Jarosław KORDZIŃSKI: Czy szkoła nas wyzwoli? Jarosław KORDZIŃSKI: Czy szkoła nas wyzwoli?

Czy szkoła nas wyzwoli?

Photo of Jarosław KORDZIŃSKI

Jarosław KORDZIŃSKI

Trener, coach, mediator, szkoleniowiec. Autor tekstów z zakresu zarządzania oświatą, organizacji procesu edukacyjnego i psychologii pozytywnej.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Ivan Ilich swój zbiór esejów wydany pod wspólnym tytułem „Odszkolnić społeczeństwo” zaczyna od tezy zakładającej, że w szkołach „szkoli” się ucznia, by mylił nauczanie z nauką, dobre oceny z edukacją, dyplom z kompetencjami i elokwencję z umiejętnością powiedzenia czegoś nowego – pisze Jarosław KORDZIŃSKI

To myśl zapisana blisko pięćdziesiąt lat temu, a przecież wciąż aktualna. Czyż nie żyjemy w mających co najmniej kilkaset lat przekonaniu, że celem szkół jest nadawanie stosownych etykiet, a nauczyciele są po to, by uczniów do ich uzyskania przygotować? W efekcie takiego myślenia zdaniem Illicha: „Leczenie mylone jest z ochroną zdrowia, prace społeczne z poprawą życia społeczeństwa, dozór policyjny z bezpieczeństwem osobistym, wojskowy dryl z bezpieczeństwem narodowym, wyścig szczurów z produktywną pracą”.

Świat, w którym żyjemy, wyposażyliśmy w system oceny innych, w miejsce oceny siebie samych w procesie dochodzenia do tego co ważne.

Żyjemy w szczególnych uwarunkowaniach. Dzielą nas pogłębiające się różnice społeczne. Brakuje wiarygodnych instytucji odpowiedzialnych za różne dziedziny naszego życia. Gnębi nas poczucie wyobcowania oraz frustracji. Do tego światem, w którym żyjemy, rządzi cynizm i bezwzględne dążenie do władzy, a brak niezbędnych kompetencji społecznych uniemożliwia nam przeciwstawieniu się tym, którzy karmią się naszą niewiedzą czy – dziś w coraz większym stopniu podatność do zaakceptowania niemal każdego kłamstwa.

Simone Adolphine Weil, w trudnych czasach II wojny światowej pisała: „Zorganizowanie się mas, bezzwłoczna zgoda na jeden projekt, wspólny poryw należą do rzadkości: dogadywanie się wymaga ostrożności. Plotki rozchodzą się szybko, a my za punkt honoru stawiamy sobie nie dać się oszukać sąsiadowi. I odwrotnie, mniejszość łatwo się łączy, organizuje i spiskuje. Elita jest zawsze solidarna”.

Dużo łatwiej jest nam dziś (i wtedy) karmić się plotką, stereotypem czy kłamstwem, byle tylko mieścił się w naszym wyobrażeniu pozytywnego zaangażowania i umożliwia negatywną ocenę tych drugich. Podobnie dużo bardziej skuteczne są niewielkie grupy rozmaitych pomazańców, którzy mówią nam jak żyć i w jaki sposób interpretować to, co się dookoła nas dzieje.

Nad naszymi postawami mówiąc wprost góruje z jednej strony goebelsowskie techniki upowszechniania fałszywych informacji, z drugiej o bolszewickie przekonanie dotyczące tzw. prawa większości. Mocne słowa, ale niestety prawdziwe.

Pierwsze opisują to, co dzieje się w mediach. Zarzucenie symetryzmu i uznanie wyższości kłótni nad dyskusją powoduje, że oglądając, słuchając czy czytając to, co podrzucają nam dziennikarze, w gruncie rzeczy zawsze wybieramy te z prezentowanych poglądów, które są bliższe naszym przekonaniom. W konsekwencji utwierdzamy się w tym, że to my mamy rację, a wypowiedzi innych nawet nie musimy słuchać, bo wiadomo, że są nieprawidłowe.

To rodzi owo bolszewickie przekonanie o naszych szczególnych uprawnieniach. Żyjąc w swoich bańkach odnajdujemy w nich nie tylko potwierdzenie słuszności naszych zapatrywań, ale i utwierdzamy się w przekonaniu, że dokładnie tak samo myślą wszyscy- no przynajmniej właściwa większość!

Widać to w kontekście dzisiejszych wypowiedzi na temat oświaty. W intensywnym zakresie zaktywizowała się znaczna część rodziców oraz zwolenników tzw. szkół demokratycznych. Standardowym poglądem jest nawoływanie do likwidacji administracji oświatowej, w tym MEN oraz kuratoriów i przekazanie oświaty w ręce jej bezpośrednich użytkowników- czyli uczniów oraz ich rodziców.

Przekonanie o tym, że oddanie środków na szkoły rodzicom i uprawnienie ich do samodzielnego decydowania gdzie i w jakim wymiarze miałyby się uczyć ich dzieci przypomina czasy, w których wielu z nas wierzyło w ideę niewidzialnej ręki rynku. Ale to miraż!

W jakimś sensie przekonaliśmy się o tym w zakresie szkolnictwa wyższego. Dziś każdy, kogo na to stać, może sobie kupić dyplom wyższej uczelni. W niedalekiej przeszłości oczywiście to też było możliwe- załatwiało się to na rynku i wiązało się z fałszowaniem dokumentów. Paradoksalnie dziś też się to załatwia na rynku, na wolnym rynku dostępu do szkół wyższych. Różnica polega na tym, że dziś dzieje się to lege artis a papier Wyższej Szkoły od Wszystkiego jest w gruncie rzeczy tak samo ważny jak prestiżowej uczelni.

Od ponad dwudziestu lat na świecie a od kilku lat w naszym kraju rozmawiamy o możliwościach jakie niesie w sobie przeniesienie ciężaru z nauczania treści przedmiotowych na rozwijanie w uczniach zbioru określonych kompetencji. Na pierwszym miejscu wymienia się umiejętność rozumienia i tworzenia informacji rozumianej jako zdolność identyfikowania, rozumienia, wyrażania, tworzenia i interpretowania pojęć, uczuć, faktów i opinii w mowie i piśmie, przy wykorzystaniu obrazów, dźwięków i materiałów cyfrowych we wszystkich dziedzinach i kontekstach. Inny zbiór umiejętności to kompetencje obywatelskie rozumiane jako zdolność działania jako odpowiedzialni obywatele oraz pełnego uczestnictwa w życiu obywatelskim i społecznym, w oparciu o rozumienie pojęć i struktur społecznych, gospodarczych, prawnych i politycznych, a także wydarzeń globalnych i zrównoważonego rozwoju. Pierwsze pomogłoby skutecznie przeciwstawić się wszechobecnej propagandzie, drugie sprzyjałoby rozwojowi odpowiedzialności za działania na rzecz innych i wspólnie z drugimi. To szkoła może już dziś. I w tym mogą pomóc zarówno nauczyciele jak i rodzice ich uczniów.

Przed nami obowiązek poważnej dyskusji na temat celów i zasad funkcjonowania oświaty, szkoły i nauczycieli. Czas pandemii dał ku niej pewien impuls.

Paradoksalnie dyskurs już dziś toczący się w tej sprawie, to kontynuacja debaty, polemik oraz wystąpień, które pojawiły się internecie i w mediach w trakcie oraz po ubiegłorocznym strajku zorganizowanym przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Wybory prezydenckie, przynajmniej na przykładzie jednego z kandydatów pokazały, że i politycy mogą proponować udział w tego typu dyskusji. Część polityków już się zorientowała, że to ważny temat i nawet skutecznie występują w parlamencie z propozycjami rozwiązań dotyczących realnych potrzeb szkół i nauczycieli. Wszystko wskazuje na to, że oto nadchodzi czas na nas…

Jarosław Kordziński

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 maja 2020

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam