Prof. Konstantyn SIGOW: Prosimy o leki i książki

Prosimy o leki i książki

Photo of Prof. Konstantyn SIGOW

Prof. Konstantyn SIGOW

Filozof polityki. Jeden z najwybitniejszych ukraińskich intelektualistów. Kieruje Centrum Europejskim na Narodowym Uniwersytecie „Akademia Kijowsko-Mohylańska” w Kijowie, Centrum św. Klemensa, wydawnictwem Duch i Litera. Uczestnik Conversations Tocqueville.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Z prof. Konstantynem SIGOWEM z Kijowa o książkach na linii frontu, o wspólnej europejskiej walce i o tym, co robić, by nie pojawiły się miliony uchodźców z Polski, rozmawia Wiktoria HOTS. Prof. Konstantyn SIGOW jest współautorem wydanej przez Instytut Nowych Mediów książki „Narodziny nowej Europy. Ukraina nas obudziła” (napisanej wspólnie z Laurą Mandeville).

Wiktoria HOTS: Panie profesorze, na jednej z konferencji wspomniał Pan, że ukraińskie książki cieszą się nieoczekiwaną popularnością na ukraińskich terytoriach wyzwolonych i w pobliżu linii frontu. Jak można wytłumaczyć to zjawisko? Czy ludzie, którzy doświadczyli głodu, zimna, braku wody, czują pociąg do książek jako do relaksu i psychoterapii?

Prof. Konstantyn SIGOW: Tak, myślę, że jest to bardzo ważny fenomen, a moje wydawnictwo Duch i Litera wraz z PEN Clubem stale angażuje się w przekazywanie książek do bibliotek, na przykład w miastach, które zostały wyzwolone spod okupacji. Zarówno nasi przyjaciele z PEN Clubu, jak i osoby, które dostarczają te książki, mówią nam, że od lokalnych mieszkańców są takie prośby: „Prosimy o leki i książki”. I myślę, że dla nich książki naprawdę mają tę terapeutyczną funkcję. Człowiek może przywrócić swoje człowieczeństwo, swoją wewnętrzną ciszę po wszystkich bombardowaniach; może wejść w kontakt z czymś, co jest silniejsze i wyższe niż to, co dziś atakuje Ukrainę i Ukraińców – a jednocześnie przenieść się w inny czas, wejść w komunikację z dobrymi autorami.

Wydrukowaliśmy dla wojska Kobzar Tarasa Szewczenki w formacie kieszonkowym. Podobnie wydaliśmy Wasyla Stusa. Widziałem zdjęcia z tymi książkami przysłane do nas z frontu. Na przykład krytyk literacki Ołeksij Sinczenko, nasz kolega z Ducha i Litery – teraz jest na froncie – mówi, że to naprawdę konieczne. Stale otrzymujemy prośby o książki od jednostek wojskowych. Proszą zarówno wojskowi, jak i kapelani. Myślę, że jest to część ludzkości, część naszego społeczeństwa po Majdanie. Na barykadach Majdanu były dziewczyny recytujące poezję. Cały świat zobaczył te zdjęcia. A dziś w Charkowie, w Dnieprze, w innych miastach ludzie mogą, bez względu na to, czy mają ładowarkę do telefonu, czy nie, spokojnie, niezależnie od wszystkich okoliczności, być w tym świecie sensów. Nie w świecie absurdu, nie w świecie nonsensu, ale w świecie głębokich ludzkich sensów. I myślę, że jest to ważny fenomen, o którym powinna wiedzieć cała Europa.

W każdą środę w wydawnictwie mamy spotkanie, na którym decydujemy, które książki ukraińskich autorów publikujemy, które tłumaczymy. Staramy się drukować nasze książki na przykład właśnie w Charkowie. Umożliwia to zarówno wsparcie charkowskich drukarni, jak i rozpowszechnianie książek bliżej linii frontu. O tej linii frontu, o granicy podziału, ostatnio wspaniale napisali filozof Wołodymyr Jermołenko i krytyk literacki Tetiana Oharkowa. Wyznaczyli oni temat przewodni tegorocznego festiwalu „Książkowy Arsenał”, który rozpocznie się 30 maja: „Życie na linii podziału”. A wspólnemu ruszeniu do walki z okupantem na różnych polach – gdzie decyduje się nasz los, gdzie decyduje się kwestia naszej wolności i godności – na tej linii podziału zawsze towarzyszą sensy. I oczywiście te sensy są niesione przez książki.

Pracuje Pan też we Francji, rozmawia Pan z francuskimi dziennikarzami, mediami, zna Pan opinię publiczną w tym kraju. Jak można jeszcze zainteresować Francję i Europę kwestią wojny na Ukrainie? Bo teraz słyszymy, że Europa jest zmęczona tą wojną, że zarówno politycy, jak i zwykli Europejczycy nie chcą już o tym słyszeć. Jak możemy utrzymywać zainteresowanie tych krajów?

Prof. Konstantyn SIGOW: – Podam konkretny przykład: 24 lutego 2022 r. byłem pod Kijowem, we wsi Chotianiwka (rejon wyszogrodzki), i odbierałem telefony od wielu dziennikarzy, w tym od Laure Mandeville z Francji, z którą wspólnie napisałem książkę. Laure dzwoniła do mnie przez cały ten okres – cztery miesiące… I nagrała te rozmowy. Prawdopodobnie była to jedna z niewielu książek przedstawiających bezpośredni dialog między Kijowem a Paryżem w języku francuskim (książkę wydał także Instytut Nowych Mediów po polsku – [TU LINK]). Publikacja odbiła się szerokim echem we Francji właśnie dlatego, że była absolutnie przystępna dla każdego, kto nie wiedział nic o Europie Wschodniej, o doświadczeniach postsowieckich. Zadbaliśmy, by każdy Francuz mógł zrozumieć, dlaczego ukraiński ruch oporu jest tak silny, dlaczego tradycja naszego oporu sięga czasów, kiedy Ukraińcy z bronią w ręku stawiali opór Armii Czerwonej po II wojnie światowej.

Od samego początku wojny podkreślałem bardzo ważną rzecz: okupowany Czarnobyl, okupowane Zaporoże, gdzie znajduje się największa elektrownia atomowa w Europie, to codzienne zagrożenie dla każdego Europejczyka. Już wiemy, że chmury znad Czarnobyla nie zatrzymają się na granicach Niemiec, Francji czy Polski. Należy wyjaśnić Francuzom i Europejczykom, że uczestnicząc w obronie Ukrainy, chronią swój dom. Nie tylko przed chmurami radioaktywnymi. Bronią także przyszłości swoich dzieci, swojego kraju i – powiedziałbym – pewnej stabilności mimo wszystko. Bo wiemy – i Niemcy już to testowali – że w przypadku przełamania frontu mogą pojawić się miliony uchodźców z Ukrainy. Ale także z Polski, z Rumunii, z innych krajów sąsiadujących z Ukrainą. A to oznacza prawdziwą katastrofę humanitarną dla całej Europy. Oznacza to, że fundusze, które Europa będzie musiała znaleźć, aby poradzić sobie z tym kryzysem, będą znacznie przewyższały fundusze, które należy zapewnić teraz na przykład na zakup pocisków, aby czeski plan zaopatrzenia dla frontu mógł zostać wdrożony tak szybko, jak to możliwe.

Myślę, że bardzo ważne jest, aby Europejczycy zrozumieli, że Ukraińcy bronią wspólnej demokracji i wolności na całym kontynencie. W interesie obywateli Europy – w tym polskich – jest zrozumienie, że Ukraińcy bronią ich przed najgorszym. Europejczycy powinni lepiej zrozumieć, dlaczego nie „czują się zmęczeni” Ukraińcy, wolontariusze i wszyscy ludzie, na przykład dziennikarze, którzy ryzykują życie i mówią prawdę światu. Bo kiedy człowiek zaczyna działać – poprzez sieć wolontariuszy, poprzez różne formy pomocy (medycznej, psychologicznej, ekonomicznej, informacyjnej) – nie „czuje się zmęczony”. Bo widzi w tym sens. Rozumie, że działa zgodnie ze swoim sumieniem, swoją świadomością, swoimi kompetencjami. Kiedy człowiek robi coś, co ma sens, pomaga to poruszać się i pokonywać drogę bez zmęczenia, bez rozpaczy, bez zatrzymywania się, bez zawracania.

Rozmawiamy w Warszawie, w Polsce, kraju, który jako jeden z pierwszych udzielił Ukrainie ogromnej pomocy. Jeszcze przed wojną Polska zadeklarowała gotowość pomocy ukraińskim uchodźcom i wykazała się wielką chrześcijańską cnotą. Niestety, stosunki polsko-ukraińskie przeżywają ochłodzenie. Czy są jakieś sposoby na zażegnanie nieporozumień między naszymi krajami?

Prof. Konstantyn SIGOW: – Czasami, być może z powodu grożącego nam niebezpieczeństwa, skupiamy się na tym, by mieć grunt pod nogami, boimy się. Ale musimy mieć szerszy obraz. Jeśli widzimy ten szerszy obraz, który przedstawiał na przykład Jerzy Giedroyc w piśmie „Kultura”, to znaczy, że przyszłość wolnej Polski i wolnej Ukrainy jest absolutnym warunkiem ich solidarności. Że jest to konieczne, aby te kraje czuły się niezależne w świecie. Żeby hymny „Jeszcze Polska nie zginęła” i „Szcze ne wmerła Ukrajiny i sława, i wola” brzmiały optymistycznie, musimy być razem.

Jak powiedział Jan Paweł II, musimy zrozumieć, że jeśli łączy nas 90 procent, to nie powinniśmy pozwolić, aby pozostałe 10 procent zniszczyło wszystko i sprawiło, że stracimy z oczu to, co najważniejsze. Potem oczywiście na tym fundamencie trzeba budować wiele rzeczy. W szczególności wspomniałem o książkach – dla nas było bardzo ważne, abyśmy wprowadzili najważniejsze narracje o polskiej historii do edukacji, na Akademii Kijowsko-Mohylańskiej i innych uczelniach Ukrainy. Wspólnie z Olgą Hnatiuk opracowaliśmy programy studiów magisterskich na Uniwersytecie Warszawskim i Akademii Kijowsko-Mohylańskiej. Wymiar edukacyjny jest bardzo ważny, ponieważ rozumiemy, że kwestia pamięci i pewne jej interpretacje odgrywają dziś ważną rolę, i nie powinniśmy dać się zmanipulować żadnym kryzysom czy tragicznym wydarzeniom w historii.

Następnie musimy oczywiście zrozumieć, że wszyscy działamy w szerszym kontekście europejskim, musimy konsultować się z Komisją Europejską, z krajami, które również mają do czynienia z kwestiami rolnymi i problemami, które wpływają na całą Europę. Wtedy możemy zdecydować na przykład, w jaki sposób ukraińskie produkty będą karmić Afrykę i inne kraje oraz jak wydawać pieniądze, abyśmy nie byli konkurentami. Rozumiemy też, że każdy problem ma kilka płaszczyzn. Na wyższej płaszczyźnie zastanawiamy się nad tym, jak rolnicy poradzą sobie, jeśli pojawią się tu rosyjskie czołgi. Niedostrzeganie tego, czyli patrzenie tylko na to, czy mamy grunt pod nogami, jest bardzo krótkowzroczną taktyką i oczywiście osłabia oba nasze kraje. Dlatego uważam, że bardzo ważne jest, aby zarówno politycy, jak i liderzy w przestrzeni publicznej znaleźli argumenty i rozwiązania.

Olivier Weber, francuski pisarz, powiedział mi niedawno, że kiedy Francuzom powiedziano, że z powodu wojny w Europie Wschodniej rachunki za prąd będą wyższe, stwierdził: „No dobrze, mogę założyć dwa pulowery. Mogę założyć nawet trzy pulowery, żeby Ukraina wygrała”. Oznacza to, że są sytuacje, w których nawet na poziomie cielesnym mogę dołożyć starań, abyśmy razem wygrali. A jeśli przezwyciężymy niebezpieczeństwo zniszczenia naszego społeczeństwa, wtedy możemy rozwiązywać inne problemy. To jest kwestia priorytetów, kwestia rozsądku i kwestia dostrzeżenia tego szerokiego pola, które naprawdę nas łączy.

Jak europejscy intelektualiści powinni reagować na wyzwania i konflikty, które pojawiają się dziś na świecie? 

Prof. Konstantyn SIGOW: – Mogę podać konkretny przykład, a mianowicie stanowisko byłego francuskiego ministra sprawiedliwości. Chodzi o Roberta Badintera – jest on znany jako człowiek, który zniósł karę śmierci we Francji. Jego najnowsza książka nosi tytuł Vladimir Putin. Oskarżenie. Uważam, że jest to książka, którą powinni przeczytać wszyscy mężowie stanu we Francji – prezydenci, parlamentarzyści, ambasadorowie. Taki sposób myślenia jak Badinter powinni przyjąć m.in. silni prawnicy, tak właśnie media i intelektualiści mają interpretować i wyjaśniać, dlaczego nakaz aresztowania Putina już istnieje, dlaczego tak naprawdę mówimy o państwie terrorystycznym i dlaczego ważne jest, aby wszyscy zrozumieli, że nigdy nie wrócimy do business as usual. Jak też – dlaczego należy zmierzać ku innemu światu, w którym demokracje są bardziej zdolne do obrony.

Dwukrotnie uczestniczyłem w Tocqueville Conversations i wyrażono tam pogląd, że to obywatele muszą nauczyć się bronić demokracji. Oznacza to, że obywatele powinni zostać dozbrojeni i otrzymać nową broń, zarówno w sferze intelektualnej, jak i w każdej innej. Wydaje mi się, że jest to bardzo ważny temat, który jest obecnie rozwijany przez prezydenta Francji. W rzeczywistości kwestia bezpieczeństwa jest przedmiotem troski każdego obywatela Europy. Oczywiście broń nuklearna daje Francji pod tym względem autorytet (jest to jedyny kraj UE, który ją posiada). Z drugiej strony istnieje świadomość, że nastąpiła nowa era, w której Europa musi zadbać o swoje bezpieczeństwo, niezależnie od tego, czy ma amerykański parasol, czy nie. Uważam, że być może z pewnym opóźnieniem, ale ta świadomość staje się coraz bardziej wyczuwalna. Pokazała to na przykład niedawna konferencja prasowa w Pradze, na której prezydent Czech i prezydent Francji dali mocny sygnał, że Europa Środkowa i Zachód będą razem bronić naszych wspólnych interesów, bronić Ukrainy i razem z Ukraińcami iść ku pokonaniu agresora. To bardzo ważne sygnały.

Jest wiele krajów w Europie, które ucierpiały z powodu rosyjskiego imperializmu. Czy to doświadczenie pozwoli im zintegrować się, aby przezwyciężyć tę traumę i zapobiec powtórzeniu się czegoś takiego w przyszłości?

Prof. Konstantyn SIGOW: – Oczywiście tutaj bardzo ważne jest doświadczenie Polski – pamiętamy XIX-wieczne powstanie, z którego wywodzi się to wielkie hasło „Za wolność naszą i waszą”. Widzimy też zdecydowaną pozycję krajów bałtyckich. Mówi się, że kobiety w dzisiejszej Europie są bardziej odważne, nie tylko Ursula von der Leyen, ale także Kaja Kallas. Estonia, proporcjonalnie do swojej gospodarki i liczby ludności, jest dziś najbardziej aktywnym krajem w Europie pod kątem udziału w naszej wspólnej obronie; jest solidarna z Ukrainą.

Jest to bezpośrednio związane z doświadczeniem państwa totalitarnego, które nie zostało ukarane. I to doświadczenie bezkarności popycha nas do poszukiwania prawdy – mówimy o trybunale, mówimy o potępieniu zbrodni stalinizmu i putinizmu, a także o przekazywaniu doświadczeń krajów, o których wspomnieliśmy, Europie Zachodniej i całemu światu. Bo ta mediacja, ta funkcja, ten głos, na przykład w Warszawie, Londynie, Berlinie, Paryżu, Madrycie czy Stanach Zjednoczonych, jest ważny. To jest świadome, konsekwentne opowiadanie się za naszym bezpieczeństwem, za naszą wolnością. I wydaje mi się, że szczególnie Francja słucha nas dzisiaj uważniej. Na przykład właśnie podpisałem umowę na tłumaczenie na język ukraiński książki francuskiego filozofa i politologa Nicolasa Tenzera Nasza wojna (fr. Notre guerre). Oznacza to, że Francuzi rozumieją, że jest to również wojna obywateli francuskich. Książka jest bardzo mocna. Nicolas Tenzer jest osobą wpływową, komunikuje się z rządem, z francuskim parlamentem. Zachęcam do zwrócenia uwagi na tego autora. Myślę, że tacy autorzy są dziś bardziej wpływowi niż kiedyś. W rzeczywistości są to tezy, które rozwijałem w dialogu z nimi przez dwa lata, a teraz widzimy, że powoli sprawy te stają się głównym nurtem.

Rozmawiała Wiktoria Hots

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 kwietnia 2024