„Nacjonalizm” dla Ukrainy i Palestyny, nie dla Francji. Michel Onfray krytykuje Emmanuela Macrona

Michel Onfray o Emmanuelu Macronie

Wybitny pisarz i filozof Michel Onfray zarzuca prezydentowi Emmanuelowi Macronowi, że potępia nacjonalizm w odniesieniu do Francji, a jednocześnie wspiera aspiracje narodowe Ukrainy, Palestyny i Korsyki. W opublikowanym na łamach „Journal du Dimanche” tekście filozof przekonuje, że pozorna sprzeczność polityki prezydenta wynika z przyjęcia przez niego „nacjonalizmu europejskiego”, który stawia integrację europejską ponad suwerennością narodu francuskiego. Polemika dotyka jednego z najważniejszych sporów przed wyborami prezydenckimi w 2027 r.: czy Francja pozostaje przede wszystkim suwerennym państwem narodowym, czy częścią coraz ściślej zintegrowanej Europy.

Michel Onfray krytykuje słowa Emmanuela Macrona

.Bezpośrednim punktem wyjścia tekstu Michela Onfraya są słowa Emmanuela Macrona wypowiedziane podczas wystąpienia do francuskich sił zbrojnych w przededniu święta 14 lipca. Prezydent Republiki przestrzegał wówczas przed odrodzeniem nacjonalizmów i powiedział: „Patriotyzm – tak, nacjonalizm – nigdy”. W oficjalnym wystąpieniu Macron przekonywał, że europejskie państwa nie powinny osobno rozbudowywać swoich zdolności obronnych, lecz tworzyć je wspólnie, zachowując zarazem własne procedury decyzyjne, siły interwencyjne i wiarygodność wojskową.

Dla Michela Onfraya rozróżnienie zastosowane przez prezydenta jest jednak przede wszystkim wygodną figurą retoryczną. Filozof nie zgadza się z założeniem, zgodnie z którym patriotyzm oznacza dopuszczalną miłość do ojczyzny, podczas gdy nacjonalizm musi prowadzić do wrogości wobec innych narodów. Jego zdaniem obydwa pojęcia wyrastają z tego samego przekonania, że naród i ojczyzna tworzą wspólnotę, której członkowie mają prawo przyznawać pierwszeństwo własnemu państwu.

Onfray przedstawia więc spór nie jako debatę semantyczną, lecz jako pytanie o granice politycznej lojalności. Skoro prezydent Republiki jest zwierzchnikiem sił zbrojnych i dysponentem francuskiego odstraszania nuklearnego, powinien – według filozofa – jednoznacznie uznawać ochronę narodu francuskiego za najważniejsze zadanie państwa. Odrzucenie nacjonalizmu ma w jego ocenie osłabiać właśnie tę zasadę, ponieważ sugeruje, że szczególne zobowiązania wobec własnej wspólnoty narodowej są moralnie podejrzane.

Nacjonalizm dla Ukrainy, Palestyny i Korsyki

Najważniejszym argumentem Onfraya jest oskarżenie Emmanuela Macrona o stosowanie różnych definicji nacjonalizmu w zależności od tego, którego narodu dotyczą. Francuski prezydent wspiera politycznie i militarnie Ukrainę, a więc – według filozofa – broni prawa Ukraińców do zachowania własnego państwa, terytorium i odrębności narodowej. Onfray uznaje to za poparcie dla ukraińskiego nacjonalizmu, nawet jeśli Pałac Elizejski opisuje swoją politykę raczej jako obronę prawa międzynarodowego, suwerenności państwa i porządku europejskiego.

Podobną sprzeczność autor dostrzega w decyzji Francji o uznaniu państwa palestyńskiego. Emmanuel Macron ogłosił uznanie Palestyny przez Francję we wrześniu 2025 r. podczas konferencji poświęconej rozwiązaniu dwupaństwowemu. Pałac Elizejski przedstawiał tę decyzję jako element pokojowego uregulowania konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Onfray interpretuje ją jednak jako poparcie dla palestyńskiego żądania utworzenia własnego państwa narodowego, a więc dla postulatu, który w jego rozumieniu ma charakter nacjonalistyczny.

Trzecim przykładem jest Korsyka. Emmanuel Macron opowiedział się za autonomią wyspy „w Republice”, podkreślając, że nie ma to być autonomia przeciwko państwu francuskiemu ani poza nim. Proces ten wszedł już w fazę legislacyjną. W czerwcu 2026 r. Zgromadzenie Narodowe przyjęło w pierwszym czytaniu projekt zmiany konstytucji przewidujący autonomię Korsyki, a tekst został skierowany do Senatu.

Onfray zwraca uwagę, że autonomia była od lat jednym z głównych postulatów korsykańskich nacjonalistów. Stawia więc pytanie, dlaczego aspiracje narodowe Ukraińców, Palestyńczyków i Korsykanów mogą być uznawane za zasadne, podczas gdy odwoływanie się do interesu narodowego we Francji spotyka się z potępieniem jako niebezpieczny nacjonalizm.

Czym jest nacjonalizm europejski Macrona?

Odpowiedzią Michela Onfraya jest pojęcie „nacjonalizmu europejskiego”. Zdaniem filozofa Emmanuel Macron nie odrzuca samej zasady politycznej wspólnoty, która posiada własne symbole, granice, instytucje i interesy. Przenosi ją jednak z poziomu francuskiego na poziom europejski.

Europa opisywana przez Onfraya ma już większość atrybutów państwa: flagę, hymn, walutę, prawodawstwo, wspólne instytucje i władzę zdolną wpływać na decyzje państw członkowskich. W tej interpretacji Macron nie przeciwstawia się nacjonalizmowi jako takiemu, lecz chce zastąpić nacjonalizm francuski europejską tożsamością polityczną.

Jest to zarazem jedno z najbardziej konsekwentnych oskarżeń wysuwanych przez krytyków obecnego prezydenta. Emmanuel Macron od początku swojej prezydentury przedstawiał suwerenność europejską nie jako przeciwieństwo suwerenności Francji, lecz jako warunek jej zachowania w świecie zdominowanym przez wielkie mocarstwa. W jego rozumieniu pojedyncze państwo europejskie nie jest już w stanie samodzielnie skutecznie bronić swoich interesów militarnych, gospodarczych, technologicznych i politycznych.

Onfray odwraca ten argument. Według niego to właśnie rozbudowa struktur europejskich prowadzi do stopniowego podporządkowania Francji instytucjom, które nie wynikają bezpośrednio z francuskiej wspólnoty narodowej. Europa zbudowana na traktacie z Maastricht nie jest więc dla filozofa narzędziem francuskiej potęgi, lecz konkurencyjnym ośrodkiem lojalności.

Michel Onfray odrzuca dziedzictwo François Mitterranda

W swoim tekście Michel Onfray nawiązuje również do słynnego zdania François Mitterranda, że „nacjonalizm to wojna”. Formuła ta przez lata stała się jednym z najczęściej przywoływanych uzasadnień integracji europejskiej. Według tej interpretacji nacjonalizmy doprowadziły Europę do dwóch wojen światowych, natomiast wspólnota europejska miała uniemożliwić powrót rywalizacji między państwami kontynentu.

Onfray odrzuca taką interpretację historii. Twierdzi, że źródłem wojen nie jest nacjonalizm, lecz imperializm, czyli dążenie jednego państwa lub jednego ośrodka politycznego do podporządkowania sobie innych narodów i terytoriów. Nacjonalizm może być w takim ujęciu nie przyczyną agresji, lecz siłą obronną, która pozwala narodowi przeciwstawić się ekspansji obcego mocarstwa. Właśnie w taki sposób filozof interpretuje opór Ukrainy przeciwko Rosji.

Jego argument prowadzi jednak do kontrowersyjnego zrównania bardzo różnych porządków politycznych. Onfray zalicza bowiem do imperializmów nie tylko Rosję, Stany Zjednoczone czy Iran, lecz także Unię Europejską. W ten sposób integrację opartą na traktatach zawieranych przez państwa członkowskie przedstawia jako proces ekspansji politycznej porównywalny z polityką mocarstwową.

Jest to najmocniejsza, ale zarazem najbardziej dyskusyjna część jego rozumowania. Państwa Unii Europejskiej zachowują własne konstytucje, rządy, parlamenty, armie i prawo wystąpienia ze wspólnoty. Przekazywanie kompetencji instytucjom europejskim odbywa się na podstawie traktatów ratyfikowanych przez państwa członkowskie. Onfray uważa jednak, że formalna dobrowolność nie zmienia kierunku procesu, który w praktyce ogranicza zdolność narodów do samodzielnego decydowania.

Dom otoczony murem i państwo bez granic

Końcowa metafora Michela Onfraya dotyczy prywatnych domów politycznych elit. Filozof zauważa, że zwolennicy otwartości, kosmopolityzmu i ograniczania znaczenia granic państwowych sami mieszkają za murami, ogrodzeniami i systemami zabezpieczeń. Nie zarzuca im, że chronią własną prywatność, lecz że odmawiają narodowi prawa do podobnej ochrony.

Metafora ta służy Onfrayowi do połączenia sporu o europejską suwerenność z debatą o migracji, granicach i preferencji narodowej. Jego zdaniem państwo, podobnie jak dom, musi określać, kto może wejść, kto należy do wspólnoty i wobec kogo ma szczególne obowiązki. Bez takich granic naród przestaje być wspólnotą polityczną, a staje się jedynie administracyjnym terytorium.

To rozumowanie dobrze wpisuje się w nastroje części francuskich wyborców, dla których kontrola granic, migracja, bezpieczeństwo oraz utrata suwerenności pozostają ze sobą ściśle powiązane. W kampanii prezydenckiej 2027 r. będą to zapewne jedne z głównych pól konfliktu między obozem narodowym, zwolennikami głębszej integracji europejskiej oraz kandydatami próbującymi pogodzić francuską suwerenność z europejską współpracą.

Francja 2027 i powrót sporu o naród

Tekst Michela Onfraya ma znaczenie nie tylko jako kolejna krytyka Emmanuela Macrona. Zapowiada język, którym może być opisywany cały bilans macronizmu w kampanii 2027 r. Prezydent nie będzie mógł ubiegać się o trzecią kolejną kadencję, lecz spór o jego dziedzictwo stanie się jednym z fundamentów wyborów.

Kandydaci wywodzący się z obecnej większości będą musieli odpowiedzieć na pytanie, czy chcą kontynuować projekt europejskiej suwerenności Macrona. Z kolei Marine Le Pen, Jordan Bardella, Bruno Retailleau i inni politycy odwołujący się do narodu, granic i tożsamości będą próbowali przekonać Francuzów, że integracja europejska ograniczyła zdolność państwa do samodzielnego działania.

Onfray dostarcza temu obozowi argumentu o szczególnej sile retorycznej. Nie oskarża Macrona o brak przywiązania do jakiejkolwiek wspólnoty politycznej. Twierdzi, że prezydent dokonał świadomego wyboru jednej wspólnoty przeciwko drugiej: Europy przeciwko Francji.

Pałac Elizejski odpowiedziałby zapewne, że taki wybór nigdy nie został dokonany, ponieważ silna Francja i silna Europa wzajemnie się uzupełniają. Właśnie wokół tej sprzeczności będzie jednak przebiegać jedna z najważniejszych debat wyborów 2027 r. Czy europejska suwerenność wzmacnia naród francuski, czy stopniowo go zastępuje? Czy patriotyzm może istnieć bez politycznego pierwszeństwa własnego narodu? I czy nacjonalizm zawsze prowadzi do konfliktu, czy też bywa konieczną formą obrony wspólnoty?

Michel Onfray udziela na te pytania odpowiedzi jednoznacznej. Emmanuel Macron, jego zdaniem, nie zakazuje nacjonalizmu wszystkim. Zakazuje go przede wszystkim Francuzom.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 lipca 2026