Roland MASZKA: "Lekcja naprawdę. Lekcja na niby. O punkcie kulminacyjnym każdej narracji"

TSF Jazz Radio

"Lekcja naprawdę. Lekcja na niby. O punkcie kulminacyjnym każdej narracji"

Roland MASZKA

Polonista. Absolwent gedanistyki. Współautor podręczników szkolnych. Pasjonat teatru i tradycyjnej książki, siebie zalicza do epoki Gutenberga. Inicjator dobrych praktyk w szkole.

zobacz inne teksty autora

.W małej galerii zabytkowego dworu oglądam wystawę fotografii współczesnej. Uczniowie patrzą trochę zaskoczeni, trochę zawiedzeni obrazami morskiego brzegu. Mieszkają w mieście nad morzem. Znają ten pejzaż: horyzont, woda w kolorze ołowiu, fale spienione na granicy brzegu i piasek wyrównywany przez ich ruch, potem marszczący się od uderzeń wiatru, czysty, miękki. Dalej wydma i ostre długie trawy; ciemna ściana grubopiennych fantastycznie powykręcanych niskich sosen…

.Starają się dostrzec jakieś szczegóły: postać w oddali, ptaka, konar zagrzebany w piasku, fragment promenady, portu, jakiś ślad łodzi rybackiej albo statku. Nic… Teraz dopiero dostrzegają, że brzeg, który znają, różni się. Pełen jest gwaru, zaludniony i zadeptany, jak niedzielne przedpołudnie albo jak plaża w sezonie… Ten na fotografii jest samotny i pusty…

Przyznają, że lubią, gdy nad morzem jest niewielu ludzi. Dlatego wolą plażę na Stogach, w Górkach albo na Westerplatte. Tam też jeżdżą niekiedy… Opowiadają o różnych zdarzeniach, które miały miejsce nad morzem i rozgrywały się z ich udziałem.

Ma być to opowieść, która przyciągnie uwagę słuchacza. Takie jest ich zadanie. To trening narracji – cel naszej wizyty w galerii.

Też włączam się do tych wypowiedzi, skoro opowiadają wszyscy. Mówię o swoim codziennym bieganiu wzdłuż morskiego brzegu… Mówię tak, by podkreślić istotę narracji, „zbudować” jakąś atmosferę wokół obrazu. Biegam od lat, o każdej porze roku, bardzo wcześnie rano, kiedy jeszcze nie ma nikogo, zawsze towarzyszy mi pies…

To, co opowiadam – mówię uczniom – wydarzyło się na styku zimy i wiosny. Świty są wtedy wyjątkowo piękne… Morze czyste, przy wschodzie słońca spokojne, o powierzchni prawie lustrzanej. Poprzedniego dnia sztorm wyrównuje plażę, a wiatr wiejący przez wiele godzin omiata wszelkie ślady z powierzchni piasku. O tej porze roku, przed świtem, jest już jasno, na tyle jasno, że z dużej odległości dostrzegam postać stojącą przy brzegu. Jest bardzo wcześnie, nie powinno tu być nikogo. Dość szybko skracam dystans dzielący mnie od kogoś, kto stoi na linii brzegu. Pies dostrzega go również i zatrzymuje się nagle. Z łbem uniesionym wysoko – chwyta zapach. Wtedy widzę, że ta postać to kobieta. Widzę tylko kontur, ponieważ światło wschodzącego już słońca oślepia mnie.

Biegnę jednak dalej. Kobieta przede mną, młoda, o pięknie zarysowanych proporcjach, jest chyba tylko w stroju kąpielowym. Zauważa mnie wreszcie, patrzy przez chwilę w stronę nadbiegającego człowieka i wchodzi do wody. Woda w morzu w marcu jest bardzo zimna, nie można w niej długo wytrzymać… Może kilka minut. Ona jednak wchodzi do wody i zanurza się tak, że przebiegając obok widzę tylko głowę wystającą znad powierzchni. Nie zwalniam. Mój pies biegnie obok mnie… Nie dziwi mnie widok ludzi kąpiących się w lodowatej wodzie. Może dziewczyna jest morsem? Spotykam ich często, nigdy jednak tak wcześnie. Klubowy bungalow morsów z napisem Gdański Klub Morsów stoi na plaży o kilometr stąd… No właśnie, o kilometr! Biegnę dalej.

Po kilkudziesięciu metrach coś każe mi się odwrócić… I kiedy odwracam się, patrzę w miejsce, gdzie powinna być kąpiąca się nieznajoma, nie widzę nikogo… Co stało się z dziewczyną?

Zawieszam opowiadanie i powracam do fotografii przedstawiających horyzont, ale uczniowie naciskają: – Co się z nią stało, co pan zrobił? Widzimy cykl zdjęć przedstawiających morski horyzont. Jest ich wiele. Sprawiają wrażenie, jakby artysta fotografował z ręki, wiem jednak, że tak być nie mogło, bo technika fotografii przypominająca dagerotyp, wymagała cierpliwego wykadrowania i czasu. Być może artysta chciał zatrzymać jakiś fragment czasu, bo każde zdjęcie stanowi odrębną całość narracyjną, a jednak wszystkie połączone razem okiem widza – tworzą tytułowy horyzont. Uczniowie dostrzegają ten fenomen…

Powracam do opowiadania i instruuję uczniów, w którym miejscu warto je zakończyć. Ale oni naciskają: Co stało się z dziewczyną? Mówię więc, że tamtego świtu wracam i wpatruję się w obszar, gdzie się kąpała nieznajoma. Nie widzę nikogo, tylko złotawy piasek spod tafli czystej wody. W tym miejscu nie jest głęboko, widać dobrze. W promieniu kilkunastu i kilkudziesięciu metrów nie ma nikogo pod powierzchnią wody. Nie mogła popłynąć dalej. Woda jest za zimna. Widziałbym! Wtedy przychodzi mi do głowy, że wyszła z morza i pobiegła w kierunku wydmy. Może tam miała rzeczy, by się wytrzeć i przebrać. Nie widziałem żadnych rzeczy, które zwykle zostawiają kąpiący się tuż przy brzegu… Ale wydma jest daleko. Nawet gdyby biegła, nie mogła zdążyć ukryć się, zanim się odwróciłem. Zauważyłbym! Poza tym w miejscu, z którego mogła wyjść z wody, nie było śladów na piasku. Żadnych śladów w stronę wydmy na wyrównanym przez wiatr piasku… – I co pan zrobił, jak pan zareagował?

Nie kończę tej opowieści. Mówię o punkcie kulminacyjnym, do którego narracja opowiadania powinna zmierzać…

Teraz powracamy znowu do zdjęć: morski brzeg i horyzont, może na którymś z tych zdjęć jest kąpiąca się nieznajoma? Uczniowie chcą jednak wiedzieć, czy to, co opowiedziałem zdarzyło się naprawdę.  Może to wymyśliłem? Wytrzymuję te pytania… Nie dowiadują się…

.Po kilku tygodniach temat punktu kulminacyjnego powraca przy omawianiu akcji jakiegoś dramatu, uczniowie wskazują ten moment akcji, w którym napięcie widza jest największe, a stopień wyrazistości konfliktu najwyższy, po to by nastąpiło rozwiązanie akcji. I wtedy pojawia się pytanie jednej z uczennic: – A co się stało z tą dziewczyną znad morza, o której opowiadał pan w galerii? Klasa milknie. – Z tą syreną? – upewniam się zbity z tropu. – A więc jednak! To była syrena! – mówi uczennica z uśmiechem.

Zastanawiam się, w jaki sposób fikcyjność znamionuje świat, w którym żyjemy. To, co opowiadamy, da się weryfikować w zestawieniu z rzeczywistością. Wydaje się jednak, że uczniowie podjęli grę, którą rozpoczęliśmy w galerii przy fotografiach morskiego brzegu, grę którą podejmuje również literatura, odwołując się do znaków i źródeł tradycji… I nie pytamy, czy to prawda. Chodzi o przeżycie. Na tym polega kontakt z literaturą, sztuką… Historie syren znamy przecież z Homerowej Odysei i wielu baśni, legend wziętych z folkloru. Rozumiemy Odyseusza, który kazał się przywiązać do masztu, by usłyszeć głos syren. Swoim ludziom kazał jednak zalepić uszy woskiem. Głos syren bowiem nie jest przeznaczony dla każdego… Jeżeli mamy kształtować wrażliwość ucznia, kierujmy go do źródeł – uczmy patrzeć, słuchać, szukać – podejmować narrację…

Roland Maszka

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam