Prof. Kazimierz DADAK: Ameryka czy Chiny.
Kto wygra technologiczną zimną wojnę?

TSF Jazz Radio

Ameryka czy Chiny.
Kto wygra technologiczną zimną wojnę?

Prof. Kazimierz DADAK

Profesor ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia w USA.

zobacz inne teksty autora

W nabierającej rozpędu amerykańsko-chińskiej zimnej wojnie Waszyngton ma nadal więcej atutów niż Pekin – pisze prof. Kazimierz DADAK

W Krakowie często przejeżdżam koło wielkiego plakatu ze zdjęciem Roberta Lewandowskiego reklamującego firmę Huawei i zastanawiam się, czy nasz znakomity piłkarz zdaje sobie sprawę z tego, że robi rzecz, która po drugiej stronie Atlantyku mogłaby zostać zakwalifikowana jako działalność antyamerykańska. Jest to oczywiście żart, a dokładniej to jeszcze może być postrzegane jako żart, ponieważ niebawem możemy znaleźć się ponownie w obliczu niezwykle ostrej zimnej wojny.

Huawei na celowniku

.W styczniu wyglądało na to, że USA i Chiny zawarły zawieszenie broni i do listopadowych amerykańskich wyborów będzie względny spokój, ale pandemia koronawirusa wywróciła ten stan rzeczy do góry nogami. Ciężko dotknęła ona USA i z tego powodu w zażartej walce o Biały Dom więcej kapitału politycznego można zbić atakując Chiny niż chwaląc się zawarciem „najlepszego porozumienia” w historii negocjacji gospodarczych. Stąd, Prezydent Trump zdecydował się na rozpoczęcie kolejnego natarcia, tym razem nie podnosi ceł, tylko cały impet zwraca ku chińskiemu sektorowi najbardziej zaawansowanych technologii, szczególnie właśnie firmie Huawei.

Huawei jest „cudownym dzieckiem” chińskiej transformacji. W tej chwili technologie wypracowane przez tą firmę są wiodące w rodzącym się właśnie światowym systemie telekomunikacyjnym 5G.

Telekomunikacja to dziedzina niesłychanie wrażliwa, ponieważ ten kto kontroluje przepływ danych może uzyskać przewagę nad każdym potencjalnym konkurentem nie tylko w zakresie wojskowości, ale i gospodarczym.

Od dłuższego czasu Amerykanie usiłują przekonać swoich sojuszników, że sprzęt Huawei może być użyty do celów szpiegowskich i stąd stanowi największe zagrożenie dla ich suwerenności, ale nie wszyscy podzielają te obawy. Najwierniejsi z wiernych, Brytyjczycy, uważają, że owszem, takie zagrożenie istnieje, ale można się przed nim obronić. Niemniej, porzucenie Huawei może być ceną konieczną do zapłacenia za korzystny układ handlowy amerykańsko-brytyjski po wyjściu Wlk. Brytanii z UE.

Amerykańskie apele mają ograniczony posłuch, ponieważ w chwili obecnej dostępne alternatywy, szwedzki Ericsson i fińska Nokia, oferują droższy, ale mniej atrakcyjny sprzęt. Czwartym największym wytwórcą na rynku sprzętu 5G jest druga chińska firma ZTE, natomiast amerykańskie przedsiębiorstwa nie odgrywają większej roli w tej kluczowej branży. Można sobie zadać pytanie, co robili planiści w Pentagonie?

Co więcej, cała sytuacja z Huawei zakrawa na kiepski żart, ponieważ w 2003 r. Ren Zhengfei, założyciel i szef Huawei, negocjował z ówczesnym amerykańskim konkurentem, koncernem Motorola, sprzedaż swej firmy. Dziennik „Financial Times” opatrzył artykuł omawiający tę sprawę zdjęciem szefów tych dwu firm spacerujących po plaży na chińskiej wyspie Hainan. Motorola w ostatniej chwili się wycofała, ponieważ zarząd doszedł do wniosku, że większe zyski przyniesie specjalizacja w wytwarzaniu oprogramowania niż żmudne wytwarzanie sprzętu telekomunikacyjnego.

„Licencjonowane kontakty”

.To jest historia i Amerykanom pozostało albo pogodzić się z obecnym stanem rzeczy, albo ukrócić rozwój Huawei. Każdy kto choć trochę zna USA musi zdawać sobie sprawę z tego, że Amerykanie łatwo nie rezygnują, bo w USA ciągle pamięta się fakt, że to oni pokonali takie potęgi jak nazistowskie Niemcy, cesarska Japonia i w końcu komunistyczne ZSRR.

W maju zeszłego roku Huawei zostało wciągnięte na tak zwaną „entity list”, czyli listę osób i organizacji, z którymi kontakty wymagają pozwolenia (licencji) ze strony amerykańskiego rządu. Wydawało się, że to ograniczenie podetnie skrzydła Huawei, jeśli nie doprowadzi koncernu do upadku, ponieważ sprzęt telekomunikacyjny i smartfony Huawei korzystają z importowanych podzespołów, w szczególności układów scalonych i oprogramowania. Tymczasem, wyniki sprzedaży za rok ubiegły nie wskazywały na taki rozwój sytuacji. Zarząd Huawei przewidział wprowadzenie firmy na listę „licencjonowanych kontaktów”, wszak Ren Zhengfei jest byłym wojskowym i chiński gigant zgromadził wielkie zapasy podzespołów. Co bardziej istotne, Huawei zainwestował ogromne środki w projektowanie własnych układów scalonych i własnego oprogramowania. W ciągu krótkiego czasu jego spółka zależna, HiSilicon, zdołała opracować projekty układów scalonych z powodzeniem konkurujące z zagranicznymi produktami. Ponadto, konsekwencje wciągnięcia Huawei na listę „licencjonowanych kontaktów” nie dotyczyło firm europejskich, koreańskich i japońskich.

Amerykańskie atuty

.W tej chwili administracja Donalda Trumpa podjęła decyzję mającą na celu zamknięcie tej furtki, rząd USA obwieścił, że międzynarodowe koncerny nie mogą bez pozwolenia amerykańskiego ministerstwa handlu dostarczać Huawei podzespołów elektronicznych wytwarzanych przy pomocy amerykańskich maszyn i usług dostarczanych z użyciem amerykańskiego oprogramowania.

Uderzono w najczulszy punkt Huawei w szczególe i gospodarki chińskiej w ogóle, bo Kraj Smoka jeszcze nie doścignął USA, Japonii i Europy Zachodniej w zakresie najbardziej zaawansowanych metod produkcji.

Czołowe chińskie firmy nadal wytwarzają „składaki” z części w większości robionych za granicą albo przy pomocy zagranicznych technologii. W nabierającej rozpędu amerykańsko-chińskiej zimnej wojnie Waszyngton ma nadal więcej atutów niż Pekin.

Dotyczy to szczególnie maszyn koniecznych do produkcji układów scalonych, albowiem wbrew rozpowszechnianej w UE opinii, że USA jest zdolne tylko produkować kryzysy, amerykańskie technologie i firmy należą do wiodących w tej branży. Owszem, japońskie Tokyo Electron i Hitachi oraz niderlandzki ASML wytwarzają wiele maszyn, ale znawcy twierdzą, że bez sprzętu robionego przez amerykańskie KLA, LAM Research i Applied Materials nie da się skompletować całego ciągu produkcyjnego układów scalonych najwyższej jakości.

Chiński kontratak

.Zasadniczą sprawą jest jak rygorystycznie amerykański rząd będzie wcielać w życie to ostatnie zarządzenie, albowiem przeciwnik nie zasypia gruszek w popiele. Już rok temu Chiny zapowiedziały stworzenie swego odpowiednika „entity list”, ich lista ma się nazywać „lista organizacji i osób, na których nie można polegać”. Jak zwykle w komunistycznym kraju kryteria, na podstawie których zagraniczne przedsiębiorstwa mają być na nią wciągnięte nie są jasno sprecyzowane. Również sankcje nie są zdefiniowane. Niemniej, w artykule opublikowanym przez półoficjalny dziennik „The Global Times”, anonimowi przedstawiciele władz malują obraz „chińskich tortur”, jakie mają być zastosowane w takich przypadkach – niekończące się inspekcje, mnożenie wymogów prawnych, oskarżenia o praktyki monopolowe, a wreszcie zakaz sprzedaży towarów na terenie kraju.

Pierwotnie kandydatem do czołowego miejsca na tej liście miał być FedEx, który niedługo po tym, jak Huawei zostało wciągnięte na listę „licencjonowanych kontaktów” paczkę z dokumentami nadaną przez tę firmę z Korei do Chin przez „pomyłkę” przesłał do USA. Dzisiaj jest to już nieaktualne, mają się na niej znaleźć amerykańskie firmy z dziedziny najbardziej zaawansowanych technologii. Kłopot w tym, że wiele z nich ma na terenie Chin fabryki i zatrudnia bezpośrednio, albo pośrednio dziesiątki tysięcy pracowników, więc byłby to trochę strzał w kolano, ale, gdzie drwa rąbią, tam i drzazgi lecą. 

Długofalowe skutki

.Amerykańsko-chińska zimna wojna jest toczona w obliczu opozycji szerokich sfer biznesu, ponieważ szefowie wielkich firm doskonale zdają sobie sprawę z możliwych długofalowych konsekwencji. Zimna wojna grozi amerykańskim koncernom odcięciem od szybko powiększającego się rynku, który już w tej chwili jest większy od ich rodzimego.

Wielu znawców jednoznacznie twierdzi, że w ciągu najbliższej dekady Chiny zdołają przezwyciężyć obecne bariery technologiczne i trudno mieć wątpliwości, że w takiej sytuacji chiński odwet będzie niemiłosierny.

Politykom wymachiwanie szabelką łatwo przychodzi, zresztą przynosi to dobre wyniki. Wymiana handlowa z Chinami pozwala na utrzymywanie cen na niskim poziomie, ale z drugiej strony wiele miejsc pracy zostało przeniesionych za ocean. Z tego względu wielu Amerykanów negatywnie postrzega Chiny i zarówno Demokraci, jaki i Republikanie pragną pozyskać ten elektorat.

.Tym sposobem, lata dwudzieste tego wieku zapowiadają się jako powtórka lat 50-tych ubiegłego stulecia. W USA już z dużą dozą podejrzliwości patrzy się na osoby mające jakikolwiek związki z Huawei, ale niebawem zapewne będzie to dotyczyć wszelkich kontaktów z Krajem Smoka. Amerykanie mają tendencję do tego, żeby postrzegać świat w kategoriach „kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam”.

Kazimierz Dadak                 
Tekst opublikowany w nr 764 tygodnika “Idziemy” [LINK]

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam