Europa - praktykując wybiórczą solidarność - błądzi

Jacek SARYUSZ-WOLSKI

Pierwszy polski minister ds. europejskich, architekt i negocjator stowarzyszenia i członkostwa Polski w UE. Pierwszy polski wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego oraz szef jego Komisji Spraw Zagranicznych, wieloletni wiceprzewodniczący Europejskiej Partii Ludowej — Chrześcijańscy Demokraci. Założyciel Urzędu Integracji Europejskiej, Kolegium Europejskiego w Warszawie-Natolinie, Instytutu Europejskiego w Łodzi oraz Zgromadzenia Parlamentarnego Partnerstwa Wschodniego Euronest, pomysłodawca alei Solidarności przy PE w Brukseli. Członek Komisji Spraw Zagranicznych oraz Spraw Konstytucyjnych w Parlamencie Europejskim.

zobacz inne teksty autora

Unia by być graczem międzynarodowym musi praktykować solidarność całościową a nie wybiórczą. Solidarność tę, tak wątłą w obliczu dzisiejszych wyzwań, musi przekuć w instrument wspólnego dążenia do pokoju – pra-celu leżącego u źródeł projektu europejskiego. 

.Nie przypadkiem Unia Europejska była dumna, kiedy trzy lata temu została laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Wiele osób do dziś zadaje sobie pytanie czy aby na to zasłużyła? Pokusiłbym się o odpowiedź, że częściowo tak, a częściowo nie. Zasłużyła, bowiem wśród narodów Europy w ostatnich kilkudziesięciu latach zapanował pokój, a takie przecież było główne przesłanie chrześcijańskich Ojców Założycieli; taka była głęboka motywacja de Gasperiego, Schumana, Adenauera, takie są korzenie europejskiego projektu. Nie zasłużyła, bo nie potrafiła zapobiec temu iż dziś Europa otoczona jest  „kręgiem ognia”. U jej progów, na wschodzie i na południu, toczy się wojna, którą czujemy się nie tyko zaniepokojeni, ale wręcz zagrożeni.

Unia przejawia instynktowny impuls do działania w zgodzie ze swoimi szlachetnymi wartościami i chrześcijańskimi ideałami. Przejawia odpowiedzialność, choć często tylko w sferze czysto werbalnej. Odpowiedzialność za prawa słabszych, za prawa prześladowanych, za losy klimatu, za politykę rozwojową, i wreszcie za bardziej moralny porządek światowy. Ale jest w tym wszystkim za słaba, zbyt powolna, nieporadna i podzielona. Dlatego tym bardziej trzeba tego projektu bronić, a nie bronić się przed nim i dystansować od niego. Trzeba go bronić, bo tylko w ten sposób będziemy w stanie realizować podstawową misję niesienia pokoju.

Europa ma ambicje, żeby być „globalnym graczem” i nosicielem pokoju, a nie tylko globalnym płatnikiem – czyli „global player not only a global payer”. Ma jednak trudności by im sprostać.

W obliczu najgłębszego dotychczas kryzysu jej sąsiedztwa, Unia okazała się bezsilna

.Odpowiedzi, której powinna była udzielić, należało było szukać w solidarnej wspólnej europejskiej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, ale ta polityka jest jeszcze w formie embrionalnej. Zabieganie o pokój wymaga też siły wewnętrznej, której Unii nadal brakuje. Jeżeli Unia nie potrafi odpowiedzieć na kryzys w sąsiedztwie i dać sobie z nim rady, nie jest nawet w pełni regionalnym graczem, to czyż może być globalnym?

Jesteśmy dzisiaj świadkami rosyjskiej inwazji na Ukrainę, destabilizacji Bliskiego Wschodu przez Państwo Islamskie, rozpadu Syrii, Iraku, Libii. To dwie strony tego samego medalu. Zło, które podpala wschodnie i południowe rubieże Unii Europejskiej, podważając elementarne zasady porządku międzynarodowego, ma wspólne źródło. To kryzys wartości i słabość Unii. Oba kryzysy – na wschodnich i południowych granicach Europy – pojawiły się też w najgorszym możliwym momencie, kiedy Unia była osłabiona kryzysem gospodarczym, zajęta sama sobą. Ten stan, obawiam się, może jeszcze utrzymać się długo.

Dookoła siebie mamy zamrożone konflikty, niektórzy mówią o łuku niestabilności od Bałtyku aż do Morza Śródziemnego. Wiara tkwiąca w niektórych w Unii Europejskiej, że można się odgrodzić od pożogi na Ukrainie, czy na Bliskim Wschodzie, jest złudna. W sposób bardzo bolesny świadomość tego dociera do nas poprzez fale uchodźców i migrantów. Ale Europa nie dojrzała do tego, by dzisiaj bardzo wyraźnie powiedzieć, że pierwotnym źródłem tego jest wojna – wojna na Ukrainie i wojna na Bliskim Wschodzie. Co więcej, Europa unika jak ognia przyznania, że zagrożenie uchodźcze grozi nam z dwóch stron, a nie tylko z południa. I o obu trzeba mówić i myśleć szukając wspólnych rozwiązań. Oba wyzwania są też testem dla chrześcijańskich wartości.

Jeżeli przegramy na Ukrainie demokratyczne i fundamentalne wartości europejskie, to sama nasza europejska konstrukcja zostanie podważona. Porażka na Ukrainie jest dla Unii zagrożeniem egzystencjalnym.

Próba obrony europejskich wartości na Ukrainie to egzamin z naszej dojrzałości. Brak sukcesu będzie niósł groźne konsekwencje geopolityczne.

Wśród polityków europejskich nie da się nie zauważyć wyraźnej asymetrii w postrzeganiu obecnych zagrożeń, o których mówię, i niedocenienie niebezpieczeństwa płynącego ze strony Rosji, zarówno poprzez działania wojenne na Ukrainie, ale także i w Syrii. Co gorsza, niektóre siły polityczne w Europie są gotowe zaprosić Rosję do rozwiązywania problemów w naszym sąsiedztwie, podczas gdy to ona jest w dużym stopniu źródłem tych nieszczęść. To jak zapraszać lisa do strzeżenia kurnika.

Gdyby dzisiaj pisać na nowo strategię polityki zagranicznej bezpieczeństwa Unii Europejskiej, a prace są w toku, to trzeba by nieco mniej uwagi poświęcić roli globalnej UE, a więcej temu, co nam bliskie, czyli roli UE w jej najbliższym sąsiedztwie. Bo powtarzam, dopóki Unia Europejska nie opanuje kryzysu w sąsiedztwie, nie będzie także odgrywać globalnej roli. Odpowiedzi na potrzebę silnej Europy należy szukać w solidarności i w odpowiedzialności, czyli w tym, co europejska chadecja wpisała do traktatów jako podstawowe wartości Unii, ale co wciąż przysparza Europie kłopotów w sferze praktyki.

Unia Europejska rozdzierana kryzysami nie będzie w stanie prowadzić silnej, zbudowanej na wartościach, polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony czy też polityki bezpieczeństwa energetycznego dopóki nie wzmocni się wewnętrznie. Dopóki gospodarka europejska nie odzyska wigoru, nie poradzi sobie z kryzysem, nie będzie można mówić o silnej unijnej polityce zagranicznej. A jeśli nie będzie silna i suwerenna, nie będzie mogła skutecznie reagować na kryzysy. Tak więc Unia, która nie radzi sobie z samą sobą w sensie ustrojowym, czy w sensie kryzysu gospodarczego czy migracyjnego, będzie nadal świadkiem ścierania się tych dwóch politycznych wymiarów europejskich działań i ambicji: zewnętrznego i wewnętrznego, na niekorzyść tego pierwszego.

Jesteśmy słabi na zewnątrz, ponieważ jesteśmy nadal nie dość silni wewnątrz. I brakuje nam rzeczywistej solidarności. Pierwszym testem solidarności europejskiej jest dzisiaj solidarność w dziedzinie energii, rzutująca na rozstrzygnięcia geopolityczne. Ta elementarna solidarność polityczna jest dzisiaj ponownie zagrożona.

Planowana budowa drugiej nitki Gazociągu Północnego, tzw. Nord Stream 2,  podważa istotę i cele Unii Energetycznej. Stanowi przykład rażącej nielojalności części europejskiego biznesu wobec interesów oraz uzgodnionych celów geopolitycznych UE.

.Testem solidarności jest też bez wątpienia prawdziwie wspólna polityka bezpieczeństwa i obrony, która dla realizacji wymaga potencjału militarnego. Tymczasem od 1989 roku następuje w Europie ciągła redukcja wydatków na wojsko. Sprawia to, że Europa stała się „jeźdźcem na gapę” polegającym na potencjale wojskowym Stanów Zjednoczonych.

Aż 70% potencjału NATO w sensie wydatków oparte jest na potencjale USA, co sprawia, że nawet gdyby Europejczycy wykazali takową wolę, to nie byliby w stanie samodzielnie obronić się przed zewnętrznymi zagrożeniami. Dlatego konieczne są instrumenty premiujące inwestycje i bezpieczeństwo oraz zwiększanie nakładów finansowych. Propozycja, którą promuję, ażeby w UE nie karać za zwiększanie wydatków na obronę do uzgodnionego wspólnie w NATO 2%-owego udziału w PKB nie znajduje jeszcze zrozumienia wśród polityków europejskich.

Nie ma zalążków europejskiej armii, nie mamy jeszcze potrzebnej wspólnej straży granicznej, Europa Wschodnia nie jest wystarczająco osłonięta od zagrożeń zewnętrznych, ponieważ nie ma zgody na przesunięcie na wschód sił i baz NATO i nie ma funkcjonującego europejskiego odpowiednika artykułu V Traktatu NATO i zasady muszkieterów „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Nie ma tez adekwatnych planów ewentualnościowych, czyli planów działania w razie agresji. Ale są też pozytywne aspekty obecnej sytuacji geopolitycznej. Ta realna ocena sił europejskich powoduje, że nikt w Europie już dziś nie kwestionuje prymatu NATO i komplementarnej roli i potrzeby wzmocnienia polityki bezpieczeństwa i obrony Unii Europejskiej.

Jest jednak nadzieja. Unia, przy wszystkich nakładających się na siebie kryzysach, jest atrakcyjnym wzorcem cywilizacyjnym, o czym świadczy chociażby rosnąca kolejka krajów domagających się członkostwa, czy presja migracyjna. Wielce optymistyczna rewolucja godności na Majdanie dowodzi tego, jak wiele społeczeństw na Wschodzie dąży i przejawia aspiracje do europejskiego modelu i europejskich wartości. Są one również atrakcyjne dla tych, którzy zmierzają do Europy z obozów uchodźczych na Bliskim Wschodzie. Ta atrakcyjność jest również, choć obawiam się, że w bardzo odległej perspektywie, nadzieją na to, że będziemy mogli kiedyż kontynuować naszą misję, również we współpracy z Rosją, ale już tą inną Rosją – Memoriału, Politkowskiej i Niemcowa, a nie Rosją Putina.

Magnesem, który wywołał zarzewie buntu na ukraińskim Majdanie, była rzecz z pozoru dość trywialna: Umowa Stowarzyszeniowa z Ukraina-UE, w tym strefa wolnego handlu. A zatem integracja europejska, ta, którą budowaliśmy w Unii Europejskiej przez przeszło 60 lat, może być magnesem dla naszych partnerów zarówno ze wschodu, jak i z południa. Jeżeli będziemy potrafili tę ofertę atrakcyjnie przedstawić i sprawić, że będzie temu towarzyszyła oferta stabilności, pokoju i rozwoju, to może ona przynieść pozytywne zmiany. Ale mamy na tym polu jeszcze wiele do zrobienia.

Jeżeli popatrzymy na nasze sąsiedztwo dzisiaj, to widzimy m.in. silną obecność i aktywność wojsk rosyjskich na Ukrainie i w Syrii. Trudno być zadowolonym z takiego stanu rzeczy, a tym bardziej z faktu, że Unia Europejska jest w tej sytuacji wielkim nieobecnym z punktu widzenia strategicznego, tzw. power projection. Silna Unia jest potrzebna naszym partnerom, w tym Stanom Zjednoczonym i jest warunkiem bezpieczeństwa i własnego dobrobytu.

Od 2008 roku transformacja ładu międzynarodowego zmierza do niezorganizowanej wielobiegunowości. Ameryka Obamy zwraca się ku Pacyfikowi, Europa zajęta jest sobą, gospodarki i wschodzące kraje (zwłaszcza grupa BRICS – Chiny, Rosję, Brazylię, Indie i południową Afrykę) kontestują porządek międzynarodowy, którego osią jest Organizacja Narodów Zjednoczonych, Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Tracimy powoli zdolność do kształtowania stosunków międzynarodowych, do kształtowania globalnych reguł gospodarczych, (czekamy nadal na rozstrzygnięcie umowy TTIP) i wreszcie obrony zasadniczych wartości, praw człowieka i prawa międzynarodowego.

W kontekście globalnych reguł gospodarczych, wraz ze Stanami Zjednoczonymi zmierzamy do tego, żeby stworzyć coś, co nazywamy roboczo, a czego niektórzy nie lubią, „gospodarczym NATO”. Mam na myśli TTIP, partnerstwo handlowe i inwestycyjne Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi. To jeden z elementów realizowania przez Unię jej misji pokojowej i oferowania obywatelom pokoju i dobrobytu, także pokoju w otoczeniu UE, ażeby mieć wokół siebie to, o co mieliśmy zabiegać – krąg przyjaciół w relacji z nami i w relacji wzajemnej, od Maroka po Białoruś.

Jeśli uporządkujemy nasze sprawy i wyposażymy się w instrumenty, to jest to ambicja do zrealizowania.  Potrzeba do tego zaangażowania w wymiarze globalnym. Potrzebne jest podjęcie próby przeciwdziałania temu, by wielkie demokracje takie jak Indie czy Brazylia, nie stawały przeciwko demokratycznemu światu transatlantyckiemu, po jednej stronie razem z autorytarnymi państwami – Rosją i Chinami.

Unia do pewnego stopnia stała się ofiarą swojego własnego sukcesu – tego, co jej się udało. Potrzebujemy dalekowzrocznej polityki zagranicznej w imię naszych wartości, interesów, zresztą w dłuższej perspektywie interesy i wartości stają się tożsame. Ale powtórzę, ażeby to czynić, musimy mieć zdolność do tego, co doktryna międzynarodowej polityki bezpieczeństwa nazywa „containment” i „deterrence”, bowiem zagrożenia wokół nas trzeba powstrzymywać i odstraszać. Bezczynność zagraża pokojowi, tak samo jak egoizmy narodowe.

Jeśli dzisiaj są kraje, które rozważają opuszczenie Unii Europejskiej, to znaczy, że gdzieś w dyskursie europejskim popełniliśmy błąd.

.Jeżeli jesteśmy dziś skonfrontowani z przed-nowoczesną rzeczywistością rosyjską, nie możemy prowadzić wyłącznie post-nowoczesnej polityki zagranicznej. Musimy w Unii Europejskiej cofnąć się do przed-nowoczesności, jeśli chodzi o politykę bezpieczeństwa i obrony.

Niebezpieczeństwa? Polska coś o tym wie. Kiedyś byliśmy demokracją otoczoną przez absolutne monarchie, które dokonały rozbioru naszego państwa, ponieważ w sensie ustrojowym i wartości praktykowanych w życiu publicznym wyprzedzaliśmy czas jak dziś czyni to Unia. Także dlatego że byliśmy głęboko podzieleni, jak dziś. Unia też jest głęboko podzielona.

Stoimy przed kolejną próbą. Przez lata całe polityka zagraniczna i bezpieczeństwa Unii Europejskiej była lekceważona, niedoceniana i niedoinwestowana. A bez niej pokoju i dobrobytu nie da się osiągnąć. Warunkiem jest ta podstawowa solidarność, o której już wspomniałem, mówiąc językiem Chrześcijan: „jedni drugich brzemiona noście”. Jedni drugim pomagajcie w osiąganiu wspólnych celów, co jako solidarność europejską zapisaliśmy w traktatach. Te cele nauka chrześcijańska jednoznacznie określa jako zasadę pomocniczości: to dobro wspólne na różnych poziomach.

Ale czy można praktykować solidarność, jeśli się tę solidarność – wzajemne noszenie brzemion – dzieli na części, jeżeli jest to solidarność wybiórcza, dotyczy jednych i nie dotyczy drugich: ludzi, wspólnot i spraw? Solidarność jest niepodzielna, musi być całościowa. W przeciwnym razie jej nie ma w ogóle, ‘solidarity for all, or not at all’.

.Sądzę, że w dzisiejszej debacie i praktyce europejskiej błądzimy, myśląc o solidarności selektywnie i doprowadzając do dzielących sprzeczności. Oto zaledwie kilka przykładów:

1. w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony:

2. w sprawie wschodniego i południowego sąsiedztwa:

3. w sprawie uchodźców:

4. w sprawie energii:

.Odpowiedzią Unii Europejskiej na dzisiejsze wyzwania powinna być solidarność holistyczna, a nie selektywna. Apele o solidarność i lekcje moralne nie będą wiarygodne, a będą wręcz przeciwskuteczne i dzielące, tak długo, jak solidarność w dbaniu o pokój i dobro wspólne nie będzie całościowa, a noszenie brzemion jednych przez drugich będzie wybiórcze.

Jacek Saryusz-Wolski
Wystąpienie w trakcie konferencji „Rola Kościoła w procesie integracji europejskiej” w Tomaszowicach. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi