Bernard ARNAULT symbolem sporu o przyszłość francuskiej gospodarki

Jest to już kolejny raz w ostatnich miesiącach, gdy nazwisko Bernarda Arnault wykracza daleko poza świat biznesu. Najbogatszy Francuz, twórca światowego imperium dóbr luksusowych LVMH, znalazł się w centrum debaty nie dlatego, że zapowiedział nową inwestycję czy przejęcie kolejnej marki, lecz dlatego, że stał się symbolem dwóch całkowicie odmiennych wizji rozwoju Francji. Jedni widzą w nim uosobienie sukcesu przedsiębiorczości, która buduje miejsca pracy, eksport i dochody państwa. Inni dostrzegają przede wszystkim koncentrację majątku, wpływów i politycznych relacji. Spór ten będzie powracał aż do wyborów prezydenckich w 2027 roku.
Bernard Arnault w centrum francuskiej debaty
.Dyskusję wywołała między innymi seria publikacji dziennika Le Monde, opisujących relacje Bernarda Arnault z kolejnymi prezydentami Republiki Francuskiej, jego wpływy w świecie polityki oraz funkcjonowanie rodzinnego imperium LVMH. Odpowiedź przedsiębiorcy okazała się jednak nietypowa. Zamiast zaprzeczać kolejnym zarzutom, Arnault przyjął je i odwrócił ich znaczenie. Nie ukrywał, że rozmawia z prezydentami, ponieważ uważa to za naturalny element funkcjonowania największego francuskiego przedsiębiorstwa na świecie. Nie zaprzeczał również, że w rodzinie rozmawia się o biznesie, skoro LVMH pozostaje przedsiębiorstwem rodzinnym. Także korzystanie z przewidzianych przez państwo mechanizmów podatkowych wspierających inwestycje w kulturę przedstawił jako normalne działanie zgodne z intencją ustawodawcy.
Na tym jednak dyskusja się nie zakończyła. Wręcz przeciwnie. Coraz więcej ekonomistów zaczęło zadawać pytanie, czy problemem Francji rzeczywiście jest Bernard Arnault, czy raczej fakt, że podobnych przedsiębiorców jest zbyt mało.
Czy Francji brakuje przedsiębiorców takich jak Arnault?
Taką właśnie tezę postawił Nicolas Bouzou, jeden z najbardziej znanych francuskich ekonomistów liberalnych, na łamach „Journal du Dimanche”. W jego ocenie francuska gospodarka nie cierpi z powodu nadmiaru wielkich przedsiębiorstw, lecz z powodu ich niedoboru. LVMH osiąga blisko 60 miliardów euro obrotów we Francji, bezpośrednio zatrudnia około 40 tysięcy pracowników, a po uwzględnieniu całego łańcucha dostaw odpowiada za ponad 200 tysięcy miejsc pracy. Grupa wnosi także miliardy euro podatków i należy do największych eksporterów budujących pozycję Francji na światowych rynkach luksusu, kosmetyków i dóbr premium.
To prowadzi Bouzou do prowokacyjnego wniosku. Gdyby Francja posiadała dwa lub trzy razy więcej przedsiębiorstw wielkości LVMH, wiele problemów gospodarczych – od słabego wzrostu gospodarczego po deficyt handlowy i trudną sytuację finansów publicznych – wyglądałoby dziś zupełnie inaczej. Według ekonomisty Francji potrzeba nie mniej przedsiębiorców takich jak Bernard Arnault, lecz więcej.
Gospodarka stanie się jednym z głównych tematów wyborów 2027
To stanowisko stoi w wyraźnej sprzeczności z propozycjami części francuskiej lewicy. Jean-Luc Mélenchon i ugrupowania skupione wokół Nowego Frontu Ludowego od lat opowiadają się za silniejszą redystrybucją dochodów, wyższymi podatkami dla najbogatszych oraz większą rolą państwa w gospodarce. Zwolennicy takiego modelu wskazują na rosnące nierówności majątkowe oraz koncentrację kapitału jako jedno z głównych wyzwań współczesnej Francji. Dla nich Bernard Arnault jest symbolem właśnie tych procesów.
Po przeciwnej stronie znajdują się środowiska liberalne, część przedsiębiorców oraz ugrupowania centroprawicowe i prawicowe. Ich zdaniem sukces wielkich firm przynosi korzyści znacznie wykraczające poza majątek ich właścicieli. David Lisnard czy Bruno Retailleau wskazują na miejsca pracy, rozwój technologii, eksport, wpływy podatkowe oraz budowanie globalnej pozycji francuskiej gospodarki. W tym ujęciu Bernard Arnault staje się nie tyle symbolem nierówności, ile symbolem konkurencyjności Francji.
Debata ta nie jest wyłącznie sporem ekonomistów. Coraz wyraźniej przenika do francuskiej polityki i będzie jednym z ważnych tematów kampanii prezydenckiej w 2027 roku. Kandydaci będą musieli odpowiedzieć na pytania o wysokość podatków dla przedsiębiorców, zakres regulacji gospodarki, politykę przemysłową, wsparcie eksportu oraz sposób odbudowy konkurencyjności francuskich przedsiębiorstw wobec Stanów Zjednoczonych i Chin. Różnice programowe między prawicą, centrum i lewicą właśnie w tych kwestiach mogą okazać się jednymi z największych.
Bernard Arnault symbolem dwóch wizji Francji
Dyskusja wokół Bernarda Arnault pokazuje również szerszą zmianę zachodzącą we francuskiej debacie publicznej. Jeszcze kilka lat temu głównymi tematami były migracja, bezpieczeństwo czy kwestie tożsamościowe. Nie zniknęły one z polityki, ale coraz częściej towarzyszą im pytania o zdolność Francji do tworzenia bogactwa, utrzymania przemysłu, finansowania państwa opiekuńczego oraz konkurowania z największymi gospodarkami świata. Rosnący dług publiczny, niski wzrost gospodarczy oraz presja międzynarodowej konkurencji sprawiają, że gospodarka staje się jednym z głównych pól politycznej rywalizacji.
Dlatego Bernard Arnault przestał być wyłącznie właścicielem największego koncernu dóbr luksusowych na świecie. W oczach jednych jest dowodem, że francuski model gospodarczy nadal potrafi tworzyć globalnych liderów. W oczach innych pozostaje symbolem koncentracji bogactwa i wpływów. Bez względu na ocenę jego osoby jedno wydaje się pewne: spór o to, czy Francja potrzebuje więcej przedsiębiorców takich jak Bernard Arnault, czy raczej większej redystrybucji ich majątku, stanie się jednym z najważniejszych sporów politycznych prowadzących do wyborów prezydenckich w 2027 roku.
Arkadiusz Jordan
Paryż





