Jan ŚLIWA: Gra o skórę. Własną i cudzą.
Na marginesie „Skin in the game" Nassima Nicholasa Taleba

partner
działu
Storytel

Gra o skórę. Własną i cudzą.
Na marginesie „Skin in the game" Nassima Nicholasa Taleba

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

zobacz inne teksty autora

Książki jego czasem wydają się nieco chaotyczne, ale nawet jako zbiór refleksji na różne tematy, często prowokacyjnych, zawsze inspirują do myślenia – o najnowszej książce Nassima Nicholasa Taleba, „Skin in the game. Hidden asymmetries in daily life” (Random House 2018) pisze Jan ŚLIWA

Tytułowa „skóra w grze” odnosi się do częstych sytuacji w życiu, gdy jeden podejmuje decyzję, a drugi ponosi ryzyko. Przykładem jest Robert Rubin, były Sekretarz Skarbu, który otrzymał (zarobił?) ponad 120 milionów od Citibanku w dekadzie poprzedzającej kryzys roku 2008, a gdy niewypłacalny bank został uratowany na koszt podatnika, uzasadnił to niepewnością rynku. W tej grze jeden nie może przegrać, drugi nie może wygrać.

W nowoczesnym społeczeństwie coraz rzadziej uczestnicy ponoszą osobiście konsekwencje swoich czynów. Dawno, dawno temu Kodeks Hammurabiego wyznaczał zasadę „oko za oko, ząb za ząb”. Jeżeli nowo zbudowany dom się zawali i zabije mieszkańców, budowniczy zostanie ukarany śmiercią. Za kradzież – odcięta ręka. Za fałszywe oskarżenie o kradzież – również odcięta ręka. Niegdyś ten, kto chciał podbić pół świata, stał na czele wojsk i za szalone ambicje i błędną strategię odpowiadał życiem. Jeszcze w XIX wieku firmę tworzył człowiek, który w pewien pomysł wierzył i spodziewał się na nim dużo zarobić, licząc się z nędzą w przypadku porażki. Planował długoterminowo, myśląc o swej starości i o dzieciach.

Dziś dowódcy wojsk siedzą w bunkrze i klikają w ekran. Firmami zarządzają wynajęci managerowie oceniani według planu kwartalnego. Oczywiście trudno za błędy ścinać głowy lub za długi wtrącać do więzienia. Jednak oddzielenie działań od skóry, w którą można dostać, wyłącza sprzężenie zwrotne i skłania do podejmowania nadmiernego ryzyka. Ryzyka, za które zapłaci ktoś inny. Jak mawiali Grecy – pathemata mathemata, uczy nas cierpienie, czyli jak los nam da po łapach, następnym razem będziemy uważać.

.Sam Taleb przez wiele lat handlował na giełdzie, dzięki czemu stał się specjalistą od oceny ryzyka. W przeciwieństwie do akademików trader nie jest oceniany przez kolegów, lecz przez życie. Gorzej – jeżeli koledzy go chwalą, znaczy to, że robi coś źle, gra dla kogoś, nie dla siebie. Prawdziwą oceną jest życie, a życie jest bezlitosne i nie pyta o teoretyczne uzasadnienia. Albo się wygrywa, albo przegrywa – własne pieniądze. Taleb jest zażywnym Libańczykiem, dumnym ze swojej 3000-letniej fenicko-greckiej tradycji. Staje zawsze po stronie zdrowego rozsądku, wyżej ceni czyny niż gadanie. Ponieważ pisząc, osiągnął komercyjny sukces, może sobie pozwolić na pisanie, o czym chce i jak chce. Jest dość obcesowy wobec innych uznanych autorów (Dawkins, Pinker, Piketty), ale wie, że ma solidną wiedzę ze statystyki i teorii ryzyka, do tego sprawdzoną w giełdowych bojach.

Książki jego czasem wydają się nieco chaotyczne, ale nawet jako zbiór refleksji na różne tematy, często prowokacyjnych, zawsze inspirują do myślenia. Pisane chyba niezależnie, dziś składają się w cykl pod wspólnym tytułem „Incerto”, czyli niepewność. Ostatnio dla miłośników dostępna jest edycja kolekcjonerska z eleganckimi grzbietami w kartonowym pudełku. Niebezpieczne dla takiego wydania jest to, że bardziej zachęca do podziwiania niż lektury.

.Warto przypomnieć ważniejsze z poprzednich. „Black swan” (Czarny łabędź) dotyczy ryzyka. Wiemy, że wszystkie łabędzie są białe, i teoria zgadza się z praktyką, aż napotkamy czarnego. Podobnie w planowaniu uwzględniamy sytuacje typowe, a pomijamy zdarzenia rzadkie. Ale te właśnie mogą prowadzić do katastrofy. Chodzi o ocenę, jakie jest prawdopodobieństwo zdarzenia i jakie są jego konsekwencje.

W „Antifragile” (Antykruchość) Taleb dzieli systemy w zależności od ich reakcji na zmiany. Systemy kruche się rozpadają, systemy solidne trwają. Są jednak systemy „antykruche”, które pod wpływem zmian ewoluują i się rozwijają. Takie oczywiście jest życie, ale takie są też dobrze pomyślane, dojrzałe systemy ekonomiczne i społeczne. Kapitalizm trwa od kupców florentyńskich po Silicon Valley. Szwajcaria się nieźle trzyma od Wilhelma Tella. By ewoluować, system nie może być przesztywniony, musi dopuszczać autonomię elementów.

W „Grze o skórę” tematem przewodnim są asymetrie stosunków międzyludzkich. Jednym z nich jest opisana powyżej nierówność ryzyka. Inny temat to stosunki między tolerancyjną większością i nietolerancyjną mniejszością i pokazanie, dlaczego ta ostatnia wygrywa. Przykład: jeżeli niektórzy mają alergię na orzeszki, to łatwiej jest oferować wszystkie produkty bez orzeszków, niż prowadzić dwie linie i ryzykować problemy z alergikami. W USA prawie wszystkie napoje są koszerne (co jest dyskretnie zaznaczone, by nie prowokować antysemitów), choć tylko 0,3% ludności naprawdę tego wymaga. Ale wymaga zdecydowanie. W przypadku silnych religijnych przekonań może wystąpić mechanizm zapadkowy – zmiana przynależności jest możliwa tylko w jedną stronę. Obecni Egipcjanie są genetycznie potomkami starożytnych Egipcjan. Niewielka grupa Arabów nie byłaby w stanie tego zmienić. Między Egipcjanami i Arabami dochodziło do małżeństw mieszanych, a w tym przypadku dzieci zostają muzułmanami, odstępstwo od islamu jest karane śmiercią. W ten sposób po ponad tysiącleciu, nawet przy rzadkich takich małżeństwach, chrześcijańscy Egipcjanie, Koptowie, stali się niewielką mniejszością.

Ostro potraktowany jest temat odizolowanych od społeczeństwa elit. Taleb nazywa ich przedstawicieli „Intellectual Yet Idiot” (IYI), w języku polskim istnieje określenie wykształciuch. Ich główną kwalifikacją jest rozwiązywanie testów stworzonych przez im podobnych, co daje im podstawy do mówienia innym, co mają robić, jeść, mówić i myśleć oraz na kogo głosować. Wyznają scjentyzm, a więc wierzą, że każdy problem ma naukowe rozwiązanie. Naukę bardziej czczą, niż ją znają. Plebejuszy dyskwalifikują jako niedokształconych, a populizmem nazywają sytuacje, gdy plebejusze ośmielą się zagłosować inaczej, niż im to odpowiada. I oczywiście nigdy nie ryzykują własnej skóry, zadowalają się wzajemnymi komplementami. Ten prawie dokładny przekład ukazuje polemiczny styl Taleba. Jako autor bestsellerów może sobie na to pozwolić.

Ciekawe są też rozważania o czasie, który skutecznie testuje ludzkie pomysły. Wprowadza serię nieprzewidywalnych zakłóceń. Jeżeli pomysł je przetrwa, to pewnie jest dobry. Dlatego czasem lepiej zapytać o radę babcię niż ekspertów. Jeżeli książka jest czytana od roku, powinna statystycznie przeżyć kolejny rok. Jeżeli dwa tysiące lat – ma szanse na kolejne dwa tysiące. Również religia, która przetrwała dwa tysiąclecia, wykazała tym swoją odporność. Świat jest zbyt złożony, by go ściśle zanalizować metodami naukowymi. Nie musimy rozumieć, dlaczego coś trwa, samo trwanie jest dowodem.

W rozdziale „Jak legalnie posiadać inną osobę” autor pokazuje, że pracownik najemny staje się niewolnikiem systemu. Zawsze stara się być wart zatrudnienia, musi więc być lojalny nie tylko wobec swojego aktualnego pracodawcy, lecz wobec wszystkich potencjalnych. Daje mu to stabilność, lecz wypacza psychikę. Sam będąc człowiekiem niezależnym, Taleb ceni sobie podobnych. Dlatego też oceniając Putina, który nie musi wygrywać wyborów, i Trumpa, który nigdy nie miał nad sobą szefa, pokazuje, jak już w zachowaniu dominują nad swoimi przeciwnikami. Trump stracił kiedyś miliard dolarów (i się potem podniósł), co dla Taleba jest pozytywne, bo pokazuje to blizny z prawdziwej walki, w przeciwieństwie do miałkości pustych garniturów. Nawiasem mówiąc, szacunek dla Trumpa jest w Ameryce wyrazem odwagi, ale Taleb nie unika starć.

Można odnieść wrażenie, że dla autora liczy się tylko skuteczność. Tak nie jest. Pisze też, jak ważna jest dusza w grze. Nie ma innej definicji sukcesu niż godne życie. Niegodne jest na przykład dać innym umierać za siebie. Są też rzeczy, których się nie robi za żadne pieniądze. Sięgając do bardziej codziennych przykładów: godnie żyje rzemieślnik, który w swoją pracę wkłada duszę. Podobnie sam Taleb mógłby zlecić pisanie podrozdziałów w Chinach lub Tunezji, lecz utraciłby swoją tożsamość. Tak zrobił Kosiński, co skończyło się dla niego katastrofą. Chodzi tu o cnotę, arystotelesowską arete. Również badania naukowe są cenniejsze, gdy rodzą się z potrzeby szukania prawdy, a nie z mozolnego budowania kariery. Taleb w swoim stylu używa tu terminu deprostytucjonalizacja.

.To tylko kilka przykładów niekonwencjonalnych idei autora. Jest ich więcej. Książka pisana jest żywym, swobodnym językiem. Na pewno warto po nią sięgnąć.

Jan Śliwa

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam