
Optymistyczniej o rankingu szanghajskim
W 2004 roku wśród 500 najwyżej sklasyfikowanych uczelni były dwie polskie – UJ i UW w czwartej setce rankingu, a w 2026 już tylko UW, i to w piątej setce (UJ sklasyfikowano w szóstej). Widać jak na dłoni, że są niżej, ale czy na pewno realnie obniżyły naukowe loty? Nasze czołowe uniwersytety spadły w rankingu, ale analizując poszczególne wskaźniki, nie zauważymy istotnego oddalania się UJ i UW od liderów ARWU (w przypadku pierwszej z tych uczelni jest nawet odwrotnie!) – pisze prof. Krzysztof CIEPLIŃSKI
.W sierpniu 2026 r wę „Wszystko co Najważniejsze” ukazał się cykl artykułów autorstwa Sebastiana Nizio traktujących o rankingu szanghajskim (Academic Ranking of World Universities – ARWU) i obecności w nim polskich uczelni .
Poniżej przedstawię pewne ważne niuanse metodologiczne rankingu (często pomijane, a niekiedy niestety nawet przekręcane) oraz analizę sytuacji polskich uczelni, z której wynikają nieco bardziej optymistyczne wnioski niż z prostego porównania liczb.
Przypomnijmy, że pierwszy ARWU został przygotowany na Uniwersytecie Jiao Tong w Szanghaju i zaprezentowany na dedykowanej mu stronie internetowej w czerwcu 2003 roku. W pierwszej edycji ocenie poddano ok. 1200 uczelni, w ostatnich latach jest ich już ponad 2,5 tysiąca. Do 2016 roku publikowano listę 500 najwyżej sklasyfikowanych z nich, w 2017 – 800, a od 2018 jest ich w zestawieniu tysiąc.
Niuanse metodologii
.Ranking ARWU tworzony jest (niezmiennie od 2004 roku) w oparciu o sześć wskaźników: liczbę absolwentów i pracowników, którzy otrzymali Nagrodę Nobla lub Medal Fieldsa, liczbę pracowników uznawanych aktualnie przez firmę Clarivate za HCR-ów (Highly Cited Researchers), liczbę artykułów opublikowanych w ciągu ostatnich pięciu lat w „Nature” i „Science”, liczbę artykułów indeksowanych w poprzednim roku przez dwie bazy danych Web of Science, przeciętny wynik pracownika ustalany na podstawie poprzednich pięciu wskaźników z uwzględnieniem liczby kadry akademickiej uczelni.
Za absolwentów uznaje się osoby, które uzyskały tytuł licencjata, magistra lub stopień doktora na danej uczelni, przy czym im dawniej to było, tym waga absolwenta jest mniejsza (aż do 10 proc. w przypadku lat 1921–1930). Wśród polskich uczelni takimi wybitnymi absolwentami może pochwalić się UW, punkty w rankingu dostaje też UJ, choć niestety nie udało mi się ustalić za kogo.
Zasada malejących wag dotyczy także pracowników, z tą różnicą, że ostatnim premiowanym okresem są lata 1931–1940. Poza tym laureatów zalicza się jedynie instytucjom zatrudniającym ich w chwili przyznania wyróżnienia, a Nagrodę Nobla uwzględnia się tylko w dziedzinie fizyki, chemii, medycyny i ekonomii. Wbrew dość powszechnej opinii ARWU nie uwzględnia więc laureatów zatrudnionych już po otrzymaniu przez nich nagrody.
Zatrudnienie laureata Nagrody Nobla czy Medalu Fieldsa nie ma zatem bezpośredniego wpływu na pozycję uczelni w ARWU, co nie znaczy, że nie wpływa na nią pośrednio, o ile jest to osoba wciąż aktywna naukowo. Poza realnym założeniem, że noblista będzie publikował wyniki swoich badań w którymś z premiowanych czasopism, umożliwi to utworzenie lub rozwinięcie wokół niego grupy badawczej na światowym poziomie.
Niech jako przykład posłuży tu założone kilkanaście lat temu na Uniwersytecie Tsinghua Centrum Nauk Matematycznych, którego dyrektorem został laureat Medalu Fieldsa i ówczesny profesor Uniwersytetu Harvarda Shing-Tung Yau. Dziś Yau Mathematical Sciences Center jest jednym z wiodących ośrodków matematycznych na świecie, zatrudniającym dwóch medalistów Fieldsa (parę lat temu Centrum pozyskało Cauchera Birkara z Uniwersytetu Cambridge), japońskiego laureata Nagrody Shawa Kenjiego Fukaya oraz dwóch światowej klasy matematyków pracujących wcześniej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley i Uniwersytecie Oksfordzkim. Pod ich kierownictwem rozwijają się młodzi chińscy matematycy, uzyskując wartościowe rezultaty, publikowane w najlepszych światowych czasopismach, Centrum organizuje ważne wydarzenia naukowe, a sam Uniwersytet Tsinghua awansował w matematycznym rankingu szanghajskim na 32. miejsce.
W przypadku HCR-ów warto odnotować fakt, że uwzględniane są jedynie ich pierwsze afiliacje. Sytuacja jest więc podobna do tej omówionej przed chwilą – zatrudnienie na drugim etacie takiego uczonego zapewne przyniesie uczelni rankingowe korzyści, ale jedynie pośrednie.
Jeśli zaś chodzi o artykuły opublikowane w „Nature” i „Science”, to 100 proc. otrzymuje uczelnia autora korespondującego, 50 proc. przypisuje się instytucji pierwszego autora (lub drugiego, jeśli pierwszy jest równocześnie korespondującym), 25 proc. – kolejnego, a po 10 proc. uczelniom pozostałych autorów.
Zauważmy jeszcze, że powodem słabej pozycji polskich uczelni w rankingu szanghajskim nie jest wcale uwzględnianie noblistów w jego metodologii. W ARWU 2026 jedynie 156 uczelni otrzymało bowiem premię za takich pracowników, a 245 za absolwentów. W tej drugiej kategorii lepsze wyniki od UJ ma 213 szkół wyższych, a od UW jedynie 75, przy czym UW nie wyprzedza żadna uczelnia m.in. z Austrii, Belgii, Danii, Finlandii, Hiszpanii, Portugalii i Korei Południowej. Jedynie trzy chińskie uczelnie mają tu niezerowe wyniki (jedna lepszy niż UW), zajmujący 18. miejsce w ARWU 2026 Uniwersytet Tsinghua ma tyle samo punktów co UJ, a 21. Uniwersytet Kalifornijski w San Francisco żadnego.
O wiele ważniejsze i rosnące znaczenie dla obecności w ARWU ma natomiast zatrudnianie HCR-ów. Niestety, w ostatnim, obejmującym blisko 7 tys. uczonych, zestawieniu HCR-ów nie znalazł się nikt z polską afiliacją (podobnie jak w 2024 roku, choć wcześniej przez 10 lat było tam od czterech do sześciu naszych reprezentantów). A w ARWU 2026 znalazło się tylko 290 uczelni (w ARWU 2018 było ich jeszcze 470) bez takich naukowców, z których zaledwie cztery były wyżej niż UW (przy czym żadna z nich nie trafiła do pierwszej setki rankingu).
Niżej, ale czy gorzej?
.W 2004 roku wśród 500 najwyżej sklasyfikowanych uczelni były dwie polskie – UJ i UW w czwartej setce rankingu, a w 2026 już tylko UW, i to w piątej setce (UJ sklasyfikowano w szóstej). Widać jak na dłoni, że są niżej, ale czy na pewno realnie obniżyły naukowe loty? Nasze czołowe uniwersytety spadły w rankingu, ale analizując poszczególne wskaźniki, nie zauważymy istotnego oddalania się UJ i UW od liderów ARWU (w przypadku pierwszej z tych uczelni jest nawet odwrotnie!).


.W najłatwiejszym do analizy – i najlepiej pokazującym aktywność wszystkich badaczy uczelni – wskaźniku 6. (a więc liczbie artykułów indeksowanych w Science Citation Index-Expanded i Social Science Citation Index) w liczbach wyglądało to następująco: prac z afiliacją UJ w 2003 roku było 974 (co stanowiło 0,1185 proc. wszystkich indeksowanych artykułów), a 22 lata później 3300 (wzrost do 0,1277 proc.), natomiast w przypadku UW nastąpił wzrost z 883 do 2491 (procentowo zaś nieznaczny spadek z 0,1074 proc. do 0,0964 proc.). Warto tu jeszcze odnotować spektakularny wzrost trzeciej polskiej uczelni w tegorocznym ARWU: artykułów z afiliacją AGH było w 2003 roku 428, a w 2025 ponad 5 razy więcej, bo 2235 (skok procentowy z 0,0521 proc. do 0,0865 proc.).
W ARWU 2004 UW wyprzedzało 5 chińskich uczelni, natomiast w ARWU 2026 już 96. Widać więc, że spadek naszego lidera w rankingu jest efektem przede wszystkim gwałtownej ekspansji uczelni z Chin.
W dobrym towarzystwie
.Nie tylko Polska odczuwa skutki chińskiej ekspansji. W ARWU 2018, czyli pierwszej edycji publikującej wyniki tysiąca najwyżej sklasyfikowanych uczelni świata, znalazło się 12 szkół wyższych z Polski, z liderującym UW w czwartej setce rankingu. W ARWU 2026 jest ich już tylko siedem, a UW spadł do piątej setki.
W tym samym czasie japońska reprezentacja zmalała z 45 do 26. W ARWU 2018 uniwersytety w Tokio i Kioto wyprzedzały wszystkie chińskie uczelnie, a obecnie już cztery uniwersytety z Państwa Środka są w rankingu przed najlepszą japońską uczelnią – Uniwersytetem Tokijskim, który zanotował spadek z 22. pozycji na 30.
W 2018 roku poza Polską jeszcze sześć państw miało swoje najlepsze uczelnie w czwartej setce rankingu, dziś utrzymuje się w niej tylko jedna, pozostałe spadły niżej niż UW.
Porównując rankingi z lat 2004 i 2026, można zauważyć, że po 22 latach UW wyprzedza więcej uczelni nie tylko z Chin, ale także z Hiszpanii i Australii. Z drugiej jednak strony mniej jest tych z Japonii, Kanady i USA, a w przypadku Włoch, Niemiec i Wielkiej Brytanii mamy w zasadzie status quo.
Rankingowe jaskółki
.Pierwsza edycja rankingów dyscyplin naukowych (ShanghaiRanking’s Global Ranking of Academic Subjects – GRAS) utworzonych w oparciu o metodologię zbliżoną do obecnej została opublikowana w 2017 roku. W GRAS 2025 oceniono 57 dyscyplin i w przypadku niektórych z nich polskie uczelnie mogą mieć pewne powody do satysfakcji. Zanim je omówię, odnotujmy jeszcze, że metodologia GRAS budzi na ogół mniej zastrzeżeń niż ta stosowana przy tworzeniu ARWU.
W GRAS 2025 najwyżej uplasowała się dyscyplina Mining & Mineral Engineering na AGH, zajmując 37. miejsce na świecie. Górnictwo jest oczywiście dyscypliną dość niszową, w której badania prowadzi się na niewielu uczelniach, dlatego w tym przypadku ranking zawiera jedynie 100 z nich.
Największe rankingi dyscyplin (jest takich 18) zawierają listy 500 uczelni. Zdecydowanie wyróżnia się wśród nich dyscyplina Agricultural Sciences z siedmioma polskimi uczelniami, z których aż trzy trafiły do pierwszej setki zestawienia: Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu sklasyfikowano na miejscach 51.–75., a Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie i SGGW w Warszawie na miejscach 76.–100. To świetny wynik, nawet uwzględniając fakt, że badania w zakresie nauk rolniczych często prowadzi się na wyspecjalizowanych uczelniach, a wśród liderów tego rankingu nie znajdziemy najsłynniejszych uniwersytetów świata (w pierwszej dziesiątce są dwie uczelnie z pierwszej setki ARWU 2026, z których najwyżej sklasyfikowany – na 24. miejscu – jest chiński Zhejiang University).
Kolejnym powodem do umiarkowanego optymizmu jest sytuacja polskiej matematyki. Wśród pięciuset najlepszych uczelni na świecie znalazło się bowiem pięć naszych, z których najwyżej – na miejscach 101.–150. – sklasyfikowano AGH. W tym przypadku w pierwszej dziesiątce znalazły się wyłącznie uczelnie z pierwszej setki ARWU 2026 (najniżej sklasyfikowana z nich to Sorbonne Université, zajmująca 55. miejsce), z czego sześć z pierwszej dziesiątki tego rankingu. AGH w matematyce dzieli miejsce z ośmioma uczelniami z pierwszej setki ARWU 2026, w tym z należącym do Ligi Bluszczowej i dwunastym na świecie Uniwersytetem Cornella oraz monachijskimi Uniwersytetem Technicznym i Uniwersytetem Ludwika i Maksymiliana z piątej dziesiątki ARWU 2026.
Najwięcej, bo osiem, polskich uczelni jest wśród czterystu w rankingu Food Science & Technology. Są też niestety dyscypliny, w których nie znajdziemy naszych reprezentantów. Tym bardziej docenić należy zatem obecność dwóch polskich uczelni – AGH i Politechniki Śląskiej – w debiutującym w GRAS w ubiegłym roku rankingu sztucznej inteligencji, o której znaczeniu w dzisiejszym świecie nikogo nie trzeba przekonywać.
Krzysztof Ciepliński


