O naturalnych preferencjach dla uchodźców chrześcijańskich z Bliskiego Wschodu

Jerzy POLACZEK

Poseł Prawa i Sprawiedliwości. Wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. W latach 2005-2007 minister transportu. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Pomysłodawca i założyciel Centrum Kreowania Liderów Kuźnia.

zobacz inne teksty autora

Jerzy POLACZEK: "O naturalnych preferencjach dla uchodźców chrześcijańskich z Bliskiego Wschodu"

.Fala emigrantów z krajów tzw. Bliskiego Wschodu i Maghrebu zalewa państwa południa Europy. Z jednej strony mamy katastrofę humanitarną w rejonach ogarniętych wojną religijną, a właściwie wojnami religijnymi, z drugiej zaś typową, jeśli chodzi o motywy, wędrówkę dziesiątek tysięcy osób w poszukiwaniu lepszego, z ekonomicznego punktu widzenia, życia. Polska, która nie prowadzi polityki globalnej, a jej polityka regionalna nie sięga obecnie poza najbliższych sąsiadów (jeśli w ogóle), jest wstępnie przymuszana przez instytucje europejskie do wchłonięcia pewnej nieokreślonej obecnie liczby uchodźców. Tak w każdym razie wynika z informacji docierających do naszego kraju z Brukseli.

.Sytuacja mniejszości religijnych w krajach muzułmańskich ogarniętych wojną albo dotkniętych anarchią, po tzw. „arabskiej wiośnie”, rzeczywiście jest tragiczna i przymiotnik ten nie odnosi się tu do jakości życia, lecz do eksterminacji tych mniejszości, ich zniewolenia i bestialskiego traktowania przez uczestników konfliktów, w szczególności tzw. Państwo Islamskie.

Aktualne konflikty i wojny domowe na Bliskim Wschodzie są nade wszystko odbiciem napięć religijnych pomiędzy różnymi odłamami islamu. W tle zaś mamy nieustającą walkę o hegemonię — Iran czy Arabia Saudyjska? Turcja czy Egipt?

Rozpad dotychczasowego porządku zbiera coraz większe krwawe żniwo i najsilniej uderza w mniejszości niemuzułmańskie. Mniejszości te to zazwyczaj członkowie różnych obrządków wyznań chrześcijańskich oraz jazydzi — i jedni, i drudzy są narażeni na śmierć czy nieludzkie traktowanie jedynie z powodu swojej wiary.

Tereny objęte wojną domową w Syrii bądź w Iraku wypychają uchodźców przede wszystkim w kierunku Turcji czy też istniejącej faktycznie autonomii kurdyjskiej. Geografia polityczna regionu obecnie staje się coraz bardziej skomplikowana, w miarę jak pojawiają się kolejne samodzielne byty niebędące państwami o dość płynnych granicach.

Arabska wiosna, która choć „uwolniła” kilka państw arabskich od „niesympatycznych” dyktatorów, spowodowała taką destabilizację w regionie, że dziesiątki tysięcy ludzi decydują się na ryzykowną i drogą przeprawę do Europy, aby zapewnić sobie i bliskim jakąkolwiek przyszłość.

Ci, którym już udało się dopłynąć, wegetują w obozach uchodźców w Grecji i we Włoszech. Często za całą tą falą zdesperowanych emigrantów stoją cyniczni organizatorzy, pobierający niebagatelne haracze od każdego zaokrętowanego. Dopóki Europa będzie przyjmowała tych ludzi, inni również będą płacili piratom czy gangsterom pieniądze za szansę dostania się na nasz europejski „lepszy brzeg”.

Pamiętajmy, iż już nie kilka tysięcy kilometrów od naszych granic (Warszawę od Damaszku dzieli odległość 2418 km w linii prostej), ale tuż za naszą wschodnią granicą mamy konflikt między Rosją Putina a Ukrainą — jednym z większych państw europejskich. Polska nadal powinna uwzględniać możliwy scenariusz, iż w najbliższej przyszłości problemy humanitarne i rzesza uchodźców z Ukrainy pojawią się na naszej granicy.

.Jakie stanowisko powinna zająć Polska, tak by z jednej strony ulżyć i pomóc ludziom uciekającym przed wojną i nędzą, a z drugiej zachować roztropność, która nakazuje, by interes własnych obywateli był jednak zawsze na pierwszym miejscu?

Masowe przyjmowanie w Polsce uchodźców, którzy są motywowani szukaniem lepszego życia w Europie, wzbudza wiele uzasadnionych wątpliwości i zastrzeżeń.

Kiedy istotna część młodego pokolenia, też z powodów ekonomicznych — nie porównuję ich sytuacji ekonomicznej, ale wskazuję na subiektywność motywów — które stoją za wielką migracją z Afryki, wyjeżdża w głąb Unii Europejskiej czy też do Norwegii, to przyjmowanie innych uchodźców ekonomicznych w naszym kraju wydaje się mocno nie na miejscu. Trzeba równocześnie wziąć pod uwagę, że w sposób naturalny jesteśmy państwem, do którego napływają, i to w sposób nieprzerwany, obywatele Ukrainy, którzy również kierują się motywami ekonomicznymi.

Innymi słowy, jako kraj graniczny państw Unii Europejskiej, czy inaczej kraj buforowy, jesteśmy dla przybyszów zza wschodniej granicy zarówno miejscem docelowym, jak i przystankiem w dalszej drodze, i swoją porcję imigrantów już przyjmujemy.

Z naszego, polskiego punktu widzenia jest to bardziej naturalne, by absorbować ludzi, którzy są nam bliscy kulturowo i językowo, niż sztucznie usiłować włączyć w nasze społeczeństwo ludzi o bardzo różnej od naszej tożsamości kulturowej.

Biorąc pod uwagę, że większość uchodźców przybywających na południe Europy to muzułmanie, ich asymilacja w Polsce byłaby o wiele trudniejsza, jeśli w ogóle możliwa, niż osób z kręgu tradycji chrześcijańskiej. Z drugiej zaś strony w krajach europejskich wybrzeża Morza Śródziemnego istnieją już społeczności religijne i etniczne, które w sposób naturalny mogą i powinny pomóc w tym procesie. Większa liczba muzułmanów w Polsce tylko doprowadziłaby do nieuchronnych konfliktów pomiędzy obywatelami a przybyszami.

Z ich punktu widzenia ekonomicznie Polska jest nieatrakcyjnym krajem, a obowiązek „pilnowania” uchodźców na terenie Polski przed dalszym przemieszczaniem się ich w Unii tylko wywołałoby niepotrzebne napięcia.

W Polsce nie mieszka wystarczająco liczna mniejszość muzułmańska, by mogła wziąć na siebie choćby część ciężaru polonizacji uchodźców, nie posiadamy również doświadczenia naszych organów pomocy społecznej w tych kwestiach.

Pamiętajmy, że mowa jest o ludziach, których motywy są ekonomiczne i jakkolwiek by na to patrzeć, nie mówimy tutaj o bezpośrednim zagrożeniu życia ze względu na religię, rasę czy poglądy polityczne. Mówiąc bez ogródek, międzynarodowa społeczność muzułmańska jest dostatecznie bogata, by mogła się zająć swoimi współbraćmi w wierze. Zarówno na poziomie państw, jak i społeczności muzułmańskiej już mieszkającej w Europie.

Wywołany przez obywateli do tablicy rząd RP obudził się wreszcie, zareagował i postanowił przyjąć pewną liczbę uchodźców z Bliskiego Wschodu. Uchodźców, czyli ludzi, którzy spełniają warunki międzynarodowo uznanego statusu. Tymi uchodźcami są chrześcijanie z Syrii. Nic dziwnego, jak już pisałem w tekście na Wszystkoconajwazniejsze.pl [LINK] — właśnie ta grupa jest bezpośrednio narażona na eksterminację i rzeź ze strony sił tzw. Państwa Islamskiego oraz niezliczonych oddziałów różnych radykalnych odcieni islamu.

I oto odezwali się „będący na posterunku” dyżurni liberałowie. Zamiast wyrazić po ludzku satysfakcję, że Polska zaczyna coś robić w kwestii uchodźców z Bliskiego Wschodu, zdążyli już oskarżyć rząd o najobrzydliwsze przypadłości, jak rasizm i antyislamskość.

Odwołali się do konstytucji w sposób „naciągnięty do granic możliwości”, padło mnóstwo emocjonalnych stwierdzeń o ideologicznym zabarwieniu. Nawet wspierany dotąd przez nich rząd Ewy Kopacz dostał reprymendę za bycie za mało „politycznie poprawnym”.

Nie dziwi mnie, zwłaszcza po wyborze przez Polaków Andrzeja Dudy na prezydenta RP, że w szeregach rządzącej PO narasta panika… A jakaż to fala chrześcijan z Bliskiego Wschodu nas zaleje? Jeśli się nie mylę, na początek to 60 rodzin, a docelowo nie więcej niż 1500 osób. Na dodatek fundusze na ich adaptację pochodzą z organizacji prywatnych.

No cóż, Państwo liberałowie, proponuję Wam zrobić zbiórkę w Waszych fundacjach i sprowadzić uchodźców muzułmańskich. I zająć się nimi, zadbać o ich potrzeby religijne, znaleźć im pracę. Tutaj, w Polsce, a nie w Londynie.

Do Polski nie przyjechaliby muzułmanie „reformowani”, ale ludzie zachowujący integralnie zwyczaje i prawa swojej religii. Wymagający kilku przerw na modlitwę w ciągu dnia pracy i potraw halal w stołówce (czyli w skrócie — muzułmańska koszerność). W obecnej sytuacji zrodzi to jedynie konflikt kulturowy.

W sprawach narodowościowych wymagana jest delikatność i roztropność. Nie należy poddawać się ani presji instytucji Unii Europejskiej, ani presji demagogicznych, lewackich ideologicznych haseł, ale brać pod uwagę zarówno interes uchodźców, ich motywy, zdolność do adaptacji i wejścia w polskie społeczeństwo, jak również reakcję polskiego społeczeństwa i jego interesy.

.Roztropność wskazuje, że uchodźcy chrześcijańscy powinni być w Polsce w sposób naturalny preferowani. Nikt nie zawraca nikogo na śmierć, ale na pewno lepiej przyjąć tych, którzy są w rzeczywistym niebezpieczeństwie, w zagrożeniu życia. W Polsce takie chrześcijańskie mniejszości Bliskiego Wschodu będą się relatywnie łatwiej adaptować do życia w społeczeństwie tradycyjnie chrześcijańskim i co ważne, nie motywuje ich do przyjazdu kwestia ekonomiczna. Brak rozwagi i racjonalności w tej jakże ważnej kwestii może spowodować społeczny skutek zamknięcia na innych. Reasumując, polską politykę imigracyjną powinna cechować rozwaga i roztropność.

Jerzy Polaczek

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z