Wołodymyr JERMOŁENKO i Tetiana OHARKOWA: Życie na linii podziału

Życie na linii podziału

Photo of Wołodymyr JERMOŁENKO

Wołodymyr JERMOŁENKO

Prezes PEN Ukraina, filozof, pisarz, dziennikarz. W 2011 roku obronił pracę doktorską w Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales (EHESS, Paryż). Wykłada na Akademii Kijowsko-Mohylańskiej.

Photo of Tetiana OHARKOWA

Tetiana OHARKOWA

Literaturoznawca, doktor filozofii, specjalistka teorii literatury i historii literatury francuskiej. W 2007 roku obroniła doktorat na Uniwersytecie Paris XII Val-de-Marne. Starszy wykładowca na Wydziale Literaturoznawstwa Narodowego Uniwersytetu Kijowsko-Mohylańskiej Akademii.

Tam, na linii podziału, ludzie desperacko robią to, w co wierzą. Na linii podziału mają odwagę być tym, co inni uważają tylko za swoje przekonania. Być ucieleśnieniem, stawić czoła złu, przyjmując postawę w pełni wyprostowaną, mając za swoimi plecami resztę świata. Naszego wspólnego świata – piszą Wołodymyr JERMOŁENKO i Tetiana OHARKOWA

.Obecnie od życia stołecznego – które na pozór prawie nie różni się od życia przedwojennego – do linii podziału, na której życie w zwykłym dla nas sensie przestaje istnieć, jest osiem godzin jazdy samochodem.

Czołg jedzie wolniej niż samochód. Czasami więc wydaje nam się, że między nami a prawdziwym zagrożeniem jest duża odległość. Ale wrogie pociski i drony poruszają się znacznie szybciej niż samochód. Dlatego też niekiedy to właśnie nasza dzielnica staje się epicentrum wojny.

Mieszkańcy Lwowa, Kijowa, Krzemieńczuka, Drohobycza, Równego i Chmielnickiego przynajmniej raz poczuli, że linia frontu przebiega tuż pod ich oknami. W szpitalu położniczym w Dnieprze. W supermarkecie w Krzemieńczuku. Albo w przedszkolu w Browarach.

Nic tak nie przywraca do rzeczywistości, jak podróż samochodem w kierunku linii frontu. Pierwsze kilkaset kilometrów nie zaskakuje, poza tym że zostawiamy za sobą stołeczne korki. Ale w odległości stu kilometrów od frontu stopniowo znikają pojazdy cywilne, a już w odległości pięćdziesięciu kilometrów przeważają pojazdy wojskowe.

Budynki są coraz bardziej naznaczone trafieniami pocisków. Ranne, ślepe domy – im bliżej linii podziału, tym mniej okien. Wydaje się, że one nie patrzą na świat zewnętrzny, spoglądają do swojego wnętrza.

Z ulic znikają światła, kolory i ludzkie twarze. Znikają dzieci i młodzież. Im bliżej linii, tym szybciej starzeje się ludność cywilna. Aż pozostają tylko ci, których nie można przesiedlić, którzy wrośli w swoją ziemię jak stuletnie drzewa. Ci ludzie są przedłużeniem własnych domów, zakładnikami swojej geografii i swojej historii.

.Im bliżej linii podziału, tym bardziej rzeczywistość się rozmywa – jest mniej ludzi, mniej ruchu, mniej życia. Człowiek na ulicy – to wydarzenie. Otwarta kawiarnia – to centrum opustoszałej dzielnicy. Pojazd wojskowy przejeżdżający obok z dużą prędkością – to akcja. Odległe odgłosy eksplozji całkowicie wypierają zwykły hałas miasta. Im bliżej linii podziału, tym bardziej wzrasta prędkość ruchu, ponieważ wszyscy tutaj rozumieją, że śmierć zawsze zbliża się szybciej, niż się poruszasz. Samo powietrze staje się niebezpieczne.

Kim są ci, którzy pozostają na linii podziału? Kim są ci, którzy tu przychodzą?

Na linii podziału pozostają ci, którzy nie mogą postąpić inaczej. Jak można opuścić Izium, jeśli tu własnoręcznie pogrzebałeś troje swoich wnuków i ich rodziców w jednej trumnie, którą sam zrobiłeś z desek i dywanów?

Jak można opuścić dzielnicę Korabel w Chersoniu, jeśli opiekujesz się 99-letnią babcią, która leży w mieszkaniu z oknami zasłoniętymi sklejką, kilka kilometrów od pozycji wroga? Pozostaje tylko trzymać się myśli, że babcia zdoła dożyć stu lat, a wróg prędzej czy później się wycofa.

Mieszkańcy Chersonia, którzy przeżyli okupację i powódź, schodzą pod ziemię. Tam organizują wystawy i czytają książki. Pomimo śmierci, która spada z nieba zamiast deszczu. Odebrano im biblioteki – organizują bookcrossing w schronach wieżowców w dzielnicy Ostriw (Wyspa).

Mieszkańcy Kamjanki pod Iziumem żyją w ruinach własnych domów. Oczyszczają swoje podwórka z min przeciwpiechotnych i próbują kawałeczek po kawałeczku naprawiać swoje domy, wykorzystując materiały przywiezione przez wolontariuszy i to, co podrzuci wojsko. Wywalczają życie u śmierci, długo i cierpliwie, wiedząc doskonale, że nie wystarczy im życia, by wszystko odbudować.

Mieszkańcy Wełyki Nowosiłki – do 1946 r. miejscowość ta nosiła nazwę Wełykyj Janisol; grecka nazwa przypomina, że ziemie te były zamieszkane przez Greków wypędzonych z Krymu przez Katarzynę II – przetrwali rosyjską ofensywę w 2022 roku. Tutaj też rozpoczęła się ukraińska kontrofensywa latem 2023 roku. Dziś dziesięć kilometrów od linii frontu troszczą się o zwierzęta domowe i pracują na swojej ziemi, robią konfitury, które oferują odwiedzającym. Na południowym czarnoziemie rośnie wszystko. Ten czarnoziem jest wart wszystkiego.

Mieszkańcy Iziumu przychodzą opłakiwać swoich zmarłych, leżących pod gruzami wieżowca na ul. Pierwszego Maja – w jednym momencie od rosyjskiej bomby ważącej 500 kg zginęły tam 52 osoby. Przychodzą przypomnieć, jak powoli umierała ich sąsiadka z trzeciego piętra, która znalazła się w pułapce. Przypomnieć, jak odmówił wyjścia spod tych gruzów chłopak, który w wyniku eksplozji stracił twarz i nie mógł ani mówić, ani jeść.

Mieszkańcy Charkowa piszą wiersze na ścianach swoich domów.

Mieszkańcy Posad-Pokrowskego zbierają książki dla biblioteki, której nie ma – ale która z pewnością będzie.

Ci ludzie pozostają na linii podziału.

Tę linię podziału utrzymują wojskowi. Zostali wyrwani ze swoich domów, by miesiącami nie należeć do siebie. Ryzykować własnym życiem, wykonywać rozkazy, spać w obcych domach, w okopach, w ziemiankach. Od zera budują nową społeczność, z jej zasadami i przepisami, z jej więziami, z jej humorem, z jej braterstwem, z jej siostrzeństwem, z codziennymi stratami. Mówią językiem, który jest coraz mniej zrozumiały dla cywilów. Na tej linii podziału, w każdym jej punkcie, rodzi się nowa Sicz.

.Są tacy, którzy mają szczególną wewnętrzną siłę, którzy patrzą poza linię podziału – bo właśnie tam jest ich dom.

Dla nich walczyć na linii podziału – to także walczyć o to, co jest poza tą linią. O podwórko z dzieciństwa, które pozostało pod okupacją. O topole pod szkołą, które pamiętają, jak po raz pierwszy się zakochałeś. O las pod Mariupolem czy o dom w Starobielsku, który właśnie wyremontowałeś – a teraz zamieszkali w nim okupanci. O kolekcję haftowanych koszul, które zostały w szafie w Połohach. Bo sąsiedzi opowiadali, że okupanci rozstrzeliwali nawet je, te właśnie wyszywanki, z nienawiści do wszystkiego, co ukraińskie, nawet do ukraińskich ubrań.

Tam, za linią podziału, wciąż jest tak wiele naszego. Tego, co jeszcze trzeba spróbować odzyskać. „I linii podziału nie ma – tylko granica i cel, nieuchwytnie bliski i ostry, tak wysoki i prosty”, mówi nasza poetka Kateryna Kałytko.

Ta linia podziału przebiega przez nasz kraj. Dla wielu z nas dwa lata temu przebiegała bardzo blisko. Przypominają o tym zniszczenia w Irpieniu, Borodziance czy Moszczunie. Teraz jest trochę dalej – osiem godzin autem.

Ale gdziekolwiek ona przebiega, przestaje być metaforą. Podobnie jak śmierć, pustka czy strata. Te słowa odzyskują dosłowne znaczenie. Pozostawiają blizny.

Tam, na linii podziału, gdzie życie spotyka się ze śmiercią, jeszcze wyraźniej określa ono swoje granice. Jeszcze wyraźniej czuje, gdzie się kończy i gdzie zaczyna się niebyt. Gdzie cisza zaczyna wypełniać nicość.

To linia podziału samego życia, punkt, gdzie życie desperacko walczy o siebie, gdzie broni każdego swojego milimetra. Życie na linii podziału – to wrażliwość naszych ciał, kruchość naszych wiosek, ciągłość naszej troski.

Na linii podziału dzieje się to, co zmienia wszystko. Nie ma żadnego przeciwstawienia między centrum a linią podziału; linia podziału jest centrum. Jej rytm – to rytm serca. Pompuje krew, która zasila cały organizm.

Linia podziału – to tam, gdzie wszystko się zaczyna, ale się nie kończy.

Na tej linii nasz świat nie znika. On się tam rodzi.

To właśnie tam, w powietrzu rozrzedzonym niebezpieczeństwem, rodzą się spokój i bezpieczeństwo, które pozwalają milionom ludzi wieczorem nastawiać budzik, planować dzień, a nawet tydzień, umawiać spotkania na następny miesiąc lub organizować wakacje za pół roku.

Na tej linii podziału – w nieustępliwości snajpera, który nieruchomo czatuje na wroga, w skoncentrowanych ruchach piechoty, która zakopuje się w ziemi i nie ma prawa opuścić swoich pozycji, rodzi się nasza wolność przemieszczania się, która pozwala milionom ludzi poza Ukrainą kupić bilet lotniczy do Paryża lub Toronto, polecieć do innej części świata.

W zniszczonych wioskach bierze swój początek ludzka troska o środowisko, która zmusza europejskie rządy do ograniczania emisji CO2 lub wprowadzania nowych programów ekologicznych. To wszystko zaczyna się tam, gdzie 85-letnia babcia Nina ze wsi Koroboczkyne, która cudem przeżyła uderzenie pocisku w jej dom, wciąż mieszka w letniej kuchni, ale nie opuszcza ruin, bo mieszkają tam jej psy – jak członkowie jej rodziny.

To właśnie tam, gdzie załoga ewakuacji medycznej, ryzykując życiem, transportuje rannych z pozycji do punktu stabilizacyjnego, rodzi się ta miłość, która żyje w naszych ruchach, kiedy bierzemy na ręce nowo narodzone dziecko i chcemy, aby to nowe życie było długie i szczęśliwe, aby przetrwało wszystkie próby i trwało dalej.

Tam, na linii podziału, ludzie desperacko robią to, w co wierzą. Na linii podziału mają odwagę być tym, co inni uważają tylko za swoje przekonania. Być ucieleśnieniem, stawić czoła złu, przyjmując postawę w pełni wyprostowaną, mając za swoimi plecami resztę świata. Naszego wspólnego świata.

Aby zrozumieć Ukrainę, trzeba być na froncie, jeździć na front, pomagać na froncie. Aby zrozumieć Europę, trzeba zrozumieć Ukrainę. To jest linia podziału, która znajduje się w centrum. Nawet jeśli jest to centrum, które krwawi. Przysłuchajmy się tej linii. To nie jest koniec życia. To jego początek.

.Choć wydaje się, że do linii podziału jest osiem godzin jazdy samochodem, to ta linia przebiega wewnątrz nas.

Zawsze jest wewnątrz nas.

Wołodymyr Jermołenko
Tetiana Oharkowa

Tekst ukazał się w nr 64 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 października 2024