Iwan KRASTEW: Pandemia wzmocniła ideę silnego państwa narodowego Iwan KRASTEW: Pandemia wzmocniła ideę silnego państwa narodowego

Pandemia wzmocniła ideę silnego państwa narodowego

Photo of Iwan KRASTEW

Iwan KRASTEW

Szef Centrum Strategii Liberalnych w Sofii i członek rzeczywisty Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu (IWM). Jego najnowsza książka nosi tytuł In Mistrust We Trust: Can Democracy Survive When We Don't Trust Our Leaders? (W nieufności nasza ufność. Czy demokracja przetrwa, skoro nie ufamy przywódcom?).

zobacz inne teksty Autora

To na Europę COVID-19 wywrze najbardziej radykalny wpływ polityczny. Możemy być świadkami fali konfliktów politycznych i wojskowych, powinniśmy się także spodziewać kolejnych fal migracji – pisze Iwan KRASTEW

.Dziś potrafimy sobie wyobrazić wszystko, bo atakuje nas zewsząd coś, co wydawało się niewyobrażalne. Nagle można pomyśleć, że Stany Zjednoczone wprowadzą wreszcie powszechną ochronę zdrowia, że Chiny mogą zająć ich miejsce jako najważniejsze światowe mocarstwo, że rosyjski prezydent Władimir Putin może stracić władzę, że Unia Europejska się rozpadnie lub przemieni w Stany Zjednoczone Europy.

Kiedy samoloty są uziemione, a wielkie zatruwające środowisko korporacje zamknęły linie produkcyjne, aktywistki i aktywiści klimatyczni zaczęli wierzyć, że ich sny „o niskowęglowym świecie są w zasięgu ręki. A kiedy zamknięte są granice między państwami członkowskimi Unii Europejskiej, prawicowi populiści i populistki nabierają nadziei, że może już nigdy nie zostaną otwarte.

Jak powiedziała kanadyjsko-amerykańska reżyserka i aktywistka Astra Taylor, „reakcja na pandemię koronawirusa pokazała prostą prawdę: te same narzędzia polityki, które od lat – zdaniem wybieranych przez nas oficjeli – miały być niedostępne i niemożliwe do wdrożenia, nagle okazały się wybitnie praktyczne i jak najbardziej osiągalne […]. Teraz już wiemy, że «reguły», pod których władzą żyliśmy, wcale nie były czymś koniecznym […]. To niepowtarzalna szansa na to, by nie tylko wcisnąć przycisk stop i na chwilę złagodzić ból, lecz by trwale zmienić reguły”.

To rzeczywiście szansa, ale też śmiertelne ryzyko.

Nie jest już tajemnicą, że „ludzie są rządzeni […] dzięki słabości ich wyobraźni”. Kiedy jednak COVID-19 spuścił polityczną wyobraźnię społeczeństwa ze smyczy, paradoksalnie, w tym samym czasie sparaliżował polityczną wyobraźnię elit. Rządy poczuły się zmuszone wdrożyć całą serię nadzwyczajnych rozwiązań, ale wciąż działają w przekonaniu, że gdy tylko kryzys się skończy, świat wróci do punktu, w którym znajdował się wcześniej.

Polityka to nie to co sztuka. W sztuce automatyczne postrzeganie zabija, jak twierdził Wiktor Szkłowski, XX-wieczny rosyjski teoretyk literatury: „automatyzacja zjada rzeczy, ubranie, meble, żonę i lęk przed wojną”[19]. Był przekonany, że dzieło sztuki ma zdolność czynienia znajomego widoku udziwnionym, że zmusza nas, by spojrzeć na coś świeżym okiem. Polityka działa odwrotnie: sprawia, że to, co nieznajome, traktujemy jak dobrze znane. Sztuka wywołuje u publiczności ekscytację czymś „normalnym”, natomiast polityka trywializuje to, co wyjątkowe.

W tym kontekście COVID-19 wytrąca polityków z ich zwykłego modus operandi. Aby mobilizować opinię publiczną, zmuszeni są podkreślać, że to kryzys bez precedensu, nawet w tych krajach, gdzie liczba zarażonych i zmarłych jest obecnie bardzo niewielka (jak w mojej rodzinnej Bułgarii). Równocześnie, aby przekonać tych samych ludzi, że polityka jest w stanie rozwiązać kryzys we wszystkich jego wymiarach, europejskie rządy starają się ukazywać COVID-19 jako powtórne nadejście, naraz, trzech poprzednich kryzysów, które spadły na stary kontynent w ostatniej dekadzie – terroryzmu, kryzysu finansowego i uchodźczego.

Ogłaszając wirusa „niewidzialnym wrogiem” i stosując do śledzenia zakażeń te same technologie, które wcześniej służyły do wykrywania terrorystów, rządy wywołały u ludzi poczucie, że koronawirus to jakiś nowy rodzaj terroryzmu.

Na podobnej zasadzie zamykanie granic między krajami członkowskimi Unii Europejskiej w odpowiedzi na pandemię przywołało kryzys uchodźczy z 2015 roku i strach przed szerzeniem się nacjonalizmu etnicznego. I choć to pandemia wzmocniła ideę silnego państwa narodowego, istnieje niebezpieczeństwo, że przywódcy polityczni nie zdołają dostrzec szczególnej natury nacjonalizmu napędzanego przez kryzys.

Z kolei toczona w Europie debata na temat „koronaobligacji” sugeruje, że jesteśmy dziś świadkami kryzysu finansowego podobnego do wielkiej recesji. Choć jednak gospodarcze konsekwencje COVID-19 pod wieloma względami ją przypominają, to ekonomiści „są zgodni, że obecny kryzys jest nie tylko głębszy, ale też fundamentalnie różny od poprzedniego. Pandemia COVID-19 zaburzyła globalne łańcuchy dostaw i spowodowała kryzys równocześnie popytu i podaży, który przyniesie duże bezrobocie. Jak zauważa brytyjski historyk gospodarki Adam Tooze, „nie było dotąd równie twardego lądowania. Coś nowego się dzieje pod słońcem. I jest to przerażające”. Także reakcje obywateli na ograniczanie ich praw przez rządy w kontekście koronakryzysu znacząco różnią się od tych z epoki „wojny z terroryzmem.

Wreszcie, nacjonalizm uruchamiany przez COVID-19 jest znacząco odmienny od nacjonalizmu etnicznego napędzanego przez kryzys uchodźczy. A jednak, powodowani impulsem, by radzić sobie z niepewnością przez oswajanie tego, co nieznajome „politycy wolą zamykać oczy na nowy charakter kryzysu. Ignorują przy tym ryzyko, że traktowanie tego kryzysu jak po prostu kolejnej recesji rozpali dawne konflikty w Europie. Próbują stosować politykę, która nawet jeśli zadziałała wcześniej, dzisiaj może się okazać nieskuteczna.

COVID-19 jest oczywiście kryzysem globalnym w najbardziej dosłownym sensie, a najboleśniej uderzy zapewne w globalne Południe. Program Żywnościowy Narodów Zjednoczonych ostrzegał już, że liczba ludzi zagrożonych brakiem bezpieczeństwa żywnościowego lub po prostu głodem może się do końca 2020 roku podwoić, do 265 milionów ludzi. Możemy ponadto być świadkami fali konfliktów politycznych i wojskowych; powinniśmy się także spodziewać kolejnych fal migracji. Jednak to na Europę COVID-19 wywrze najbardziej radykalny wpływ polityczny. A to dlatego, że „pandemia podkopuje sam fundament, na którym wzniesiono europejski projekt – mianowicie przekonanie, że współzależność to najsolidniejsze źródło bezpieczeństwa i dobrobytu.

.Właśnie z tego powodu wierzę, że Unia Europejska będzie po tym kryzysie zupełnie inna. Może się rozpaść, może się przekształcić w XXI-wieczną kopię średniowiecznego Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a więc unię tylko z nazwy, może też uzyskać strategiczną autonomię. Unia zawsze była ukochanym dzieckiem globalizacji, ale to właśnie groźba deglobalizacji może Wspólnotę europejską skonsolidować i jeszcze silniej zintegrować. Jedno jest pewne: z tego kryzysu Unia Europejska nie będzie mogła tak po prostu wybrnąć.

Iwan Krastew
Tekst pochodzi z książki “Nadeszło jutro. Jak pandemia zmienia Europę” wyd. Krytyka Polityczna.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 stycznia 2021

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam