Jan ŚLIWA: Tato, kup mi Syryjczyka.
Na uchodźców spojrzenie ze Szwajcarii

TSF Jazz Radio

Tato, kup mi Syryjczyka.
Na uchodźców spojrzenie ze Szwajcarii

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

zobacz inne teksty autora

Ćwierć miliona euro za każdego nieprzyjętego, a ponieważ nieprzyjęci są wirtualni, to mnożymy te ćwierć miliona przez liczbę dowolną, więc również uzyskujemy wartość dowolną, zależną od dyktującego warunki – pisze Jan ŚLIWA

Gdy słucham wypowiedzi zwolenników przyjmowania uchodźców, zaskakuje mnie ich abstrakcyjne podejście do tematu. W pewnym momencie dostrzegłem, że kojarzy mi się to z dzieckiem, które koniecznie musi dostać chomika, natychmiast. Chomik jest taki fajny, ma ząbki, można go głaskać i opiekować się nim. Do czasu. Potem coś trzeba z nim zrobić, w optymalnym przypadku przekazać dalej.

Entuzjaści imigracji nawet przez chwilę nie zamierzają cieszyć się obecnością uchodźcy, opiekować się nim czy ćwiczyć na nim swoją systematyczność. Nie — chcą go od razu sprezentować komuś, najlepiej księdzu. W ustach klerosceptyków ta wiara w moralną wyższość Kościoła jest budująca, ale czy nie przykrywa braku odpowiedzialności?

Oddać po rodzinie do parafii. I co potem?

Michałowa będzie im gotować, a on będzie pomagał w ogródku. Jak długo? Co mają robić dzieci? A może oni nie chcą żyć w izolacji? Oczywiście gdy w każdej chwili zagrożone jest życie, nawet opcja spędzenia trzech lat na zaciemnionym strychu jest atrakcyjna. Trzech lat, a w istocie open end, jako że termin i wynik wojny nie były znane.

Tu jednak raczej nie mamy do czynienia z taką sytuacją. Przybysze mają pewne oczekiwania. Ale czy przyjeżdżają tu, by przetrzymać najcięższe czasy, czy by się osiedlić? Pomijam ważną, lecz już wielokrotnie dyskutowaną kwestię zagrożenia terroryzmem. Ale sprawa kultury — czy można przy muzułmaninie zjeść kiełbaskę i popić ją piwem? Czy się jeszcze jest u siebie?

Załóżmy, że chcą się osiedlić, załóżmy roboczo, że się na to zgadzamy. Ale jeżeli ktoś wydał 3000 euro, pewnie zapożyczając się, na wyjazd do Niemiec, to nie po to, by dotrzeć do Polski. Podkarpacki chłop wsiada na statek do Ameryki i wysiadając, zamiast Statui Wolności widzi port w Szanghaju. Może być rozczarowany. Jeżeli więc chcemy ich zatrzymać, musimy im dać pomoc socjalną w tej samej wysokości co w Niemczech lub przynajmniej o tej samej sile nabywczej. Sytuacja taka gwarantuje ostre konflikty społeczne.

Ale dlaczego w ogóle imigracja? Jest to rozwiązanie najdroższe i najbardziej spektakularne. Daje świetne okazje do zdjęć i lansu w kampanii wyborczej. Ale czy jest optymalne? Ja sam, choć bardzo kocham moją Ojczyznę, mogę pracować w Los Angeles i Hongkongu. Nie każdy tak ma. Zwłaszcza kobiety i osoby starsze. Prawdopodobnie dlatego przybywają młodzi, silni mężczyźni. Nie zapominajmy, że pozostawiają w kraju słabszych, którzy liczyli na ich opiekę. W kraju arabskim rodzina bez mężczyzny jest osłabiona, jest łatwym łupem. W tym kontekście należy też wspomnieć o innej narracji — że przybędzie nowa siła robocza, ludzie wykształceni, inżynierowie, lekarze…

Jeżeli wyciąganie lekarzy z Aleppo próbuje mi się przedstawić jako akt humanitarny, to śmierdzi mi to hipokryzją.

Sprowadzanie jednych, zostawianie innych — jak zapewnić sprawiedliwość?

Do Szwajcarii przyjechałem na kontrakt pod koniec 1981 r., zastał mnie tu stan wojenny. Zorganizowano tu akcję sprowadzania polskich dzieci na wakacje. Ładny pomysł. Ale po szwajcarskim raju powrót był dla tych dzieci szokiem. Poza tym dzieci te dostawały potem paczki, a ich koledzy nie. Przy gigantycznych różnicach poziomu życia pomoc, która więcej daje, niż szkodzi, nie jest łatwa.

Szwajcaria ma faktycznie duże doświadczenie w sprowadzaniu uchodźców. Są tu Tybetańczycy z 1949, Węgrzy z 1956, Czesi z 1968, Tamilowie i jakiś tysiąc Polaków z 1981 r. — jak również dawna polska emigracja wojenna. Szwajcaria, kraj wielojęzyczny i wielokulturowy, nieźle sobie z tym radzi. Jednak za każdym razem była to jednorazowa, skończona grupa. No i Szwajcaria podejmuje takie decyzje samodzielnie.

I tu dochodzimy do centrum problemu. Obecnie mówimy o relokacji przymusowej (dla relokowanych i przyjmujących). Imigranci tworzą narastający strumień — im łatwiej jest przybyć, tym więcej się wybierze. Ponieważ Willkommenspolitik zaaplikowano dla wszystkich biednych z Afryki i Azji, mówimy o milionach. Na początek. Do tego efektywnie selekcji będą dokonywać inni, w domyśle Niemcy, i trudno sobie wyobrazić, że tej uprzywilejowanej pozycji nie wykorzystają. Skądś się wzięła idea kar za nieprzyjmowanie. Jest ciekawie skonstruowana: ćwierć miliona euro za każdego nieprzyjętego, a ponieważ nieprzyjęci są wirtualni, to mnożymy te ćwierć miliona przez liczbę dowolną, więc również uzyskujemy wartość dowolną, zależną od dyktującego warunki.

Chciałbym jeszcze poruszyć aspekt historyczny. Polscy Europejczycy czują się już równi Francuzom i Anglikom i poczuwają się do odpowiedzialności za kolonializm. No więc nie — Polska sama była bezwzględnie łupioną kolonią. To nie my budowaliśmy pałace za katangijskie diamenty, jak Belgowie. Nie my organizowaliśmy Exposition coloniale, gdzie nasi przodkowie mogli oglądać senegalskie wioski.

To nie my czujemy się odpowiedzialni za kolonializm. Nasi przodkowie walczyli o wolność, raz na pokolenie, po czym szczęśliwsi wyjeżdżali do Paryża, a pechowcy na Syberię.

Mnie samemu trudno sobie wyobrazić nieprzerwaną historię niepodległej Ojczyzny od średniowiecza. A dla innych jest to naturalne. Hymn Jeszcze Szwajcaria nie zginęła byłby abstrakcyjny. Gdy spojrzymy na ostatnie 200 lat, Polska istnieje od czasu do czasu. Jak to słusznie określił pan z wąsikiem, jest Säsonstaat, państwem sezonowym. Stąd brakuje nam pewności siebie Francuzów, którzy rosyjskie wojsko widzieli ostatnio w 1815 r., a Kozacy wołający z konia Bystro! za swoje posiłki płacili. Nasz strach przed ponownym zniewoleniem nie jest paranoją.

Ostatnia wojna dała nam też inne przykre doświadczenia. Walka z czarnym i czerwonym diabłem od pierwszego do ostatniego dnia, bez pytania o zapłatę, zakończyła się katastrofą. Jak pomagaliśmy Żydom, tak pomagaliśmy, ceną mogło być życie. Po latach potomkowie sprawców Holocaustu uczą się z książek o polskich obozach śmierci. To może odebrać ochotę do wychodzenia przed szereg.

I na koniec chciałbym miłośnikom sprowadzania imigrantów zadać Gretchenfrage: Co pisaliście, moi drodzy, o programie 500+, który pozwolił na godne życie milionom ubogim rodaków? Bo jeżeli pisaliście z obrzydzeniem o inwazji Hunów z Podkarpacia, to radziłbym wam dyskretnie zamilknąć.

Jan Śliwa

9

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Katarzyna Jarkiewicz pisze:

No i jak to się ma do mojej tezy?Przecież nawet,gdy nożyce rozwarcia będą mniejsze między składką a otrzymaną dotacją,to i tak mechanizm jest niekorzystny.Bo mnie o ten mechanizm drenażu chodzi: że Unia daje,aby więcej otrzymać.Mnie chodzi o to,aby dawała nawet mniej,ale i mniej z Polski wyciągała.

zetzero pisze:

” Jak pomagaliśmy Żydom, tak pomagaliśmy, ceną mogło być życie. Po latach potomkowie sprawców Holocaustu uczą się z książek o polskich obozach śmierci. To może odebrać ochotę do wychodzenia przed szereg.”
Czytam i oczom niewierzę. “Odebrać ochotę”? Myślałem, że w takich kwestiach chodzi o imperatyw moralny, humanizm, który jest wartością samą w sobie a nie zachcianką. I jeszcze jedno, może Pan wskazać tytuł jednej książki, której w niemieckich szkołach uczą się o “polskich obozach śmierci”?

Jan Sliwa pisze:

Co do imperatywu moralnego sam nie jestem pewny, czy moralne jest narażenie na śmierć szóstki dzieci dla ratowania innych. To piekne, ale dylemat nie jest trywialny. Zwłaszcza że dziś wiemy, że niekoniecznie nagrodą jest wieczna chwała, często inni będą chcieli przerzucić swoją hańbę.
W drugim temacie odpowiedź jest prosta. To była głośna sprawa w maju. W przypadku Niemców niewiedza nie jest tłumaczeniem – wystarczy zapytać dziadka.
https://dorzeczy.pl/kraj/29911/Niemcy-pisza-o-polskich-obozach-Tym-razem-w-podreczniku-do-historii.html

Katarzyna Jarkiewicz pisze:

To się nie narodziło znikąd.To długotrwały i wielowątkowy proces:pierwsze dekolonizacja,która właściwie była ucieczką Europy z Azji i Afryki wraz z wszystkim,co można było wziąć ze sobą (po nas choćby potop),potem postawienie w Europie na politykę reprodukcyjną,która sprzyja depopulacji (liberalizacja prawa aborcyjnego,rozwój farmakologii antykoncepcyjnej) i rezygnacja z twardych kryteriów etycznych w prawie (potępienie neokantyzmu jako uciążliwego balastu po traumie wojennej). Stąd tylko krok do decyzji o otwarciu granic,bo przecież trzeba,aby ktoś te opuszczone miejsca pracy zapełnił,a robotyzacja w związku z kosztami nie postępuje szybko (człowiek jest wciąż tańszy niż maszyna). Problem w tym,że syte postkolonialne kraje Europy nie przewidziały,że w świecie bogatych jest garstka, a bieda to powszechny,choć dla wielu niemiły, obraz ludzkości. Te kraje rzeczywiście od przeszło 200 lat nie zaznały podbojów,nie doświadczyły utraty podstaw życia narodowego i mają blade pojęcie,czym jest zagłada depopulacyjna. My pamiętamy,że prawie cudem odtworzyliśmy populację narodową po wojnie (zdaniem Edmunda Osmańczyka upływ krwi polskiej był na granicy możliwości reprodukcyjnych – 17% Polaków zginęło, 25% ocalałych kobiet po wojnie była bezpłodna, następnie w 1956 weszła ustawa aborcyjna, która w latach 60. pochłaniała połowę ciąż, a w Łodzi nawet 80%, tylko dzięki Kościołowi i jak mówiono w Europie “fanatycznej histerii obrońców życia” udało nam się w latach 70. wyrównać wojenne straty i dlatego do wybuchu Solidarności mogło dojść). Wolna Polska zarówno w 1918, jak i w 1989 powstała nadludzkim wysiłkiem narodu i teraz spychanie go znowu do granic przepaści w imię solidarności europejskiej, w której znowu mógłby utracić podstawy swego narodowego bytu, to barbarzyństwo.

zetzero pisze:

Szkoda, że wywiedziony z poważnej argumentacji i ukonkretowiony tekst zmierza do rozemocjonowanej konkluzji., Jeśli udział w rozwiązywaniu globalnego problemu – w ramach struktury jaką jest UE, od której dostajemy liczone w miliardach euro wsparcie – wiąże się z zagrożeniem naszego narodowego bytu, to pozostaje chyba tylko modlitwa. A wystarczyłoby więcej pragmatyzmu. Ale pragmatyzm jest mniej krzykliwy i nie rzuca się w oczy.

Jan Sliwa pisze:

Jeżeli kolega skacze na główkę do basenu bez wody, to skakanie razem z nim nie jest solidarnością ani tym bardziej pragmatyzmem.
Z kolei mój emocjonalny akapit dotyczy tego, że do miłości chrześcijańskiej nawołują często ludzie znani z pogardy dla słabszych. Ich wiarygodność jest zerowa.

zetzero pisze:

“Zerowa wiarygodność”… hmmm
Jeszcze więcej emocji, jeszcze więcej przewrotnej metaforyki. Ze szkodą dla merytoryczności. Pozdrawiam.

Jan Sliwa pisze:

Mój wywód w zasadniczej części dotyczy tego, że nawołujący do przyjmowania imigrantów są niepoważni, bawią się ludzkim życiem. Na użytek wewnętrzny są dumni ze swojego sukcesu i pogardzają tymi, którym się gorzej powiodło. I w przypadków tekstów o inwazji Hunów jest to bezczelność nuworysza odganiająca innych nahajką. Taka agresja wobec jakiejkolwiek innej grupy byłaby napiętnowana jako mowa nienawiści i napiętnowana. I gdy teraz często ci sami ludzie żądają miłosierdzia, CUDZEGO oczywiście, to jest to dla mnie niesmaczne. Zwłaszcza że jest związek z zachętą do przyjazdu a tonącymi w morzu.

Katarzyna Jarkiewicz pisze:

Wsparcie w euro z UE?Raczy Pan żartować! Po pierwsze płacimy do wspólnego worka około 5 mld euro składki rocznie, w tej perspektywie wpłacimy około 40 mld euro, czyli z przyznanych 106 mld dostaniemy 66 mld euro z czego do krajów Europy wróci 67% (kontakty gospodarcze, spółki międzynarodowe). Transfer środków pieniężnych z Polski w niektórych latach po 2004 roku przekraczał nasze roczne PKB. Jesteśmy kolonią Unii, oczywiście na własne życzenie,ale kolonią taką jak dawne RWPG. Pragmatycznie jest doić Unię, ile się da, trzymając ją za rękę,aby sama mniej grabiła.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam