Jan ŚLIWA: Życie niegodne życia, idea powracająca

Życie niegodne życia, idea powracająca

Photo of Jan ŚLIWA

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Naziści to naziści, było, minęło. Ale idea, że ludzie, jak bogowie, mogą życie dawać, odbierać i modyfikować, jest żywa – pisze Jan ŚLIWA

.Dnia 17 grudnia 2025 r. Parlament Europejski przegłosował rezolucję dotyczącą ustanowienia na poziomie unijnym funduszu solidarnościowego, który by wspierał państwa członkowskie przeprowadzające bezpieczne aborcje u kobiet pochodzących z krajów UE, gdzie dostępu do aborcji nadal nie ma.

Czy życie ludzkie ma jakąś szczególną wartość? Czy ludzkie tkanki, ludzki tłuszcz, ludzki popiół można swobodnie utylizować? Czyje życie jest coś warte, a czyje bezwartościowe? Od czego to zależy – rasy, wieku, zdrowia, umiejętności, majątku? Otwierający akapit sugeruje, że są sytuacje, gdy życie ludzkie jest godne podtrzymania zależnie od tego, czy przedstawia ono wartość dla kogoś innego.

Ideę „życia niegodnego życia” (Lebensunwertes Leben) słusznie kojarzymy z nazizmem. Doprowadzono ją wtedy do perfekcji – na chłodno, naukowo, systematycznie i masowo. Ale ma ona głębokie korzenie, co może być ciekawostką historyczną, oraz powraca też obecnie, co dotyka nas o wiele bardziej.

Trochę historii

Już starożytni Grecy i Rzymianie… Tak, już starożytni Grecy i Rzymianie stosowali eutanazję wobec dzieci. W Sparcie geruzja, rada starszych, oceniała nowonarodzone dzieci, a kalekie przeznaczała do zrzucenia z góry Tajgetu. W Rzymie, jak podają Seneka i Cycero, niechciane niemowlęta mogły zostać utopione, wyrzucone na śmietnik lub sprzedane w niewolę. Te historie mogą być specjalnie przesadzone, bo zwłaszcza Spartanie chcieli być widziani jako twardzi i bezwzględni. Prawda to czy legenda, w każdym razie historia ta była wykorzystywana przez niemieckich nazistowskich biologów i medyków. W podręcznikach „higieny rasowej” odwoływali się oni do tej tradycji. W generacji wychowanej na kulturze klasycznej przykład Greków i Rzymian nadawał całej sprawie szlachetności.

U Greków można znaleźć wiele, jak się tylko dobrze szuka. Materialista Diogenes z Synopy, zakładał, że wszystko, w tym ludzkie ciało, się składa z takiej samej materii, która tylko zmienia formę. Wyciągał z tego wniosek, że jedzenie ludzkiego mięsa nie różni się od jedzenia chleba. Nie wiem, czy naziści się powoływali na Diogenesa, ale bez skrupułów robili mydło z ludzkiego tłuszczu, materace z włosów, abażury ze skóry, jak również wysypywali ludzki popiół na powierzchnię dróg, gdy piece miały za duży przerób.

Ale historia ta nie kończy się na nazistach. Tkanki abortowanych płodów wykorzystywane są obecnie do badań medycznych, produkcji szczepionek oraz regeneracji organów. W wielu krajach, w tym w USA, są dostępne komercyjnie. Wszyscy się zastrzegają, że procedury te są „kontrowersyjne”, lecz są jednak wykonywane. Dla uspokojenia sumień mówimy, że są regulowane. Tym niemniej nie chcę sobie wyobrażać, co w tym zakresie mogą robić ludzie o majątku i moralności Epsteina.

Nauka w służbie zbrodni

Boskiego nimbu pozbawił ludzi Darwin. Ludzie stali się zwierzętami jak wszystkie inne. Można było ich dzielić na rasy wyższe i gorsze, hodować i selekcjonować. Dziś potrzeba już autorytetu Greków, teraz nauka pokazuje, że jesteśmy tylko zbiorami cząsteczek. Odsyłam tu do mojego artykułu „Naukowy rasizm”.

.Człowiek racjonalny, wyzwolony z okowów religii i innych przesądów, może dokonać wielkich czynów. Oczywiście dokonywano wielu masakr w przeszłości, dla zysku, wzmocnienia potęgi i religii, ale wydaje się, że masakry dwudziestowieczne są czymś nowym. Nie są rezultatem emocji, lecz wynikają z chłodnej kalkulacji, są wytworem rozumu. Stąd też tak wielkie zaangażowanie nauki. Bo owszem, mamy do czynienia z bojówkami prostackich pałarzy, ale też istotną rolę spełniają profesorowie, inżynierowie, ekonomiści. Wymordowanie milionów w tak krótkim czasie wymagało wielkich talentów organizacyjnych, jak Adolfa Eichmanna, mistrza logistyki. Kwitło badanie ras, określanie stopnia aryjskości za pomocą pomiarów czaszki i innych parametrów. Ale dla praktyki istotne było to, że z materiałem ludzkim terenów podbitych, zwłaszcza wśród żydowskich i słowiańskich podludzi, można było robić wszystko. Naprawdę wszystko. Kliniki i obozy koncentracyjne były rajem dla medycyny eksperymentalnej. Można było na dostępnym tam materiale dokonywać dowolnych eksperymentów, w tym prób niszczących. Monografia „From Clinic to Concentration Camp” pod redakcją Paula Weindlinga to prawie 400 stron na mocne nerwy. Cytuję tu z niej parę przykładów.

Najbardziej znany jest przypadek doktora Mengele. Wykonywał eksperymenty na identycznych bliźniakach, by zbadać różnice między osobnikami o jednakowym genotypie. Przez Auschwitz przewijały się wielkie ilości „materiału ludzkiego”, Mengele czasem sam wychodził na rampę, by znaleźć odpowiednich kandydatów. Przebywali oni w dość dobrych warunkach, by wyłączyć wpływ głodu i chorób. Wiele wśród nich było dzieci. Mengele wykonywał na nich operacje bez znieczulenia, by zbadać reakcję na ból, dokonywał transfuzji krwi i zakażał chorobami. Pierwszą fazą były badania „na żywym obiekcie”, po zastrzyku trucizny w serce, przeprowadzano sekcje zwłok i dalsze analizy.

Takich jak Mengele były zastępy. Wiele też było procedur.  Prowadzono eksperymenty na płodach przeznaczonych do aborcji. Do płodu w łonie matki wtryskiwano radioaktywny środek kontrastowy i obserwowano przez kilka godzin lub dni, aż płuca i przewód pokarmowy wypełnią się kontrastem. Potem wyjmowano jeszcze żywy płód w błonach płodowych i obserwowano jego ruchy, by zbadać, na ile spontaniczne było jego oddychanie. Kończyło się to jego śmiercią. Te i podobne eksperymenty wykonywano na kobietach niedorozwiniętych psychicznie, niedopasowanych społecznie i w wielkiej liczbie na pracownicach przymusowych, czyli na najsłabszych członkach społeczeństwa. Dokonywano też przymusowych sterylizacji.

Profesor Max Clara z Monachium jeszcze przed wojną zdobył sławę odkryciem „komórek Clary”, odgrywających ważną rolę w płucach. Ponieważ do badań używał tkanki ofiar nazistowskich egzekucji, w 2012 (dopiero) komórki te przemianowane zostały na oskrzelikowe komórki maczugowate (club cells). Niektóre jego doświadczenia dotyczyły granicy między życiem a śmiercią, stosowano tam określenie „przyszli martwi” (zukünftige Tote). Clara podawał skazańcom witaminę C, a natychmiast po egzekucji wyjmował im organy, by zbadać rozprzestrzenianie się substancji w ciele. Na krótko aresztowany po wojnie, wyjechał ze swoimi próbkami do Stambułu, gdzie kontynuował swoje badania.

W Polsce znany jest kobiecy obóz Ravensbrück, gdzie brutalne eksperymenty przeprowadzano na polskich więźniarkach. Rozcinano im łydki, do których wprowadzano kultury bakteryjne, kawałki drewna i bakterie wywołujące gangrenę. Dokonywano też złamań, przeszczepiano kości, wycinano fragmenty mięśni i nerwów. Chodziło o zbadania zdolności regeneracyjnych. Kobiety te nazywano „Kaninchen, lapins, króliki”, tak też nazywały się same. Książka Weindlinga zamieszcza kartkę świąteczną, gdzie jedna więźniarka pisze do drugiej „Jadzinko – króliczku kochany, życzę Ci, żeby ten Jezusik nowo-narodzony przyniósł Ci zdrowie i nadzieję powrotu do domu, Ravensbruk – 1942”.

Próbowały stawiać opór, za co były brutalnie karane. Udało im się jednak przekazać informacje na zewnątrz dzięki pracującym niedaleko francuskim jeńcom wojennym i polskim oficerom, przetrzymywanym w Neustrelitz. Mogły czasem wysyłać listy, w których przekazywały tajne informacje atramentem sympatycznym, czyli moczem. Udało się też przemycić do obozu aparat fotograficzny. Informacje przedostały się na zewnątrz. Możliwą reakcją było złagodzenie reżimu lub eliminacja ofiar. 4 lutego 1945 kazano im pozostać w bloku po porannym apelu. Podejrzewały, że Niemcy mają zamiar je zlikwidować. Inne więźniarki narobiły hałasu, ukrywały je w swoich blokach, oferowały płaszcze, niektórym udało się uciec. Rzeczywiście warunki się polepszyły, ale ofiarom dawano do podpisu oświadczenia, że blizny są wynikiem wypadków przy pracy.

Po wojnie rozpoczęła się epopeja walki o upublicznienie niemieckich zbrodni, ukaranie winnych i odszkodowania. Niemcy m.in. nie chciały uznać żądać obywateli krajów, z którymi nie utrzymywały stosunków dyplomatycznych. Przypadek „królików z Ravensbrück” stał się jednak znany w świecie. Zorganizowano akcję, dzięki której w 1959 r. 35 kobiet zostało poddanych w USA operacjom plastycznym, analogicznie do projektu „Hiroshima Maidens” (Dziewczyn z Hiroszimy). Zaprezentowane zostały w The Saturday Review jako przystojne, eleganckie kobiety. Nie chciały wyglądać jak poniżane ofiary, wybrały godność. Po latach wreszcie Niemcy coś wypłaciły, używając jednak nie terminu „odszkodowanie” lecz „pomoc finansowa”.

Można by to długo kontynuować. Sigmund Rascher testował na sowieckich jeńcach wojennych efekty mrozu: zamrażanie i rozmrażanie na sucho i na mokro. W celu rozmrożenia wrzucał ich do gorącej, wręcz gotującej wody. Testował też mrożenie aż do śmierci. Dwóch sowieckich oficerów wrzucono nago do lodowatej wody, ku zdziwieniu eksperymentatorów, po dwóch godzinach byli jeszcze przytomni. Po pięciu godzinach nastąpiła wreszcie śmierć.  Testował też Polygal, substancję poprawiającą krzepnięcie krwi. Dla badnia krzepnięcia potrzebna była rana – ofiary Raschera łykały tabletkę, po czym strzelano do nich. Rezultaty (bez szczegółów) Rascher opublikował w naukowym czasopiśmie. Również eksperymenty z mrożeniem prezentował na konferencji w 1942 w Norymberdze.

Profesor Hubertus Strughold prowadził dla Luftwaffe badania nad skutkami niedotlenienia na wielkich wysokościach na ludzki organizm. Używał polskich i sowieckich jeńców. Z 200 „obiektów badań” 80 nie przeżyło eksperymentów, reszta została zastrzelona. Po wojnie Strughold po „pewnych nieprzyjemnościach” już w październiku 1945 został dyrektorem Instytutu Fizjologii w Heidelbergu. W ramach operacji Paperclip w 1947 został przerzucony do USA. Stał się tam czołowym specjalistą astrobiologii, „ojcem medycyny kosmicznej”, w 1956 otrzymał obywatelstwo i pracował w programie kosmicznym razem z Wernherem von Braunem (numer SS: 393.303).

Makabryczną pozostałością po tych czasach są kolekcje tkanek, czaszek i innych ludzkich resztek. Jeszcze długo po wojnie były wykorzystywane w kursach anatomii. Pojawiło się pytanie, co z nimi zrobić – pochować, spalić? Ostatnio wchodzi grę identyfikacja za pomocą DNA. Jedna z takich (licznych) kolekcji znajdowała się we Wiedniu. W maju 1939 wiedeńskie Muzeum Historii Naturalnej zaprezentowało wystawę „Cielesne i duchowe właściwości Żydów”. W organizacji brał udział antropolog Josef Wastl. Mało jednak było konkretnego materiału badawczego. Tu pomocna była wojna. Badano ofiary obozów koncentracyjnych, rozkopywano cmentarze żydowskie by zdobyć szkielety. Wspomniana kolekcja pochodzi z Instytutu Anatomii (niemieckiego) Uniwersytetu Poznańskiego. Odkryto ją w 1991. 29 żydowskich czaszek i masek pośmiertnych oddano Muzeum Żydowskiemu, czaszki zostały pochowane. 15 czaszek polskich bojowników ruchu oporu zostało przekazanych polskiej ambasadzie we Wiedniu.

Wiem, to mocna historia. Trudno o tym czytać, trudno mówić i pisać. Ale to prawda, mała jej część. Filmowe horrory są przy tym bajeczkami dla dzieci. Więc jeżeli ktoś obecnie próbuje tę historię rozmywać i – jak to ostatnio modne – poszukuje współwiny u „polskich burmistrzów” oraz odmawia nazwania niemieckiej administracji niemiecką administracją, należy mu przypominać ten ogrom zbrodni i totalną amoralność sprawców. Oraz kim byli, skąd się wywodzili i co robili potem. Da to dystans do niektórych siwych, profesorskich głów, wygłaszających maluczkim morały. No i pamiętajmy, jaka ideologia ich wychowała. Mieszanka toksyczna jak cyklon B – poczucie niemieckiej wyższości rasowej oraz wiara w potęgę nauki i przekonanie, że ludzie są wszechmocni jak bogowie. 

Buldożer postępu

Naziści to naziści, było, minęło. Ale idea, że ludzie, jak bogowie, mogą życie dawać, odbierać i modyfikować, jest żywa. Pierwszym skojarzeniem jest oczywiście aborcja. Wstępny akapit tego artykułu mówi, że UE traktuje aborcję jako jedno z podstawowych praw człowieka. Oczywiście tego wielkiego i silnego człowieka. Temat był już omawiany setki razy. Zacznijmy od arytmetyki: przed zabiegiem mamy dwie głowy, dwa zestawy DNA, cztery ręce, cztery nogi, Po zabiegu odpowiednio: 1 / 1 / 2 / 2. Coś się straciło, prawdopodobnie człowiek. Nie zawsze lekceważenie nienarodzonego życia było tak jednoznaczne jak obecnie.

Ostatnio odkryłem opowiadanie wybitnego autora science-fiction Philipa K. Dicka „The Pre-Persons” (Przedludzie) z roku 1974. Opisuje ono Kalifornię, gdzie dzieci do wieku 12 lat uważane są za przedludzi, których w razie potrzeby można usunąć. Kryterium czy dusza już weszła w ciało, jest umiejętność stosowania algebry. Bohaterem jest mały Walter, który już przekroczył krytyczny wiek, ale boi się, że prawnicy mogą ten wiek podwyższyć. Poza tym, gdy słyszy, że ma już duszę, wie, że był taki sam dwa lata temu, gdy jej formalnie nie miał. Po mieście krąży ciężarówka i wyłapuje dzieci bez papierów lub zgłoszone przez rodziców. Zabiera je do centrum aborcyjnego, gdzie są zabijane przez wysysanie powietrza z płuc. Opowiadanie jest reakcją na sławną sprawę „Roe v. Wade” z 1973, gdzie dopuszczono aborcję płodów niezdolnych do życia poza macicą – czyli właśnie „przedludzi”.

Niedawno w polskim szpitalu pewien przedczłowiek miał zostać poddany „specjalnej terapii”, w języku rasy panów: Sonderbehandlung. Ponieważ był już gotowy do wyjścia, dostał zastrzyk trucizny w serce, aby się nie bronił ani nie uciekał. Skojarzenia się narzucają same. Skojarzenia się też narzucają w przypadku organizacji o wesołej nazwie Aborcyjny Dream Team. Z dumą piszą: „Pomagamy w około 130 aborcjach dziennie (to ponad 5 aborcji na godzinę)”. W 2024 roku najpóźniejsza wspierana przez nich aborcja odbyła się w 36. tygodniu ciąży, co również było powodem do dumy. Już sama nazwa jest prowokacją, dajmy się więc sprowokować. Niedawno odnaleziono zdjęcia uśmiechniętych strażniczek z Auschwitz spędzających czas wolny – jest jedzenie, jest oficer z harmonią. Spacerują po okolicznych lasach nad Sołą, w której dla odprężenia chętnie pływał doktor Mengele. Historia zatacza koło.

Oprócz niechcianych dzieci niepotrzebni są też ludzie starzy. Gdy wprowadzano system emerytalny, 65 lat było zaawansowanym wiekiem. Ludzie żyją dziś o wiele dłużej, a opieka nad starcem jest o wiele droższa niż nad młodzieńcem. Problem nie jest wymyślony. Jednak ciągle staje mi przed oczami nazistowski plakat przedstawiający chorego dziedzicznie człowieka i stojącego za nim lekarza. Napis mówi: „Dożywotnia opieka nad nim kosztuje 60 tys. Reichsmarek: Rodaku, to są także Twoje pieniądze”. Obecnie w wielu krajach służba zdrowia nie potrafi związać końca z końcem. Stąd pomysły, by chorym i starym mniej lub bardziej delikatnie zasugerować opuszczenie tego świata.

Dalej mamy możliwość genetycznego ulepszania gatunku. Ważne, a pomijane pytanie brzmi: kto będzie kogo ulepszał? W „Nowym, wspaniałym świecie” Huxleya jedna grupa ma moc, a reszta jest obiektem. Kryterium podziału jest inteligencja, ale widzieliśmy na przykładzie profesorów-morderców, że inteligencja nie idzie w parze z moralnością.

.Przysłowie mówi, że pewne jest tylko to, że musimy umrzeć. A może nie wszyscy muszą? Temat wiecznego życia (dla ludzi odpowiednio bogatych) porusza np. powieść „Zero K” Dona DeLillo. W izolowanym od natrętów ośrodku zamożna para chce osiągnąć nieśmiertelność za pomocą kriokonserwacji, czyli zamrożenia. Stąd tytuł Zero K, czyli zero stopni Kelvina. Życie staje się towarem. Kiedyś królowie i dyktatorzy próbowali odmładzać się krwią młodzieńców i dziewic, dziś młodą krew i młode tkanki można nabyć. Za odpowiednią sumę można legalnie zostać wampirem.

O tempora, o mores… Nie mamy już nazistów, ale może rozjechać nas buldożer postępu.

Jan Śliwa

Literatura
Paul Weindling (red.) „From Clinic to Concentration Camp”, 2017
Philippe Valode „Les 12 procès oubliés de Nuremberg (1946-1949)”, 2023
Michel Onfray „Déambulation dans les ruines”, 2025
Philip K. Dick „The Pre-Persons”, 1974
Fritz Lenz „Menschliche Auslese und Rassenhygiene (Eugenik)”, 1931
Aldous Huxley „Brave New World”, 1932
Don DeLillo „Zero K”, 2016

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 marca 2026
Fot. Bianca Fazacas / Unsplash