Jacek LEWICKI: "Nasz (bez)ład codzienny"

TSF Jazz Radio

"Nasz (bez)ład codzienny"

Jacek LEWICKI

Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktor n. społecznych. Współzałożyciel i wiceprezes Fundacji Młodej Nauki. Pełnił funkcję m.in. członka Rady Młodych Naukowców (2012-2015), eksperta bolońskiego (2011-2013); wiceprzewodniczącego Krajowej Reprezentacji Doktorantów (2009-2011). Współpracował z Polską
Komisją Akredytacyjną. Zawodowo zajmuje się m.in. edukacją pozaformalną oraz zmianami systemowymi w szkolnictwie wyższym i nauce.

zobacz inne teksty autora

Jakiś czas temu na portalu prezentującym zmyślone, nieraz nieprawdopodobne informacje gruchnęło, że znany fotograf chciał zrobić zdjęcie z lotu ptaka Warszawie, ale miasto przesłoniły mu reklamy. Niestety, gdy poruszamy się po ulicach większości polskich miast, miasteczek, wsi i po drogach je łączących, uśmiech po usłyszeniu takiego „newsa” ustępuje przygnębieniu, bo mimo wszystko obrazuje on stan naszej przestrzeni publicznej.

.Czy Polska jest ładna? Czy w Polsce jest ładnie? Żyjemy w przekonaniu, że tak. Abstrahując od kwestii indywidualnych gustów czy zróżnicowania estetycznego poszczególnych zakątków kraju, należy raczej zapytać, czy w Polsce panuje ład w przestrzeni publicznej. Chyba nie za bardzo. Poza wspomnianymi reklamami są u nas również liczne inne tego rodzaju plagi, które wskazują urbaniści, architekci, dziennikarze. Za Filipem Springerem (Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni, Wołowiec 2013) można wskazać m.in. niedopasowanie inwestycji do otoczenia, chaotyczną suburbanizację, zawłaszczanie przestrzeni wspólnych (osiedla grodzone), czy „pastelozę” (bezładne malowanie zwłaszcza blokowisk w najróżniejsze kolory) i in.

Dlaczego tak jest? W dobie transformacji kraj i społeczeństwo będące na dorobku mogło zachłysnąć się nowym, kolorowym kapitalizmem, jakże przyjemnie różnym od (dosłownej) szarości PRL. Jednak prawo własności czy wolny rynek w wielu krajach zachodnich nie stoją w sprzeczności z ładem przestrzennym. Może zatem ubóstwo? Też nie, bo czy cena farby na styropianie ocieplającym blok zależy od koloru? Niemniej pieniądze odgrywają rolę, i to istotną, co podkreśla F. Springer, ukazując relację zysku z nielegalnej reklamy do możliwych za nią kar.

Co gorsza, większe pieniądze mogą powodować większe szkody. Z jednej strony niekontrolowana suburbanizacja wynikająca z chęci posiadania domu pod miastem bardzo często psuje przestrzeń, która staje się bardzo daleka od sielskiej wsi. Z drugiej reurbanizacja centrów miast podnosi wartość śródmiejskich dzielnic, ale kosztem ich funkcji. W ilu polskich miastach odnowione uliczki kryją tylko banki i sklepy, które jakimś cudem uchowały się przed zamknięciem w „galeriach” handlowych? Gdzie indziej powrót klasy średniej do mieszkań w centrach miast, jak można w uproszczeniu zdefiniować proces gentryfikacji, nie zawsze pozytywnie wpływa na uboższych sąsiadów. Jako skrajne przykłady pogoni za zyskiem podać można działania „czyścieli kamienic” czy też doprowadzanie do ruiny zabytkowej zabudowy i zastępowanie jej mierną architekturą współczesną.

.A zatem może złe jest prawo? Owszem, prawo nie jest doskonałe, ale jeszcze gorzej wychodzi jego stosowanie. Znajomy urbanista opowiadał mi, jak w kilku gminach przy sporządzaniu planów miejscowych próbował ograniczać stosowanie szarych, prefabrykowanych ogrodzeń betonowych od strony ulic. Niestety, w konsultacjach społecznych taki zakaz budził liczne protesty, pomimo że zwykła siatka nie kosztuje więcej i bywa znacznie trwalsza. A ileż to samowolek budowlanych nie może doczekać się rozbiórki? Niektóre doczekają się legalizacji, jak na krakowskim Kazimierzu, inne, jak przy warszawskim pl. Politechniki, straszyć jeszcze będą oczodołami pustych okien.

Trudno odmówić słuszności autorowi Wanny z kolumnadą, że sami sobie jesteśmy winni.

Sami jesteśmy winni swoją biernością, obojętnością, niedocenianiem roli edukacji plastycznej w szkołach.

Jak słusznie bowiem zauważa inny autor, Krzysztof Nawratek (Miasto jako idea polityczna, Kraków 2008), każdy z nas ma dość ograniczone potrzeby korzystania z miasta, które zanika jako wspólnota, wspólnota polityczna.

Chyba naprawdę jesteśmy jak straszni mieszczanie Tuwima, widzący wszystko fragmentarycznie, oddzielnie i chętnie przeżuwający medialną papkę serwowaną przez tych, którzy hołdują nie najwyższym gustom. Do tego należy dołożyć ogólnie niski poziom zainteresowania sprawami publicznymi, wręcz bezrefleksyjną wiarę zleceniodawców w zapewnienia agencji reklamowych, że „dużo” znaczy „lepiej”, trwałość prowizorek itd.

.Na szczęście są jednak i pozytywne przykłady. Władzom Krakowa z niemałym trudem przychodzi porządkowanie Starego Miasta objętego tzw. parkiem kulturowym. Z kolei tzw. ustawa krajobrazowa (inicjatywa prezydenta B. Komorowskiego) da samorządom nowe narzędzia do walki z reklamami. Pytanie tylko czy samorządom uda się z nowych przepisów skorzystać, gdyż np. Business Centre Club wnioskuje o skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

Obok brzydkich lub co najwyżej nijakich budynków powstają naprawdę ciekawe obiekty, i to nie tylko w wielkich metropoliach, ale i mniejszych miejscowościach. Co ważne, są to zarówno prywatne, jak i publiczne inwestycje. Wreszcie należy trzymać kciuki za powodzenie projektu ustawy o rewitalizacji, która powinna umożliwić odnowę licznych terenów zdegradowanych, od lat szpecących nasze miasta.

Jacek Lewicki

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam