Emmanuel MACRON chce koalicji od Glucksmanna po Lisnarda

Emmanuel Macron chciałby, aby koalicja na wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku połączyła polityków od Raphaëla Glucksmanna po Davida Lisnarda. Jak opisuje Guillaume Tabard w „Le Figaro”, prezydent oczekuje, że potencjalni partnerzy zaczną od uzgodnienia programu, a wspólna kandydatura będzie następstwem porozumienia. Tak pomyślana koalicja Macrona na wybory 2027 miałaby zapobiec drugiej turze z udziałem Marine Le Pen i Jean-Luca Mélenchona.
.U schyłku drugiej kadencji Emmanuel Macron szuka sposobu na polityczne porozumienie, którego nie udało mu się zbudować ani po reelekcji w 2022 roku, ani po rozwiązaniu Zgromadzenia Narodowego w 2024 roku. Taką interpretację jego obecnych zamiarów przedstawia Guillaume Tabard w komentarzu opublikowanym 4 listopada 2026 roku w „Le Figaro”. Chodzi o stworzenie szerokiej koalicji zdolnej wygrać wybory, a następnie rządzić Francją. W opisanym przez publicystę scenariuszu Macron musiałby jednak zaakceptować, że nie będzie jej organizatorem ani politykiem, który dzięki niej obejmie prezydenturę.
Punktem wyjścia pozostaje obawa przed rozproszeniem kandydatur między Zjednoczeniem Narodowym a Niepokorną Francją. Macron, według relacji Tabarda, uważa wspólnego reprezentanta tego obszaru za warunek awansu do drugiej tury, ale nie wierzy, że najważniejszym zadaniem jest obecnie zorganizowanie prawyborów. Chciałby, aby pretendentów najpierw połączyła odpowiedź na pytanie, co zamierzają wspólnie zrobić po zwycięstwie. Mechanikę głosowania i znaczenie kwalifikacji do finału wyjaśniamy w opracowaniu „Wybory we Francji 2027. Najważniejsze pytania i odpowiedzi”.
Koalicja od Glucksmanna po Lisnarda
Pierwsza różnica między koncepcją Macrona a innymi propozycjami porozumienia dotyczy jego granic. Tabard opisuje kilka konkurencyjnych podejść: część polityków chciałaby uzgodnienia między Édouardem Philippe’em, Gabrielem Attalem i Brunonem Retailleau, inni poszerzyliby ten krąg o Davida Lisnarda. Élisabeth Borne dopuszcza z kolei otwarcie na Raphaëla Glucksmanna, wyłączając jednak Lisnarda, a nawet Retailleau. Macron miałby opowiadać się za objęciem wspólną pracą wszystkich tych środowisk.
Obecność Glucksmanna wyznaczałaby lewą granicę porozumienia. W rozumowaniu przypisywanym prezydentowi przez „Le Figaro” odrzucanie współpracy z ugrupowaniem Mélenchona powinno prowadzić do gotowości rozmawiania z centrum. Socjaldemokratyczna lewica, która nie chce podporządkować się LFI, miałaby w ten sposób uczestniczyć w budowaniu innej większości. Tabard opisuje tu oczekiwanie Macrona wobec Glucksmanna, a nie zgodę tego ostatniego na udział w koalicji.
Równie istotne jest włączenie Davida Lisnarda, w którego samodzielnej drodze politycznej Macron miałby dostrzegać podobieństwa do własnego przedsięwzięcia sprzed dziesięciu lat. Publicysta podkreśla rozpiętość takiego zamysłu, zestawiając polityka wspieranego przez lewą część Partii Socjalistycznej z przedstawicielem prawicy dopuszczającym współpracę z Reconquête. Lisnard znalazłby się zatem w tym projekcie jako reprezentant odrębnej oferty politycznej. Jego drogę samorządową i propozycje przebudowy państwa przedstawiamy w tekście „Kim jest David LISNARD i jak chce zmienić Francję przed wyborami 2027”.
Koalicja Macrona na wybory 2027 miałaby zacząć od programu
Druga różnica dotyczy metody. Według Tabarda prezydent uważa, że obecni pretendenci nie potrafią przebić się ze swoimi propozycjami programowymi, dlatego powinni zacząć od wspólnej pracy nad projektem dla Francji. Mieliby sprawdzić, w których sprawach rzeczywiście się zgadzają i gdzie mogą zbliżyć stanowiska. Dopiero na takiej podstawie powstałaby wspólna oferta wyborcza.
W tym rozumowaniu prawybory nie odpowiadają na najważniejszy problem, ponieważ koncentrują uwagę na rywalizacji między politykami. Macron, jak relacjonuje „Le Figaro”, widzi w nich przede wszystkim rozwiązanie służące interesom poszczególnych środowisk. Chciałby przesunąć środek ciężkości na uzgodnienie kierunku przyszłych rządów. Wcześniejszą propozycję Gabriela Attala, który apelował o szerokie porozumienie i dopuszczał prawybory, omawialiśmy w materiale o wspólnym kandydacie na prezydenta Francji.
Tabard wskazuje zarazem, jak trudna byłaby taka praca. Reforma emerytalna, polityka migracyjna, podatki oraz znaczenie konkurencyjności gospodarki należą do spraw, w których potencjalnych partnerów dzielą zasadnicze różnice. Koalicja obejmująca socjaldemokrację, centrum i liberalną prawicę musiałaby znaleźć wspólne stanowisko właśnie w tych obszarach. Z tego powodu opisany przez publicystę projekt jest znacznie bardziej wymagający niż samo uzgodnienie, że kilka osób poprze jednego kandydata.
Od przełamywania podziałów do szukania kompromisu
W komentarzu „Le Figaro” obecny pomysł zostaje zestawiony z wcześniejszymi etapami prezydentury Macrona. W 2017 roku jego polityczny zakład polegał na przełamaniu tradycyjnych podziałów i uzyskaniu siły potrzebnej do przeprowadzenia reform. Po wyborach w 2022 roku oraz po rozwiązaniu parlamentu w 2024 roku brak wyraźnej większości skłaniał go do poszukiwania kompromisów. Teraz chciałby doprowadzić do zbudowania koalicji jeszcze przed rozstrzygnięciem walki o Pałac Elizejski.
Tabard przypomina jednak, że wcześniejsze próby stworzenia trwałego porozumienia nie przyniosły rezultatu, którego oczekiwał prezydent. W jego ujęciu Macron wraca więc do problemu towarzyszącego całej drugiej kadencji: jak zapewnić zdolność rządzenia w politycznie podzielonej Francji. Tym razem odpowiedź mieliby wypracować kandydaci ubiegający się o sukcesję. Szerszy kontekst tej ewolucji przedstawia portret Emmanuela Macrona, jego poglądów i sposobu sprawowania władzy.
Publicysta zauważa także podobieństwo między myśleniem prezydenta o polityce krajowej a jego deklarowanymi priorytetami międzynarodowymi. Według jego relacji Macron chce poświęcić końcówkę kadencji budowaniu porozumienia państw od Kanady i Australii po Brazylię i Kenię, które nie chcą znaleźć się pod podwójną dominacją Stanów Zjednoczonych i Chin. W polityce francuskiej również poszukuje koalicji zdolnej przeciwstawić się dwóm dominującym ośrodkom. W tym przypadku są nimi obozy Marine Le Pen i Jean-Luca Mélenchona.
Sukcesja po Macronie i odpowiedzialność za wynik
Cel wyborczy opisywanej koncepcji jest dwuetapowy. Wspólna kandydatura miałaby najpierw wyprzedzić Mélenchona i wejść do drugiej tury, a następnie pokonać Marine Le Pen. Tabard przedstawia ten scenariusz jako próbę stworzenia trzeciej siły, która przerwałaby perspektywę finału RN–LFI. Powodzenie takiego przedsięwzięcia zależałoby jednak od współpracy polityków, dla których patronat urzędującego prezydenta sam w sobie stał się problemem.
Philippe, Attal i Retailleau, jak pisze komentator „Le Figaro”, wiążą własne trudności z pragnieniem Francuzów, aby zamknąć epokę macronizmu. Dlatego pomysł kolejnej przebudowy sceny politycznej pod patronatem Macrona jest dla nich szczególnie niewygodny. Potrzebowaliby porozumienia, a jednocześnie chcieliby przekonać wyborców, że otwierają nowy etap. Właśnie w tym napięciu Tabard widzi jedną z głównych przeszkód stojących przed prezydencką koncepcją.
Odpowiedź Macrona publicysta przedstawia jako deklarację samodzielnego przyjęcia odpowiedzialności za bilans własnych rządów. Prezydent miałby akceptować dystansowanie się dawnych współpracowników od wspólnej przeszłości, pozostawiając im zarazem odpowiedzialność za przyszły wynik wyborczy. Tabard odczytuje to jako sygnał, że ewentualnej porażki nie będą mogli automatycznie przypisać ustępującemu szefowi państwa. Spór o koalicję staje się więc również sporem o to, kto odpowie za los obozu, który Macron stworzył.
Opisany w „Le Figaro” projekt zakłada zatem porozumienie programowe od Glucksmanna po Lisnarda, wspólną kandydaturę oraz zdolność do rządzenia po wyborach. Najtrudniejsza pozostaje pozycja samego Macrona, który chciałby wpłynąć na kształt przyszłej większości, choć jej potencjalni liderzy budują już własną samodzielność. Koalicja miałaby zapewnić im polityczną przyszłość, ale musieliby ją uzgodnić między sobą. W relacji Tabarda właśnie taka jest zasadnicza różnica między ambicją prezydenta z 2017 roku a jego rolą u końca drugiej kadencji.
Arkadiusz Jordan
Paryż



