokich błędach, nieporozumieniach lub umyślnej ślepocie. Jeden z przykładów, który wydaje mi się szczególnie rażący, dotyczy NATO. Na spotkaniach NATO Donald Trump powiedział bardzo wyraźnie, bez żadnego dyplomatycznego cukrowania, że większość krajów europejskich nie dotrzymuje swoich umów. Kiedy przystępowały do NATO, zobowiązały się do wydawania co najmniej 2 proc. swojego rocznego budżetu na obronność. W rzeczywistości większość krajów europejskich nie dotrzymuje tego zobowiązania i polega na amerykańskiej obronie.

W szczególności Niemcy.

Tak, oczywiście Niemcy, ale nie tylko one. Kraje, które najbardziej przestrzegają swoich zobowiązań, to kraje takie jak Polska i kraje Europy Środkowej, ponieważ ich przywódcy w większości zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa, przed którym stoją. Uważam, że postawa krajów Europy Zachodniej jest absolutnie nie do przyjęcia – kraje te polegają na amerykańskiej obronie, nie przyczyniają się do własnej obrony na poziomie, który ich przywódcy obiecali respektować, gdy przystępowali do NATO, i pozwalają sobie na krytykę amerykańskiej polityki zagranicznej, mimo że żyją pod amerykańskim parasolem wojskowym. Donald Trump powiedział członkom NATO, którzy nie dotrzymują umowy: „Albo zwiększycie wydatki, aby wypełnić swoje zobowiązania, tj. minimalny poziom 2 proc. PKB, albo Stany Zjednoczone niekoniecznie będą uważać się za gwaranta waszej obrony”. Sposób, w jaki to przemówienie, które jest jednak bardzo jasne, bardzo precyzyjne i zrozumiałe, zostało zinterpretowane w Europie, polegał na stwierdzeniu, że „Donald Trump zamierza porzucić NATO”. To oczywiście nieprawda.

Wręcz przeciwnie, słowa te zostały zinterpretowane z największą życzliwością przez siatki rusofilskie. Wydaje się, że siatki te bardzo lubią Donalda Trumpa. Czy mają rację? Czy Donald Trump jest „przyjacielem Putina”, który zakończy wojnę na Ukrainie w ciągu 24 godzin, entuzjastycznie zatwierdzając militarne podboje Moskwy?

Nie, nie jest. Jest to jeden z błędów analizy, który regularnie obserwujemy w kontekście europejskim. Donald Trump ma sposób prowadzenia polityki zagranicznej, który można wyjaśnić, czytając jego książkę The Art of the Deal. Publicznie, przed kamerami i mediami, powie: „Ci przywódcy są moimi przyjaciółmi”. Niemniej jednak „off the record” był niezwykle stanowczy w swoich hasłach wobec tych przywódców. Na przykład, co zostało wielokrotnie potwierdzone, Trump powiedział Putinowi „off the record”: „Wieże Kremla są bardzo piękne i jeśli kiedykolwiek zaatakujesz Ukrainę, coś może się z nimi stać”. Ta wypowiedź jest całkowicie zrozumiała dla Putina. Sankcje, które Stany Zjednoczone nałożyły na Putina i jego reżim pod rządami Donalda Trumpa, były znacznie surowsze i ostrzejsze niż sankcje nałożone pod rządami Baracka Obamy.

Czy to właśnie nie przyczynia się do oskarżenia o nieprzewidywalność?

Nie, Trump jest bardzo przewidywalny. Napisałem kilka książek na temat prezydentury Trumpa, analizując i szczegółowo opisując jego publiczne i prywatne wystąpienia oraz działania polityczne i geopolityczne. Sposób, w jaki działa, jest znany od bardzo dawna; to trochę jego znak firmowy. Kiedy już to wiemy, zdajemy sobie sprawę, że wszystko, co piszą o nim lewicowe amerykańskie media i co powtarza większość europejskich mediów, jest całkowicie fałszywe. Pod rządami Donalda Trumpa, powtarzam, Rosja się nie ruszyła; Putin nigdy nie pozwoliłby sobie na inwazję na Ukrainę, gdyby Donald Trump pozostał prezydentem. To wszystko było bardzo przewidywalne i było takie od początku prezydentury Trumpa. Kiedy Iran chciał wyjść poza granice wyznaczone przez Donalda Trumpa, prezydent rozkazał wyeliminować generała Solejmaniego. Wiadomość została zrozumiana w Teheranie. Gdyby rządy sprawował Trump, Hamas nigdy nie dopuściłby się odrażającej zbrodni popełnionej 7 października 2023 r. w Izraelu, nie doszłoby do wojny, która toczy się obecnie w Strefie Gazy. Pod rządami Donalda Trumpa bojówki Huti w Jemenie nigdy nie zaatakowałyby statków, a sytuacja na Morzu Czerwonym nigdy nie byłaby taka, jaka jest obecnie. Żaden dobry uczynek nie jest przypisywany Donaldowi Trumpowi. Panuje całkowita amnezja co do osiągnięć jego prezydentury.

W swojej książce Après la démocratie? (2022) napisał Pan, że „administracja Bidena wolałaby wynegocjowane rozwiązanie bez popychania Putina do granic możliwości i całkowitego jego pokonania”. Jednak to Trump jest oskarżany o bycie najlepszym kandydatem dla Kremla!

Tak, to kompletny absurd. Oczywiście, Trump nie rozwiąże konfliktu między Ukrainą a Rosją, a dokładniej, nie zakończy wojny, którą Rosja Putina prowadzi przeciwko Ukrainie, w ciągu 24 godzin. Może to potrwać nieco dłużej, ale jasne jest, że Trump będzie skuteczniejszy niż administracja Bidena w nakłanianiu Putina do przyjęcia zupełnie innej postawy niż ta, którą przyjmuje dzisiaj. Twierdzenie, że Donald Trump jest wektorem międzynarodowego nieporządku, jest absolutnie absurdalne. Wystarczy spojrzeć na lata jego prezydentury, aby zobaczyć, że wówczas porządek zasadniczo powrócił w świecie, a odkąd administracja Bidena jest u władzy, wkracza nieporządek.

Wydaje się, że obóz republikański jest pogardzany przez zachodnioeuropejskich przywódców i zachodnioeuropejskie media. George W. Bush był wyszydzany za swoje „podżeganie do wojny” i rzekomy brak inteligencji, podczas gdy Barack Obama był postrzegany jako symbol nowoczesności i życzliwości w polityce. Joe Biden jest mądrym starcem, któremu wybacza się niezdarności językowe, podczas gdy Trump jest niebezpiecznym populistycznym klaunem.

To po prostu niedorzeczne. W tej chwili ludzie dopiero zaczynają mówić, że Biden wykazuje oznaki zniedołężnienia. Ale on jest taki od dłuższego czasu. To rażąco oczywiste i wszyscy w Waszyngtonie o tym wiedzą, w tym demokraci, że Biden nie jest tym, który rządzi. Aby zostało to powiedziane w Europie, musiało być powiedziane w głównych lewicowych mediach amerykańskich. Czy to ignorancja, czy zakłamanie? Prawdopodobnie mieszanka obu tych rzeczy.

Dodajmy, że administracja Bidena pozwoliła ponad ośmiu milionom nielegalnych imigrantów przekroczyć południową granicę Stanów Zjednoczonych bez najmniejszej kontroli. Rozpierzchli się po całym kraju. Wśród tych nielegalnych imigrantów są członkowie gangów, którzy zostali wydaleni ze Stanów Zjednoczonych za rządów Donalda Trumpa. Jest od 28 000 do 30 000 Chińczyków w wieku poborowym. Jest kilka tysięcy potencjalnych terrorystów. To niezwykle niepokojąca sytuacja. Czy mówimy o tym w europejskich mediach? Nie, bardzo mało. Nielegalni imigranci płacą, aby dostać się do Stanów Zjednoczonych, płacą gangom, które kontrolują granicę, płacą handlarzom narkotyków, a ci handlarze narkotyków, którzy są również handlarzami ludźmi, zarobili na tym miliardy dolarów. Żadna z tych informacji nie jest podawana w europejskich mediach.

Czy doniesiono, że odkąd Joe Biden objął urząd, podrabiany fentanyl produkowany w Chinach trafia do Stanów Zjednoczonych tonami, czasami w postaci słodyczy, i że doprowadziło to do zgonów? Bardzo niewiele. Odkąd Joe Biden objął urząd, w Stanach Zjednoczonych odnotowuje się 70 000 zgonów rocznie spowodowanych przez fentanyl. Są to rzeczy, które szczegółowo opisuję, wraz ze źródłami i odniesieniami, w moich książkach i piszę o tym, aby Francuzi mogli lepiej zrozumieć amerykańską politykę, Baracka Obamę, Donalda Trumpa i administrację Bidena.

W tej samej książce pisze Pan, że Trump musiał zmagać się z potężną administracją publiczną, „deep state”, która została zabetonowana przez Obamę, co temu pierwszemu częściowo utrudniało działanie. Bez wątpienia to samo stanie się po Joe Bidenie i będzie ograniczać działania przyszłego republikańskiego prezydenta.

Można powiedzieć, że Donald Trump był zaskoczony wagą „deep state”. Podczas kampanii wyborczej w 2016 roku powtarzał, że chce „osuszyć bagno” („drain the swamp”), ale zdał sobie sprawę, że bagno jest wielkie i głębokie, i poniósł tego konsekwencje. Jeśli teraz powróci na urząd prezydenta, dokona zmian personalnych, aby wyeliminować to „głębokie państwo” w jak największym stopniu. Wiele think tanków pracuje nad planami, które to umożliwią. W europejskich mediach czytam: „Donald Trump chce zainstalować dyktaturę”, „zamierza oczyścić wszystkie administracje”. Twierdzę, że konieczne jest przywrócenie administracji, ponieważ są one pełne ludzi ze skrajnej lewicy, którzy mają program wrogi Stanom Zjednoczonym, prawu i demokracji.

Jak powiedziałem przed chwilą, wymiar sprawiedliwości w wielu częściach Stanów Zjednoczonych już nie funkcjonuje zgodnie z amerykańskim prawem. Zarzuty postawione Donaldowi Trumpowi są całkowicie bezpodstawne i godne stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Tego nie mówi się w mediach europejskich. Wiele amerykańskich administracji działa obecnie w całkowicie aberracyjny i destrukcyjny sposób, od jednego końca kraju do drugiego.

Obecna kampania Donalda Trumpa opiera się na haśle, które nie brzmi już „Make America Great Again”, ale „Saving America”. Wielu Amerykanów rozumie, że „głębokie państwo” utworzone przez skrajną lewicę pod rządami Baracka Obamy jest zagrożeniem dla wszystkich amerykańskich instytucji, zagrożeniem dla amerykańskiego prawa i zagrożeniem dla amerykańskiej demokracji. Bardzo duża część amerykańskiej populacji chce, aby Stany Zjednoczone w pełni przywróciły swoje instytucje, powróciły na ścieżkę prawa, powróciły na ścieżkę demokracji.

Staje się również coraz bardziej jasne, że wybory w 2020 r. zostały sfałszowane. Dziś nie można tego powiedzieć we Francji. Mam na to wszystkie dowody. Co pozostało z demokracji w kraju, w którym wybory mogą być sfałszowane? Prawie nic, ponieważ ludzie, którzy idą głosować, zastanawiają się, jaki jest pożytek z ich głosu, gdy można go odwrócić. Stany Zjednoczone stoją w obliczu głębokiego zagrożenia dla swojego demokratycznego funkcjonowania.

Jednak sądy odrzuciły wszystkie skargi i oskarżenia o oszustwa, zarówno w poszczególnych stanach, jak i na szczeblu federalnym. Czy dziś wysuwanie na pierwszy plan kwestii oszustw w wyborach w 2020 r. nie jest odmową pogodzenia się z porażką?

Sędziowie dzielą się na dwie kategorie i tak było już jesienią 2020 roku. Istnieją skrajnie lewicowi sędziowie, którzy są wspólnikami Partii Demokratycznej i którzy odrzucili skargi, nawet nie badając ich treści, bez przeprowadzenia najmniejszego dochodzenia, co jest absolutnie niegodne amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Jest też kilku konserwatywnych sędziów, którym grożono i którzy się podporządkowali. Są to metody w stylu mafijnym, a fakt, że się o nich nie mówi, jest niezwykle niepokojący. Brałem udział w republikańskich prawyborach w Newadzie i wszyscy, których spotkałem i z którymi rozmawiałem, byli bardzo zaniepokojeni tymi metodami. Wszystkie dowody są dostępne i upublicznione, ale w Stanach Zjednoczonych media głównego nurtu są zarządzane przez lewicę i zdecydowanie wrogo nastawione do Donalda Trumpa i republikanów, a także milczą i ukrywają prawdę.

Upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości na lewicy oraz milczenie i ukrywanie prawdy przez intelektualistów i dziennikarzy wygląda podobnie w Europie. Julien Benda nazwał to „zdradą duchową”.

W książce Ce que veut Trump („Czego chce Trump”), opublikowanej w 2018 r., pisze Pan, że „istnieje możliwość, że ktoś wymyśli przestępstwo przeciwko Donaldowi Trumpowi, a media głównego nurtu i lewica wykorzystają ten wynalazek przeciwko niemu i w ten sposób sprowokują atmosferę wojny domowej”. Czy tym wymyślonym przestępstwem jest Kapitol? Oskarża się Trumpa o dokonanie zamachu stanu przeciwko demokracji, co podchwytują światowe media. Atak na Kapitol stał się niemal dziennikarskim narzędziem retorycznym do mówienia o przemocy politycznej.

Absolutnie tak. To część tego, co nazwałbym wielkim kłamstwem na temat tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. To, co wydarzyło się na Kapitolu, zostało szczegółowo przeanalizowane. Przeanalizowałem to w swoich książkach. Istnieje kilka filmów, które rekonstruują przebieg wydarzeń tamtego dnia. To, co się stało, jest niejasne. Możliwe są wszystkie interpretacje, łącznie z tą o „ustawce”. To, co jest jasne i ustalone, to fakt, że Donald Trump nie nawoływał do wtargnięcia na Kapitol i w żaden sposób nie nawoływał do obalenia instytucji. Donald Trump wezwał ludzi, którzy demonstrowali w Waszyngtonie 6 stycznia, do pokojowego i patriotycznego marszu na Kapitol, bez wchodzenia na niego, w celu wsparcia Mike’a Pence’a, który miał wykorzystać bardzo konkretny akt prawny, aby powiedzieć, że sposób, w jaki elektorzy zostali wybrani w wielu stanach, nie był zgodny z konstytucją, a zatem zażądać, aby te stany wyznaczyły elektorów zgodnie z konstytucją. Wtargnięcie na Kapitol oznaczało, że republikańscy politycy, którzy mieli poprzeć przemówienie Mike’a Pence’a, nie mogli w ogóle zabrać głosu, a Pence i tak zmienił swoje przemówienie w ostatniej chwili. W dniu, w którym to się stało, przewodnicząca Izby Reprezentantów, Nancy Pelosi, dała połowie policji na Kapitolu dzień wolny. Donald Trump powiedział przewodniczącej, że aby zapewnić porządek, należy wezwać Gwardię Narodową i rozmieścić ją wokół Kapitolu, ale Nancy Pelosi odmówiła. Autoryzacja była również wymagana od burmistrza Waszyngtonu, Muriel Bowser, ale ona również odmówiła udzielenia zgody.

Zniszczenia tego dnia były niewielkie w porównaniu ze zniszczeniami, które mogą wystąpić podczas demonstracji lub zamieszek na przykład we Francji. Kilka okien zostało wybitych przez ludzi z krótkofalówkami, ubranych w czarne mundury, którzy zaraz potem odeszli. Ludzie ci wyglądali na prowokatorów. W to, co się stało, wydaje się zaangażowane FBI, a wielu funkcjonariuszy policji Kapitolu zachowywało się wyjątkowo dziwnie. W sumie tego dnia zginęły cztery osoby, tylko wśród demonstrantów. Nie było ofiar śmiertelnych ani poważnych obrażeń wśród policjantów. Wszyscy ludzie, którzy weszli do Kapitolu, weszli nieuzbrojeni i prawie wszyscy, z rzadkimi wyjątkami, weszli jako goście, a niektórzy policjanci Kapitolu działali nawet jako ich przewodnicy. Nagrania wideo pokazują, że niektórzy policjanci z Kapitolu powiedzieli demonstrantom: „Jesteście w domu narodu amerykańskiego, więc macie pełne prawo tu być”. Kiedy dochodzi do powstania mającego na celu obalenie instytucji, funkcjonariusze policji tej instytucji nie służą jako przewodnicy dla ludzi, którzy ją atakują.

Ale to, co zrobili, wciąż było nielegalne!

Tak, ale w świetle amerykańskiego prawa można ich oskarżyć co najwyżej o wtargnięcie, czyli wejście do miejsca, do którego nie mieli prawa wstępu, co podlega karze grzywny – to wszystko. Tego dnia nikt nie chciał obalić amerykańskich instytucji, nie było żadnego zagrożenia dla polityków, którzy znajdowali się w Kapitolu. Tylko około 800 osób (z miliona obecnych tego dnia w Waszyngtonie) z powodu kilku prowokacji weszło do Kapitolu i opuściło go po dwóch lub trzech godzinach. Kiedy ludzie wychodzili, policja użyła granatów z gazem łzawiącym, co spowodowało agresję tłumu, ale gdyby nie było tych granatów, ludzie wyszliby normalnie.

Kadencja Jensa Stoltenberga jako sekretarza generalnego NATO wkrótce dobiegnie końca. Wydaje się, że kraje bałtyckie i Polska zostały wykluczone z wyścigu o to stanowisko ze względu na ich geograficzną bliskość z Rosją. Jaka byłaby polityka Donalda Trumpa wobec NATO, gdyby powrócił do władzy? Czy będziemy mieli Sojusz dwóch prędkości?

Nie sądzę, by przetrwanie NATO stało obecnie pod znakiem zapytania. To, co mogłoby je zakwestionować, to fakt, że państwa członkowskie NATO nie wnoszą w swoich budżetach wkładu w wysiłki obronne, na które zgodziły się w umowie, kiedy stały się członkami NATO. Ale to jedyne zagrożenie, jakie widzę.

Donald Trump nie ma zamiaru położyć kresu Sojuszowi Atlantyckiemu. Jak powiedziałem wcześniej, zamierza po prostu poprosić, a nawet zażądać, co jest uzasadnione, aby kraje członkowskie NATO, które wydają 1 proc. swojego rocznego budżetu na wojsko, zwiększyły swoje wydatki do minimum 2 proc. Donald Trump zamierza to zrobić i zrobi to, jeśli zostanie ponownie wybrany. Powiedział to w kilku swoich przemówieniach. A jeśli dane kraje tego nie dopełnią, Donald Trump powie, że Stany Zjednoczone mogą się wycofać. W ten sposób negocjuje. Stawia te kraje pod ścianą. Mówi im: „Chcecie być członkami NATO? Zapłaćcie tyle, ile musicie zapłacić. W przeciwnym razie nie jesteście godni bycia członkami NATO”. Tak powinniśmy rozumieć jego komentarze na temat NATO i Rosji, które zszokowały wielu ludzi w Europie, mimo że ci sami ludzie nieustannie krytykują Stany Zjednoczone, żyjąc pod amerykańskim parasolem militarnym.

Czy nie jest to ryzykowne? Dlaczego Polska i kraje bałtyckie mają płacić swoim bezpieczeństwem za to, że kraje, które są mniej zaniepokojone, które czują się mniej zagrożone, takie jak Hiszpania, Portugalia czy Niemcy, nie chcą przyczyniać się do wzmacniania NATO? Zwłaszcza w kontekście wojny na Ukrainie.

Stany Zjednoczone postrzegają siebie jako powiązane z tymi krajami Europy Środkowej i Wschodniej, a komentarze Donalda Trumpa nie są do nich skierowane. Uważam, że jeśli Donald Trump zostanie ponownie wybrany, to przywódcy krajów, które nie wnoszą wystarczającego wkładu w swoją obronę, przestraszą się i zaczną zwiększać te wydatki. Trump nie zawiedzie krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Podczas swojej prezydentury wygłaszał takie same przemówienia, jakie wygłasza teraz. Wschodnia flanka NATO została wzmocniona. Europejskie media interpretują jego słowa jako potencjalne porzucenie Europy, ale wcale tak się nie stanie. Ma to raczej skłonić zachodnioeuropejskich przywódców do zwiększenia wydatków wojskowych. Badania wykazały, że kraje Europy Zachodniej, takie jak Francja, nie byłyby w stanie bronić się dłużej niż kilka dni w przypadku wojny na skalę inwazji na Ukrainę. Nie jest to wina Stanów Zjednoczonych ani Donalda Trumpa. Jeśli chodzi o Polskę i kraje bałtyckie, są one uważane przez Donalda Trumpa za wiarygodnych sojuszników.

Coraz więcej scenariuszy przewiduje brak reakcji ze strony NATO w przypadku ewentualnych prób destabilizacji Europy Środkowej przez Federację Rosyjską. Słynne artykuły 5 i 6 są w rzeczywistości dość niejasne.

Nie, nie sądzę, aby Stany Zjednoczone pozwoliły na to, jeśli Donald Trump ponownie zostanie prezydentem. Z drugiej strony, jeśli Biden pozostanie na stanowisku, będzie wiele powodów do zmartwień, a zdania wygłaszane na ten temat w Europie są nieuczciwe. Joe Biden jest przedstawiany jako zdecydowanie stojący po stronie Ukrainy, co jest całkowicie nieprawdziwe. Przed inwazją Putina na Ukrainę wystarczyłoby, aby Biden wydał stanowcze oświadczenie, na przykład mówiąc Putinowi: „Jeśli podejmiesz działania, wszystkie opcje są na stole, a Stany Zjednoczone nie omieszkają zareagować”. Co powiedział Joe Biden, a raczej co kazano mu powiedzieć na dwa tygodnie przed inwazją Putina na Ukrainę? „Niewielkie wtargnięcie rosyjskiej armii na Ukrainę nie byłoby powodem do niepokoju”. Kiedy mówi się to dyktatorowi, który ma zamiar zaatakować, może uznać, że ma zielone światło od Stanów Zjednoczonych.

To zielone światło zostało również dane przez administrację Bidena w inny sposób. Administracja Bidena wycofała z Ukrainy na krótko przed rosyjską inwazją cały amerykański personel wojskowy, który szkolił ukraińską armię, tak aby w przypadku inwazji Putina na Ukrainę nie było żadnych amerykańskich żołnierzy zaangażowanych w jakikolwiek sposób. Amerykańska ambasada w Kijowie została ewakuowana do Polski. Było wiele gestów tego rodzaju wykonanych przez administrację Bidena, które pozwalają sądzić, że była ona gotowa poprzeć obalenie władz w Kijowie. Zełenski stawił opór, odmówił ucieczki zaproponowanej mu przez administrację Bidena. Armia ukraińska stawiła opór, naród ukraiński również, a po kilku dniach administracja Bidena, widząc, że Zełenskiemu udało się zmobilizować opinię światową, postanowiła pomóc Ukrainie.

Ale pomoc udzielana Ukrainie zawsze była zbyt skromna, aby Ukraina miała jakąkolwiek szansę na wygraną. Jeśli spojrzeć na wszystkie dostawy broni dokonane przez administrację Bidena, były one realizowane z opóźnieniem i w niewystarczającym stopniu. Na przykład HIMARS-y zostały dostarczone co najmniej trzy miesiące po tym, jak Ukraina o nie poprosiła. ATACMS zaczęto dostarczać dopiero jesienią 2023 r. Odbyło się wiele dyskusji na temat dostawy czołgów ABRAMS; dostarczono ich niewiele. Nawet systemy PATRIOT zostały dostarczone z opóźnieniem i w bardzo małej liczbie. Gdyby USA dostarczyły Ukrainie systemy PATRIOT wcześniej i w większej liczbie, można byłoby uniknąć wielu zniszczeń na Ukrainie. Administracja Bidena nie zapobiegła tym zniszczeniom. Nigdy nie chciała zwycięstwa Ukrainy. Chciała status quo, które mogłoby doprowadzić do wynegocjowania rozwiązania. Chciała, aby u władzy w Rosji pozostał osłabiony Putin. Ale osłabiony Putin to szansa dla Chin, a administracja Bidena jest szczególnie słaba, jeśli chodzi o Chiny. Antony Blinken i Joe Biden to ludzie, którzy są skompromitowani na polu działań związanych z komunistycznymi Chinami.

Czy oznacza to, że administracja Bidena była początkowo gotowa zaakceptować „białorusinizację” Ukrainy?

To bardzo prawdopodobna hipoteza.

Jak z perspektywy Stanów Zjednoczonych postrzega Pan obecne tendencje centralizacyjne Unii Europejskiej?

Budowa Europy to maszyna do konfiskaty demokracji i oddania władzy niewybieralnej technokracji. Założycielami Unii Europejskiej byli ludzie, którzy nie ufali demokracji: Adolf Hitler doszedł do władzy dzięki demokracji, więc musimy być ostrożni wobec decyzji ludzi, a oświecona elita musi być w stanie zdobyć władzę i ograniczyć decyzje obywateli, a nawet je skonfiskować. Dlatego właśnie słowo „populizm” jest tak szeroko używane w Europie w celu podkreślenia, że istnieją przywódcy polityczni, którzy „uwodzą” ludzi – a w oczach samozwańczych elit ludzie ci są „niższymi klasami”, ludźmi, którzy „nie są w stanie zrozumieć”. „My, którzy jesteśmy oświeconą elitą”, mówią samozwańcze elity, „mamy zdolność rozumienia i musimy mieć władzę”.

Budowa Europy opiera się na konfiskacie demokracji. Europa została również zbudowana na odrzuceniu wojny i na idei, że wszystkie problemy można rozwiązać za pomocą dyplomacji. W rezultacie europejskie armie zostały z czasem znacznie osłabione, co znajduje odzwierciedlenie w budżetach obronnych i jest sednem debaty na temat NATO, o której wspomnieliśmy wcześniej. Europa stała się słaba militarnie, a słabość ta została zaakcentowana po upadku imperium sowieckiego. Dziś upadek imperium sowieckiego jest nadal analizowany jako wynik czynników wewnętrznych w Związku Sowieckim, a nie jako rezultat polityki Ronalda Reagana. A przecież upadek Związku Sowieckiego był wynikiem polityki Ronalda Reagana, który w swoim przemówieniu inauguracyjnym z 20 stycznia 1981 r. powiedział: „Historia Związku Sowieckiego jest jedną z najciemniejszych kart w historii ludzkości, ale w ciągu następnej dekady ostatnia karta tej historii zostanie odwrócona”. Imperium sowieckie upadło w 1991 roku, dokładnie 10 lat po wypowiedzeniu tych słów przez Ronalda Reagana. Przez osiem lat wdrażana była strategia Ronalda Reagana, strategia, która była w dużej mierze opracowana przez Richarda Pipesa, ojca mojego przyjaciela Daniela Pipesa.

Powiedział Pan, że Unia Europejska została zbudowana na odrzuceniu wojny. Czy nie jest to zrozumiałe po okropnościach II wojny światowej?

Tak, ale kiedy budujemy coś, opierając się na odrzuceniu wojny i na idei, że możemy osiągnąć wieczny pokój poprzez dyplomację, zapominamy o jednym istotnym szczególe: na ziemi są dyktatorzy, a ci dyktatorzy mogą stać się drapieżnikami. Istnieją reżimy totalitarne, które działają w oparciu o stosunki sił, a jeśli nie jesteśmy w stanie ustanowić stosunków sił, stajemy się słabi, a słabość zachęca do wojny, do inwazji. Jeśli podczas prezydentury Donalda Trumpa na świecie panował pokój, to dlatego, że Donald Trump działał i rozumował w kategoriach stosunków sił. Jeśli Ronald Reagan wygrał zimną wojnę, to dlatego, że ustanowił stosunek siły ze Związkiem Sowieckim, a ten stosunek siły doprowadził do upadku sowieckiego imperium.

Ostatnia uwaga: bardzo chciałbym, aby w Europie zrozumiano, że geopolityka bez etyki prowadzi do cynizmu, a cynizm może prowadzić do najgorszego. Geopolityka, która dominuje w Stanach Zjednoczonych od momentu ich powstania, jest geopolityką opartą na wartościach etycznych. Jeśli wolność, demokracja i praworządność mają przetrwać, kluczowe jest zrozumienie, że etyka jest niezbędna i kluczowe jest unikanie relatywizmu. Relatywizm jest praktykowany przez lewicę, jest również praktykowany przez skrajną prawicę w Europie, w szczególności we Francji. Relatywizm sprawia, że zapominamy, że istnieje zasadnicza różnica, powtarzam, między demokracjami a dyktaturami, między wolnością a opresją. Zachód przyniósł światu wolność, demokrację i praworządność. Zachód nie może o tym zapomnieć. W przeciwnym razie przyszłość świata będzie przypominać to, co Hobbes nazwał stanem natury, co oznacza, że życie ludzi będzie brutalne, nędzne i krótkie.

Si vis pacem, para bellum?

Dokładnie.

Rozmawiał Nathaniel Garstecka

Tekst ukazał się w nr 62 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 maja 2024
Fot. Sam WOLFE / Reuters / Forum