Remigiusz WITKOWSKI: Historia, pamięć i polityka Remigiusz WITKOWSKI: Historia, pamięć i polityka

Historia, pamięć i polityka

Photo of Remigiusz WITKOWSKI

Remigiusz WITKOWSKI

Historyk, nauczyciel, publicysta. Współautor książki Widziane z prowincji (2001), współzałożyciel i przez kilka lat działacz Klubu Społeczno-Politycznego „Sarmacja”. Mieszka w Zduńskiej Woli.

zobacz inne teksty Autora

Dyskusja :

Obchody 60. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, otwarcie i działalność muzeum tegoż powstania czy najnowsze medialne „Opowiadamy Polskę światu” – pokazują, że przeciwdziałanie szkodliwym stereotypom dotyczącym Polski jest możliwe – pisze Remigiusz WITKOWSKI

Zachęcony kilkoma inspirującymi myślami i stwierdzeniami z ostatniego tekstu profesora Wojciecha Roszkowskiego o tym, jak najlepiej i efektywnie uczyć historii współczesne pokolenia, ośmielam się przedstawić własne uwagi (również jako zawodowy historyk, a jednocześnie szkolny praktyk) w delikatnej w sumie materii oddziaływania historii jako pewnego quantum wiedzy na politykę i życie narodów czy państw.

Ostatnie wydarzenia dotyczące mniej czy bardziej bezpośrednio spraw polskich i szeroko rozumianej polityki polskiej dobitnie potwierdzają, że wszelkie twierdzenia, jakoby historia nie miała z nimi nic wspólnego, spokojnie można potraktować jako nieaktualne i niemiarodajne. Wszyscy, którzy kontekst historyczny krajowych i okołopolskich wydarzeń lekceważyli, zostali zlekceważeni właśnie przez niego. Słowa chóru z herbertowskiego Prologu – „Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy strumień życia wstąp. / Jest tylko ziemia. Jedna ziemia i pory roku nad nią są” – wbrew intencjom różnej maści umniejszaczy i przedstawicieli partii amnezji znajdują szczęśliwie coraz słabszy odzew.

Zresztą już starożytni wiedzieli, że czasy się zmieniają i że ludzie zmieniają się wraz z nimi. Dotyczy to wszystkich pokoleń – tych minionych, tych współczesnych i tych, które przyjdą po nas. Otwarte natomiast pozostaje pytanie, jakiego rodzaju mogą to być zmiany i jak daleko sięgające, jak my mamy na nie reagować i w jakich sytuacjach czy dziedzinach dopuszczać ich istnienie. Życie codzienne, a szczególnie życie społeczne pokazuje, że pewnych procesów nie da się uniknąć. Można niektóre zmiany i ich skutki przewidywać, można nawet czasem nimi sterować albo można minimalizować ich negatywne następstwa. Wszak do tego właśnie służą doświadczenie i ludzki rozum.

Wszystko wskazuje na to, że po specyficznym zbiegu wydarzeń w polityce międzynarodowej nawet dotychczasowi sceptycy zaczynają dostrzegać potrzebę prowadzenia przez Polskę dobrze skoordynowanej „polityki historycznej” i podejmowania takich działań, które pozwolą po prostu na profesjonalne przedstawianie naszego stanowiska czy naszych poglądów na trudne, a czasem i obolałe sprawy historyczne.

Przypadki manipulowania historią, wprzęganie wydarzeń z przeszłości w bieżące działania polityczne, posługiwanie się argumentami z czasu przeszłego dokonanego stają się niejednokrotnie dogodnym orężem w sporach i dyskusjach na forum międzynarodowym.

Zaryzykuję stwierdzenie, że znajomość historii, nie w powierzchownym „kojarzeniu” minionych wydarzeń, ale właśnie jako wiedzy o nich, znajomości ich kontekstu, mechanizmów, okoliczności, miejsca i roli uczestników – zarówno bohaterów, jak i zdrajców – drastycznie spada. I paradoksalnie dzieje się to już w wolnej Polsce.

Zapytajmy od razu, czy jest to na pewno mechanizm prawidłowy i pożądany? Cóż, przez niektóre środowiska zapewne jest uznawany „na tak”, ale dla zbiorowej świadomości narodu czy społeczeństwa jest ze wszech miar negatywny. Przyczyn tego zjawiska trudno upatrywać tylko i wyłącznie w czynnikach zewnętrznych. Polskie „wojny” o historię – bohaterską, krytyczną, rewizjonistyczną czy tzw. „obiektywną” – toczą się od dawna i nic nie wskazuje, aby miały się zakończyć w jakimś przewidywalnym czasie. Ale istotne jest to, jak owe spory odbierane są przez większość ludzi bezpośrednio nimi niezainteresowanych – przecież ich poglądy czy świadomość historyczną kształtują w znacznej mierze media, politycy, społeczne kampanie, a chyba dopiero na końcu szkoła i wyższe uczelnie.

Wylano już morze atramentu w walce z krzywdzącymi Polskę i Polaków negatywnymi stereotypami, lecz wiele wskazuje, że do jej końca jeszcze daleko… Można temu skutecznie zaradzić, ale wymaga to nakładu znacznych środków, wysiłku różnych środowisk, rzeczowej dyskusji i kontynuowania debaty publicznej, ale przede wszystkim – woli podjęcia takich działań. Pozytywne przykłady inicjatyw z minionych kilkunastu lat, umiejętnie wykorzystane medialnie – udział Polski na wystawie EXPO w 2000 r., obchody 60. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, otwarcie i działalność muzeum tegoż powstania czy najnowsze medialne „Opowiadamy Polskę światu” – pokazują, że jest to możliwe.

Bez wątpienia jednak pierwszą i najważniejszą rolę w tak pojętej edukacji obywatelskiej, pozostającej w kompetencjach państwa, przyznać należy szkole, a równolegle dbać o obecność tych zagadnień w mediach. Tego nawet nie trzeba sprowadzać do słynnych słów o tym, że „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, bo przekrojowa (ale opracowana merytorycznie bez żadnych uchybień) wiedza o narodowej przeszłości, o naszych osiągnięciach i zaniedbaniach, musi być możliwie szeroko obecna zwłaszcza we wspomnianych mediach – lecz nie wyłącznie w niszowych programach, kanałach albo ciekawych audycjach w porze nocnego snu większości widzów.

Gdyby tylko ograniczyć się do historii Polski w XX wieku, to ileż znajdziemy tematów, spraw nieprzebrzmiałych, będących idealnym przykładem ku nauce i przestrodze, ważnych także i z tego banalnego powodu, że żyją jeszcze świadkowie i uczestnicy wielu wydarzeń choćby ostatniego półwiecza. Trzeba to po prostu mądrze wykorzystać. Warto także zadbać o to, żeby ukazujące się liczne wartościowe publikacje historyczne miały lepszą reklamę. I pamiętajmy, że dobrej popularyzacji dziejów ojczystych nie zastąpi wysiłek profesora Andrzeja Nowaka – mimo jego najlepszych chęci i talentu.

Nieznajomość własnej historii, przybierająca także formę pewnego rodzaju duchowego kalectwa, prędzej czy później prowadzić może do tego, że o naszej przeszłości zaczną decydować inni i określać to, w jaki sposób i o czym należy pamiętać.

I nie są to wcale publicystyczne harce – dość przypomnieć sobie właśnie polsko-niemiecki albo polsko-rosyjski spór o pamięć, w którym akurat to my, Polacy, w niektórych jego aspektach nadal przegrywamy. Nie jest też trudno jednoznacznie wskazać, że przyczyna tego stanu nie leży tylko po stronie Polski i Polaków. Dlatego jednym z najlepszych pomysłów III RP na ocalenie pamięci jest utworzenie (notabene postulowane w różnych miejscach, środowiskach i przez wiele lat) Muzeum Historii Polski, którego głównym zadaniem jest kształtowanie i umacnianie współczesnego obywatelskiego patriotyzmu.

Odtworzone przez politykę stare wyzwania w połączeniu z całkiem współczesnymi doświadczeniami stawiają przed nami zupełnie nowe wymagania na miarę XXI wieku. Jak bowiem pisali swego czasu Kazimierz Michał Ujazdowski i Robert Kostro: „Nie ma tolerancji wobec innych bez świadomości własnej tożsamości, nie ma możliwości wychowania obywatelskiego bez odwołania do przeszłości wspólnoty narodowej, nie ma szans na uczciwe porozumienie międzynarodowe bez otwartego mówienia o sprawach bolesnych. Wprawdzie umiejętność dostrzegania własnych błędów i słabości jest przejawem dojrzałości, jednak wygląda na to, że narodowy rytuał bicia się w piersi już się zbanalizował. Demaskowanie ma bowiem sens tak długo, jak długo istnieją mity i historyczne tabu. Można rewidować wyobrażenia o przeszłości tylko wówczas, gdy te wyobrażenia w ogóle istnieją. Perswazja moralna jest skuteczna wtedy, kiedy potrafimy spokojnie mówić nie tylko o wadach, ale i proponować pozytywne wzorce” (K.M. Ujazdowski, R. Kostro, Odzyskać pamięć [w:] Pamięć i odpowiedzialność, red. R. Kostro i R. Merta, Kraków – Wrocław 2005, s. 45–46). A przywołany przeze mnie na początku tego tekstu prof. Roszkowski ujął to niezwykle lapidarnie, ale jakże wymownie, stwierdzając, że „słaba przeciętnie znajomość własnej historii powoduje, że wyrażamy ją albo z tanim triumfalizmem, albo ze wstydem”.

I akurat te dylematy musimy rozstrzygnąć sami i we własnym gronie. W każdym innym przypadku wizja historii zostanie nam narzucona w imię obcej polityki i realizacji obcych nam interesów. A na to zwyczajnie nie możemy pozwolić. Warto jednak równocześnie pamiętać o przestrogach o zbyt optymistycznym i bezrefleksyjnym traktowaniu istniejącej obecnie koniunktury na szeroko pojmowaną politykę historyczną. Historia uczy także i tego, że wszystkie koniunktury, nawet najkorzystniejsze, kiedyś przemijają.

.Zadaniem chwili jest więc jej jak najlepsze wykorzystanie dla prawdy, wizerunku Polski, również dla przyszłych pokoleń Polaków. To natomiast, co zostanie w jakikolwiek sposób zaniedbane, niechybnie obróci się przeciwko nam. Czy naprawdę nie „przechodziliśmy” tego już zbyt często? Czy czeka nas tryumf niewygodnej przeszłości? A może jeszcze coś innego? I co zatem z ową przeszłością uczynić? Zamknąć, spalić, zapomnieć? Nie, wręcz przeciwnie – otworzyć, ocalić, (za)pamiętać.

Remigiusz Witkowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 lutego 2021

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam