Jarosław KORDZIŃSKI: I po co w ogóle ta szkoła?

TSF Jazz Radio

I po co w ogóle ta szkoła?

Jarosław KORDZIŃSKI

Trener, coach, mediator, szkoleniowiec. Autor tekstów z zakresu zarządzania oświatą, organizacji procesu edukacyjnego i psychologii pozytywnej.

zobacz inne teksty autora

Wakacje to dobry czas, żeby się zastanowić nad sensem funkcjonowania szkoły. Co jest w niej najpiękniejszego? Uczniowie, którzy chcą się uczyć. Niefajnie, że blisko 25 proc. polskich uczniów szkoły za bardzo nie lubi. Dlaczego? Ponieważ ich zdaniem nie uczy niczego istotnego. Uczęszczający do niej są nadmiernie i niesprawiedliwie oceniani. I co więcej wielu uczniów z jakiegoś powodu uważa, że nauczyciele ich po prostu nie lubią. Kiedy rozmawiam na ten temat z nauczycielami słyszę na ogół: „Oni niestety tacy są. Robimy wszystko, co można najlepiej, ale co my możemy..!?”.

Wdrażana przez lata reforma zakładała zmianę opisanego stanu rzeczy. Głosiła, że uczeń możliwe wcześnie powinien od swoich nauczycieli dostać niezbędne wsparcie, które spowoduje, że uzna szkołę za miejsce dla siebie ciekawe, a nauczycieli za osoby stojące w gruncie rzeczy po jego stronie i starających się działać na jego korzyść. By tak się działo opracowano podstawy programowe opisujące nie to, co ma zrobić nauczyciel, ale rezultaty jakie powinien osiągnąć uczeń. Pozornie sprawa oczywista. Praktycznie rewolucja. Opisana sytuacja lokuje nauczyciela głównie jako organizatora procesu edukacyjnego. To bardzo skomplikowana sprawa. Do tej pory było dużo łatwiej. Dziś odpowiedzialność uczących dotyczy głównie tego, by ich uczniowie uzyskali wszystko to co konieczne i rzeczywiście możliwe przez nich do osiągnięcia. Oznacza to, że trzeba z uczniami pracować w taki sposób, jaki jest dla nich możliwie najbardziej optymalny.

Zasada ta dotyczy przede wszystkim przedszkolaków, które od pierwszych dni pobytu w przedszkolu powinny być obserwowane w kontekście rozmaitych rozwojowych niemożności, które mogą im utrudniać nabywanie określonych kompetencji. Później jest pierwsza klasa i szybka diagnoza na samym starcie w progach szkoły. Następnie kolejne lata edukacji wczesnoszkolnej i ciągła obserwacja co się dzieje z uczniami, w jaki sposób się rozwijają i czy aby nie potrzebuje pomocy. Obserwacja uczniów w przedszkolu czy w klasach początkowych szkoły podstawowej nie ma służyć stwierdzeniu, czego dziecko nie umie czy nie potrafi. Jej zadaniem jest systematyczna identyfikacja potrzeb rozwojowych reprezentowanych przez ucznia i równolegle możliwie szybka reakcja zmierzająca do ich zaspokojenia.

.Obserwacja, rozpoznawanie potrzeb, właściwa reakcja nauczyciela, w efekcie niezbędne i skuteczne wsparcie dla uczniów – to niezwykle istotne zadanie jakiego oczekuje się od nauczycieli. Szczęśliwie dysponujemy wieloma dowodami na to, że tak można. Przykładem może być realizowany przez pracowników Instytutu Pedagogiki UJ w blisko trzech tysiącach szkół na terenie całej Polski projekt “Pierwsze uczniowskie doświadczenie drogą do wiedzy”.

„Każde dziecko ma prawo być zdolne i mądre, nawet jak chodzi do szkoły” – to hasło projektu Instytutu Pedagogiki UJ.

.Jego celem było przygotowanie ośmiu tysięcy nauczycieli do pracy z wykorzystaniem słynnej teorii wielorakich inteligencji Howarda Gardnera.

Jak to wygląda w praktyce? Wielu z nauczycieli narzeka na uczniów z nadpobudliwością ruchową. A może to są to po prostu dzieci z inteligencję ruchową, które trzeba uczyć przede wszystkim poprzez ruch. Ot choćby każąc pozbierać im porozrzucane na ziemi woreczki i utworzyć z nich literę “P”. Potem można poprosić, by policzyły, ile zużyły do tego celu woreczków. Możemy też rzucać im piłkę, by liczyły każde złapanie. Pozwalać robić to, co lubią najbardziej, a jednocześnie rozwijać umiejętności matematyczne czy językowe. Tylko pozornie nie jest to możliwe w klasie dwudziestokilkuosobowej. Wymaga nieco innej organizacji, uznania nieco innych priorytetów.

Autorzy wszelkich reform w edukacji podkreślają, że ich celem jest zmodyfikowanie metod i sposobów pracy z uczniem. W młodszych klasach chodzi przede wszystkim o wykorzystywanie zabawy, w starszych ćwiczenia laboratoryjne i uczenie w oparciu o projekt. W jednym i w drugim przypadku pierwszoplanowa jest aktywność uczniów na lekcji a podstawowym podmiotem procesu uczenia sam uczeń.

.Dzisiejsza edukacja zachęca nauczycieli do myślenie zorientowanego na osiągnięcia ucznia. Odejściu od kultury nauczania, do kultury uczenia się. Uczeń powinien odnaleźć w szkole środowisko do własnego rozwoju, a w nauczycielu aktywnego partnera w procesie zmiany sprzyjającej dorastaniu i przejmowania decyzji za własne wybory i decyzje. Celem uczenia się jest człowiek, który nie tylko umie i potrafi, ale potrafi to, co uzyskał zastosować w swoim codziennym życiu.

Pozornie wszystko to było do tej pory. Praktycznie było dokładnie na odwrót. Do tej pory bowiem najważniejsze było czego uczy nauczyciel, od dziś czego się uczy się jego uczeń. Pewnym wytłumaczeniem tego założenia jest nie tak znowu stara historia, która przydarzyła się swego czasu w Indiach. Jej bohaterem jest Gandhi, który odwiedził jedną ze szkół, gdzie dyrektor po kolei przedstawiał mu swoich nauczycieli. Ten uczy historii, ten matematyki, a ten języka ojczystego. I wtedy Gandhi zapytał: „A kto uczy uczniów”. Warto sobie zadać to samo pytanie.

Jarosław Kordziński

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam