Jak zatrzymać kalifat

Szelomo BEN AMMI

Były minister spraw zagranicznych i minister bezpieczeństwa wewnętrznego Izraela. Pełni funkcję wiceprezesa fundacji Toledo International Center for Peace. Jest autorem książki Scars of War, Wounds of Peace: The Israeli-Arab Tragedy (Blizny wojny, rany pokoju: Tragedia izraelsko-arabska).

Od czasu niedawnej paryskiej masakry panuje powszechna zgoda co do tego, że Państwo Islamskie (IS) można pokonać, tylko dokonując inwazji lądowej. To złudzenie. Nawet gdyby Zachód i jego lokalni sojusznicy (Kurdowie, opozycja syryjska, Jordania i inne sunnickie państwa arabskie) ustalili, kto wyśle swoje wojska lądowe, IS już zmieniło strategię. W tej chwili jest to globalna organizacja mająca swoje lokalne koncesjonowane ugrupowania zdolne siać spustoszenie w stolicach Zachodu.

.Państwo Islamskie zawsze jednak świadczyło o istnieniu głębszego problemu. Dezintegracja arabskiego Bliskiego Wschodu dowodzi, że  nie udało się znaleźć trzeciej drogi między niemającym już racji bytu świeckim nacjonalizmem, dominującym w modelu państwowym od czasu uzyskania niepodległości, i radykalną odmianą islamu walczącego z nowoczesnością.

Zasadniczy problem polega na dramatycznej walce między całkowicie dysfunkcjonalnymi państwami i obrzydliwą, brutalną odmianą teokratycznego fanatyzmu.

.Walka ta, w której większość reżimów regionu wyczerpała swoje i tak ograniczone podstawy legitymizacji, oznacza, że wali się liczący sto lat porządek świata. Chyba jedynymi rzeczywiście spójnymi państwami narodowymi w tym regionie są Izrael, Iran i Turcja – wszystkie trzy zamieszkane przez większości niearabskie.

Przez wiele lat kluczowe kraje regionu, łącznie z pupilami Zachodu – Arabią Saudyjską i Katarem, płaciły haracz dżihadystom.  Oczywiście wojny, jakie toczyła Ameryka w tych stronach, głupie i niszczące, w dużej mierze przyczyniły się do zamętu ogarniającego obecnie kraje Żyznego Półksiężyca. Nie zwalnia to fundamentalistycznych monarchii arabskich od odpowiedzialności za rolę, jaką odegrały we wskrzeszeniu pochodzącej z VII wieku wizji, którą IS oraz inni chcą realizować.

.Armia Państwa Islamskiego, złożona z psychopatów i awanturników, była przedsięwzięciem sunnickich magnatów z państw Zatoki, którzy pozazdrościli sukcesu Iranowi, dysponującemu w Libanie szyickimi poplecznikami – Hezbollahem. Pomysł plus  pieniądze na propagandę stworzyły tego potwora i karmiły jego ambicję powołania totalitarnego kalifatu.

Przez wiele lat arabscy wahabici stanowili źródło islamskiego radykalizmu i byli głównym sponsorem ekstremistycznych ugrupowań na Bliskim Wschodzie. Były senator amerykański Bob Graham, autor tajnego senackiego raportu o atakach terrorystycznych z 11 września 2001 roku, twierdził niedawno: „Państwo Islamskie jest produktem saudyjskich ideałów i saudyjskich pieniędzy”. A Wikileaks cytuje byłą sekretarz stanu USA Hillary Clinton oskarżającą Katar i Arabię Saudyjską o zmowę „z Al-Kaidą, talibami i innymi organizacjami terrorystycznymi”.

Rodzi się więc oczywiste pytanie: skoro reżimy regionu kolaborują z ugrupowaniami terrorystycznymi, czy współpraca wywiadów z nimi, nie mówiąc już o koalicji do walki z islamskim ekstremizmem, może być wiarygodna? Tak zwane prozachodnie reżimy na arabskim Bliskim Wschodzie inaczej niż Zachód widzą znaczenie i następstwa wojny z terrorem; mają nawet inne zdanie co do tego, czym jest agresywny radykalizm.

To zaledwie jeden z powodów, dla których inwazja na kalifat, przy użyciu miejscowych wojsk wspieranych przez zachodnie bombardowania z powietrza mogłaby mieć niezamierzone niszczycielskie skutki – wystarczy przypomnieć inwazję na Irak w wykonaniu George’a W. Busha. Jeśli nawet przyjąć taki podział zadań, operacja lądowa, która pozbawiłaby Państwo Islamskie terytorialnej bazy w Iraku i Syrii, tylko zmusiłaby je do przesunięcia się w inne rejony obszaru, który staje się ziemią niczyją.

W takiej sytuacji „kalif” Abu Bakr al-Bagdadi lub inny przyszły kandydat do tej roli niewątpliwie powiązałby narastający chaos w rządach w regionie z globalnym dżihadem – który to proces, jak widzieliśmy nie tylko w Paryżu – już się zaczął. Pomimo strategicznej przepaści dzielącej Państwo Islamskie i Al-Kaidę sojuszu przeciw wspólnemu wrogowi – obecnym reżimom arabskim i Zachodowi – nie należy całkowicie wykluczać.

Sam Osama bin Laden nigdy nie odrzucał pomysłu ustanowienia kalifatu. Jego terroryzm był zaledwie wstępem do tego.

.Syria i Iran mogłyby jednocześnie wykorzystać nieunikniony chaos do rozszerzenia swojej obecności w Iraku, a wszystkie strony, łącznie z Turcją, sprzeciwiłyby się kluczowej roli Kurdów, którzy w bitwach o wyzwolenie miast Kobani i Sinjar spod władzy Państwa Islamskiego okazali się niezawodnymi i niesłychanie sprawnymi bojownikami. Nikomu niech się jednak nie zdaje, że mogliby stać się dla Zachodu narzędziem podporządkowania sobie sunnickiego centrum Iraku i Syrii.

Nie jest też jasne, czy Zachód byłby w stanie wynagrodzić Kurdów pełnoprawną państwowością. Geostrategiczne ograniczenia, które przez wieki stały na przeszkodzie ich niepodległości, dziś dają o sobie znać jeszcze mocniej.

Niektóre następstwa wspieranej przez Zachód  arabskiej inwazji na kalifat, choć „niezamierzone”, są łatwe do przewidzenia. W całym regionie wzbudziłyby bowiem powszechną sympatię do kalifatu, Państwu Islamskiemu zapewniłyby propagandowe zwycięstwo i wciąż inspirowałyby sfrustrowanych młodych muzułmanów w Europie i poza nią do walki z krzyżowcami i sprzymierzonymi z nimi muzułmańskimi zdrajcami.

.Jedyna realistyczna alternatywa to nasilić, i to znacznie, dotychczasowe działania, a więc konsekwentnie i zdecydowanie robić wszystko, by zatrzymać ekspansję kalifatu, odciąć mu źródła finansowania; pogłębiać i rozszerzać współpracę wywiadów wiarygodnych sojuszników, zerwać zmowę bogatych w ropę monarchii z ugrupowaniami terrorystycznymi i zachęcać do reform, bez angażowania się w wielkie projekty budowy państwa.

Arabski Bliski Wschód nie jest terenem wdzięcznym dla szybkich rozwiązań. Wymaga głębokich zmian, których wprowadzanie trwać może dobre kilkadziesiąt lat. Najlepszym, czego można oczekiwać na dziś, byłoby przekształcenie kalifatu w jeszcze jedno zdezintegrowane państwo w tym regionie.

Szelomo Ben Ammi

logo sindicateTekst pochodzi z portalu Project Syndicate Polska, www.project-syndicate.pl publikującego opinie i analizy, których autorami są najbardziej wpływowi międzynarodowi intelektualiści, ekonomiści, mężowie stanu, naukowcy i liderzy biznesu.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z