Zmarła Urszula Kozioł. Poetka, laureatka nagrody Nike

Dzielimy się tym, co stwarza dobro – mówiła Urszula Kozioł, dodając, że trzeba się czasem zamyśleć i pobyć w ciszy. Poetka zmarła w niedzielę w wieku 94 lat.
Po raz pierwszy Urszula Kozioł zdobyła Literacką Nagrodę Nike w 2024 roku
.Poetka ma pełną świadomość, że język nie jest medium obiektywnych i twardych sądów. To raczej wehikuł znaczeń wątpliwych i przypadkowych – mówił Krzysztof Siwczyk, przewodniczący jury Nagrody Literackiej Nike, w laudacji wygłoszonej w 2024 r. – Miejsce i czas, które są istotnymi elementami literackiej medytacji w nagrodzonej przez nas w tym roku książce, bardziej powracają, niż faktycznie są, zjawiając się w lekturze jakby z oddali. (…) Miejsce, którego nie ma, i czas, który ubywa, okazują się pustym domem i pobudką w czarnej godzinie. Napięcie egzystencjalne rozsadza wersy, tekst nie układa się ze światem, nic tu już nie idzie na estetyczne układy, nic nie chce się podobać.
Urszula Kozioł urodziła się w 1931 roku w Rakówce pod Biłgorajem, na Lubelszczyźnie. Rodzice byli nauczycielami, których życie wypełniała praca społeczna. Maturę Urszula Kozioł zdała w Zamościu w 1950 roku. Pracowała jako nauczycielka m.in. w Bystrzycy Kłodzkiej i Wrocławiu. Kierowała działem literackim „Poglądów”, była redaktorem wrocławskiego miesięcznika „Odra” i z tym pismem związana była przez lata, pełniła funkcję dyrektora Wrocławskiego Ośrodka Kultury.
Jako poetka debiutowała w 1954 roku na łamach prasy. Ma w swoim dorobku również dramaty, sztuki dla dzieci, felietony i słuchowiska. Wydała m.in. „Gumowe klocki” (Związek Literatów Polskich, Wrocław 1957), „W rytmie korzeni” (Ossolineum, 1963), „W rytmie słońca”, (1974), „Żalnik”, (1989), „Supliki”, (2005), „Przelotem” (2007), „Horrendum”(2010), „Klangor” (2014), „Ucieczki” (2016). Tomy jej wierszy publikowało w Polsce przede wszystkim Wydawnictwo Literackie, a najnowsza książka poetycka „Raptularz” ukazała się w ubiegłym roku nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego.
Pisarka była laureatką wielu nagród, wśród nich Nagrody im. Kościelskich, Ministra Kultury, Miasta Wrocławia, nagrody im. Stanisława Piętaka, Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius, a także nagrodami niemieckimi Eichendorffa i Nagrody Głównej Kraju Dolnej Saksonii. Została również uhonorowana tytułem doktora honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego. Była honorową obywatelką Wrocławia i Biłgoraja.
Po raz pierwszy Urszula Kozioł zdobyła Literacką Nagrodę Nike właśnie w 2024 r. za tom „Raptularz”, ale nie była to jej pierwsza nominacja do tej nagrody. Nominowano ją w roku 2006 za książkę „Supliki”, w roku 2008 – za tomik „Przelotem”, w 2015 – za „Klangor”, a w 2017 roku – za „Ucieczki”. W laudacji Siwczyk przywołał jednego z najważniejszych bohaterów „Raptularza” – ukochanego męża poetki, zmarłego w 2010 roku germanistę i tłumacza Feliksa Przybylaka, któremu Urszula Kozioł poświęciła tom „Klangor”.
Urszula Kozioł była przez wiele lat związana z Wrocławiem
.Doskonale pamiętam pewien dzień we Wrocławiu. Wiele lat temu z oddali zauważyłem czule obejmującą się parę. Była to para nierozłączna, paradygmatyczna i emblematyczna dwójka ludzi zanurzona w siebie i literaturę. Ona, o której gdzie indziej napisałem »Pani Brzytwa«, i on, znakomity tłumacz, między innymi Paula Celana. Trochę się ich bałem. Biło od nich światło związku i miłości, których chciałoby się doświadczyć. W nagrodzonej przez nas książce on przywoływany jest uparcie, wydobywany jest ze swojego »nie-bycia«, póki jeszcze pamięć jest żywa – mówił przewodniczący jutry.
„Raptularz” – ma w sobie, jak pisze wydawca – coś z brudnopisu, notatnika, szkicownika, gdzie zostały pomieszczone nie tylko wiersze nowe, ale także zostały przypomniane fragmenty niektórych wierszy sprzed lat.
Tomik rozpoczyna się fragmentem z wiersza „Apokalipsa przedświętojańska” z tomu „W rytmie korzeni” (1963), a kończy notą autorki: „To tom o miłości i śmierci. O starości”. Ostatni wiersz tomiku to „Ostatni list” z frazą „Pora powiedzieć światu / adieu / odchodzę / skoro nawet odeszłam / od siebie samej”.
Od śmierci ukochanego „Z biegiem lata / smutek ogromnieje we mnie” – pisze poetka, która przestała wychodzić z domu, „bo gdyby ktoś zapytał / o ciebie / jak mogłabym powiedzieć / że ciebie nie ma” („Na oczach świata”). Stan, w którym się znalazła, opisuje metafora domu, „w którym nikt nie mieszka / dom z wybitym oknem / zasłonięty byle jaką deską” („Gdzie mój dom”).
Jej wiersze, przekładane na prawie wszystkie języki europejskie, zamieszczane są w licznych tamtejszych antologiach i pismach literackich, ich książkowe wydania ukazały się m.in. w Ameryce, Niemczech Serbii, we Francji i Włoszech.
Wrocław poetycki
.Miasto, to nie tylko punkt na mapie, miejsce, gdzie się mieszka, lub które się odwiedza czy omija. Każde duże miasto jest kosmosem: fascynuje, przyciąga, zasysa, albo… wypluwa ciała, które się w jego organizmie nie przyjęły – pisze Krystyna RODOWSKA, poetka, tłumaczka literatury francuskiej i iberoamerykańskiej, krytyk literacki, eseistka.
Najdawniejszy obraz Wrocławia, jaki majaczy bardziej w mojej podświadomości niż pamięci, jest niesamowity: dziewczynka, może 10–11-letnia idzie z mamą do wujka, który po przyjeździe ze Lwowa, mieszka wśród pustych ulic i zrujnowanych kamienic, gdzie pohukują przeraźliwie puszczyki. Obraz ten zdaje się nie mieć nic wspólnego z malowniczo położonym miastem nad Odrą i jej odnogami, z jej wysepkami, wieżowcami, tramwajami, mostem Grunwaldzkim, gdzie tuż obok mieszka moja kuzynka z mężem, których tak lubię nawiedzać, choć nie często!
Ale Wrocław, mój Wrocław – metropolia kulturalna, Europejska Stolica Kultury 2016, wraz z jej świeżymi nabytkami architektonicznymi, takimi jak ostatnio wrocławski Dom Literatury, a wcześniej Forum Muzyki, to dla mnie przede wszystkim poeci, związani z tym miastem o niezwykłej historii i współczesności.
Niektórzy z nich już od jakiegoś czasu nie żyją, jak Tymoteusz Karpowicz, Marianna Bocian, inni, jak Tadeusz Różewicz, zostawili po sobie jeszcze ciepłe ślady, po których wciąż chodzimy, nie tracąc nadziei na znajdowanie nowych. Jeszcze inni wciąż są i nie ustają w tworzeniu poetyckiej tożsamości miasta. To Urszula Kozioł, Janusz Styczeń, Bogusław Kierc i najmłodsza z nich – Ewa Sonnenberg, która po dziesięcioletnim pobycie w Krakowie powróciła na dobre do Wrocławia, do swojej magicznej pracowni, którą oglądam na zdjęciu w Internecie. Wiem, że nie wymieniłam wszystkich umarłych i żywych, wciąż aktywnych i twórczych w tym buzującym energią mieście. Naprawdę jednak „moimi” są ci pierwsi, bo z każdym z nich inaczej i na innym zakręcie mojej własnej biografii zetknął mnie los, a wszyscy byli, są i z pewnością będą dla mnie ważni.
Z Urszulą Kozioł spotykałam się korespondencyjnie dość często, przesyłając jej nowe wiersze i przekłady poetyckie, z własnymi komentarzami, które chętnie publikowała na łamach miesięcznika „Odra”, gdzie prowadzi od dawna dział poezji. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych spotykałyśmy się też osobiście, z racji wspólnego uczestnictwa w Przemyskich Wiosnach Poetyckich, których kontynuacją były wycieczki poetów z Przemyśla do Lwowa i Krzemieńca, cieszące się, rzecz jasna, ogromnym zainteresowaniem i powodzeniem.
Podziwiałam zawsze skalę talentu Urszuli Kozioł; każdy z jej tomików poetyckich, a także proza, np. Postoje pamięci, czytane najpierw na łamach „Twórczości”, były wydarzeniem. Zestawiano ją często z Wisławą Szymborską, podkreślając odrębność wrocławskiej poetki. Filozoficzna poezja Szymborskiej ukazywała się zawsze w gorsecie nienagannej, konceptualnej elegancji, podczas gdy poetycki temperament Urszuli Kozioł potrafi sprawiać językowe niespodzianki, przechylając wiersz ku kolokwialnie wyrażonej, nagiej emocji, co okazuje się strzałem w dziesiątkę, jak to dzieje się w wielu wierszach najnowszego tomiku Ucieczki ( 2016). W genialnym w swojej prostocie wierszu „Spadanie” czytamy: „Pytano mnie co robię/ odpowiadałam/nic/tracę czas…/ teraz/ z braku czasu tracę siebie/ teraz/ zostało ze mnie ledwo tycio tycio/ a ja nie mam nawet czego się przytrzymać/ i wiuuu—/spadam”. W innym wierszu powie: „Nigdy nie byłam damą/ noszę się byle jak/ klnę jak szewc/ chętnie piszę grubym głosem/ niby woźnica/ za kołnierz nie wylewam/ bylle w dobrej kompanii” (w tomiku Fuga).
Poezja Urszuli Kozioł potrafi być także erudycyjna i kunsztowna, przetwarzająca po swojemu motywy klasyczne, odwołująca się do rozmaitych momentów w poezji europejskiej. Znakomite i wysmakowane są jej wiersze miłosne, które zapadają w pamięć, jak choćby te dwa pierwsze wersy: „jesteś za blisko/ za naocznie jesteś/ żebym cię mogła zobaczyć raz wtóry”, albo takie odkrywcze błyski erotycznej samowiedzy: „czy już staję się łoskotem twojej krwi/ jak ty/ mojej”, „wargi mnie bolą z niepocałowania” (z autorskiego wyboru Wiersze Niektóre, 1997). We wspomnianym już tomiku Ucieczki, w drugiej jego części, autorka daje wyraz swojej wrażliwości na najnowszą historię, na odrzucany przez czynniki oficjalne temat uchodźców, we wstrząsającym, epickim poemacie „Ucieczki”, nadając teraz temu słowu powszechnie zrozumiały wymiar i nakładając na ucieczki syryjskich dzieci z „czarnego raju dżihadystów” wyryte w pamięci sceny z exodusu wojennego własnego dzieciństwa – tragedię „Dzieci Zamojszczyzny”. Zaprawdę, wielka i ważna to poezja autorki wielu tomów, obsypanej niezliczonymi nagrodami.
W finale wspomnianego poematu Urszula Kozioł przyznaje się do „niespożytej ciekawości świata”, która – mimo nie gasnącego bólu po stracie ukochanego męża – ratuje ją przed ostatecznym pesymizmem. Owa ciekawość świata każe jej podróżować, występować na światowych festiwalach poezji, interesować się żywo tym, co się pisze i jak się myśli w innych krajach, pisać felietony, prowadzić stałą rubrykę „W poczekalni”, od której nieraz zaczynam lekturę „Odry”.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/krystyna-rodowska-poetycki-wroclaw/
PAP/MB