Czy przyszłego prezydenta Francji wybiorą internetowe trolle?

Arnaud DASSIER

Specjalista od wywierania wpływu i kreowania wizerunku w sieci. Był zaangażowany w około dwudziestu kampaniach wyborczych w Internecie od 1997 roku, m. in. w kampanii Jacques’a Chiraca w 2002 roku i Nicolasa Sarkozy’ego w 2007 roku.

Rosjanie są mistrzami wojny hybrydowej – strategii łączącej potencjał militarny, operacje specjalne w terenie oraz wojnę informacyjną. Setki młodych „kremlowskich trolli”, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, zalewają media społecznościowe tysiącami artykułów, fotomontaży, postów i komentarzy. A osoby, które nie podzielają ich poglądów, kwitują wpisami typu: „How much the CIA paid you?”.


Tekst dostępny jedynie w wariancie PREMIUM. Aby założyć Konto PREMIUM - [TUTAJ]. Obecnie Konto PREMIUM jest kontem BEZPŁATNYM.

Jeśli posiadasz już konto PREMIUM, zaloguj się.

Czy pytanie tytułowe nie jest postawione zbyt śmiało? Amerykanie dyskutują o tym zjawisku od czasu wyboru Donalda Trumpa, a ekipa „Ali” Juppégo odkąd ten przegrał w prawyborach na prawicy. Dzięki Internetowi populizm rozsiewa się po świecie. Na kogo padnie teraz? – pyta Arnaud DASSIER

.Odkąd istnieje Internet, ludzie debatują nad jego wpływem na życie polityczne, demokrację i kampanie wyborcze. Po straconych złudzeniach demokracji bezpośredniej i po drugiej młodości aktywizmu – którego najlepszym przykładem była kampania Baracka Obamy – nadszedł czas wiadomości „alternatywnych” i propagandy, rozprzestrzenianych poprzez media społecznościowe.

Bez wątpienia to Rosjanie są mistrzami we wpływaniu na opinię publiczną poprzez media w sieci. Znają siłę propagandy – pamiętają ją jeszcze z czasów ZSRR. Sztuka prowadzenia wojny informacyjnej jest w dalszym ciągu wykładana w rosyjskich uczelniach kształcących dyplomatów i wojskowych.

Były kagiebista Władimir Putin jest ważnym ogniwem tej strategii oddziaływania na zagraniczne media. Rosja angażuje się w nią adekwatnie do swoich geopolitycznych ambicji: co roku wydaje na ten cel setki milionów, zatrudniając tysiące pracowników, których zadaniem jest nieprzerwane zasypywanie świata treściami pochodzącymi z rosyjskich mediów, takich jak Russia Today i Sputnik.

Setki młodych „kremlowskich trolli”, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, zalewają media społecznościowe tysiącami artykułów, fotomontaży, postów i komentarzy. A osoby, które nie podzielają ich poglądów, kwitują wpisami typu: „How much the CIA paid you?”.

Rosjanie są mistrzami wojny hybrydowej – strategii łączącej potencjał militarny, operacje specjalne w terenie oraz wojnę informacyjną.

I osiągają swoje cele, mimo że niejednokrotnie jakość tych treści pozostawia wiele do życzenia. Udało im się sprawić, że świat przełknął inwazję na Krym i Ukrainę, a nawet zestrzelenie samolotu pasażerskiego z 298 osobami na pokładzie. Wojny wszczynano z o wiele bardziej błahych powodów.

Ta strategia hybrydowa jest na tyle silna, że świat zastanawia się dziś czy Rosja nie dominuje w geopolityce światowej, mimo że przecież jest dziesięć razy biedniejsza od Stanów Zjednoczonych i ma od nich dziesięciokrotnie mniejszy potencjał militarny.

Propaganda zaczyna się od manipulowania informacją: fakty są przedstawiane w sposób tendencyjny, wymyślane są całe historie, do których dołącza się fotomontaże itd. Dąży się do rozhisteryzowania opinii publicznej, bądź to zdjęciami bądź słowami o dużym ładunku emocjonalnym.

Celem jest wywołanie zamętu w głowach odbiorców: rzeczywistość ma ustąpić miejsca rzeczywistości wirtualnej. Nawet media tradycyjne, dbające o równowagę informacyjną, dopuszczające do głosu wszystkie strony, wpadają w tę pułapkę.

Propaganda pozwala również polaryzować debatę, utrzymywać kontrolę nad opinią publiczną u siebie w kraju, udostępniać swoim zwolennikom treści, by ci mogli je dalej rozpowszechniać w mediach społecznościowych, tworząc wrażenie, że panuje powszechne przyzwolenie na takie a nie inne działania.

Arnaud Dassier o manipulacji mediów

Fotografia ambasadora Stanów Zjednoczonych w Rosji na konferencji prasowej po zabójstwie Borisa Niemcowa była przerabiana w taki sposób, by „pokazać”, że USA wspierają rosyjską opozycję.

.Możliwość oddziaływania poprzez Internet jest od dawna wykorzystywana przez mniej liczące się, skrajne lub wręcz marginalne nurty polityczne, które nie mają dostępu do mediów tradycyjnych. Brak środków nadrabiają atrakcyjnością i wiralnością niczym nieskrępowanego i nie podlegającego kontroli przekazu. To wzbudza ciekawość internautów, skłania sympatyków do ciągłego angażowania się na rzecz sprawy i pozwala liczyć na ich niesłabnące wsparcie (gdy tymczasem aktywistów partii tradycyjnych przybywa jedynie w czasie kampanii wyborczych, wtedy ich zaangażowanie jest zresztą największe). Takie podejście jest prawie tak stare jak Internet. Co więc się zmienia?

Nowością jest pojawienie się mediów związanych z konkretną opcją polityczną (na przykład Breitbart.com w Stanach Zjednoczonych, albo fdesouche.com i Boulevard Voltaire we Francji). Ich oddziaływanie jest dużo większe ponieważ rozpowszechnianie treści poprzez media społecznościowe takie jak Facebook i Twitter (będące obecnie głównym miejscem pozyskiwania informacji) pozwala im dotrzeć do szerszego, uniwersalnego grona odbiorców. Dzień za dniem, idee, którymi nasycone są te treści, przenikają do opinii publicznej. To dzięki temu Państwo Islamskie, mimo ograniczonych, wręcz amatorskich środków, potrafiło uwieść miliony muzułmanów na całym świecie i wyeksportować dzięki nim dżihad do krajów Zachodu.

Popularność alternatywnych, internetowych kanałów informacji pozwala rozprzestrzeniać się tak dżihadowi, jak i populizmowi.

Dwa niespodziewane wydarzenia – wynik referendum w sprawie Brexitu i zwycięstwo Donalda Trumpa – pokazały nam, jak duży wpływ na opinię publiczną mają media alternatywne i zaangażowane. Dotąd bowiem to media tradycyjne i klasa polityczna miały kontrolę nad debatą polityczną i grą wyborczą. Polityka zaczyna się uberyzować, ale nie tak, jak sobie wyobrażano (demokracja płynna jest wciąż utopią), i do tego nie odbywa się to w służbie idei wolnościowych, które przyświecają elitom świata cyfrowego.

W Stanach Zjednoczonych toczy się obecnie poważna debata o roli, jaką odegrały „fake newsy” i media zaangażowane a także aktywność na portalach społecznościowych działaczy ruchu Alt Right oraz kremlowskich trolli w niespodziewanym wyborze Donalda Trumpa. Przy okazji obecnej kampanii wyborczej w Niemczech, podobne zabiegi są wymierzone przeciwko Angeli Merkel. Dotyczy to oczywiście również kampanii we Francji.

Jednym z najlepszych przykładów mediów zaangażowanych jest blog fdesouche.com, który stał się jednym z najbardziej wpływowych graczy na francuskiej scenie politycznej. Blog ten od ponad dziesięciu lat, z ciągle rosnącą oglądalnością (miesięcznie 3 miliony wejść), przedstawia wiadomości dobrane tak, by wywoływały lęk, co wpisuje się w tezy identytarystyczne pojawiające się w komentarzach pod tekstami. Rozprzestrzenianie się tych informacji poprzez portale społecznościowe doprowadziło stopniowo do pojawienia się, a później dominacji, idei identytarystycznych w debacie publicznej, przyczyniając się do coraz większej popularności Marine Le Pen i Frontu Narodowego.

Skrajnie prawicowe portale internetowe przedostały się ze swoimi tematami nie tylko do opinii publicznej, ale zdołały narzucić je również mediom i klasie politycznej.

W taki sam sposób, z pomocą mediów internetowych takich jak Riposte Laïque i Boulevard Voltaire, prawica określana jako „prawica za murami” prowadziła kampanię przeciwko Alainowi Juppé w trakcie prawyborów na prawicy (zniekształcając jego imię do formy „Ali” i przedstawiając go w memach z długą brodą i tradycyjnym stroju muftiego, zarzucając mu ustępstwa na rzecz muzułmanów). Jaki był tego skutek, wszyscy wiemy.

Portale lewicowe przyczyniły się zaś do wzrostu poparcia dla Benoîta Hamona w trakcie prawyborów w Partii Socjalistycznej oraz do ogromnej popularności na Youtube Jean-Luca Mélenchona. Ten sukces pośrednio jest dziełem wpływowych youtuberów politycznych (takich jak np. Osons Causer), którzy stworzyli odpowiedni ideologiczny klimat wśród młodzieży uzależnionej od filmików w sieci.

Internetowe trolle wywodzące się z portali odwołujących się do wartości patriotycznych i skrajnie prawicowych przyczynili się do porażki Alaina Juppé w prawyborach na prawicy i w centrum. Rozpowszechniali w sieci powyższego mema z merem Bordeaux, wypowiadającego słowa „Proponuję wybudować meczet w każdym francuskim miasteczku”.

Internetowe trolle wywodzące się z portali odwołujących się do wartości patriotycznych i skrajnie prawicowych przyczynili się do porażki Alaina Juppé w prawyborach na prawicy i w centrum. Rozpowszechniali w sieci powyższego mema z merem Bordeaux, wypowiadającego – fałszywe –  słowa: „Proponuję wybudować meczet w każdym francuskim miasteczku”.

.Zasadne staje się pytanie: czy aktywność tych wpływowych portali jest w stanie zachwiać pozycją faworytów należących do „kręgu racjonalności”?

Kandydaci wywodzący się z tradycyjnych partii, w kontekście tej machiny ideologicznej nakręcanej przez Internet, wypadają blado. François Fillon, z punktu widzenia obecności w mediach społecznościowych, prezentuje się słabo jak na byłego premiera i zwycięzcę w prawyborach, w których wzięło udział 4,3 miliona głosujących: ma tylko 330 tysięcy obserwujących. Tymczasem Jean-Luc Mélenchon ma ich 830 tysięcy, a Marine Le Pen 1,3 miliona. Czy mamy tu do czynienia z przejawem podskórnej tendencji, która przełoży się na jakąś niespodziankę w pierwszej turze wyborów prezydenckich?

.Zaangażowane media internetowe, choć dużo mniej liczne i niedofinansowane, ale za to korzystające z portali społecznościowych, potrafią być konkurencją dla mediów tradycyjnych i z powodzeniem oddziaływać na klimat ideologiczny i debatę polityczną. Stały się głosem ludu przeciwko elitom. Odsłaniają prawdę, którą się przed nim ukrywa, ujawniają wyimaginowane spiski, nic sobie nie robiąc z ograniczeń, jakie narzuca debacie politycznej poprawność polityczna. Skutkiem tego nowego rozdania medialnego jest populistyczne i geopolityczne tornado. Mamy już putynizm, zaimportowany na Zachód dżihadyzm, Brexit, Donalda Trumpa i „Aliego” Juppé… Kto będzie następny?

Arnaud Dassier

 

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi