Na drodze do doktoratu (2) Stypendia dla doktorantów

Jacek LEWICKI

Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktor n. społecznych. Współzałożyciel i wiceprezes Fundacji Młodej Nauki. Pełnił funkcję m.in. członka Rady Młodych Naukowców (2012-2015), eksperta bolońskiego (2011-2013); wiceprzewodniczącego Krajowej Reprezentacji Doktorantów (2009-2011). Współpracował z Polską
Komisją Akredytacyjną. Zawodowo zajmuje się m.in. edukacją pozaformalną oraz zmianami systemowymi w szkolnictwie wyższym i nauce.

zobacz inne teksty autora

Kontynuacja

Poprawa warunków materialnych doktorantów oraz zmiana formuły kształcenia przyszłych doktorów zapowiedziana przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego mają zwiększyć efektywność studiów doktoranckich – pisze Jacek LEWICKI

Studia doktoranckie, będące obecnie podstawową formą kształcenia przyszłych doktorów, uległy podobnemu do studiów wyższych procesowi umasowienia. Co więcej, o ile w dobie niżu demograficznego liczba studentów maleje od lat, to doktorantów raczej nie ubywa[1]. Efektywność licznych studiów doktoranckich jest bardzo niska, tzn. mało który doktorant broni się w terminie, a bardzo wielu po prostu rezygnuje „z doktoratu”. Przyczyny tego stanu są oczywiście liczne, od braku dostatecznych środków na badania naukowe, przez brak wsparcia merytorycznego promotorów, zdarzenia losowe, po „odkrycie” przez poszczególnych doktorantów, że nauka nie jest im przeznaczona (tudzież oni jej). Jednak bardzo istotną przyczyną jest konieczność podjęcia pracy zarobkowej, która nie jest związana z tematyką doktoratu. Praca zawodowa plus obowiązki rodzinne — i czasu na badania zbyt wiele nie zostaje.

Z punktu widzenia polskiego prawa doktorant jest… doktorantem (uczestnikiem studiów doktoranckich), tzn. nie jest ani studentem, ani pracownikiem. Choć w praktyce jego zabezpieczenie materialne wzorowane jest na rozwiązaniach dla studentów, a kwestie działalności naukowej — na rozwiązaniach dla pracowników nauki. Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym (UPSW) wskazuje m.in. na stypendium doktoranckie, zwiększenie stypendium doktoranckiego, świadczenia z funduszu pomocy materialnej (FPM, wspólnego ze studentami), stypendia fundowane przez jednostki samorządu terytorialnego czy stypendia ministra dla wybitnych.

Niestety, stypendium doktoranckie, którego minimalna kwota wynosi 60% podstawowego uposażenia asystenta (ok. 1,4 – 1,5 tys. zł), jest przyznawane (na rok) przez jednostkę prowadzącą studia doktoranckie. Przy czym jednostka musi wygospodarować środki na te stypendia, co w praktyce oznaczało, że stypendia mogli otrzymywać np. prawie wszyscy doktoranci albo nikt. „Oznaczało”, gdyż po noweli UPSW z 2016 r. od nowego roku akademickiego połowa doktorantów (na studiach doktoranckich stacjonarnych) będzie musiała takie stypendium otrzymywać. Zwiększenie stypendium doktoranckiego w kwocie min. 800 zł przysługuje zaś grupie do 30% najlepszych doktorantów na danym roku, a środki kierowane przez MNiSW są celowe. Co istotne, pomimo nazwy zwiększenie mogą otrzymywać najlepsi doktoranci, którzy nie mają stypendium doktoranckiego (np. jednostka przyznaje tylko dla 10%, a oni są w grupie 30%). W ramach FPM obok świadczeń typowo socjalnych przyznawane są stypendia rektora (w PAN — dyrektora instytutu) dla najlepszych doktorantów. Ich liczba i wysokość są bardzo różne i zależą m.in. od wysokości środków przeznaczonych na pomoc socjalną w jednostce czy od podziału puli pomiędzy studentów i doktorantów (max. 6%) w skali danej uczelni. Pozostałe świadczenia, o których wspomina UPSW, mają charakter fakultatywny, najczęściej związane są z udokumentowanymi osiągnięciami, często wymogiem formalnym jest otwarty przewód doktorski itp. Natomiast stypendia doktoranckie, zwiększenie stypendium czy środki z FPM można uzyskać już od początku I roku studiów doktoranckich.

Inne przepisy mówią m.in. o stypendiach doktorskich (finansowanych przez pracodawców pracownikom po otwarciu przewodu doktorskiego) czy środkach na rozwój młodych naukowców (kadry do 35. roku życia i części doktorantów). Wreszcie mamy wynagrodzenia i stypendia w ramach grantów badawczych zarówno kierowanych wprost do osób bez stopnia doktora (np. „Preludium” Narodowego Centrum Nauki), jak i naukowców, którzy w ramach tworzenia zespołów badawczych mogą (niekiedy muszą) zatrudniać doktorantów. Jednak pula tych środków jest ograniczona. Co więcej, najczęściej wymagane jest wykazanie się osiągnięciami naukowymi. Czyli doktorant przez jakiś okres musi pracować naukowo i jednocześnie z czegoś się utrzymywać. Niektórzy nie mają szansy na stypendia lub otrzymują tylko niskie świadczenie (np. tylko 800 zł ze zwiększenia). Inni kumulują stypendia, granty i nagrody — dzięki własnej pracy i talentowi, ale także dlatego, że tematyka ich badań jest atrakcyjna z punktu widzenia programów grantowych czy przemysłu lub ich promotor prowadzi duży grant i może ich zatrudnić.

Doktoranci nie mogą być studentami, ale też nie ma szans, by zatrudnić wszystkich jako asystentów. Powinni zatem pozostać doktorantami, ale z jasno określonymi (i dopasowanymi do tej grupy) prawami i obowiązkami. Zatem czym powinno być stypendium doktoranckie? Na pewno nie może być traktowane jako wynagrodzenie za zajęcia ze studentami. Doktoranci bowiem nie mają pensum. Zajęcia dydaktyczne powinni prowadzić w ramach praktyk kształtujących ich kompetencje jako potencjalnych nauczycieli akademickich. Niestety, nadal w wielu jednostkach pokutuje przekonanie o doktoranckim pensum. Stypendium powinno zabezpieczać podstawowe warunki materialne, tak by doktorant mógł skupić się na swoich studiach (prowadzeniu badań i udziale w zajęciach).

Krajowa Reprezentacja Doktorantów (KRD) postuluje przyznawanie stypendium doktoranckiego wszystkim doktorantom[2]. KRD proponuje przyznawać stypendium na 2 lata (tj. połowę typowego programu studiów doktoranckich), po czym osiągnięcia doktoranta mają być weryfikowane celem przedłużenia stypendium w wyższej kwocie na kolejne 2 lata. Postulat to bardzo słuszny, doprecyzowałbym jedynie, że doktorant i tak musi być oceniany co roku (ocena formująca). Należy też jasno ustalić główne kryteria oceny, tj. postępy w pracy naukowej — dydaktyka i działalność organizacyjna powinny mieć charakter dodatkowy, ale nie można z nich zrezygnować, gdyż kształtują ważne kompetencje miękkie przyszłych doktorów.

Istotna jest także wysokość stypendium doktoranckiego oraz inne dostępne świadczenia. Osobiście uważam, że minimalna wysokość stypendium nadal powinna stanowić procent wynagrodzenia asystenta, które jednak musi wyraźnie wzrosnąć (podobnie jak pensje na innych stanowiskach). Przy odpowiednio wysokim stypendium doktoranckim o charakterze powszechnym można wyłączyć doktorantów z FPM i znieść zwiększenie stypendium doktoranckiego. W tak uproszczonym systemie wsparcie socjalne można ograniczyć do wsparcia osób z niepełnosprawnością (np. poprzez PFRON), zapomogi losowe i dostęp do akademików. Całość kształcenia na studiach doktoranckich i zabezpieczenia materialnego doktorantów należy przenieść do części „nauka” budżetu państwa, co również będzie pewnym uproszczeniem systemu. Jednocześnie należy zostawić pełną swobodę instytucjom otoczenia społeczno-gospodarczego w fundowaniu stypendiów, grantów czy zatrudnianiu doktorantów do prac badawczych w ramach doktoratów aplikacyjnych. Stworzenie bazy materialnej dla pierwszych dwóch lat studiów doktoranckich zapewni bowiem równość szans w ubieganiu się przez adeptów nauki o środki dla najlepszych.

Oczywiście zmiany będą musiały być powiązane z nowym modelem kształcenia przyszłych doktorów i nowym systemem finasowania nauki i szkolnictwa wyższego. Postulaty w tym obszarze przedstawiły trzy zespoły eksperckie w ramach konkursu założeń do tzw. Ustawy 2.0[3]. Debaty na ten temat prowadzone są w ramach konferencji Narodowego Kongresu Nauki, ale także oddolnie, np. przez ruch Obywateli Nauki, Parlament Studentów RP, Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej czy wspomnianą KRD. Natomiast tematyce samych studiów doktoranckich w ostatnich kilkunastu miesiącach poświęcono różne opracowania eksperckie[4]. Niestety, można odnieść wrażenie, że większość tych debat zamyka się w ramach środowiska akademickiego, a szerszy oddźwięk społeczny kreowany jest przez szczątkowe i nieraz wypaczone doniesienia medialne. Tymczasem rozwój nauki i szkolnictwa wyższego (w tym kształcenie elit obywatelskich, m.in. na studiach doktoranckich) ma istotne znaczenie dla rozwoju społeczno-gospodarczego kraju we współczesnym, zglobalizowanym świecie.

Jacek Lewicki

[1] O czym wspominałem m.in. na łamach WcN w październiku 2015 r.: [LINK]  [2] Doktorat 2.0. Doktoranckie założenia do ustawy 2.0. — prawo o szkolnictwie wyższym, KRD, maj 2017, [LINK], s. 8  [3] Dostępne na stronach MNiSW: [LINK]  [4] Np. Opracowanie programów studiów doktoranckich o zróżnicowanych profilach, Warszawa, styczeń 2017, [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi