Peter ROUGH: Kiedy i jak skończy się wojna na Ukrainie?

Kiedy i jak skończy się wojna na Ukrainie?

Photo of Peter ROUGH

Peter ROUGH

Analityk Hudson Institute w Waszyngtonie, gdzie zajmuje się polityką zagraniczną USA, ze szczególnym uwzględnieniem Europy.

Zamiast usidlić Donalda Trumpa, Putin być może usidlił samego siebie. Europejscy przywódcy muszą szybko przystąpić do działania i przekonać prezydenta Stanów Zjednoczonych, że może przechylić szalę zwycięstwa na stronę Ukrainy – pisze Peter ROUGH

.Donald Trump od dawna określa konflikt w Ukrainie mianem „wojny Joego Bidena”. Ale w ciągu ostatnich dwóch tygodni burzliwej dyplomacji obecny szef Białego Domu odcisnął na konflikcie własne piętno.

6 sierpnia skierował swojego specjalnego wysłannika Steve’a Witkoffa do Moskwy. Gdy delegatowi nie udało się doprowadzić do przełomu w rozmowach z Kremlem, Trump zaszokował świat, zapraszając Putina do Anchorage na Alasce.

Po tym, jak prezydent Rosji odrzucił propozycję zawieszenia broni, Trump nacierał dalej, próbując przeforsować kompleksowe porozumienie mające zakończyć konflikt. Trzy dni później, w atmosferze globalnego napięcia, Wołodymyr Zełenski udał się do Waszyngtonu wraz z siedmioma przywódcami europejskimi, by zrównoważyć wpływy Putina i utrzymać Trumpa przy sobie.

To, że Trump przykuwa uwagę całego świata, nie dziwi nikogo. Jego ulubioną metodą działania jest podsycanie napięcia. Jego lekceważący stosunek do konwenansów, swoboda w poruszaniu się pośród niejasności i gotowość do życia w sprzecznościach nie mają sobie równych wśród pozostałych rządzących. A jednak prawdziwym źródłem jego siły jest potęga Stanów Zjednoczonych, która zmienia zarówno sojuszników, jak i przeciwników w petentów. Jedną decyzją Trump potrafi przechylić szalę globalnej równowagi, o czym wszyscy doskonale wiedzą. Przewidywanie jego wyborów i próby wpływania na nie to dziś główne zajęcia światowych liderów, z których większość nigdy nie wie na pewno, po której stronie Trump się opowie ani co postanowi w następnej chwili.

Putin postanowił wykorzystać metody Trumpa przeciwko niemu. Rosyjski przywódca, były agent KGB, usiłował zastawić pułapkę w Anchorage.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy wzmożonej dyplomacji Rosja wysuwała rozległe roszczenia terytorialne, których żaden Ukrainiec by nie zaakceptował. Ostatnia oferta Moskwy, sporządzona na piśmie i przedstawiona ukraińskim negocjatorom na początku czerwca, zaczynała się od żądania, by Ukraina zrzekła się czterech obwodów, które Rosja uznaje za swoje: ługańskiego, donieckiego, chersońskiego i zaporoskiego. Rosja wprawdzie opanowała niemal cały obwód ługański, lecz w pozostałych trzech uzyskała jedynie częściową kontrolę.

W Anchorage Putin zaproponował zamrożenie linii frontu w obwodzie zaporoskim, chersońskim i innych rejonach w zamian za wycofanie się Ukrainy z Doniecka – miejsca najbardziej zaciętych walk w ostatnich kilku miesiącach. 1 sierpnia na rosyjskiej wyspie Wałaam, mając u boku białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenkę, Putin mówił przede wszystkim o Doniecku. „Odzyskamy go – oświadczył pewnym głosem. – Należy do nas”.

Obwód doniecki ma kluczowe znaczenie dla obrony militarnej Ukrainy. Tamtejsze twierdze, Kramatorsk i Słowiańsk, osłaniają centralne obszary kraju, w tym miasto Dniepr. Prezydent Finlandii Alexander Stubb określił te ufortyfikowane miasta mianem „bastionu przeciw Hunom”, co, jak donoszono, zrobiło wrażenie na Trumpie. Utrata dziesiątków tysięcy kilometrów kwadratowych w obwodzie donieckim byłaby ciosem dla morale w całej Ukrainie, zwłaszcza teraz, gdy rośnie liczba dezercji, a braki kadrowe są wyjątkowo odczuwalne. Co więcej, oddanie Doniecka otworzyłoby w praktyce bramy do Zaporoża i Chersonia. Ukraińskie linie obrony w tych regionach są zwrócone niemal wyłącznie przeciw obecnym pozycjom Rosji, a nie ku własnym umocnieniom w Doniecku. Odbudowa równie silnych pozycji obronnych w Zaporożu i Chersoniu zajęłaby Ukrainie całe lata.

Ta kwestia nie byłaby jednak tak wielkim problemem, gdyby Rosja zgodziła się na realne zachodnie gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Moskwa jednak gasi wszelkie takie pomysły w zarodku. W czerwcowym memorandum domagała się ograniczeń militarnych dla Ukrainy na wzór traktatu wersalskiego i wykluczyła obecność zachodnich wojsk na jej terytorium. Kiedy Witkoff przekonywał, że Rosja w Anchorage przystała na „przełomowe” gwarancje bezpieczeństwa, porównywalne wręcz z „ochroną artykułu 5 ze strony Stanów Zjednoczonych”, rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow natychmiast stanął przed kamerami, by zaznaczyć, że w istocie nic się nie zmieniło.

Wyjaśnił, że wszelkie gwarancje nieuwzględniające Rosji to „utopia, droga donikąd”. Przypomniał przy tym projekt traktatu pokojowego negocjowany w pierwszych dniach pełnoskalowej inwazji. Dokument ten, nigdy niesfinalizowany, przewidywał system „państw gwarantów”. Zgodnie z jego zapisami każde z tak zwanych państw gwarantów miałoby prawo weta wobec jakiejkolwiek operacji wojskowej podejmowanej na rzecz Ukrainy. W gronie tych państw znalazła się, co oczywiste, także sama Rosja.

Obecnie wydaje się jasne, że kusząca oferta Putina złożona na Alasce – obwód doniecki w zamian za pokój – skrywała złowrogie zamiary. Wypowiedź Ławrowa wyraźnie je obnażyła. Dla rosyjskiego prezydenta Donieck nie jest celem samym w sobie ani drogą do pokoju, lecz punktem wyjścia do dalszego zawłaszczania terytorium napadniętego kraju.

Spekulacje w godzinach poprzedzających spotkanie Trumpa z europejskimi przywódcami w Waszyngtonie były gorączkowe – wielu obawiało się, że amerykański prezydent da się zwieść podstępowi Putina. Te lęki rozwiały się jednak w trakcie samych rozmów, które przebiegały w życzliwej atmosferze i zakończyły się pokazem jedności. Trump potwierdził gotowość do sprzedaży amerykańskiej broni Ukrainie, a jego pozytywna reakcja na propozycję Zełenskiego zakupu uzbrojenia za 90 miliardów dolarów wzmocniła wrażenie, że prezydent odsunął na bok doradców namawiających go do zwrotu ku Azji kosztem Europy. W czwartek, trzy dni po waszyngtońskich naradach, Trump krytykował już wcześniejsze amerykańskie ograniczenia dotyczące ukraińskich operacji na terytorium Rosji. Zamiast usidlić Trumpa, Putin mógł więc usidlić samego siebie.

Rozpoczyna się nowa gra, której stawką jest przekonanie Trumpa, że za nieuchronne fiasko negocjacji w nadchodzących tygodniach odpowiadać będzie Putin, a nie Zełenski. Rosyjski przywódca próbuje bowiem wymigać się od żądania Trumpa, który domaga się jego rychłego spotkania z prezydentem Ukrainy. „Jeśli chodzi o spotkania na najwyższym szczeblu, muszą być one przygotowane z największą starannością na wszystkich wcześniejszych etapach” – stwierdził w środę Ławrow, dodając jedynie, że Rosja „rozważy podniesienie rangi szefów delegacji”. Tego typu komentarze nie zostaną w Białym Domu dobrze przyjęte.

Putin zignorował żądanie amerykańskiego prezydenta dotyczące zawieszenia broni, a dziś odrzuca również jego wezwanie do rozmów bilateralnych. Trump może wkrótce stracić cierpliwość i nałożyć na Moskwę dodatkowe, dotkliwe sankcje. Jednak przekonanie, które wygłosił podczas wywiadu podsumowującego szczyt na Alasce, jakoby Rosja, w przeciwieństwie do Ukrainy, była „bardzo wielkim mocarstwem”, może go doprowadzić do wniosku, że opór Kijowa jest daremny.

Europejscy przywódcy starają się go odwieść od takiego myślenia, podkreślając raz po raz, że Rosja jest w stanie osiągać na froncie jedynie drobne postępy okupione astronomicznymi stratami. Prezydent Francji Emmanuel Macron w rozmowie z NBC przypomniał amerykańskiej publiczności, że przez blisko tysiąc dni wojny z Ukrainą Rosja powiększyła swoje zdobycze terytorialne o mniej niż jeden procent.

Zagraniczni przywódcy, którzy usiłują przewidzieć kolejne posunięcia Trumpa, powinni szukać odpowiedzi na Bliskim Wschodzie. Izrael wszedł w wojnę z Iranem bez żadnych gwarancji amerykańskiej interwencji. Jednak dzięki pasmu sukcesów i umiejętnie budowanemu wizerunkowi zwycięzcy Jerozolima zdołała nakłonić Trumpa, by zadał Teheranowi potężny cios.

Dla Europy wniosek jest prosty: jeśli chce ona efektów, musi, jak ujął to Trump w Waszyngtonie, „stanąć na pierwszej linii obrony” i przekonać go, że odwrócenie losów wojny w Ukrainie jest w zasięgu ręki i nie musi oznaczać niebotycznych kosztów. Europa powinna niezwłocznie wykorzystać okazję. Spekulacje Trumpa o ukraińskich atakach dalekiego zasięgu i demonstracyjna odmowa Putina spotkania z Zełenskim to doskonały pretekst, by przełamać impas i wysłać Kijowowi niemieckie rakiety Taurus. Warto też przejąć setki miliardów euro rosyjskich aktywów zalegających w europejskich bankach. Posunięcie to odciążyłoby unijnych podatników, a przy tym pokazałoby Moskwie, że ta wojna będzie ją drogo kosztować – i to przez długie lata.

.Przyjęcie takiego sposobu działania może z czasem zaowocować nową doktryną amerykańskiej polityki zagranicznej – taką, w której Waszyngton pełni rolę zabezpieczenia dla Europy, a nie rolę jej awangardy. Niezależnie od tego, czy taki jest cel Trumpa, powinien on zachęcać Europę do działania. Tylko porażki na polu bitwy i gospodarcze koszty mogą skłonić Putina do prawdziwego kompromisu. I tylko silna, odnosząca zwycięstwa Europa może przekonać Donalda Trumpa, że warto stanąć u jej boku.

Peter Rough

Artykuł pierwotnie ukazał się w serwisie „Engelsberg Ideas”.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 sierpnia 2025
Fot. Pool/ABACA / Abaca Press / Forum