Michel ONFRAY miażdży Odyseję Nolana. „Homer trafił do Disneylandu”

„To Homer został tutaj zamordowany” – tak można streścić niezwykle ostrą recenzję najnowszego filmu Christophera Nolana autorstwa Michela Onfraya. Francuski filozof, jeden z najbardziej rozpoznawalnych intelektualistów współczesnej Francji, na łamach Journal du Dimanche opublikował tekst, w którym nie kryje rozczarowania ekranizacją Odysei. Jego zdaniem Hollywood zamieniło jedno z najważniejszych dzieł europejskiej cywilizacji w widowisko pełne efektów specjalnych, pozbawione jednak tego, co u Homera najważniejsze: sensu, symboliki i refleksji nad ludzkim losem.
.Onfray rozpoczyna od wyznania, że wcale nie należy do wytrawnych kinomanów. Jest jednak miłośnikiem starożytności i od lat z przyjemnością ogląda filmy osadzone w świecie Greków i Rzymian. Tym większe były jego oczekiwania wobec Christophera Nolana, którego wcześniejsze produkcje – Interstellar i Oppenheimer – uważa za dzieła wybitne. Tym boleśniejsze okazało się zderzenie z filmową Odyseją.
Filozof pisze, że otrzymał widowisko, które sprowadza się do „hałasu i furii na tle całkowitej pustki intelektualnej”. Nawet pokaz w technologii 4DX, podczas którego widz jest potrząsany, polewany wodą i bombardowany dodatkowymi efektami, staje się dla niego symbolem współczesnego kina. Zamiast spotkania z Homerem widz otrzymuje – jak ironicznie zauważa – „Homera w Disneylandzie”.
Zdaniem Michela Onfraya największym problemem filmu nie jest jednak jego hollywoodzki rozmach, lecz utrata znaczenia mitu. Iliada i Odyseja nie były przecież jedynie opowieściami o wojownikach i bogach. Przez stulecia stanowiły fundament kultury europejskiej, ucząc kolejne pokolenia pojęć takich jak honor, odwaga, wierność, lojalność czy odpowiedzialność. To właśnie na tych dziełach budowała się grecko-rzymska tradycja, która następnie współtworzyła cywilizację zachodnią. Onfray przypomina, że nawet ludzie, którzy nigdy nie czytali Homera, znają jego bohaterów. Kalipso, Kirke, cyklop Polifem, Tejrezjasz, syreny, Charybda i Scylla od dawna funkcjonują jako symbole ludzkich namiętności, pokus, lęków i wyborów. W jego przekonaniu Nolan wykorzystuje te postacie wyłącznie jako materiał do spektakularnych scen akcji, całkowicie pomijając ich filozoficzne znaczenie.
.Szczególnie ostro francuski filozof krytykuje sposób przedstawienia samego Odyseusza. W jego ocenie bohater został sprowadzony do umięśnionego herosa, który siłą pokonuje wszystkich przeciwników. Onfray widzi w tej postaci odbicie współczesnego amerykańskiego mitu o niezwyciężonym wojowniku, który rozwiązuje każdy problem przemocą. Posługując się prowokacyjną metaforą, porównuje przeciwników Odyseusza do kolejnych geopolitycznych wrogów Stanów Zjednoczonych, sugerując, że film wpisuje starożytną opowieść w schemat hollywoodzkiego kina akcji.
Według autora recenzji Christopher Nolan zmarnował przy tym dwie wielkie szanse. Pierwszą była możliwość opowiedzenia historii o schyłku cywilizacji epoki brązu i tajemniczych Ludach Morza, które odmieniły historię basenu Morza Śródziemnego. Taka perspektywa pozwoliłaby ukazać Odyseję nie tylko jako przygodę jednego człowieka, lecz także jako opowieść o narodzinach i upadku cywilizacji.
Drugą niewykorzystaną szansą jest, zdaniem Onfraya, motyw wierności. To właśnie on uważa za prawdziwy fundament homeryckiego eposu. Wierność Penelopy czekającej na męża przez dwadzieścia lat, lojalność Telemacha, oddanie wiernego świniopasa Eumajosa czy starej piastunki Euryklei tworzą znacznie głębszą opowieść niż kolejne widowiskowe pojedynki.
Najbardziej poruszający fragment recenzji poświęcony jest jednak Argosowi. Dla Michela Onfraya to nie Odyseusz, lecz stary, schorowany pies jest prawdziwym bohaterem Odysei. Po dwudziestu latach jako pierwszy rozpoznaje swojego pana i dopiero wtedy spokojnie umiera, wiedząc, że jego pan wrócił do domu. W tej krótkiej scenie filozof odnajduje całą wielkość Homera – prostotę, wzruszenie i opowieść o bezwarunkowej wierności.
.Recenzja wybitnego filozofa opublikowana w Journal du Dimanche jest więc czymś więcej niż oceną jednego filmu. To zarazem diagnoza współczesnej kultury popularnej. Michel Onfray stawia pytanie, czy wielkie dzieła cywilizacji zachodniej można jeszcze przenieść na ekran bez sprowadzania ich do widowiskowych efektów specjalnych. W jego przekonaniu Christopher Nolan nie zdołał tego dokonać. Zamiast odczytać Homera na nowo, stworzył spektakl, który zachwyca rozmachem, lecz gubi sens opowieści liczącej niemal trzy tysiące lat.
Arkadiusz Jordan
Paryż





