Grenlandia to pozostałość po dawnej potędze kolonialnej Danii [Donald TRUMP]

Po wojnie oddaliśmy Grenlandię Danii – powiedział prezydent USA Donald Trump podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Jak ocenił, „głupio postąpiliśmy”. Grenlandia nigdy nie była terytorium USA, choć amerykańskie wojska zajęły ją w czasie II wojny światowej.
Stany Zjednoczone zaproponowały Danii 100 mln dolarów za Grenlandię. Oferta została odrzucona
.Grenlandia była głównym wątkiem przemówienia Donalda Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.
Donald Trump kilkakrotnie nazwał Grenlandię „Islandią”, twierdząc, że sprawa „Islandii” spowodowała duże spadki na amerykańskiej giełdzie.
Przypominał też, że Stany Zjednoczone chroniły Grenlandię podczas II wojny światowej „wielkim kosztem”, lecz „zwróciły ją Danii po wojnie”. – Po wojnie oddaliśmy Grenlandię Danii. Jak głupio postąpiliśmy. Ale zrobiliśmy to, ale oddaliśmy to. A jak niewdzięczni są teraz – powiedział Donalda Trump w Davos. Amerykański przywódca w swoim przemówieniu ponowił żądania przejęcia wyspy, uzasadniając je potrzebami bezpieczeństwa.
Grenlandia znajdowała się pod wpływem Danii od XVIII w., stopniowo zmieniając swój status z duńskiej kolonii na autonomiczne terytorium zależne od tego państwa.
W czerwcu 2025 r. ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Piotr Szymański wytłumaczył w Studiu PAP, że „w czasie II wojny światowej wyspa była przejściowo zajęta przez Stany Zjednoczone, za cichym przyzwoleniem Danii, by uniemożliwić jej wykorzystanie przez Niemców”.
„Od lat 50. XX w. Grenlandia była włączana do systemu administracyjnego Danii, a w 1979 r. uzyskała autonomię w ramach Królestwa Danii. Umowa dotycząca statusu Grenlandii została zaktualizowana w 2009 r. Na jej podstawie Królestwo Danii składa się dziś z Danii właściwej, Wysp Owczych i Grenlandii. To pozostałość po dawnej potędze kolonialnej Danii, która niegdyś obejmowała także Islandię” – mówił Szymański w Studiu PAP.
W 1946 r., po wojnie, Stany Zjednoczone zaproponowały Danii 100 mln dolarów za Grenlandię. Oferta została odrzucona.
Czy Dania miała szansę stać się terytorium USA po II wojnie światowej?
.Amerykańskie siły zbrojne pozostały na Grenlandii w czasie zimnej wojny, rozbudowując bazy wojskowe, w tym lotniska, porty, systemy radarowe i obrony powietrznej.
W 1951 r. USA i Dania podpisały umowę o współpracy obronnej, sankcjonującą amerykańską obecność na wyspie. Porozumienie obowiązuje do dzisiaj i siły amerykańskie wciąż stacjonują na Grenlandii, chociaż jest ich znacząco mniej niż w czasie zimnej wojny.
Już w 1916 r. Dania podpisała z USA umowę o sprzedaży znajdujących się na Karaibach Duńskich Indii Zachodnich, archipelagu wysp będących obecnie zamorskim terytorium USA – Wyspami Dziewiczymi Stanów Zjednoczonych. Wraz z traktatem ówczesny amerykański sekretarz stanu Robert Lansing podpisał deklarację uznającą zwierzchność Danii nad Grenlandią. W dokumencie zapisano, że „USA nie będą się sprzeciwiać rozszerzaniu interesów ekonomicznych i politycznych Danii na całym terytorium Grenlandii”.
Arktyczna wyspa jest od 1953 r. częścią Królestwa Danii, posiadająca od 1 maja 1979 r. autonomię wewnętrzną (z wyłączeniem kontroli nad zasobami naturalnymi wyspy). W gestii Danii pozostają ponadto problemy polityki zagranicznej i obronnej Grenlandii.
Dlaczego mielibyśmy się z wami liczyć?
.Donald Trump mówi językiem zapomnianej klasycznej polityki. Takim językiem, jakim mogliby przemawiać królowie macedońscy – Filip czy Aleksander – do elit politycznych skłóconych ze sobą i upadających Aten, Teb, czy Sparty: Udowodnijcie w końcu, u licha, że w interesie imperium macedońskiego leży to, żebyśmy się musieli z wami naprawdę liczyć. Bo w przeciwnym razie, dlaczego mielibyśmy tak czynić? – pisze Jan ROKITA.
Muszę przyznać, że transkrypt wywiadu, jaki Dasza Burns przeprowadziła dla „Politico” z Donaldem Trumpem, jest bodaj najbardziej pasjonującym tekstem o polityce, z jakim miałem okazję zetknąć się ostatnimi czasy. Przesłuchałem ów wywiad na YouTubie, ale to mi nie wystarczyło, więc dwukrotnie czytałem potem transkrypt i jeszcze powracałem do co mocniejszych fragmentów.
W jakiejś mierze to zasługa zdolnej, a pochodzącej z Ukrainy dziennikarki, która nie przypadkiem jest szefem teamu czołowej niemieckiej gazety internetowej, akredytowanego przy Białym Domu. Masza Burns wie zatem, iż dobry wywiad z Trumpem zrobi tylko wtedy, gdy pozwoli mu swobodnie mówić, skakać po problemach, przerywać zadawane pytania i ciągnąć własne skojarzenia. W zasadzie ogranicza się do podsuwania mu wątków, a Trump chętnie wchodzi w konwencję osobistej, szczerej opowieści na podsunięty przez nią temat.
Do Maszy Burns mam – prawdę mówiąc – tylko jedną pretensję, że podsunęła Trumpowi sposób na poprowadzenie opowieści o wojnie na wschodzie Europy z perspektywy pozycji Ukrainy. Trump został więc popchnięty w stronę oceniania polityki Zełenskiego, a nie dostaliśmy w zasadzie niczego na temat tyleż kluczowy, co ciągle niezbyt jasny: tego, co Trump sądzi o polityce Putina? A dla Polaka to byłoby najciekawsze.
Ale i tak z tego wywiadu rysuje się wyraźna wizja świata politycznego Donalda Trumpa i to właśnie ów tekst czyni mimo wszystko fascynującym, nawet jeśli większość wątków podnoszonych przez prezydenta USA nie jest nowa. Nie jest przypadkiem, że w Europie wszyscy skupili się na tym, co Trump mówi o naszym kontynencie, a to nie tylko z racji wpisanego w nasze geny „eurocentryzmu”, ale również dlatego, że na ten akurat temat Trump mówi w sposób najbardziej nowatorski, a zarazem spójny. I widać przy tym, że myślenie o Europie („Wiesz, moje korzenie są w Europie”) jest dla Trumpa kluczowym punktem odniesienia dla jego rozumieniu świata, a fakt kryzysu czy wręcz upadku Europy determinuje całą dalszą jego diagnozę.
Europejscy przywódcy „nie radzą sobie, mówią za dużo i nic nie produkują”. Ale najważniejsza jest tu prognoza, iż „to, co dzieje się z Europą, jest straszne” z powodów (tak je nazwijmy) kulturowo-demograficznych: masowej migracji i przekleństwa politycznej poprawności przywódców. Miast rozwiązywać realne problemy, patrzą oni bowiem na rzeczywistość przez pryzmat własnych ideologicznych przesądów i dlatego w efekcie „nie wiedzą, co robić”. Europa utraciła zdolność rozwiązywania problemów, które narosły na naszym kontynencie: nie wie, jak skończyć wojnę na wschodzie, nie wie, jak pozbyć się milionowych rzesz przybyszów z Azji i Afryki, nie wie, jak pogodzić wysiłek militarny z kryzysem finansów, a generalnie nie wie, jak powrócić do niegdysiejszego globalnego znaczenia. Z emocjonalnych zdań, jakie wypowiada prezydent, jedno wynika tu niezbicie: Trump nie ma już wiary w to, że Europa może odzyskać siłę i witalność. Mówi nawet, że jeśli nowa, nadchodząca w Europie prawicowa elita władzy zerwie z panującymi dziś poprawnościowymi przesądami („ludzie, którzy przychodzą, mają zupełnie inną ideologię”), to i tak, na skutek tego, co już się stało, oni też nie okażą się mocniejsi. Konkluzja Trumpa brzmi złowieszczo: „Wiele z tych krajów nie będzie już krajami zdolnymi do życia… Europa może być zupełnie innym miejscem”.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-rokita-wizja-swiata-politycznego-donalda-trumpa/
PAP/MB





