Prolog wojny w Europie. Erozja europejskiej myśli politycznej

Jerzy POLACZEK

Poseł Prawa i Sprawiedliwości. Wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. W latach 2005-2007 minister transportu. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Pomysłodawca i założyciel Centrum Kreowania Liderów Kuźnia.

zobacz inne teksty autora

Europa Zachodnia uwierzyła, że można oddzielić się od barbarzyńców, ktokolwiek by to był, murem deklaracji, frazesów i pomocy humanitarnej – pisze Jerzy POLACZEK

.Trudno jednoznacznie wskazać moment, kiedy terroryzm o bliskowschodniej proweniencji z narzędzia służącego do realizacji celów politycznych stał się bronią wojny kulturowej skierowanej przeciwko Europie. Nasuwa się również myśl, iż skoro jesteśmy wychowani w myśleniu przyczynowo-skutkowym, ktoś może, choćby pośrednio być zainteresowany w podtrzymywaniu, konserwowaniu takiej sytuacji, jaka obecnie panuje w Europie. Nie oznacza to szukania bezpośredniego inicjatora czy sprawcy, ale może być próbą znalezienia choćby mimowolnych beneficjentów tej fali terroru islamskiego w Europie.

Ważne też, aby pamiętać, że największa intensywność działań terrorystycznych występuje właśnie na Bliskim Wschodzie i jest skierowana z reguły przeciwko ludności muzułmańskiej. Akty masowego terroru tzw. „Państwa Islamskiego” skazują mniejszość chrześcijańską na zagładę. Tam jednak sytuacja jest o tyle łatwiejsza, że wiadomo mniej więcej — kto z kim walczy. Linie frontu idą wzdłuż podziałów wewnątrz islamu i według kryteriów religijnych czy etnicznych lub klanowych.

Społeczeństwa europejskie, tak je postrzegaliśmy dotychczas, nie definiowały się jednak w tak sektorialny sposób, w każdym razie nie w okresie ostatnich 100 lat. Oczywiście są wyjątki, czego przykładem może być Irlandia.

Intensywność działań terrorystycznych to nie tylko częstotliwość zamachów, liczba ofiar i okrucieństwo sprawców, ale również ekspresja medialna. Paradoksalnie to media „donoszą” przekaz terrorystów do odbiorcy, który ma być zastraszony i zmanipulowany. Porażony strachem.

Każde wydarzenie jest zwielokrotnione poprzez kanały przekazu, od smartfonów, Twittera, telewizji informacyjnych, kończąc na pogadankach z ekspertami. Rzeczywistość ulega dystorsji, bodźce zwielokrotnieniu. Osąd tych zjawisk w przypadku przeciętnego obywatela jest poddany manipulacjom, gdyż media potrafią wzmacniać lub osłabiać wydźwięk tych zdarzeń. Społeczeństwa, ale w szczególności władze nie są przygotowane do walki z terroryzmem na płaszczyźnie psychologicznej. Pierwszy set tego pojedynku jest zatem przegrany.

Zacznijmy od Europy. Złudzenie, że homeostaza/mechanizm homeostazy europejskiej, który w miarę dobrze pracował przez ostatnie, powiedzmy, 50 — 60 lat, może być naprawiony tylko z wykorzystaniem kilku deklaracji politycznych lub koncesji ekonomicznych (czytaj — dosypania kilku miliardów euro tu i tam), być może ciągle tkwi w głowach zachodnioeuropejskich elit politycznych, ale niestety to tylko złudzenie. Zachodnia Europa uwierzyła, że to, co ma — to znaczy dobrobyt, stabilność polityczną — zawdzięcza sobie oraz ponieważ „to jest dobre”, będzie trwało długo, długo, aż po kres historii.

Europa Zachodnia uwierzyła również, że można oddzielić się od barbarzyńców, ktokolwiek by to był, murem deklaracji, frazesów i pomocy humanitarnej. Z jakiegoś powodu zatracono zdolność do myślenia historycznego, do myślenia o historii nie jako zbiorze poszczególnych wydarzeń, ale jako procesie, „który się dział, dzieje i będzie się dział”. Zachód stoi na stanowisku, że wystarczy powiedzieć „Trwaj chwilo, trwaj …” i nie ponieść jakichkolwiek konsekwencji własnych działań i zaniechań.

.Wielka wojna, zwana też I wojną światową, nie tylko była nieprawdopodobną rzezią dla narodów europejskich, ale przede wszystkim „rzezią” imperiów. Co bardzo ważne, upadły dotychczasowe wielkie potęgi: Cesarstwo Rosyjskie, Imperium Otomańskie i Cesarstwo Austro-Węgierskie, dając początek innym państwom. Dodajmy, że przywołane tu trzy byty stanowiły śluzę pomiędzy Bliskim Wschodem i Środkowym Wschodem a Europą.

Nowy podział Bliskiego Wschodu był ahistoryczny i akulturowy, czyli nie uwzględniał historii i specyfiki regionu lub czynił to w niewielkim stopniu. W szczególności nie brał pod uwagę różnic religijnych i etnicznych. Na ówczesną chwilę uzyskano jednak produkt dostatecznie stabilny, aby przetrwał prawie 100 lat.

Powolny upadek Europy jako istotnego gracza „imperialnego” spowodował rozprucie się całego Bliskiego Wschodu i utratę kontroli czy wpływu przez Europę wzdłuż południowych i południowo-wschodnich granic.

W chwili obecnej jesteśmy świadkami odradzania się co najmniej dwóch mocarstw muzułmańskich — Turcji i Iranu. Wzrastające ambicje polityczne ma Egipt. Arabia Saudyjska nie zamierza ustąpić pola jako rozgrywająca w całym świecie islamu.

To, co rzuca się w oczy w polityce unijnej w stosunku do świata zewnętrznego, to brak spójnej i realnej koncepcji rozwiązania współczesnych problemów. Mamy wiele rozmaitych deklaracji, pięknych, ale pustych w środku. Co więcej, horyzont czasowy działań to nie 15 — 20 lat , nawet nie 10, ale od wyborów do wyborów, czyli inaczej mówiąc — od sezonu do sezonu.

Zacznijmy od tego, że kryzys migracyjny był do przewidzenia. Kierunek zmian na Bliskim Wschodzie, ale i w Afryce Północnej oraz w rejonie Somalii czy Erytrei był do przewidzenia i każde w miarę sprawne służby wywiadowcze powinny odpowiedni materiał dostarczyć i być w stanie sporządzić stosowne analizy. Szczególnie że mamy do czynienia nie ze spontaniczną wędrówką ludów, ale z dobrze przygotowaną operacją logistyczną. Opłaty pobierane przez przemytników są niebagatelne, kilka tysięcy dolarów lub euro w zależności od kierunku od migranta (wg invisible-dog.com). Tego typu przedsięwzięcia wymagały przecież marketingu, reklamy, werbunku. Łączność, zakup łodzi, sprzętu itd. nie są rzeczami, których wywiady mogłyby nie zauważyć. Być może zresztą takie informacje dotarły do decydentów czy polityków, ale z powodu np. dyskomfortu ideologicznego nie zostały należycie potraktowane. Nie wyciągnięto wniosków.

Teraz już pewne rzeczy się wydarzyły, jesteśmy po prologu i pytanie, czy to dopiero pierwszy akt, czy już drugi tej wojny?

Politykę europejską będą teraz kształtować środki masowego przekazu poprzez relacje z różnych barbarzyńskich wydarzeń, które się dzieją w Europie Zachodniej. Cała ta ludność napływowa, nowa — pozostająca w obozach czy ośrodkach dla uchodźców — i ta już zaabsorbowana, jak się okazuje, tylko pozornie, właśnie z powodu deklaratywnego humanizmu i otwartości traci szansę na zbudowanie sobie nowego życia w Europie. Absurdalne, odrażające w swej brutalności działania wywołują odrzucenie dla nowych przybyszów i dla tych, którzy już żyją tam jakiś czas i zdążyli się naturalizować. Oczywiście, europejska nowomowa i poprawność polityczna powodują, że politycy głównego nurtu zaklinają rzeczywistość i starają się wszystko sprowadzić do pojedynczych przypadków, nie dostrzegać ogólnych tendencji. W ten sposób powodują uwiarygodnienie wszystkich tych, których narracja jest zgodna z oczekiwaniami społecznymi, chciałoby się powiedzieć — tubylców. Efektem tych procesów będzie radykalizacja sceny politycznej.

Jeżeli kryzys uchodźczy będzie trwał, to rośnie niepomiernie rola dwóch państw — Rosji, która mimo kryzysu ekonomicznego, a może właśnie z powodu tego kryzysu, chce odbudować swoją pozycję rozgrywającego w Europie, oraz Turcji, która zmierza w kierunku stania się lokalnym mocarstwem bliskowschodnim. Ani jedno, ani drugie państwo nie jest zainteresowane szybkim wygaszeniem konfliktów w rejonie. Oba te kraje, a w szczególności Turcja, trzymają Europę w szachu sprawą uchodźców.

Papież Franciszek ma odwagę powiedzieć to, co ludzie myślą, a politycy głównego nurtu boją się wyartykułować. Na świecie toczy się wojna. W Europie toczy się wojna. Nie jest to jednak wojna taka, jaką znamy z filmów i z historii. Nie ma wielkich bitew, przemarszów wojsk, mobilizacji tysięcy żołnierzy. Jest jednak strach, są ofiary, setki ofiar wśród ludności cywilnej i setki tysięcy uchodźców.

.Nawet jeżeli wśród migrantów znaczna część to migranci ekonomiczni, to powiedzmy sobie szczerze, część przyczyn, dla których ci ludzie nie mogą godziwie zarobić na życie, właśnie wynika z tej sytuacji wojennej. Wojna ta bowiem toczy się od Afryki aż po subkontynent indyjski.

Gdyby tzw. terroryzm islamski był narzędziem w rękach jednej czy dwóch grup politycznych lub ideologicznych, to walka z nim byłaby o wiele łatwiejsza. Przeciwnik byłby określony, linia podziału „swój — obcy” — jasno zarysowana. Łatwiejsza też byłaby racjonalizacja tego, co się dzieje.

Kto jest wrogiem? Jaki jest jego cel? Dlaczego ustępstwa z naszej strony nie zadowalają przeciwnika? Kultura zachodnia jest, przynajmniej deklaratywnie, kulturą dialogu i kompromisu. Nie jest ona przygotowana na starcie z niedookreślonym przeciwnikiem, z którym nie można się porozumieć.

Z drugiej jednak strony przeciwnik jest określony na tyle, że z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa można przewidzieć, kto popełni następny akt terroru w Europie. Z jednej strony mamy statystykę, a z drugiej całą obudowę medialną i „głos ludu” w internecie. Nawet celowe przemilczanie z powodu prewencyjnej cenzury poprawności politycznej, czy jak tam zwał, przynależności etnicznej sprawcy jest interpretowane przeciwnie do intencji przekazu. Czyżby to była wojna religijna? Wojna religijna, o której nie wolno głośno mówić?

To, co nazywamy w odległym nam kulturowo islamie, to podobnie jak w bliższym nam chrześcijaństwie, wiele różnych denominacji i wiele różnych narodów i kultur będących pod wpływem tej religii. Nie zapominajmy również, że islam jest częścią Europy już od dawna. Poprzez najazdy, ale i poprzez infiltrację kulturową. Islam był i jest stale obecny w historii Europy i w samej Europie. Były nawet momenty w historii, kiedy wrogość pomiędzy islamem a chrześcijaństwem nie była większa niż wrogość wewnątrz państw i narodów chrześcijańskich w Europie.

Przykład Polski jest w tej materii jak najbardziej zasadny. Nasz kraj, który mimo wojen z mocarstwem muzułmańskim, przyjął i wchłonął grupę wyznawców Proroka, wskazuje, że problem tkwi nie w religii, albo wyraźmy to precyzyjniej, nie tylko w religii. Co nie oznacza, że ten cały amorficzny ruch, który uzewnętrznia się między innymi w zbrodniczych zamachach, nie jest związany z islamem, co dość często próbuje się prezentować. Po prostu pojawiła się jakaś nowa forma tej religii, zdziczała i zdegenerowana, a równocześnie atrakcyjna dla niemałej części mieszkańców Europy, z reguły nowych mieszkańców. Problem w tym, że „inny”, nieradykalny islam, bardziej tolerancyjny, otwarty itd., znajduje się w odwrocie, a przynajmniej nie jest w stanie przebić się przez przesłanie radykałów. Dla tych, którzy czują się wyalienowani z europejskiej cywilizacji, ideologia umiarkowana nie jest atrakcyjna. Szukają śmiertelnej samorealizacji poprzez dżihad. Tak jak przystąpienie do islamu sprowadza się do wypowiedzenia trzykrotnego świadectwa (tzw. szahady), tak włączenie się w działania którejś z grup terrorystycznych nie wymaga zbyt dużej biurokracji, a wyłącznie dokonania zamachu. Nieprzewidywalność tego typu działań skutecznie utrudnia prewencję, a poprzez irracjonalizm i celowe okrucieństwo terror ten jest jeszcze bardziej porażający.

To właśnie radykalne przesłanie zapewnia jakieś potrzeby ideologiczne czy psychologiczne młodych muzułmanów, czy to na Bliskim Wschodzie, czy to w Europie. Nie pierwszy i nie ostatni raz w historii.

Aby zostać terrorystą, nie trzeba być w strukturach, ale wystarczy poczuć „wolę bożą”. Radykalny islam nadaje sens tym wszystkim, którzy nie widzą dla siebie przyszłości w normalnym życiu. Resztę robią media i nasz strach. Przypadkowi ludzie, prawie nie do wykrycia przez służby, realizują cele Państwa Islamskiego, Al-Kaidy czy każdej innej radykalnej organizacji.

.Jeżeli już wiesz, że będziesz obywatelem niższej kategorii, czujesz się na marginesie życia, masz świadomość odrzucenia, wiesz, że twoje fantazje o dobrobycie w Europie to mrzonki, to musisz jakoś odzyskać w tym wszystkim sens. Skończył się festiwal objęć i solidarności, a czeka cię wegetacja w obozie dla uchodźców. W takim przypadku stosunkowo łatwo znaleźć protezę celu i sensu w ideologii dżihadu. To niebezpieczeństwo dotyczy nie tylko migrantów nowych i tych, którzy już powinni stać się obywatelami Europy, ale wszystkich bez wyjątku. Tylko ideologia będzie się zmieniać. Jedna akcja może zrodzić reakcję. Tego typu racjonalizacja jest dużo trudniejsza w przypadku ataków w Europie, chociaż…

Dziś nie za bardzo można być optymistą. Przynajmniej jeśli chodzi o to, co się będzie działo w najbliższej przyszłości. Co potrafi zjednoczyć społeczeństwa Europy Zachodniej na tyle, by mogły powiedzieć: „Tutaj stoimy i nie możemy się cofnąć”? Dla jakich wartości te społeczeństwa mogłyby coś ofiarować, z czegoś zrezygnować, a nade wszystko poprzeć posunięcia idące w poprzek wizji Końca Historii i Arkadii Szczęśliwej?

Jerzy Polaczek

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi