Jak Rosja podsłuchuje Zachód [Financial Times]

Podobnie jak w czasach zimnej wojny, anteny satelitarne na dachach należących do Rosji budynków w Wiedniu znów stają się dla Moskwy kluczowym narzędziem szpiegowania Zachodu – pisze w dniu 17 marca 2026 r. brytyjski dziennik „Financial Times”.
Jak Rosja podsłuchuje Zachód
.Cytowani przez gazetę urzędnicy i eksperci zwracają uwagę, że Rosja podsłuchuje z Wiednia komunikację satelitarną i elektroniczną nie tylko w Europie, ale także na Bliskim Wschodzie i w Afryce. – To jedna z naszych głównych obaw związanych z rosyjską aktywnością w tym regionie. Wiemy, że próbują podsłuchiwać komunikację rządową i wojskową państw członkowskich NATO przy pomocy tego, co tu mają. Wiedeń nabrał dla nich naprawdę dużego znaczenia, to jest ich centrum operacyjne w Europie – powiedział „FT” jeden z wysokich rangą europejskich dyplomatów z siedzibą w Wiedniu.
Dziennik zauważa, że po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 r. wiele krajów europejskich wydaliło rosyjskich dyplomatów, natomiast neutralna Austria przyjęła bardziej liberalne podejście. Według austriackich służb wywiadowczych w mieście przebywa nadal około 500 rosyjskich dyplomatów, z których nawet jedna trzecia prawdopodobnie działa jako szpiedzy.
Austriacka agencja wywiadu wewnętrznego (DSN) ostrzegła niedawno, że „techniczne możliwości i elastyczne dostosowywanie rosyjskich stacji wywiadu sygnałowego (w Wiedniu – przyp. red.) stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa”.
Wiedeń – „miasto Rosjan”
.Przedstawiciel zachodnich służb wywiadowczych w austriackiej stolicy powiedział, że w ostatnich dwóch latach zaobserwowano montaż kilku nowych anten satelitarnych oraz innych nietypowych urządzeń na dachach należących do Rosji budynków, a uwagę zwracała częstotliwość, z jaką niektóre rosyjskie anteny są przestawiane.
Jak wyjaśnił, wskazuje to, że są one bardzo aktywnie wykorzystywane do śledzenia wielu satelitów, bo anteny służące do łączności ambasady z Moskwą nie wymagałyby przestawiania. W przeddzień Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym jedna z największych anten dachowych została przestawiona, a powróciła do poprzedniej pozycji dzień po zakończeniu konferencji – podał.
Śledzenie zmian położenia anten może dać wgląd w zainteresowania Rosji w zakresie wywiadu sygnałowego (SIGINT), pisze „FT”. Działająca w Wiedniu grupa inżynierów elektroników i pasjonatów komunikacji o nazwie NomenNescio dokumentuje zmiany na dachu największego rosyjskiego kompleksu w Wiedniu, żartobliwie nazywanego „Russencity”, czyli „miasto Rosjan”.
„Russencity” to tylko jedna z kilku rosyjskich placówek wywiadowczych
.To położony na wschodnim brzegu Dunaju kompleks o powierzchni dziewięciu akrów, otoczony ogrodzeniem, składający się z kilku budynków mieszkalnych oraz szkoły dla dzieci rosyjskich dyplomatów. W jego centrum znajduje się sześciopiętrowy, ośmiokątny budynek, w którym mieści się rosyjska misja przy ONZ, a dach pokryty jest antenami satelitarnymi. Budowę kompleksu zaczęto w 1983 r. na polecenie ówczesnego szefa KGB Jurija Andropowa.
Erich Moechel z NomenNescio w rozmowie z „FT” wskazuje, że większość anten w „Russencity” jest skierowana na zachód. Zwrócił uwagę, że Wiedeń leży w „doskonałej lokalizacji” dla celów wywiadu sygnałowego, bo tylko nieco ponad 100 km na południowy wschód, w miejscowości Aflenz, znajduje się jedna z głównych europejskich stacji łączności satelitarnej. Ponadto stolica Austrii jest siedzibą wielu organizacji międzynarodowych, w tym OBWE, OPEC i licznych agencji ONZ takich jak Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA). „Russencity” to jedna z zaledwie kilku rosyjskich placówek zajmujących się wywiadem sygnałowym. – Jak dotąd przeanalizowaliśmy właściwie tylko niewielką część tych działań – przyznał Moechel.
Amerykańska beztroska zwiększyła ryzyko wojny na Ukrainie
.Nieudolna dyplomacja administracji George’a W. Busha na szczycie NATO w 2008 roku stworzyła idealne warunki dla katastrofy – pisze Edward LUCAS
Każdy, kto kiedykolwiek zaglądał do typowej amerykańskiej restauracji, wie, że apetyt Amerykanów jest na ogół większy niż pojemność ich żołądków. Dlatego, choć porcje są tam ogromne, sporo jedzenia ląduje w koszu lub w pojemnikach do zabrania na wynos.
Tak samo jest w przypadku amerykańskiej polityki zagranicznej. Po przejrzeniu menu zamawia się talerz pełen efektownych dań: trwałą geopolityczną zmianę z przystawką w postaci praw człowieka. Tyle że wiele z tego zostaje nietknięte. Tak było w Afganistanie, tak było w Iraku i, niestety, tak może być również w Iranie.
Podobny schemat rządzi europejskim bezpieczeństwem. Amerykańscy decydenci przez lata pragnęli coraz większego sojuszu pod przewodnictwem USA, ale nie byli skłonni do podjęcia działań niezbędnych do osiągnięcia tego celu, a mianowicie obrony tych, którzy chcieli do takiego sojuszu przystąpić. Dziś płacą za to Ukraińcy. Wkrótce zapłacą też inni mieszkańcy Europy.
W 2008 roku podczas szczytu w Bukareszcie administracja Busha z beztroską lansowała członkostwo Ukrainy i Gruzji w NATO. Był to projekt z gatunku tych, które wymagają ciężkiej pracy i politycznej determinacji. Większość dużych, bogatych państw europejskich – przede wszystkim Francja i Niemcy – była tym planom przeciwna, ponieważ mogły one rozdrażnić Rosję. Lecz te obawy nie powinny były przeważyć szali. To od Ukrainy zależy, czy chce zostać członkiem sojuszu, a od NATO – czy chce mieć Ukrainę w swoich szeregach. Rosja nie powinna mieć w tej kwestii prawa weta, rzeczywistego czy dorozumianego.
Należało wykazać się raczej podejściem praktycznym, łączącym ostrożność z determinacją, tak jak we wcześniejszych przypadkach poszerzania sojuszu. Stany Zjednoczone powinny były zakomunikować Rosji, że chętnie podejmą rozmowy na temat kontroli zbrojeń, broni atomowej oraz innych kwestii związanych ze stabilnością i bezpieczeństwem, jednocześnie dając jasno do zrozumienia, że są większe i bogatsze i tak czy inaczej dopną swego. Europejczykom zaś powinny były zawczasu powiedzieć: „Jesteśmy waszym hegemonem bezpieczeństwa. To ważne w dłuższej perspektywie, dlatego nie opóźniajcie tej sprawy i nie wdawajcie się w sprzeczki”.
Tymczasem rząd Busha stracił zainteresowanie tematem. W ostatniej chwili wywrócono na lewą stronę zasadę polityki zagranicznej Theodore’a Roosevelta: krzyczano głośno, ale bez wizji istotnych konsekwencji. Źle przygotowane i działające bez przekonania Stany Zjednoczone nie potrafiły pociągnąć za sobą kluczowych europejskich sojuszników. Ukraina musiała zadowolić się obietnicą przyszłego członkostwa (co podziałało na Rosję jak płachta na byka), za którą nie stał jednak żaden konkretny plan (co dało Rosji zielone światło do podjęcia „działań zapobiegawczych”).
.Zachód zlekceważył wówczas liczne, złowieszcze sygnały płynące z Rosji i brnął dalej w śmiertelną mieszankę ambicji i niezdecydowania. W 2014 roku, podczas rewolucji na Majdanie, nasi przywódcy dodawali otuchy Ukraińcom opowiadającym się za prozachodnim kursem. Symboliczne wsparcie przychodzi nam nader łatwo. Tak samo jak uparte ignorowanie trudności w nadziei, że same znikną.
PAP/MJ








