
Stażewski, czyli kolorowo-promienisty dialog ziemi i nieba
Z okazji kolejnej rocznicy odejścia do wieczności mistrza polskiej awangardy przypominamy jedno z jego arcydzieł, które powinno znaleźć się pośród znaków rozpoznawczych Warszawy – pisze prof. Jerzy MIZIOŁEK
.Henryk Stażewski (1894-1988) niemal przez całe życie fascynował się problematyką światła i teorią barw. Znakomitym tego dowodem jest jego tyleż słynna, co trudna do pokazywania instalacja pt. Kompozycja pionowa nieograniczona, znana też jako Dziewięć promieni światła na niebie.

.Ten fascynujący projekt powstał w styczniu 1969 roku, a zaprezentowano go po raz pierwszy 9 maja 1970 we Wrocławiu. Kolorowe promienie światła pochodziły z reflektorów łukowych o średnicy lustra 100 cm i mocy 2 kW. Potężne reflektory – owe „elektryczne pędzle” do malowania na niebie – umieszczono na dziewięciu samochodach, ustawionych względem siebie tak, by wiązki przecinały się na niebie pod odpowiednim kątem na wysokości około 300–400 metrów.

.Układ kolorystyczny kompozycji – od czerwonej, przez pomarańczową, żółtą, zieloną, niebieską do fioletowej – nawiązywał do kolejności barw powstających przy rozszczepieniu światła białego w pryzmacie. Jak to ujął Antoni Dzieduszycki: „Idea Kompozycji pionowej nieograniczonej wynika niewątpliwie z długoletnich doświadczeń twórczych Henryka Stażewskiego, z jego dociekań nad konstrukcją przestrzenną i relatywnym ruchem w statycznym obiekcie wizualnym, nad cechami harmonii kolorystycznej i psychicznym odczuwaniem barw”. Realizację pokazu – dialogu z niebem – we Wrocławiu nadzorował Jan Chwałczyk, wrocławski artysta, podobnie jak Stażewski zainteresowany problematyką światła i koloru.

.Na kolejną prezentację Kompozycji pionowej nieograniczonej trzeba było czekać bez mała 40 lat. Podjęło się jej w dniu 5 grudnia 2008 roku Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie; w jej przygotowaniu i realizacji pomagał ponownie Jan Chwałczyk. Na niebie Warszawy – miasta rodzinnego Stażewskiego pojawiło się 9 kolorowych promieni, które miały niemal mistyczny wymiar. Był to rodzaj dialogu przestrzeni miejskiej z nocnym nieboskłonem, który odbył się nieopodal Pałacu Kultury. Aby uzyskać odpowiedni efekt wygaszono oświetlenie tego wielkiego gmachu. Świadkowie wydarzenia byli pod ogromnym wrażeniem pokazu; o jego pięknie świadczą wykonane wówczas fotografie. Instalacja ta, pomimo że niezwykle wymagająca w realizacji, powinna być stałym elementem najważniejszych świąt w Warszawie. Instalacja mogłaby się stać jednym z symboli stolicy Polski i jednocześnie upamiętnieniem ogromnego postępu cywilizacyjnego jakie przyniosła elektryczność. W tym świetlnym spektaklu mogłaby też brać udział Wisła odbijając niczym lustro promienny poemat dziewięciu barw.
W listopadzie 2017 roku Warszawa przypomniała projekt Dziewięć promieni światła na niebie. W Muzeum Sztuki Nowoczesnej zorganizowano wystawę, na której prezentowane były kolorowe zdjęcia ze zorganizowanego dziewięć lat wcześniej pokazu. Tak więc pamięć o tej wspaniałej instalacji pomysłu Stażewskiego pozostaje żywa, ale czy stanie się landmarkiem Warszawy?
W 2018 roku tworząc plan kierowania Muzeum Narodowym w Warszawie napisałem: „Renowacja terenu przyległego do MNW może otworzyć perspektywę utworzenia Ogrodu Rzeźb, m.in. z dziełami Henryka Kuny, Krzysztofa Bednarskiego, Igora Mitoraja i przede wszystkim słynnej warszawianki – Magdaleny Abakanowicz. Tym samym utworzony zostałby (ewentualnie razem z Elizeum) jeden z jakże potrzebnych Warszawie landmarków/wyróżników. Jego istotnym elementem stać również powinno się dzieło (instalacja) innego Warszawianina – Henryka Stażewskiego – znane jako „9 promieni światła na niebie”, będące fascynującym rozszerzeniem obrazowania; rodzajem artystycznego i niemal mistycznego dialogu z wieczornym nieboskłonem (po stosownym uporządkowaniu kwestii powietrznej nawigacji nad miastem)”.
Znakomite dzieło mistrza polskiej awangardy czeka ciągle na stałą obecność w Warszawie.


