Jaką Francję zostawia Emmanuel Macron po dziesięciu latach prezydentury

jaką Francję zostawia Emmanuel Macron

Emmanuel Macron obejmował urząd jako najmłodszy prezydent V Republiki, obiecując jednocześnie uwolnienie francuskiej gospodarki, odnowienie demokracji i przywrócenie Francji centralnego miejsca w Europie. Po dwóch kadencjach pozostawia państwo bardziej przyjazne inwestorom, zmodernizowaną armię i ambicję europejskiej autonomii strategicznej, ale także z rekordowym zadłużeniem, osłabionymi usługami publicznymi oraz systemem politycznym, który utracił zdolność wyłaniania trwałych większości. Bilans tych dziesięciu lat będzie jednym z najważniejszych tematów wyborów prezydenckich we Francji w 2027 r.

.Kiedy Emmanuel Macron wchodził w maju 2017 r. na dziedziniec Luwru, przedstawiał się jako polityk nowej epoki, który przekroczy dawny podział na lewicę i prawicę, uwolni energię francuskiego społeczeństwa i przeprowadzi reformy odkładane przez poprzedników. Nie proponował jedynie kolejnego programu rządowego, lecz zapowiadał zmianę sposobu funkcjonowania państwa. Dziesięć lat później Francja nie jest jednak ani krajem całkowicie odmienionym, ani tym samym państwem, którym była u schyłku prezydentury François Hollande’a.

Macronizm rzeczywiście przebudował gospodarkę, język francuskiej polityki oraz miejsce przedsiębiorczości w debacie publicznej. Nie zdołał natomiast przeprowadzić zapowiadanej modernizacji instytucji, trwale uporządkować finansów publicznych ani stworzyć stabilnego obozu politycznego zdolnego przetrwać odejście swojego założyciela. Emmanuel Macron pozostawia następcy państwo o większych ambicjach strategicznych, ale coraz mniejszym marginesie finansowym i politycznym potrzebnym do ich realizacji.

Francja bardziej przyjazna przedsiębiorcom

Najbardziej widoczna część pierwszej kadencji Emmanuela Macrona dotyczyła gospodarki. Już w 2017 r. przeprowadzono reformę prawa pracy, przekształcono podatek majątkowy ISF w podatek od majątku nieruchomego, wprowadzono jednolite 30-procentowe opodatkowanie dochodów kapitałowych, a podatek dochodowy od przedsiębiorstw obniżono z 33,3 do 25 proc. Zniesienie podatku mieszkaniowego dla podstawowych miejsc zamieszkania, reforma kolei SNCF oraz kolejne zmiany zasad ubezpieczenia od bezrobocia miały pokazać, że Francja jest zdolna do podejmowania decyzji, których wcześniejsze rządy unikały.

Część tych reform przyniosła wymierne rezultaty. Francja stała się pierwszym kierunkiem inwestycji zagranicznych w Europie i utrzymywała tę pozycję przez siedem kolejnych lat, choć w 2025 r. liczba nowych projektów spadła o 17 proc., do 852. Rozbudowano system kształcenia zawodowego, zwiększyła się liczba nowych przedsiębiorstw, a pojęcie „start-up nation”, początkowo wyśmiewane przez przeciwników Macrona, zaczęło opisywać rzeczywistą zmianę klimatu wokół innowacji, kapitału oraz prowadzenia działalności gospodarczej.

Zmniejszyło się również bezrobocie, które w drugim kwartale 2017 r. wynosiło 9,5 proc., a na początku 2023 r. spadło w okolice 7 proc. Nie udało się jednak osiągnąć zapowiadanego pełnego zatrudnienia. W drugim kwartale 2026 r. stopa bezrobocia wzrosła do 8,3 proc., najwyższego poziomu od 2020 r., a bez pracy pozostawało 2,7 mln osób. Francuska gospodarka była więc bardziej elastyczna niż przed dekadą, lecz wciąż nie stworzyła wystarczającej liczby stabilnych miejsc pracy, aby trwale rozwiązać jeden z najstarszych problemów społecznych kraju.

Jeszcze trudniej mówić o sukcesie reindustrializacji. Francja przyciąga kapitał, rozwija sektor nowych technologii, lotnictwo, przemysł zbrojeniowy i część branż luksusowych, ale udział przemysłu w gospodarce pozostaje wyraźnie niższy niż w Niemczech, a kolejne plany sprowadzania produkcji do kraju nie odwróciły wieloletniego procesu utraty fabryk, kompetencji i lokalnych ekosystemów przemysłowych. W drugim kwartale 2026 r. PKB wzrósł zaledwie o 0,2 proc. po spadku o 0,1 proc. w pierwszych trzech miesiącach roku, potwierdzając, że Francja nadal potrafi przyciągać inwestycje, lecz ma coraz większy problem z osiąganiem wzrostu odpowiadającego jej społecznym i strategicznym ambicjom.

Nie jest to gwałtowny upadek, ale proces względnego osuwania się wobec szybciej rozwijających się państw Europy. PKB na mieszkańca Francji pozostaje poniżej średniej Unii Europejskiej, produktywność rośnie wolno, a słabsze wyniki edukacji ograniczają zdolność gospodarki do tworzenia przewagi w kolejnych dekadach. Szerzej opisujemy ten proces w analizie „Francja ubożeje na tle Europy przed wyborami prezydenckimi 2027”.

Państwo, które nie przestało żyć na kredyt

Największa sprzeczność dziesięciu lat rządów Emmanuela Macrona polega na tym, że reformom sprzyjającym przedsiębiorczości nie towarzyszyło trwałe uzdrowienie finansów państwa. Pod koniec 2017 r. francuski dług publiczny wynosił 98,8 proc. PKB. W pierwszym kwartale 2026 r. osiągnął już 3536,1 mld euro, czyli 117,5 proc. PKB, zwiększając się w ciągu zaledwie trzech miesięcy o 75,6 mld euro.

Pandemia COVID-19, kryzys energetyczny, pomoc udzielana gospodarstwom domowym i przedsiębiorstwom oraz konsekwencje wojny na Ukrainie wyjaśniają część tego wzrostu. Nie wyjaśniają jednak wszystkiego, ponieważ Francja miała problemy z równowagą finansów publicznych jeszcze przed kolejnymi kryzysami. Obniżki podatków nie zostały w pełni zrównoważone oszczędnościami, a nadzwyczajna polityka wydatkowa z okresu pandemii nie została całkowicie wygaszona, gdy minęło największe zagrożenie.

W 2025 r. deficyt sektora finansów publicznych wyniósł 152,5 mld euro, czyli 5,1 proc. PKB, mimo że poziom obowiązkowych podatków i składek wzrósł do 43,6 proc. PKB. Francja znalazła się tym samym w sytuacji szczególnie trudnej politycznie: obywatele mają poczucie, że płacą bardzo wysokie podatki, państwo wydaje bardzo dużo, a mimo to szkoły, szpitale, transport lokalny, wymiar sprawiedliwości i służby bezpieczeństwa coraz częściej nie zapewniają jakości oczekiwanej od jednego z najbogatszych krajów Europy. Problemem nie jest już wyłącznie wielkość państwa, lecz malejąca skuteczność jego działania.

Victor Lefebvre w bilansie macronizmu opublikowanym 9 sierpnia 2026 r. w „Journal du Dimanche” ujął tę sprzeczność w formule, zgodnie z którą Emmanuel Macron „uwolnił gospodarkę, ale nigdy nie uwolnił państwa od deficytów”. Jest to diagnoza ostra, lecz dobrze oddająca rozdarcie pomiędzy pierwszą, liberalizującą częścią programu a brakiem dyscypliny po stronie wydatków. Polityka podażowa była w znacznej mierze prowadzona na kredyt, przez co jej trwałość zależy dziś od warunków finansowania francuskiego długu.

Rosnące koszty odsetek ograniczają przyszłemu prezydentowi możliwość działania jeszcze przed objęciem urzędu. Każde euro przeznaczone na obsługę zadłużenia nie może zostać wydane na szkołę, szpital, wojsko, energetykę ani odbudowę przemysłu. Dlatego pytanie, czy Francja może nadal finansować swój model państwa poprzez kolejne deficyty, stanie się jednym z centralnych sporów kampanii 2027.

Nie oznacza to, że Emmanuel Macron sam stworzył wszystkie problemy francuskich finansów publicznych. Deficyt, rozbudowane wydatki społeczne, niski poziom aktywności zawodowej części społeczeństwa i niechęć do ograniczania przywilejów narastały przez dziesięciolecia. Macron obiecywał jednak, że przełamie tę niemoc, dlatego pozostawienie długu wyższego o niemal dwadzieścia punktów procentowych PKB niż pod koniec pierwszego roku jego prezydentury będzie jednym z najtrudniejszych elementów końcowego bilansu.

Francja bardziej niespokojna i mniej ufna

Emmanuel Macron zamierzał nie tylko zreformować gospodarkę, lecz także „pogodzić różne Francje”. Tymczasem jego prezydentura ujawniła głębokość podziałów pomiędzy metropoliami a prowincją, beneficjentami globalizacji a ludźmi obawiającymi się społecznej degradacji, młodszymi mieszkańcami wielkich miast a starzejącą się Francją małych miejscowości. Kryzys żółtych kamizelek był pierwszym wielkim ostrzeżeniem, że modernizacja prowadzona z Paryża może być odbierana poza stolicą jako polityka tworzona przez ludzi, którzy nie rozumieją codziennych kosztów życia dużej części społeczeństwa.

Reforma emerytalna z 2023 r. pokazała natomiast zarówno zdolność prezydenta do podejmowania niepopularnych decyzji, jak i granice jego metody. Podwyższenie wieku emerytalnego z 62 do 64 lat było uzasadniane koniecznością ochrony systemu w starzejącym się społeczeństwie, lecz zostało przeprowadzone z wykorzystaniem art. 49 ust. 3 konstytucji, bez głosowania w Zgromadzeniu Narodowym. Reforma weszła w życie, ale jej politycznym kosztem stało się dalsze osłabienie zaufania do instytucji oraz przekonanie części Francuzów, że władza konsultuje decyzje tylko wtedy, gdy jest pewna wyniku konsultacji.

Społecznego bilansu nie można sprowadzić do wzrostu zatrudnienia i wartości inwestycji. W 2024 r. 9,8 mln mieszkańców Francji metropolitalnej żyło poniżej progu ubóstwa, a wskaźnik ubóstwa wynosił 15,4 proc., pozostając na najwyższym poziomie od początku porównywalnej serii danych w 1996 r. Szczególnie niepokojąca jest sytuacja dzieci, ponieważ poniżej progu ubóstwa znajdowało się 22,4 proc. osób poniżej osiemnastego roku życia.

Do tego dochodzi kryzys demograficzny, którego skutki dopiero zaczynają być widoczne. Współczynnik dzietności spadł z 1,61 dziecka na kobietę w 2024 r. do 1,56 w 2025 r., podczas gdy społeczeństwo coraz szybciej się starzeje, rosną potrzeby systemu ochrony zdrowia, a coraz mniejsza grupa osób aktywnych zawodowo będzie musiała finansować emerytury i usługi publiczne. Demografia przestaje być osobnym zagadnieniem społecznym i staje się wspólnym mianownikiem sporów o podatki, imigrację, emerytury, dostępność lekarzy oraz przyszłość prowincji.

W czasie obu kadencji Emmanuela Macrona migracja, integracja i bezpieczeństwo przesunęły się do centrum francuskiej debaty. Prezydent próbował łączyć humanitaryzm ze stanowczością, lecz kolejne ustawy nie stworzyły poczucia trwałego opanowania sytuacji. Sondaże przed wyborami w 2027 r. pokazują, że terroryzm islamistyczny, imigracja, zamieszki miejskie i utrata zaufania do demokracji należą do najczęściej wskazywanych obaw Francuzów, a transformację demograficzną większość badanych ocenia negatywnie.

Silniejsza armia i niepewna pozycja w świecie

Obronność jest obszarem, w którym Emmanuel Macron może przedstawić jeden z najmocniejszych argumentów na rzecz swojego dziedzictwa. Budżet francuskich sił zbrojnych, wynoszący około 32 mld euro w 2017 r., ma osiągnąć 64 mld euro w 2027 r., co oznacza podwojenie nakładów w ciągu dekady. Ustawa o programowaniu wojskowym na lata 2024–2030 przewiduje przeznaczenie na obronność 413 mld euro, modernizację odstraszania nuklearnego, zwiększenie zapasów amunicji, rozwój zdolności kosmicznych, cybernetycznych i dronowych oraz przygotowanie armii do konfliktu o wysokiej intensywności.

Macron wcześniej niż wielu innych europejskich przywódców mówił również o strategicznej autonomii Europy, konieczności odbudowy przemysłu obronnego i ryzyku nadmiernego uzależnienia od Stanów Zjednoczonych. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę część tych diagnoz, wcześniej przedstawianych jako przejaw francuskiej ambicji lub nieufności wobec NATO, stała się elementem głównego nurtu europejskiej debaty. Ostatnie przemówienie prezydenta do armii w lipcu 2026 r. było z tego punktu widzenia politycznym testamentem i próbą przekonania Francuzów, że państwo jest dziś lepiej przygotowane na powrót polityki siły.

Bilans polityki międzynarodowej pozostaje jednak bardziej niejednoznaczny. Francja zachowała arsenał nuklearny, stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, znaczenie w Unii Europejskiej i zdolność prowadzenia samodzielnych operacji wojskowych, lecz utraciła dużą część dawnych wpływów w Afryce. Wycofanie francuskich żołnierzy z Mali, Burkina Faso, Nigru, Czadu, Wybrzeża Kości Słoniowej i Senegalu symbolizuje koniec dotychczasowego modelu obecności w Afryce Zachodniej, podczas gdy część powstałej próżni wykorzystała Rosja.

Nie wszystkie inicjatywy europejskie Macrona przyniosły rezultaty odpowiadające skali jego wystąpień. Relacje francusko-niemieckie wielokrotnie traciły dynamikę, projekty wspólnej polityki przemysłowej i obronnej rozwijały się wolniej, niż zapowiadał Pałac Elizejski, a Europa nadal pozostaje zależna od amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, technologii cyfrowych i części łańcuchów dostaw. Macron zmienił język europejskiej debaty, ale nie zdołał jeszcze zbudować wszystkich instrumentów, które pozwoliłyby przekuć ten język w samodzielną siłę.

Podobnie niejednoznaczny jest bilans energetyczny. Prezydent rozpoczynał pierwszą kadencję od planów ograniczania znaczenia energetyki jądrowej i zamknięcia elektrowni w Fessenheim, aby później dokonać zasadniczego zwrotu, zapowiedzieć budowę co najmniej sześciu reaktorów EPR2 i uznać atom za podstawę suwerenności energetycznej oraz reindustrializacji. Była to potrzebna korekta, ale jej skutki przypadną już na rządy następców, którzy będą musieli sfinansować wielkie inwestycje w sytuacji coraz trudniejszych finansów publicznych.

System polityczny po wielkiej eksplozji

Najbardziej trwałym osiągnięciem, a zarazem największym problemem macronizmu może się okazać przebudowa francuskiej sceny politycznej. W 2017 r. Emmanuel Macron rozbił system oparty na rywalizacji Partii Socjalistycznej i republikańskiej prawicy. Przejął wyborców umiarkowanej lewicy, centrum i części centroprawicy, tworząc szeroki blok prezydencki, który pozwolił mu dwukrotnie pokonać Marine Le Pen.

Konstrukcja ta była jednak silna przede wszystkim siłą samego prezydenta. Nie wykształciła trwałej tożsamości ideowej, rozbudowanej sieci lokalnej ani jasnego mechanizmu sukcesji, a kolejne partie macronistowskie pozostały zależne od Pałacu Elizejskiego. Po utracie bezwzględnej większości w 2022 r. obóz prezydencki coraz częściej musiał poszukiwać doraźnego poparcia, a rozwiązanie Zgromadzenia Narodowego w czerwcu 2024 r., pomyślane jako sposób na odzyskanie inicjatywy, doprowadziło do powstania parlamentu podzielonego na jedenaście grup.

Od 2022 r. Francja miała pięciu premierów, a niestabilność przestała być przejściową komplikacją i stała się podstawową cechą systemu. Prezydent, który w 2017 r. obiecywał modernizację demokracji, nie wprowadził elementów ordynacji proporcjonalnej, nie zmniejszył liczby parlamentarzystów i nie stworzył trwałych mechanizmów demokracji deliberatywnej. Pozostawia V Republikę z formalnie silną prezydenturą, ale z parlamentem, w którym przyszła głowa państwa również może nie znaleźć większości zdolnej poprzeć jej program.

Największym politycznym beneficjentem tej dekady okazało się Zjednoczenie Narodowe. W 2017 i 2022 r. Emmanuel Macron przedstawiał swoją kandydaturę jako zaporę powstrzymującą Marine Le Pen przed objęciem władzy, lecz pod koniec jego drugiej kadencji to właśnie ona pozostaje faworytką wyborów prezydenckich, z poparciem sięgającym w części sondaży 34–35 proc. w pierwszej turze. Partia, która miała zostać zatrzymana przez progresywny blok centrum, zyskała społeczną legitymizację, umocniła struktury i rozszerzyła elektorat na grupy wcześniej niedostępne dla francuskiej prawicy narodowej.

Jednocześnie dawne partie rządzące nie odzyskały wcześniejszej pozycji, lewica pozostaje podzielona między Jean-Luka Mélenchona, Raphaëla Glucksmanna i inne środowiska, a centrum nie wie, czy jego dziedzicem ma zostać Édouard Philippe, Gabriel Attal, Sébastien Lecornu czy jeszcze inny polityk. Francja ma dziś wielu kandydatów do prezydentury, ale żadnego oczywistego następcy Emmanuela Macrona.

Dziedzictwo, którego nie można ani przyjąć, ani odrzucić w całości

Emmanuel Macron nie pozostawia Francji w ruinie, jak twierdzą jego najbardziej zdecydowani przeciwnicy. Pozostawia państwo zdolne przyciągać inwestycje, posiadające nowoczesne przedsiębiorstwa, broń nuklearną, silniejszą armię, wielkie oszczędności prywatne, rozbudowaną infrastrukturę, znaczenie dyplomatyczne i potencjał technologiczny. Francja nadal jest mocarstwem, choć coraz częściej musi wybierać, które elementy mocarstwowości jest w stanie rzeczywiście sfinansować.

Nie pozostawia również Francji w pełni zmodernizowanej. Dług publiczny jest wyższy, wzrost słaby, reindustrializacja niepełna, ubóstwo rekordowe, społeczeństwo bardziej podzielone, a system polityczny mniej zdolny do tworzenia trwałych większości niż w chwili jego pierwszego zwycięstwa. Największą porażką macronizmu nie jest brak reform, ponieważ wiele reform rzeczywiście przeprowadzono, lecz rozbieżność pomiędzy ogromem zapowiadanej transformacji a ograniczoną trwałością jej politycznych i społecznych podstaw.

Dlatego wybory prezydenckie we Francji w 2027 r. nie będą jedynie rywalizacją o to, kto zamieszka w Pałacu Elizejskim. Będą głosowaniem nad tym, które części dziedzictwa Macrona należy zachować, które odrzucić, a za które Francuzi są gotowi zapłacić. Każdy poważny kandydat będzie musiał odpowiedzieć, czy chce kontynuować politykę gospodarczą obecnego prezydenta, jak zamierza sfinansować państwo społeczne, czy utrzyma wzrost nakładów na obronność, jak odpowie na kryzys demograficzny i migracyjny oraz w jaki sposób zbuduje większość w podzielonym parlamencie.

Macronizm kończy się więc nie jedną rozstrzygającą reformą, lecz otwartym rachunkiem. Po stronie aktywów znajdują się przedsiębiorczość, atrakcyjność inwestycyjna, armia, atom i ambicja europejska. Po stronie zobowiązań pozostają dług, słabe tempo wzrostu, przeciążone usługi publiczne, społeczna nieufność oraz scena polityczna, na której najsilniejszym obozem może się okazać ugrupowanie będące przez dziesięć lat głównym przeciwnikiem Emmanuela Macrona.

Jego następca nie otrzyma zatem gotowego państwa przygotowanego do nowej epoki, lecz Francję zmuszoną do dokonania wyboru pomiędzy skalą swoich ambicji a zdolnością ich finansowania. To właśnie ten wybór, znacznie bardziej niż osobiste oceny ustępującego prezydenta, zdecyduje o wyniku wyborów w 2027 r.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 sierpnia 2026