Wojciech ENGELKING: "Nędza ogólników. Millenialsi po egzekucji w Charlie Hebdo"

TSF Jazz Radio

Nędza ogólników. Millenialsi po egzekucji w Charlie Hebdo

Wojciech ENGELKING

Pisarz, publicysta. Autor powieści „(niepotrzebne skreślić)” [wyd. Świat Książki 2014], stały współpracownik tygodnika „Kultura Liberalna”. Publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Do Rzeczy”, „Newsweeku”, „Kronosie”, „Res Publice”, „Nowych mediach”.

zobacz inne teksty autora

.O ile po jednym dniu i setkach komentarzy sama sprawa masakry w redakcji „Charlie Hebdo” wydaje się jednoznaczna, o tyle nie wydają się jednoznaczne reakcje na nią, zwłaszcza wśród najmłodszego pokolenia komentujących. (Z góry zaznaczam, że nikt nie zebrał jeszcze i nie przeanalizował wszystkich komentarzy, jakimi millenialsi potraktowali sprawę – i tych z Twittera, i tych z tablic na Facebooku, z portali, z blogów – dlatego poniższy tekst jest raczej zbiorem domysłów, mam nadzieję – że niezbyt trafnych).

.Gdy poprosiłem mieszkającą w Paryżu przyjaciółkę o pokazanie mi jednego z facebookowych eventów, na których młodzi Francuzi organizowali się w wieczorną manifestację na Placu Republiki, bałem się, że znajdę tam najgorszy przykład tego, co jest wspólnocie potrzebne do zawiązania się: uznania pewnej grupy społecznej (w tym wypadku: imigrantów) całościowo za wroga. Wspólny wróg (i wspólny przyjaciel, by posłużyć się nomenklaturą Carla Schmitta, wybitnie w przypadku zderzeń cywilizacji przydatną i wybitnie niepoprawną politycznie) jest wspólnocie konieczny, co do tego nie ma wątpliwości: bałem się jednak, że zadziała w przypadku gniewu na sprawców masakry w redakcji „Charlie Hebdo” mechanizm uznania zamachowców za reprezentatywnych nie dla problemu francuskiego multi-kulti (dla którego są reprezentatywni, ekstrapolując możliwe rozwiązanie problemu), ale – dla całej imigracyjnej wspólnoty we Francji. To, co zobaczyłem, przeraziło mnie jeszcze bardziej.

W zaproszeniu na facebookowy event nie było wroga. Manifestacja miała się odbyć (i odbyła się) pod hasłami organizowania się młodych Francuzów za wolnością słowa i przeciw jakiemukolwiek terroryzmowi – liberté, rire, paix: wolność, śmiech, pokój.

.Wsłuchajmy się w te słowa, ponieważ – i piszę to bez żadnej ironii – są to piękne słowa. Są to słowa jasne, strzeliste, dźwięczne. Młodzi Francuzi organizują się przeciw terroryzmowi, który – o ile dobrze rozumiem moich rówieśników znad Sekwany – nie jest związany z jakąkolwiek ideową kwestią: narodem, religią, filozofią społeczną. Terroryzm to dla nich terroryzm i nieistotne, czy dokonuje go, powiedzmy, chory psychicznie człowiek na premierze drugiej części „Batmana” w jednym z amerykańskich kin, czy Anders Breivik na wyspie Utoya, czy – islamiści w redakcji „Charlie Hebdo”. Nie pada żadne słowo, które by mogło wskazywać na ideologiczną proweniencję terroryzmu, która jest w przypadku „Charlie Hebdo” jednoznaczna. Padają – piękne ogólniki.

Zanim przejdziemy do tego, co może to oznaczać (i, mam nadzieję, nie oznacza), warto na chwilę zatrzymać się nad tym, jak „Charlie Hebdo” millenialsi skomentowali w Polsce. Mówię tu o millenialsach najbardziej średnich, sytuujących się w politycznym mainstreamie. Najczęściej powtarzającym się komentarzem było otóż stwierdzenie, którego sens można streścić tak: no, to teraz zacznie się ta głupia, polska islamofobia. W domyśle: wszak nic wspólnego zamach z islamem nie miał. Nie tyle z islamem: z religią. Przemoc, jaka wydarzyła się w redakcji „Charlie Hebdo”, jest dla tych, którzy starają się swoimi komentarzami nie urazić muzułmanów, naga, odarta z większego sensu, który – w świetle pewnych systemów religijnych, moralnych, społecznych – ją nie tyle usprawiedliwia, ile czyni chwalebną.

.Przemoc to dla tych, którzy nie chcą muzułmanów urazić i skonkretyzować wroga wspólnoty, po prostu przemoc: naga nawet, a właściwie przede wszystkim wtedy, kiedy uderza w wartości takie, jak wolność słowa.

Dlaczego? Powiedziałbym, że z racji edukacji, sposobu, w jaki millenialsi byli – byliśmy – uczeni. We wszystkich programach nauczania, jakie pamiętam, wolność słowa zawsze występowała jako fundamentalna wartość obok pluralizmu i tolerancji (zwłaszcza – tolerancji religijnej). Wpajanie tych zasad millenialsom od najmłodszych lat sprawia, że stają się one fundamentalne, nie do pomyślenia jest świat poza nimi. Tyle, że z zasadami tymi jest pewien problem: po pierwsze, są one zbyt ogólne i funkcjonują w debacie publicznej jako wygodny wytrych politycznej poprawności, po drugie – są one zbyt słabe. Zbyt słabe – to znaczy, że nie są to zasady, dla których się zabija. A skoro najistotniejsze pojęcia laickiej Europy nie są pojęciami, dla których się zabija, to znaczy – w obronie których zabija przeciętny obywatel – nie do pojęcia dla millenialsów jest, jak można w ogóle zabijać dziś w imię pojęć.

W sierpniu tego roku „The New York Times” piórem Sama Tanenhausa ogłosił, że millenialsi są generation nice, to znaczy – pokoleniem, które przede wszystkim chce, by mu się przyjemnie żyło. Są różne wymiary przyjemności: jednym jest udział w manifestacji takiej, jak wczoraj w Paryżu, w której słynne stwierdzenie młodej manifestantki z Hiszpanii podczas antyrządowych protestów kilka lat temu – „Nie wiemy, o co nam chodzi, robimy to, bo to robimy” – zostaje zastąpione wytartymi hasłami z liberalnych podręczników i trzymaniem wysoko w górze kredek. Wytartymi dlatego, że millenialsi w przeważającej większości nigdy nie doświadczyli realnego ograniczenia tych haseł, a – na skutek polityki multi-kulti – doświadczyli poszerzania ich realnego zakresu.

Ten liberalizm, który wyznają europejscy millenialsi w odniesieniu do zdarzeń z „Charlie Hebdo” (zdarzeń: masakry, rzezi) jest zakładnikiem samego siebie. Najmniejsza nawet próba skonkretyzowania wroga po tych wyróżnikach, którymi zawsze w historii się go konkretyzowało – wyznaniu, przynależności narodowej – zostają uznane za rasizm.

Kiedy streściłem główne tezy niniejszego tekstu na swoim profilu, moja skądinąd bardzo inteligentna równolatka ironicznie sarknęła: „Ale jaki jest twój problem: że nie huzia na Araba?”.

Przekornie: tak, to jest mój problem. Chciałbym, żeby była huzia na terroryzm, który ma twarz, narodowość, religię i filozofię polityczną, a nie – jest reprezentacją nagiej przemocy, która się dokonuje nie wiadomo dlaczego, chyba – z jakiegoś fanatyzmu, co?  A fanatyzm, zdają się myśleć millenialsi, to taka choroba, a nie spójny sposób opisania i tłumaczenia świata. Chciałbym, żeby była huzia na terroryzm, który jest skonkretyzowany – i jak najbardziej realny, i jest blisko. Zachowanie europejskich millenialsów pokazuje bowiem, że jego realność i konkretność jest dla nich nie do przyjęcia, nawet – jeśli jest oczywista i jest bardzo blisko.

Wojciech Engelking

3

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

wersy2 pisze:

Ale o co chodzi, kim są ci “milenialsi”, skąd się rekrutują? Bo jeśli chodzi o ludzi w wieku 20-30 lat w Polsce, to wedle moich obserwacji mainstreamem jest, owszem, “huzia na Araba”. Niechęć do obrażania, poprawność polityczna, ogólnikowość to są opcje zdecydowanie na lewo, ew. popularne może wśród studentek płci żeńskiej kierunków w rodzaju kultoroznawstwa. Ale na Boga, nie jest to mainstream!

zetzero pisze:

Czynić zarzut, że ktoś zachowuje umiar, ba, zachowuje się po prostu przyzwoicie w obliczu dramatu, do którego należy odnieść się z namysłem, to postawa kuriozalna. Maskowanie tej kuriozalności i pustki (bo nic konkretnego poza ogólnikami w zamian nie proponujesz) erudycyjnymi odniesieniami do millenialsów (a co to za kategoria?) czyni ten wywód groteskowym. Mam szczerą wątpliwość, czy potrafisz na serio odnieść się do problemu. Wojna z terrorem, w której uczestniczy Zachód, trwa od ponad dekady. W tym czasie dojrzewało kolejne pokolenie. I końca tej wojny nie widać. Zaczęło się 11 września 2001 roku. Potem były krwawe zamachy w Madrycie, Londynie. W dniu w którym islamscy fanatycy zabijali dziennikarzy i policjantów w Paryżu, inni sunniccy dżihadyści zamordowali 30 osób w stolicy Jemenu. Amerykańscy żołnierze wyszli z Iraku w 20011 roku aby do niego właśnie powrócić. Cel: wesprzeć Kurdów, szyitów, jazydów w walce z ISIS. Dramat trwa i dotyka milionów ludzi na całym świecie. Sugerowanie, że millenialsi (ach ta skłonność do mnożenia językowych bytów-koszmarków) udają, że tego dramatu nie widzę, że mu zaprzeczają, wynika chyba z twojej ignorancji. W państwach Zachodu, które mają problem z islamskim fanatyzmem dochodzą do głosu takie polityczne siły, którym uporanie się z fanatyzmem nie wystarczy. Populizm to jeden z owoców terroryzmu, niesie ogromne zagrożenie. Przestrzegała przed tym otwarcie Angela Merkel, nie lewaczka tylko chadecka konserwatystka. Też jest millenialsem? Na niedawnej manifestacji Pegidy w Dreźnie niesiono hasła nie tylko przeciwko muzułmanom, ale w ogóle przeciwko “obcym”. Obok siebie, razem, maszerowali neonaziści, kibole z grupy “Fist of East”, “Florence of the Elbe Hooligans” oraz tzw “zatroskani” obywatele. Oni nazywają rzeczy po imieniu. Zapraszasz do udziału w takiej manifestacji?

nachasz pisze:

Już dzisiaj wcześniej powoływałem się na to, co napisał Juan Cole:

The problem for a terrorist group like al-Qaeda is that its recruitment pool is Muslims, but most Muslims are not interested in terrorism. Most Muslims are not even interested in politics, much less political Islam. France is a country of 66 million, of which about 5 million is of Muslim heritage. But in polling, only a third, less than 2 million, say that they are interested in religion. French Muslims may be the most secular Muslim-heritage population in the world (ex-Soviet ethnic Muslims often also have low rates of belief and observance). Many Muslim immigrants in the post-war period to France came as laborers and were not literate people, and their grandchildren are rather distant from Middle Eastern fundamentalism, pursuing urban cosmopolitan culture such as rap and rai. In Paris, where Muslims tend to be better educated and more religious, the vast majority reject violence and say they are loyal to France.
Al-Qaeda wants to mentally colonize French Muslims, but faces a wall of disinterest. But if it can get non-Muslim French to be beastly to ethnic Muslims on the grounds that they are Muslims, it can start creating a common political identity around grievance against discrimination.

This tactic is similar to the one used by Stalinists in the early 20th century. Decades ago I read an account by the philosopher Karl Popper of how he flirted with Marxism for about 6 months in 1919 when he was auditing classes at the University of Vienna. He left the group in disgust when he discovered that they were attempting to use false flag operations to provoke militant confrontations. In one of them police killed 8 socialist youth at Hörlgasse on 15 June 1919. For the unscrupulous among Bolsheviks–who would later be Stalinists– the fact that most students and workers don’t want to overthrow the business class is inconvenient, and so it seemed desirable to some of them to “sharpen the contradictions” between labor and capital.

Millenialsi z Krytyki Politycznej już zresztą ten tekst przetłumaczyli.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam