Jurij WYNNYCZUK: Do braci Polaków

Do braci Polaków

Photo of Jurij WYNNYCZUK

Jurij WYNNYCZUK

Członek PEN-klubu. Autor zbiorów opowiadań, wielu powieści, tłumaczonych na różne języki. W tym na polski: „Knajpy Lwowa”, „Tango śmierci, Lutecja”, „Legendy Lwowa” i „Klucze Marii”.

zobacz inne teksty Autora

Wojna zmieniła stosunek naszych narodów do siebie. Nie jesteśmy już tylko sojusznikami, jesteśmy braćmi – pisze Jurij WYNNYCZUK

.Pierwszego dnia wojny, 24 lutego 2022 roku, około szóstej rano, mój syn i żona obudzili mnie i powiedzieli, że rozpoczęła się wojna. To był dla mnie szok. Wyły syreny, zeszliśmy do piwnicy. Wieczorem miałem prezentację online mojej powieści Lutecja we Wrocławiu i wywiad w polskim radiu, ale rozmawiano ze mną nie tyle o mojej powieści, ile o wojnie. W końcu Lutecja właśnie opowiada o wojnie z mitycznymi bestiami. Książka została napisana w 2017 roku. W roku 2022 zobaczyliśmy prawdziwe bestie w takich miastach jak Bucza, Irpień, Izium i wielu innych.

Wszyscy nasi zachodni sąsiedzi dyskutowali o wojnie. Chętnie czytałem polską prasę, która często cytowała wypowiedzi czeskich, niemieckich i amerykańskich polityków. Żaden z nich nie wierzył, że Ukraina przetrwa. Nie wierzyli też w przedłużającą się wojnę z użyciem ciężkiej artylerii, rakiet, samolotów i z potwornymi zbrodniami na ludności cywilnej.

Widziałem, jak bardzo Polacy byli dotknięci tą agresją, jak bardzo sympatyzowali z nami i wierzyli, że będziemy w stanie powstrzymać wroga.

Wtedy wydawało się, że wojna nie potrwa długo, że świat się oburzy i powstrzyma to piekło. Świat był oburzony, ale nie powstrzymał agresji. Zaczął jednak dostarczać broń, choć bardzo powoli. Nie sprawdziły się przewidywania rosyjskich i amerykańskich analityków, że zostaniemy pokonani w ciągu 2–3 dni.

Świat uczy się na naszej wojnie z Rosją, jak walczyć, testując broń, która nie była jeszcze powszechnie używana. Rosja nie rozwijała swoich technologii, po prostu je kupowała, mając nieograniczone fundusze, tymczasem kraje NATO od lat rozwijają różne technologie wojskowe, choć rzadko wykorzystują je w praktyce lub nie robią tego wcale. I dopiero teraz świat zobaczył zupełnie nowy rodzaj wojny, w której zwycięstwo nie zależy od liczby pocisków, czołgów i siły ludzkiej, ale od broni naddźwiękowej, najnowszego lotnictwa w postaci dronów i skutecznej cyberobrony.

Polska – najwierniejszy sojusznik

.Stosunki polsko-ukraińskie nie były łatwe. Ale relacje między niemal wszystkimi narodami żyjącymi w sąsiedztwie nie są łatwe. Rzadko kiedy ich współżycie przebiega w pełnej harmonii, prawie każdy z nich miał lub nadal ma roszczenia terytorialne wobec sąsiada, pretensje i żale. Wszystko to miało miejsce również między Ukraińcami i Polakami. Ale w obliczu wojny, w obliczu horroru bombardowań sytuacja się zmieniła.

Polska stała się naszym najwierniejszym sojusznikiem i przyjęła największą liczbę uchodźców. Na przykładzie mojej rodziny opowiem o naszej osobistej wdzięczności dla Polaków.

Moja żona i syn są bardzo zdyscyplinowani i za każdym razem, gdy rozlegał się alarm, ciągnęli mnie do piwnicy. Ale nie chciałem zostawać w piwnicy, wsiadałem na rower i jechałem do lasu. Tam czułem się spokojniejszy.

Syreny przeszkadzały im, ponieważ żona prowadziła wykłady online na uniwersytecie, a syn studiował. Nie mogli się wyspać, gdy syreny wyły w nocy. Zaprosili ich do swojego domu nasi przyjaciele z Rzeszowa. Żona i syn wyjechali, ja zostałem. Ci sami znajomi znaleźli im wolne mieszkanie u kolegi w malowniczym miasteczku Lądek-Zdrój. Żona i syn wprowadzili się do trzypokojowego mieszkania ze wszystkimi udogodnieniami. Pierwszego dnia po przyjeździe sąsiedzi przynieśli jedzenie i napoje oraz bardzo miło ich przywitali. Właściciel zadbał o internet i drukarkę. Mieszkali tam przez cztery miesiące. Gospodarz i jego siostra zapraszali ich na pikniki, na wycieczki, żeby nie nudzili się w obcym mieście. W czerwcu odwiedziłem ich, byłem tam cały tydzień.

Właściciel otrzymywał odszkodowanie za goszczenie uchodźców, ale połowę oddawał mojej żonie, mówiąc, że to pieniądze przeznaczone przez państwo specjalnie dla niej. Dopiero pod koniec pobytu dowiedziała się, co to były za pieniądze.

Stosunek Polaków do Ukraińców jest uderzająco ciepły i szczery. Nasza znajoma z Warszawy zaproponowała żonie, aby przetłumaczyła na język ukraiński polskie podpisy pod zdjęciami, które miały być wystawione w galerii sztuki. W ten sposób mogła sobie dorobić. Polski pisarz i wydawca Przemysław Lis-Markiewicz powiedział mi, że ich stowarzyszenie literackie chce przeznaczyć pewną kwotę, aby mnie wesprzeć, ponieważ wie, że obecnie przeżywamy kryzys wydawniczy.

W lipcu moja żona i syn wrócili, ale we wrześniu wyjechali do Szkocji. Nie stracili jednak kontaktu z Polską. Galeria nadal zamawia tłumaczenia, a Przemysław znalazł możliwość zarabiania. Co więcej, już wcześniej zaprenumerował dla mnie mój ulubiony magazyn „Literatura na Świecie” i stale przysyła mi ciekawe książki polskich autorów.

W czasie wojny miałem kilka prezentacji w Polsce: w Radomiu, we Wrocławiu i Warszawie. We Wrocławiu byłem na Targach Książki. Właśnie wtedy zaczęliśmy mieć przerwy w dostawie prądu trzy razy dziennie po cztery godziny. Na szczęście zima nie była mroźna, ale mogłem pracować na laptopie tylko przez dwie godziny. Zapytałem organizatorów targów, gdzie mogę kupić powerbank do mojego laptopa. Ale kiedy zobaczyli mój dziesięcioletni komputer, wątpili, czy będę w stanie znaleźć do niego odpowiednie urządzenie. Pomogli mi kupić zarówno nowego laptopa, jak i powerbank.

W tym roku w Polsce ukażą się jeszcze dwie moje książki – napisana wspólnie z Andrijem Kurkowem powieść Klucze Marii oraz Legendy Lwowa. Po raz kolejny zaprezentuję je na Targach Książki.

Tak ciepłe relacje międzyludzkie zawsze mnie wzruszają, bo rodzą się poza polityką, poza różnymi roszczeniami. Gdziekolwiek byłem w Polsce, z kimkolwiek rozmawiałem – z taksówkarzami, sklepikarzami, pisarzami, szewcami – wszyscy wiedzieli o wszystkich wydarzeniach na froncie, znali naszych dowódców wojskowych z imienia i nazwiska, uważnie śledzili wiadomości i martwili się o Ukrainę.

.Wojna zmieniła stosunek naszych narodów do siebie – nie jest to już tylko stosunek sojuszniczy, ale braterski. Interesujące jest, że to nie nowość, lecz powrót. Nasze stare kroniki wskazują, że kiedyś byliśmy jednym narodem i mówiliśmy tym samym językiem.

Jurij Wynnyczuk
Tekst ukazał się w nr 59 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 grudnia 2023