Maciej ŚWIRSKI: Dlaczego Polska udaje, że jest energetycznym biedakiem, choć ma zasoby jak Arabia Saudyjska?

Dlaczego Polska udaje, że jest energetycznym biedakiem, choć ma zasoby jak Arabia Saudyjska?

Photo of Maciej ŚWIRSKI

Maciej ŚWIRSKI

Założyciel Reduty Dobrego Imienia. B. członek zarządu PAP (2006-2009) i przewodniczący rady nadzorczej PAP (2017-2022). W latach 2022-2025 przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Ryc. Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Polska posiada zasób energetyczny klasy globalnej, którego wystarczy na setki lat. Państwo dysponujące takim zasobem przestaje być państwem ryzyka – o ile potrafi przekształcić go w zdolność produkcyjną. Rating, koszt kapitału, siła w negocjacjach – wszystko to wynika z jednego prostego faktu: pod polską ziemią leży energia, której nie trzeba od nikogo kupować – pisze Maciej ŚWIRSKI

.Jest u Kiplinga obraz słonia, który przez lata stał przykuty ciężkim łańcuchem do pala. Gdy pewnego razu karnak potrzebował dodatkowego łańcucha dla schwytanych dzikich słoni, odpiął go, w jego miejsce przywiązał sznurek i powiedział: „Pamiętaj, że jesteś bardzo mocno przywiązany!”. Słoń stał. Mógł odejść w każdej chwili.

Ta przypowieść ma swój odpowiednik w polityce państw. Polska posiada jeden z największych zasobów energetycznych na świecie – i jednocześnie importuje energię od krajów, które mają jej wielokrotnie mniej.

Energię z różnych źródeł – ropy, gazu, węgla – porównuje się przy pomocy wspólnych jednostek. Jedną z nich jest petadżul (PJ), czyli bilion dżuli: jednostka na tyle duża, że pozwala zestawiać ze sobą zasoby całych państw. Polska ma blisko 65 miliardów ton zasobów węgla kamiennego i 23 miliardy ton węgla brunatnego, z których tylko ułamek stanowi dziś rezerwy przemysłowe. Granica między zasobem a rezerwą jest jednak funkcją technologii, nie geologii – zmienia się wraz z modelem wydobycia. W przeliczeniu daje to łącznie około 1,8 miliona petadżuli energii. Arabia Saudyjska, państwo uważane za synonim bogactwa energetycznego, dysponuje zasobami ropy i gazu o łącznej skali około dwóch milionów petadżuli. To ten sam rząd wielkości. Można dyskutować o kosztach wydobycia, transporcie czy zastosowaniach – ale skala jest faktem fizycznym i dyskusji nie podlega.

Z tego wynika rzecz zasadnicza: Polska posiada zasób energetyczny klasy globalnej, którego wystarczy na setki lat. Państwo dysponujące takim zasobem przestaje być państwem ryzyka – o ile potrafi przekształcić go w zdolność produkcyjną. Rating, koszt kapitału, siła w negocjacjach – wszystko to wynika z jednego prostego faktu: pod polską ziemią leży energia, której nie trzeba od nikogo kupować.

Pojawia się kontrargument, że wydobycie jest zbyt drogie. Rzeczywiście, koszt wydobycia w Polsce wynosi dziś 900–1100 złotych za tonę ekwiwalentu węgla, a w niektórych kopalniach więcej. Tymczasem w Chinach – mimo porównywalnych, a niekiedy większych głębokości – koszt zamyka się w przedziale 30–60 dolarów za tonę. Trzy-, czterokrotna różnica. Te same głębokości, ta sama skała, ten sam surowiec. Różnica nie leży w ziemi. Leży w tym, co człowiek z tą ziemią robi.

Australia i Kanada wydobywają węgiel odkrywkowo – tam koszty wyjaśnia geologia. Chiny pracują na głębokościach, z którymi polskie górnictwo jest dobrze obeznane. Różnica polega na tym, że Chińczycy nie modernizowali kopalni. Oni ją wymyślili od nowa. Ściana wydobywcza jest sterowana z powierzchni, czujniki mierzą naprężenia górotworu w czasie rzeczywistym, a cyfrowe modelowanie 3D planuje fedrowanie na tygodnie do przodu. Już w ponad tysiącu kopalń AI w połączeniu z Internetem Rzeczy i sieciami 5G pozwala na predykcyjne wykrywanie zagrożeń i optymalne planowanie. Dzięki temu systemowi dramatycznie rośnie też wydajność – w najlepszych inteligentnych kopalniach (takich jak Xiaobaodang czy Dahaize) jeden pracownik produkuje kilka–kilkanaście razy więcej węgla niż w tradycyjnym modelu opartym na sile roboczej, a obsada jednej ściany wydobywczej spada nawet o 60–80%. To nie jest modernizacja w ramach znanego modelu – to całkowicie inna logika wytwórcza, która przypadkiem wytwarza ten sam surowiec.

Polska ma coś, czego wiele krajów nie posiada jednocześnie: zasoby i kompetencje inżynierskie. Może zaadaptować model chiński, dostosować go do własnych warunków geologicznych i przejść od górnictwa opartego na pracy fizycznej do górnictwa opartego na technologii. To w dużej mierze decyzja organizacyjna, nie wyłącznie geologiczna. Warunki regulacyjne, koszty pracy i standardy bezpieczeństwa są inne, więc kopiowanie wprost nie wchodzi w grę – ale głębokość sama w sobie nie jest barierą, którą chiński przykład pozwala traktować jako daną raz na zawsze.

Kiedy zmienia się model, zmienia się ekonomia. W tradycyjnym systemie kopalnia jest kosztem. W systemie inteligentnym automatyzacja i robotyzacja obniża koszty pracy, modelowanie redukuje straty, a dane geologiczne – które każda kopalnia generuje w ogromnych ilościach – stają się osobnym produktem. Zagregowana wiedza o strukturze górotworu ma zastosowania daleko wykraczające poza górnictwo: budowa tuneli i infrastruktury podziemnej, energetyka geotermalna, planowanie przestrzenne, sektor obronny. Kopalnia, z której wyciąga się wiedzę o strukturze geologicznej, jest czymś zupełnie innym niż kopalnia, z której wyciąga się tylko węgiel.

Zmiana modelu wydobycia pociąga za sobą zmianę natury samego surowca. Węgiel, który się zgazowuje, przestaje być tylko paliwem do spalenia – staje się punktem wyjścia dla całego łańcucha przemysłowego. Z gazu syntezowego da się wyprowadzić metan do energetyki gazowej i amoniak do produkcji nawozów. Da się z niego uzyskać etylen, a więc otworzyć drogę do chemii polimerowej. Wodór otrzymany tą drogą zasila transport ciężki i hutnictwo; paliwa syntetyczne – transport, lotnictwo i żeglugę; kwas mrówkowy trafia do przetwórstwa i ogniw paliwowych. Każdy z tych produktów to osobna gałąź gospodarki, którą dziś Polska finansuje importem. Dwutlenek węgla, który powstaje w tym cyklu, można wychwytywać i włączać z powrotem w obieg przemysłowy. Jeden proces wyjściowy, a z niego kilkanaście branż – i to jest właściwe znaczenie słowa „platforma” w odniesieniu do technologii.

Dochodzi jeszcze jeden element, którego Arabia Saudyjska nie posiada. Węgiel brunatny, z którego można produkować huminę – substancję, która poprawia strukturę gleby, stabilizuje jej mikrobiologię i zwiększa zdolność do zatrzymywania wody. W warunkach narastających susz to jest bezpieczeństwo żywnościowe. Państwo, które kontroluje energię i żywność jednocześnie, nie potrzebuje niczyjej zgody na suwerenność.

A teraz liczby: w 2024 roku Polska zapłaciła za import surowców energetycznych 112 miliardów złotych. Największym odbiorcą tych płatności była Arabia Saudyjska – kraj, który na światowej liście łącznych zasobów energetycznych stoi jedną pozycję wyżej od Polski. Drugim – Norwegia, której zasoby są siedemnaście razy mniejsze od zasobów Polski. Za dwadzieścia lat członkostwa w UE Polska otrzymała z budżetu unijnego ponad 162 miliardy euro netto. W tym samym czasie wydała na import energii ponad dwukrotnie więcej. Koszt modernizacji kopalń i budowy platformy zgazowania wyniósłby mniej niż jeden rok tego importu. I Polska byłaby samodzielna energetycznie.

Argument, że „Europa nie pozwoli”, w tym kontekście mówi więcej o mówiącym niż o Europie. Presja regulacyjna jest realna – system ETS, pakiet Fit for 55, kary za emisje. Ale zmiana modelu wydobycia i wykorzystania węgla jest odpowiedzią na tę presję, nie jej ignorowaniem. Państwo, które przychodzi do Brukseli z zamkniętą technologią przetwórstwa węgla i zerową emisją netto, nie łamie reguł gry – ono zmienia warunki, na których ta gra się toczy. Polska dysponuje zasobem energetycznym tej samej klasy co Arabia Saudyjska. Ma potencjał inżynieryjno-technologiczny, by wydobywać go jak Chiny. Ma dodatkowy atut w postaci bezpieczeństwa żywnościowego. A mimo to funkcjonuje tak, jakby była krajem ograniczeń.

.Blokada nie leży w ziemi, w technologii ani w Brukseli. Leży w centrum decyzyjnym państwa, które przez trzydzieści lat nie potrafiło potraktować własnego zasobu jako podstawy strategii przemysłowej. Kolejne rządy wolały zamykać kopalnie niż je przekształcać, importować energię niż ją wytwarzać, i tłumaczyć wyborcom, że inaczej się nie da – bo tak powiedziano w Berlinie albo w Brukseli.

Łańcuch dawno zdjęto. Został sznurek. Ale co rano ktoś staje przed słoniem i mówi: „Pamiętaj, że jesteś bardzo mocno przywiązany”. I słoń stoi – bo nikt w tym państwie nie podjął decyzji, żeby odszedł.

Maciej Świrski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 kwietnia 2026