
Szczęśliwi czasu nie liczą, oświadczeń nie wypełniają
Powinniśmy poważnie traktować państwo i poważnie traktować siebie. Osoby piastujące ważne funkcje publiczne muszą być przejrzyste finansowo. Władza wiąże się z przywilejami, ale też z obowiązkami i utrudnieniami. Nikt nikogo nie zmusza do zasiadania w parlamencie, więc jeśli komuś nie pasują te zasady, może spokojnie realizować się w innych miejscach – pisze Paulina MATYSIAK
.Jeśli PiS nazywano Grupą Rekonstrukcyjną Sanacji, to tzw. Drugą Platformę należy nazwać Grupą Rekonstrukcyjną Pierwszej Platformy. Wszystko wraca, więc ostatnio wrócił też motyw zegarków polityków, które znajdują się na ich rękach, ale niekoniecznie w oświadczeniach majątkowych.
Kilkanaście lat temu w kłopoty z powodu zamiłowania do drogich zegarków popadł Sławomir Nowak, który nie umieścił swojej kolekcji w oświadczeniu majątkowym, a później musiał tłumaczyć, że zegarki nie są jego, po prostu wymienia się nimi z kolegami.
W ostatnich dniach mogliśmy oglądać powrót do przeszłości, najpierw, gdy pojawiły się pytania o rzekomo niezwykle drogi zegarek prokurator Ewy Wrzosek, a później, gdy poseł Andrzej Szejna został na sejmowym korytarzu zapytany o noszoną przez siebie Omegę. Zresztą internauci dość szybko zaczęli analizować zdjęcia, na których poseł Nowej Lewicy ma na przegubie inne zegarki, które powinny się znaleźć w oświadczeniu majątkowym, bo ich wartość przekracza 10 tys. zł.
W obu przypadkach podniosły się również głosy, że te zegarki to albo podróbki, albo bardzo podobne – ale znacznie tańsze – modele, które mają na pierwszy rzut oka przypominać te luksusowe, lecz formalnie podróbkami nie są. Nie rozstrzygam, na zegarkach się nie znam, a potrzeba okazywania pozycji społecznej za pomocą takiego gadżetu jest zjawiskiem, które mniej mnie interesuje – choć to zabawne, że bywa tak silna, że na jej rzecz niektórzy są w stanie ryzykować poważne problemy zawodowe/polityczne. Bardziej zajmuje mnie sprawa oświadczeń majątkowych i ich daleko posuniętej fikcyjności.
Oświadczenia majątkowe przez wielu polityków (i zapewne nie tylko, w końcu nie składają ich w wyłącznie parlamentarzyści) są stanowczo zbyt często traktowane po macoszemu, jako zło konieczne, pułapka, którą należy obejść, element budowania swojego wizerunku. A powinno to być jedno z podstawowych narzędzi budowania przejrzystości życia publicznego i prewencyjnej kontroli antykorupcyjnej.
.Wszyscy znamy najbardziej rozpowszechnione gry i zabawy z oświadczeniami majątkowymi. Wypisywanie ich ręcznie tak niedającym się odczytać pismem, że najbardziej stereotypowi lekarze by się nie powstydzili, przepisywanie części majątku na żonę lub inne bliskie osoby, wartości nieruchomości tak bajecznie niskie, że człowiek od samego patrzenia ma poczucie, że kryzys mieszkaniowy został właśnie rozwiązany. No i zapominanie o różnych składnikach majątku, które trudno wykryć, a w razie czego zawsze można powiedzieć, że to w sumie pożyczone, podrobione lub tak naprawdę bez wartości.
Marszałek Włodzimierz Czarzasty rozpoczął urzędowanie od uporządkowania sprzedaży alkoholu na terenie Sejmu i uporządkowania kilometrówek (to drugie uporządkowano, powiedziałabym, połowicznie). Byłoby bardzo dobrze, gdyby kolejną reformą polskiego parlamentu było zajęcie się oświadczeniami majątkowymi. Trochę niezręcznie nawet mówić o rzeczy tak podstawowej, jak wypełnianie ich na komputerze, żeby nie trzeba było ich deszyfrować jak egipskich hieroglifów. Jest również wiele rozwiązań, które mogłyby zakończyć zaniżanie cen nieruchomości lub samochodów. Na przykład wpisywanie ich wartości w momencie nabycia wraz z datą, co zobiektywizuje wpisywane dane, a szacowanie obecnej wartości zostawi analitykom.
Wciąż nie doczekaliśmy się również żadnych rozwiązań w kwestii przepisywania majątku na osoby trzecie przed wypełnieniem oświadczenia, mimo że zapowiadały to i obecny, i poprzedni rząd. A przecież nie trzeba zasłaniać się tym, że rodziny polityków nie pełnią funkcji publicznych i nie muszą sobie życzyć publikowania własnych oświadczeń. Wystarczyłoby, żeby w takim oświadczeniu trzeba było zapisać również operacje zbywania majątku w jakiejkolwiek formie np. przez 5 lub 10 lat przed objęciem funkcji publicznej. Wtedy prywatność rodziny jest uszanowana, ale dowiemy się, kto był dla tej rodziny wyjątkowo hojny.
No i rzecz ostatnia, chociaż powinna być pierwsza: byłoby też dobrze, żeby oświadczenia polityków były co najmniej wyrywkowo sprawdzane przez odpowiednie służby, a nieprawidłowości zgłaszane. Nie przypominam sobie, żeby kiedyś ktoś inny niż dziennikarze ogłosił, że w którymś z oświadczeń coś się nie zgadza.
.Powinniśmy poważnie traktować państwo i poważnie traktować siebie. Osoby piastujące ważne funkcje publiczne muszą być przejrzyste finansowo. Władza wiąże się z przywilejami, ale też z obowiązkami i utrudnieniami. Nikt nikogo nie zmusza do zasiadania w parlamencie, więc jeśli komuś nie pasują te zasady, może spokojnie realizować się w innych miejscach.




