
Polski Fra Angelico. Szymon Czechowicz (1689–1775)
W lipcu i sierpniu na szczególną pamięć zasługuje największy malarz Rzeczypospolitej epoki baroku, którego obrazy zdobią liczne kościoły niemal całej Polski. Po studiach w Rzymie przeniósł do ojczyzny ducha sztuki włoskiej i swymi jasnokolorowymi dziełami wizualizował misterium duchowości chrześcijańskiej – pisze prof. Jerzy MIZIOŁEK
.W Kościele Kapucynów pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego na ul. Miodowej w Warszawie, ufundowanym przez Jana III Sobieskiego, w prawej bocznej nawie umieszczony jest na filarze pomnik z napisem „Szymonowi Czechowiczowi Znakomitemu Malarzowi Polskiemu Ziomkowie, ur. d 22 sierpnia 1689 r. – zm. 21 lipca 1775. Spoczywa w grobach tego kościoła”. Wmurowanie tej skromnej, ale niepozbawionej wartości artystycznej płyty miało miejsce w 1861 r. Józef Łoski – inicjator ufundowania pomnika – tak pisał o okolicznościach jej wmurowania: „Wstrząsająca wtedy krajem burza nie dozwoliła tego aktu dopełnić z należytą uroczystością”.
Wprawdzie artysta, niezwykle zasłużony na szlachetnym polu sztuki religijnej w Polsce, nie wszedł dotąd do panteonu wielkich polskich malarzy, takich jak Jan Matejko, Stanisław Wyspiański i Jacek Malczewski, ale doceniano go w rozmaitych publikacjach w XIX wieku, doczekał się porównania z samym Fra Angelico, a z czasem monografii Józefy Orańskiej (1948), cennych publikacji Zbigniewa Michalczyka i wreszcie prawdziwie monumentalnej wystawy.
Monograficzna wystawa Czechowicza w Muzeum Narodowym w Krakowie na przełomie 2020 i 2021 r. ukazała z całą mocą geniusz artystyczny malarza cenionego od lat przez badaczy kultury artystycznej, ale ciągle zbyt mało znanego i podziwianego w szerszych kręgach społeczeństwa.
Liczne, dobrze wyselekcjonowane obrazy i rysunki, wykonywane przez artystę najpierw w Rzymie, a następnie w Krakowie, Wilnie, Warszawie, Poznaniu, Siedlcach, Tykocinie, Lubartowie, Siemiatyczach, Łowiczu i innych jeszcze miejscach, dały – czy to na ekspozycji, czy zreprodukowane w obszernym katalogu – znakomite wyobrażenie o nieustannie wysokim, aż po ostatnie lata życia, poziomie jego twórczości.
Wystarczy krótka wizyta w katedrze w Kielcach, by podziwiając sygnowane i datowane (1730) Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny w ołtarzu głównym, poczuć rodzaj powiewu iście włoskiej, idealizowanej w duchu Carla Maratty twórczości Czechowicza. Tę aurę italianità idącą od Rafaela, Annibale Carracciego, Guida Reniego, Maratty i Marca Benefiala tworzą też jego wybrane do krótkiej opowieści płótna w kościołach Lublina, Tykocina i Siedlec.
Wybór obrazów w tych miastach wpisuje się w znacznym stopniu w przygotowywaną w ostatnim z wymienionych miast wystawę pt. „Święci codzienności. Wielcy święci na dzisiejsze czasy”.
Ścieżki artystycznego życia
.Szymon Czechowicz urodził się w Krakowie w rodzinie złotnika; we wczesnej młodości trafił (według relacji kuzyna – Konstantego Smuglewicza) do kapeli dworskiej magnata Franciszka Maksymiliana Ossolińskiego, który odkrył jego talent malarski i ok. 1710 r. posłał go na studia do Rzymu w Akademii św. Łukasza. Po raz pierwszy notowany jest w tym mieście 8 listopada 1714 r., kiedy to zapisał się do Arcybractwa Świętych Tryfona, Respicja i Ninfy przy polskim Kościele św. Stanisława na via Botteghe Oscure.
Jego pierwszym potwierdzonym dziełem jest Ukrzyżowanie z 1715 r. w tymże kościele. O rozwoju talentu naszego artysty świadczą nagroda w roku następnym w konkursie klementyńskim (ustanowionym przez papieża Klemensa XI w 1702 r.) i przede wszystkim znakomitej klasy obraz wykonany dla tej samej świątyni, przedstawiający Świętą Jadwigę pod krzyżem (1725), który tuż po konserwacji pokazano na wspomnianej krakowskiej wystawie.
Artysta pozostał w Wiecznym Mieście do początków 1731 r. i wykonał tam wiele obrazów zdobiących do dziś m.in. Kościoły św. Saby na Awentynie i św. Bonawentury na Palatynie. W Rzymie powstały też dzieła dla zleceniodawców z Polski, m.in., wspomniany już obraz do katedry w Kielcach. Po powrocie do kraju, w którym nie udało mu się dostać na stanowisko malarza nadwornego Augusta II, tworzył dla swego mecenasa – Franciszka Maksymiliana Ossolińskiego.
Następnie działał w Krakowie i innych miastach Korony, a także na Litwie i w Podhorcach, gdzie namalował przeszło sto obrazów. Już od 1732 r. miał kontakty z Warszawą, by wreszcie w 1770 r. osiąść w tym mieście i związać się z Kościołem Kapucynów na Miodowej, w którym – jak już to odnotowaliśmy – został pochowany jako tercjarz kapucyński w 1775 r. Dla tej świątyni wykonał niezachowane (spalone w czasie II wojny światowej) Przemienienie Pańskie; temat ten podejmował wcześniej co najmniej trzy razy; w kościołach w Chełmie, w Tenczynku i u misjonarzy w Lublinie ponadto znajdują się dwa inne jego dzieła z 1736 r. – Matka Boska z Dzieciątkiem i Święta Barbara.

Obrazy w Lublinie, Tykocinie i Siedlcach
.Fundatorami lubelskiej świątyni misjonarzy pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego i jego wyposażenia byli Tarłowie – biskup Bartłomiej i Jan, wojewoda lubelski, który m.in. pełnił rolę posła Augusta II Mocnego w Rzymie.
Być może za sprawą wojewody, który mógł widzieć w Italii rozmaite przedstawienia Transfiguracji, obraz lubelski wykazuje wpływ nie tylko słynnego malowidła Rafaela (obecnie w Pinakotece Watykańskiej), ale przede wszystkim – jeśli chodzi o ukazanie trzech apostołów – płótna Maria Balassiego w rzymskim Kościele Kapucynów na via Veneto. Jeszcze jednym źródłem inspiracji mogło być Przemienienie Pańskie Marca Benefiala z 1729 r. w kościele w Vetralli, pomiędzy Rzymem i Viterbo.
W bardzo dobrze zachowanym malowidle ołtarza głównego lubelskiej świątyni dostrzegamy znakomite operowanie światłem; silniejsze (boskie), którego źródłem jest Chrystus, widzimy w sferze nieba, a słabsze, z apostołami Piotrem, Janem i Jakubem, w sferze ziemskiej. Jeśli nawet nasz artysta wykorzystał rozwiązania kompozycyjne wspomnianych malarzy, to przewyższył ich obydwu w ukazaniu aury cudu na górze Tabor.

.W podobnej, mistrzowskiej manierze jasnych, pastelowych kolorów i z ograniczoną liczbą ukazanych postaci wykonał Czechowicz w latach 1749–1750 pięć obrazów do kościoła w Tykocinie, ufundowanych przez Jana Klemensa Branickiego. W ołtarzu głównym ukazana jest Trójca Święta, a w ołtarzach bocznych święci: Katarzyna Aleksandryjska, Elżbieta Portugalska (patronka żony fundatora), Szczepan i Ukrzyżowanie z Marią Magdaleną. Obydwa ostatnie płótna są wybitnymi dziełami malarstwa; niezwykle pięknie ukazana jest postać kamienowanego Szczepana, który przyklęka na jedno kolano, rozkłada ręce i wznosi wzrok ku Trójcy św. przedstawionej w prawym górnym rogu kompozycji. Ujmująca urodą i mistycznym skupieniem jest również Maria Magdalena, która klęczy pod Ukrzyżowanym Chrystusem, obejmuje drzewo krzyża i przytulając się do niego, dotyka z największą delikatnością i czułością lewej stopy martwego już Zbawiciela.
Kompozycję Ukrzyżowania ze św. Marią Magdaleną powtórzył Czechowicz również w siedleckim Kościele św. Stanisława, tyle że tym razem ukazał mistycznie rozmodloną świętą nie po lewej, lecz po prawej stronie krzyża. Pomimo powtórzenia po kilku latach tego samego tematu podjętego w Tykocinie nie dostrzegamy w nim braku wzniosłości i uduchowienia. I tym razem nasz artysta włożył w swoje dzieło pogłębioną refleksję nad dramatem okrutnej śmierci Chrystusa i mistycznym rozmodleniem świętej.
Także inne obrazy, Wskrzeszenie Piotrowina i Św. Jan Nepomucen, prezentują wysoki poziom artystyczny, choć porównanie pierwszego z nich z jego o cztery lata późniejszą wersją w poznańskiej farze zdaje się wykazywać większy artyzm późniejszej wersji. Pogłębionej analizy siedleckiej sceny z cudem św. Stanisława będzie można dokonać dopiero po jego konserwacji, która się właśnie dokonuje. Choć Kościół św. Stanisława i jego wyposażenie były już przedmiotem studiów, to jednak kwestia wyboru tematów obrazów zamówionych u Czechowicza ciągle czeka na opracowanie. Czy płótna z Nauczaniem Marii przez św. Annę i Św. Janem Nepomucenem pojawiły się w programie kościoła ze względu na ich wielką popularność w sztuce XVII i XVIII wieku, czy było to uwarunkowane innymi czynnikami?

.Bez względu na to, czy uda się odpowiedzieć przekonująco na postawione pytanie i inne pytania związane z twórczością artysty, o którego życiu ciągle mało wiemy, nie ulega najmniejszej wątpliwości, że dalsze pogłębione studia nad całym jego ogromnym dorobkiem pozwolą na pełniejsze zrozumienie religijności i gustów artystycznych społeczeństwa Rzeczypospolitej w XVIII wieku. Wszakże już teraz, wędrując ścieżkami twórczości Czechowicza, jego uczniów i innych malarzy, ścieżkami, których jest bardzo wiele na terenie całej Polski, możemy pogłębić wiedzę o świętych, których imiona nosimy.
Mistyczny wizerunek św. Franciszka z Asyżu
.W roku śmierci (1775) Czechowicz namalował jedno ze swoich najbardziej niezwykłych dzieł, które przechowywane jest w Kościele Kapucynów w Krakowie – przedstawia św. Franciszka w całej postaci. Tak o tym pięknym, monochromatycznym obrazie napisała Józefa Orańska, zasłużona monografistka artysty: „W dziele tym występuje niezwykłe przeobrażenie twórcze. Zaznacza się powiew nowych form artystycznych, zapowiadających przemianę baroku na klasycyzm, który dochodzi do głosu w ówczesnym malarstwie europejskim. W tej kompozycji Czechowicza nie ma śladu barokowego poruszenia, jego miejsce zajął głęboki spokój i monumentalność, a cały wysiłek artystyczny skupił się w ekspresji irrealnych wartości”.

.To pełne mistycznej aury dzieło powstało z inspiracji opisem wizji, która miała miejsce w XV w. Opisana przez świadka wydarzenia stała się powszechnie znana dzięki publikacji pt. Annales ordinis Minorum z 1628 r.
Przytaczamy opis wizji o znamionach cudu, jeszcze raz sięgając do tekstu monografistki Czechowicza: „Aby wczuć się w treść tego dzieła [Czechowicza], należy przypomnieć podanie wiążące się z osobą św. Franciszka z Asyżu. Długo nie było wiadomym, gdzie znajdowały się relikwie św. Franciszka. Wiedziano wprawdzie, że święty pochowany był w dolnym kościele w Asyżu, lecz miejsca nikt nie znał dokładnie. W 1449 r. papież Mikołaj V rankiem pewnego dnia zszedł w asyście swej świty do podziemi kościelnych, rozkazał odmurować pewne wejście i przez żelazne drzwi wstąpił do wnętrza sanktuarium o trzech nawach, w którym przy świetle pochodni zauważono postać świętego Franciszka, stojącą na marmurowej płycie, z oczyma wzniesionymi ku górze i dłońmi zwyczajem franciszkanów schowanymi w rękawach habitu. Postać robiła wrażenie żywej, tyle blasku biło z jej oczu. Papież, przyklękając, uchylił szatę i wszyscy obecni ujrzeli ranę na stopie, z której płynęła świeża krew”.
Autor przygotowuje wraz z ks. dr Robertem Mirończukiem wystawę w Muzeum Diecezjalnym w Siedlcach pt. „Święci patroni codzienności. Wielcy święci na dzisiejsze czasy”; otwarcie 4 września br. Jej istotnym elementem będą również obrazy Szymona Czechowicza.





