Andreas KAJZER: Dyktat narracji. Kto ma prawo opowiadać przeszłość i teraźniejszość Europy?

Dyktat narracji. Kto ma prawo opowiadać przeszłość i teraźniejszość Europy?

Photo of Andreas KAJZER

Andreas KAJZER

Polak urodzony i wykształcony w Polsce, od lat mieszkający w Niemczech; wywodzi się z rodziny o niemieckich korzeniach, lecz został ukształtowany przez polską kulturę, język i doświadczenie historyczne. Przewodniczący ZFPITN/BVPITD – Zrzeszenia Federalnego Polskich Inżynierów i Techników w Niemczech oraz Zastępca Sekretarza Generalnego Europejskiej Federacji Polonijnych Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych (EFPSNT).

Narody Europy Środkowej i Wschodniej mają prawo same opowiadać, czym była dla nich Europa. Mają prawo przypominać, że ich historia nie zaczyna się wtedy, gdy ktoś z zewnątrz je opisał. Mają prawo mówić, że rozbiory, okupacje, komunizm, przesunięte granice, wypędzenia, zniszczone elity, odbudowa państwowości i walka o zachowanie własnego języka oraz kultury nie są lokalnymi ciekawostkami. To jest część wspólnej historii Europy – pisze Andreas KAJZER

.Piszę jako człowiek pogranicza. Urodziłem się i wykształciłem w Polsce, od lat mieszkam w Niemczech. Moje rodzinne korzenie łączą się także z niemieckim kręgiem kulturowym, ale moją formację, język i podstawowe doświadczenie życiowe ukształtowała Polska. Dlatego nie piszę przeciwko Niemcom ani przeciwko Zachodowi. Piszę z perspektywy człowieka, który zna obie strony i właśnie dlatego widzi, jak łatwo historia Europy Środkowej bywa opowiadana cudzym językiem.

Nie piszę tego tekstu przeciwko Europie. Przeciwnie – piszę go dlatego, że w Europę wierzę. Ale nie w Europę jako projekt kilku silnych stolic, kilku wielkich mediów, kilku instytucji, kilku funduszy i kilku dominujących narracji. Wierzę w Europę jako wspólnotę narodów, które mają prawo mówić własnym głosem.

.Dziś często słyszymy piękne słowa: wspólnota, solidarność, praworządność, odpowiedzialność, europejskość. Ale obok tych słów istnieje również mniej piękna praktyka: silniejsi pouczają słabszych, bogatsi wyznaczają ton biedniejszym, a Zachód zbyt często mówi do Europy Środkowej i Wschodniej jak nauczyciel do ucznia.

Nie twierdzę, że Polska czy inne narody naszego regionu nie mają własnych błędów. Mają. Każdy naród ma swoje grzechy, uproszczenia i mity. Ale rozmowa o Europie musi być rozmową równych partnerów, a nie stałym egzaminem, na którym jedni zawsze zadają pytania, a drudzy zawsze muszą odpowiadać.

Przez zbyt długi czas historię Europy opowiadano tak, jakby jej naturalnym centrum był Zachód: Paryż, Londyn, Rzym, Berlin, Bruksela, czasem Wiedeń. Europa Środkowa i Wschodnia pojawiała się często dopiero wtedy, gdy była potrzebna jako tło: pole bitew, obszar zapóźnienia, przestrzeń konfliktu, teren ekspansji albo przedmiot cudzej polityki. Taka perspektywa jest niepełna. A czasem jest po prostu krzywdząca.

Polska, Czechy, Węgry, Litwa, Ruś, Ukraina, Białoruś, kraje bałtyckie, Bałkany, Śląsk, Pomorze, Prusy, Gdańsk, Lwów, Wilno, Praga, Kraków, Wrocław, Budapeszt – to nie są przypisy do cudzej historii. To są miejsca, w których przez wieki powstawały państwa, prawa, uniwersytety, miasta, wspólnoty religijne, tradycje samorządowe, dzieła nauki, techniki, literatury i sztuki.

To tutaj spotykały się łacina, staropolszczyzna, czeszczyzna, ruszczyzna, litewszczyzna, mowy miejskie, kupieckie i hanzeatyckie. To tutaj żyli obok siebie chrześcijanie różnych obrządków, Żydzi, Ormianie, Tatarzy, kupcy, rzemieślnicy, mieszczanie, chłopi, szlachta i duchowieństwo. To nie była pusta przestrzeń czekająca na cudzą cywilizację. To była jedna z najważniejszych części Europy.

Jeżeli o tym wszystkim mówi się wyłącznie z zewnątrz, powstaje obraz fałszywy.

Szczególnie wyraźnie widać to w sposobie opowiadania średniowiecza. W podręcznikach, magazynach, filmach i programach popularnonaukowych często używa się pojęć, które brzmią niewinnie, ale przenoszą dzisiejsze kategorie narodowe w czasy, w których one jeszcze nie istniały. Frankowie, Sasi, Bawarowie, Alemanowie, miasta Rzeszy, cesarstwo rzymskie, łacina kancelaryjna i dawne prawa miejskie bywają przedstawiane tak, jakby były prostym początkiem dzisiejszych Niemiec. Dla specjalisty może to być skrót. Dla dziecka w szkole, czytelnika gazety albo widza programu historycznego to nie jest skrót. To jest mapa świata. A ta mapa mówi mu: Niemcy byli od zawsze, Zachód był od zawsze centrum, a narody Europy Środkowej i Wschodniej pojawiły się gdzieś później, na obrzeżach wielkiej historii. To jest bardzo niebezpieczne uproszczenie.

.Podobny problem dotyczy nie tylko Niemiec. Francja, Wielka Brytania, Hiszpania, Niderlandy czy Włochy również często opowiadają Europę z własnego centrum. To naturalne, że każdy naród patrzy najpierw z własnego miejsca. Problem zaczyna się wtedy, gdy własna perspektywa zostaje przedstawiona jako perspektywa uniwersalna. Wtedy Europa przestaje być rozmową, a zaczyna być wykładem.

A przecież prawdziwa Europa powinna być rozmową. Nie chodzi o to, aby jedną dominującą narrację zastąpić drugą. Nie chodzi o to, aby teraz Polska czy Europa Środkowa zaczęły pouczać Zachód tak, jak same były pouczane. Chodzi o coś prostszego i ważniejszego: o prawo do własnego głosu.

Narody Europy Środkowej i Wschodniej mają prawo same opowiadać, czym była dla nich Europa. Mają prawo przypominać, że ich historia nie zaczyna się wtedy, gdy ktoś z zewnątrz je opisał. Mają prawo mówić, że rozbiory, okupacje, komunizm, przesunięte granice, wypędzenia, zniszczone elity, odbudowa państwowości i walka o zachowanie własnego języka oraz kultury nie są lokalnymi ciekawostkami. To jest część wspólnej historii Europy.

Nie można budować europejskiej teraźniejszości, jeśli nie ma się uczciwości wobec europejskiej przeszłości.

Historia Europy Środkowej jest pełna ludzi, którzy nie mieszczą się w prostych narodowych szufladach. Kopernik, Heweliusz, Fahrenheit, Curie-Skłodowska, Czochralski i wielu innych żyli w światach wielojęzycznych, wielopaństwowych i wielokulturowych. Jedni urodzili się w miastach należących do Korony Polskiej lub Rzeczypospolitej, inni kształcili się za granicą, jeszcze inni pracowali w kilku krajach i językach. Dlatego nie wolno ich mechanicznie przypisywać późniejszym narracjom narodowym.

Uczciwie trzeba pytać: gdzie się urodzili? W jakim państwie żyli? Gdzie się kształcili? Jakimi językami lub mowami się posługiwali? Komu służyli? W jakim świecie prawnym, politycznym i kulturowym działali? Dopiero wtedy historia jest uczciwa. W przeciwnym razie silniejsza narracja przejmuje cudze biografie. A potem z tej samej pozycji mówi innym narodom, jak mają rozumieć własną przeszłość.

To nie jest tylko spór historyków. To jest sprawa dzisiejszej Europy. Bo ten, kto ma prawo opowiadać przeszłość, często rości sobie także prawo do oceniania teraźniejszości. Jeśli przez całe pokolenia uczono, że centrum Europy jest na Zachodzie, łatwo potem uznać, że głos Warszawy, Pragi, Wilna, Kijowa, Rygi, Tallina czy Budapesztu jest mniej dojrzały, bardziej emocjonalny, mniej racjonalny albo bardziej prowincjonalny. A to jest nieprawda. Europa Środkowa i Wschodnia nie potrzebuje protekcjonalnego współczucia. Potrzebuje partnerskiego słuchania. Nie potrzebuje lekcji z europejskości od tych, którzy sami często nie uporządkowali własnych mitów historycznych. Potrzebuje uznania, że jej doświadczenie nie jest dodatkiem do Europy, lecz jednym z jej fundamentów.

.Demokracja europejska nie może polegać wyłącznie na procedurach, instytucjach i funduszach. Demokracja to także prawo ludzi i narodów do realnego udziału w rozmowie. Przykład Szwajcarii pokazuje, że obywatela można traktować poważnie – nie tylko jako odbiorcę decyzji, lecz jako współtwórcę wspólnoty. Europa również musi nauczyć się słuchać obywateli i narodów, a nie tylko nimi zarządzać.

Nie chcę Europy, w której o prawdzie decyduje siła budżetu, mediów i instytucji. Nie chcę Europy, w której jedni mają zawsze głos nauczyciela, a drudzy mają rolę ucznia. Nie chcę Europy, w której pamięć Zachodu staje się automatycznie pamięcią europejską, a pamięć naszego regionu musi się dopiero tłumaczyć ze swojej odmienności.

Chcę Europy uczciwej. Uczciwość polega na tym, by nie przedstawiać Franków, Sasów, Bawarów, Alemanów, dawnych miast Rzeszy czy cesarstwa rzymskiego jako prostego przedłużenia nowoczesnych Niemiec. Uczciwość polega na tym, by Gdańsk, Śląsk, Pomorze, Prusy, Czechy, Litwę, Ruś czy Węgry opisywać zgodnie z realiami ich epoki, a nie według późniejszych map narodowych. Uczciwość polega na tym, by nie zabierać narodom ich własnej pamięci tylko dlatego, że ktoś inny ma silniejszy głos.

Oczywiście Polacy także muszą patrzeć krytycznie na własną historię. Nie chodzi o to, aby tworzyć polską legendę bez skazy. Chodzi o to, aby krytyczna rozmowa była rozmową równych. Nie może być tak, że jedni mają prawo do wielkiej narracji, a drudzy tylko do przyjmowania cudzych ocen.

Europa potrzebuje dziś nie mniej, lecz więcej głosów. Potrzebuje historii opowiadanej z Paryża, Londynu, Rzymu i Berlina, ale także z Warszawy, Pragi, Wilna, Kijowa, Rygi, Tallina, Lwowa, Gdańska, Wrocławia, Krakowa i Budapesztu. Potrzebuje pamięci, która nie jest dyktatem najsilniejszej opowieści, lecz spotkaniem wielu doświadczeń. Bo wspólnota nie polega na tym, że jeden głos mówi za wszystkich. Wspólnota zaczyna się tam, gdzie każdy naród może powiedzieć: moja historia także należy do Europy. Moje doświadczenie także jest ważne. Moja pamięć nie jest przeszkodą w europejskości, lecz jej częścią.

.Dlatego pytanie o uczciwą pamięć europejską nie jest pytaniem akademickim. To pytanie o kształt dzisiejszej Europy. Czy będzie ona kontynentem równych pamięci, czy kontynentem jednej dominującej narracji? Czy będzie przestrzenią rozmowy, czy przestrzenią pouczania? Czy pozwoli narodom Europy Środkowej i Wschodniej mówić własnym głosem, czy nadal będzie oczekiwać, że dopasują swoją historię do cudzej opowieści?

Jeżeli Europa ma być naprawdę wspólna, musi najpierw nauczyć się słuchać. Nie tylko Zachodu. Także tych narodów, które zbyt długo słyszały, że są na peryferiach, choć przez całe wieki były w samym środku europejskiej historii.

Andreas Kajzer

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 czerwca 2026