
1 Maja. Gospodarka ma służyć ludziom, a nie ludzie gospodarce
Ludzką pracę trzeba dziś chronić, bo jest jedyną, która nie jest oderwana od ludzkich potrzeb. Dlatego Święto Pracy nie powinno być nostalgicznym wspomnieniem dawnych walk, ale przypomnieniem, że prawa pracownicze nigdy nie są dane raz na zawsze – pisze Paulina MATYSIAK
.Święto Pracy jest świętem o tyle paradoksalnym, że zawsze bardziej zwracamy na nie uwagę, gdy sytuacja pracowników jest gorsza, a przechodzi niezauważenie, gdy jest dobrze. Dziś trudno udawać, że wszystko jest w porządku.
Sytuacja na rynku pracy nie jest kolorowa i stale się pogarsza. Rośnie bezrobocie, mimo że liczba Polaków w wieku aktywności zawodowej spada. Przez Polskę przechodzi fala zwolnień grupowych. Wśród osób bezrobotnych rośnie grupa tych, którzy pracy poszukują dłużej niż rok. To sygnał ostrzegawczy, bo problem nie dotyczy już tylko pojedynczych branż, ale całego modelu gospodarczego.
Na barkach pracowników spoczywa ciężar odprowadzania podatków i składek, podczas gdy wielkie koncerny zostawiają w Polsce grosze, a na dodatek polskich pracowników najchętniej wymieniłyby na tanich pracowników sezonowych z państw rozwijających się. Zysk ma zostać prywatny, koszty – społeczne, a odpowiedzialność – przerzucona na pracownika.
Święto Pracy zostało ustanowione przez ludzi, którym zawdzięczamy 8-godzinny dzień pracy, płatne urlopy, państwowe emerytury, kodeks i sądy pracy, zakaz pracy dzieci, możliwość działania w związkach zawodowych i wiele innych mechanizmów, które czynią naszą pracę bardziej ludzką. Gdzieś po drodze świat zachodni wytracił impet w marszu po kolejne ułatwienia i czynienie naszego życia lepszym. Ludzie, którym udało się doprowadzić do standardu 8 godzin pracy dziennie, byli przekonani, że wraz z rozwojem techniki i zwiększającą się produktywnością dzień pracy będzie się skracał coraz bardziej. Dziś postulaty skrócenia czasu pracy, chociażby do 35 godzin tygodniowo, spotykają się z zarzutami o promowanie lenistwa i rujnowanie gospodarki. A przecież pytanie powinno brzmieć odwrotnie: skoro produkujemy więcej niż kiedykolwiek, to dlaczego mamy pracować tak samo długo i coraz częściej pod coraz większą presją?
.Polska wciąż nie wypleniła plagi umów śmieciowych i fikcyjnego samozatrudnienia. Bezrobocie wśród młodych ludzi jest obecnie 2–3 razy wyższe niż wśród ogółu populacji. Młode kobiety wciąż są pytane podczas rozmów rekrutacyjnych, czy planują zachodzić w ciążę. To codzienność, która pokazuje, że prawo pracy zbyt często kończy się tam, gdzie zaczyna się interes silniejszego.
Mamy dziś w Polsce de facto degresywny system podatkowy. Zwykli pracownicy są obciążeni proporcjonalnie bardziej niż ci zarabiający więcej. Sama praca jest opodatkowana bardziej niż większość form inwestycji i korzystania z zastanego majątku. Innymi słowy, najłatwiej opodatkować tych, którzy nie mogą uciec z dochodem do rajów podatkowych czy skorzystać ze skomplikowanych sztuczek księgowych.
Niedawno opublikowany raport „Pracować po ludzku” pokazuje, że co trzeci pracownik w Polsce jest lub był ofiarą mobbingu. Oznacza to, że dla milionów osób praca nie jest źródłem stabilności, ale lęku i przewlekłego stresu.
Praca to realizowanie się, ale też poziom życia, który możemy sobie dzięki niej zapewnić. Przy rosnących kosztach stałych, czynszach, cenach mieszkań, kosztach podstawowych produktów, dysproporcji między zarobkami w największych miastach i poza nimi miliony Polaków realnie dysponują dziś niewielkim procentem pieniędzy, które zarabiają. Pensja coraz częściej nie buduje bezpieczeństwa, tylko – i to też nie zawsze – pozwala dotrwać jakoś do kolejnego miesiąca. A przed nami pojawia się dziś nowa fala zagrożeń związana z rozwojem sztucznej inteligencji – to m.in. oparta na bezosobowych algorytmach kontrola pracy, w tym kontrola każdego naszego kliknięcia w ramach pracy, sprawdzanie co do sekundy, kiedy i gdzie się logowaliśmy.
.Coś, co bardzo dobrze brzmi w korporacyjnych raportach albo innych KPI-ach, w praktyce służy korporacjom do tego, by wyciskać swoich pracowników jak cytryny. Nie chodzi tu o postęp, ale o władzę nad człowiekiem i możliwość dyscyplinowania go w czasie rzeczywistym. To dystopia dziejąca się dziś po cichu w wielu zakładach pracy. Pracownicy sprawdzani w każdej sekundzie, bez możliwości oddechu, przerwy, zjedzenia czegokolwiek w przerwie od pracy. Pracownicy pod ciągłą presją, że zaraz zastąpią ich roboty lub sztuczna inteligencja. Świat bez ludzkiej pracy jest światem bez ludzkiej aktywności, inwencji, obecności. Maszyny i algorytmy nie zastąpią nam społeczeństwa.
A przede wszystkim nie sprawią, żeby ludzka praca była powiązana ze społecznością, z lokalnością, ze zmienianiem świata wokół siebie w sensie dosłownym, a nie wyłącznie na powerpointowych prezentacjach prezesów największych firm. Nie zbudują relacji, nie zaopiekują się słabszymi, nie będą czuć odpowiedzialności za miejsce, w którym żyjemy.
Ludzką pracę trzeba dziś chronić, bo jest jedyną, która nie jest oderwana od ludzkich potrzeb. Dlatego Święto Pracy nie powinno być nostalgicznym wspomnieniem dawnych walk, ale przypomnieniem, że prawa pracownicze nigdy nie są dane raz na zawsze. Jeśli pracę człowieka mają dziś zastąpić algorytmy, a konsumpcję człowieka już one zastąpiły, to pojawia się pytanie: po co w tym wszystkim człowiek? I to jest pytanie nie tylko o rynek pracy, lecz także o to, komu naprawdę ma służyć gospodarka.
.Dlatego 1 maja pragnę uprzejmie przypomnieć jedną, prostą rzecz (dla niektórych pewnie jeszcze zbyt trudną do przyswojenia): gospodarka ma służyć ludziom, a nie ludzie mają służyć gospodarce. Praca po ludzku nie jest przywilejem, lecz warunkiem istnienia sprawiedliwego społeczeństwa. Cześć ludziom pracy!



